Porwana, część 16

Cześć,

miało być dzisiaj bez zbędnych wstępów, powiem tylko krótko: Przepraszam za wszelkie literówki, jeżeli takie się pojawią i jakieś urwane w połowie zdania (mam nadzieje, że tych drugich nie ma), pisałam to opowiadanie na raty przez mój głupi komputer, który wymyślił sobie to aktualizację, to się przegrzał, to znowu coś innego i co chwilę się wyłączał.

PORWANA, część 16

Jude patrzyła na blondyna czekając na jakikolwiek wyjaśnienia. Wiedziała, że cokolwiek się stanie lub nie stanie, wyciągnie od niego kto jest autorem listu.

-Nicki to napisała -odparł obojętnym głosem, a cała złość, którą wcześniej widziała na jego twarzy po prostu zniknęła. Zastąpiło ją coś innego, brunetka starała się odnaleźć właściwie określenie, a jedyne które przychodziło jej do głowy było „odrętwienie”.

-Nicki? Przecież ona… -dziewczyna chciała powiedzieć „nie żyje”, powstrzymała się jednak w ostatniej chwili. Jake wcześniej podczas rozmowy zapytał Roberta kiedy otrzymał przesyłkę. Koszykarz odpowiedział, że jakieś dwa lata temu. Istniała więc realna możliwość, że to ukochana młodego McGharta napisała list i wysłała go do bruneta -Jesteś pewien, że to ona?

-Dwa razy użyła słowa „nierozumienie” zamiast „nieporozumienie”. To w jej stylu. A jej ulubiony cytat z jej ulubionej książki tylko potwierdził moje przypuszczenia -odparł wzruszając ramionami -Przy jednym z naszych ostatnich spotkań powiedziała, że muszę być otwarty na nieprzewidziane zdarzenia w życiu i mieć odwagę, że wszystko się uda. Wtedy nie rozumiałem o co jej chodzi. Zbyła mnie krótkim wyjaśnieniem, że tak jej się po prostu wzięło na rozmyślania. Wtedy mi to wystarczyło. Teraz jestem pewien, że ona wiedziała, że coś nadchodzi. Coś złego.

-Nie wydaje ci się dziwne to, że twoja ukochana mnie śledziła? Dlaczego?

-Na pewno miała swoje powody.

-Czy ty siebie słyszysz? -spojrzała na niego poprzez przymrużone oczy.

-Co chcesz usłyszeć? Że dziewczyna, której bezgranicznie ufałem, osoba, z którą chciałem spędzić resztę życia, miała przede mną tajemnice? Widocznie nie znałem jej tak dobrze jak sądziłem.

-Nie rozumiem co to za świat, w którym powiedzenie prawdy jest trudniejsze niż kłamstwo i zmierzenie się z jego konsekwencjami -blondyn nic nie powiedział, nie patrzał też na nią.

***

-Skomplikowane to wszystko -odparł Robert sięgając po swoją torbę w korytarzu -Podziwiam cię, że potrafisz się w tym odnaleźć.

-Jeżeli chcę wrócić do domu, muszę uwolnić się od Jack’a -potarła dłońmi o swoje ramiona, musiała być silna, nie miała innego wyboru -Musisz wiedzieć,że autor listu -westchnęła na samą myśl o ukochanej Jake’a -Nicki -poprawiła się -miała rację co do jednego. Potrzebujemy cię.

-Możesz liczyć na moją pomoc -uśmiechnął się, chcąc dodać jej otuchy -Może gdzieś razem wyskoczymy? Kawa, kino? Cokolwiek, abyś choć na chwilę zapomniała o Jack’u i jego pokręconym świecie.

Kilkadziesiąt minut później szła ramie w ramie z koszykarzem. Nie żałowała, że dała się namówić Robertowi na spacer. Pogoda wprawdzie nie dopisywała, pojedyncze promienie słońca sporadycznie przebijały się przez warstwę chmur, jednak drzewa we wszystkich odcieniach jesieni zapierały jej dech w piersiach. Mimowolnie pomyślała o Jake’u, spodobałoby mu się tutaj. Idealne miejsce do malowania. Zmierzali główną aleja w pobliskim parku w stronę znajdującego się w oddali niewielkiego stawu. Z miejsca, w którym stała słyszała szum wody, widziała kaczki przemierzające zbiornik z jednej strony na drugą. Żałowała, że nie miała przy sobie chleba, ani jakichkolwiek resztek jedzenia. W związku z niesprzyjającą do spacerów aurą przez park nie przewijało się zbyt wielu ludzi. Dziewczynie to nie przeszkadzało, napawała się tą chwilą ciszy i spokoju.

-Tak właściwie to się cieszę -brunet szedł tuż obok niej, z torbą przerzuconą przez ramię.

-Z jakiego powodu? -zapytała wdychając do płuc świeże powietrze.

-Że wtedy na ciebie wpadłem -odparł z uśmiechem na twarzy.

Czarodziejka przez chwilę zastanowiła się skąd w nim tyle optymizmu. Chciała go nawet zapytać, czy nie ma zakwasów od uśmiechania się. Szybko jednak zdała sobie sprawę, że wcale nie tak dawno temu, także i ona miała wiele powodów do radości.

-Nie przeraża cię cały ten świat magii czy też perspektywa zmierzenia się z czarnoksiężnikiem pragnący przejąć rządy nad światem?

-Nie szczególnie.

-Nie szczególnie? -spojrzała na niego zdziwiona, chociaż to mało powiedziane -Ja do tej pory nie oswoiłam się z myślą, że jestem czarodziejką i prawdopodobnie prędzej niż później przyjdzie mi stanąć do walki z okrutnym Jack’em, ty natomiast wiesz o tym od kilku godzin i nie masz żadnych obaw? Żadnych pytań?

-Mam po swojej stronie trzech muszkieterów -puścił do niej oczko.

-Słucham? -spojrzała na niego jak na kosmitę, mówiącego do niej w zupełnie obcym jej języku.

-Jesteś jak Athos, niezłomny dowódca z dwójką swych wiernych kompanów, Aramisem i Portosem.

-Mówisz o Jake’u i Klausie? A ty to? -zmarszczyła czoło starając się pojąc jego tok myślenia.

-Ja jestem D’Artagnan -odparł unosząc dumne podbródek.

-Nie zgadzam się -zaprotestowała zakładając ręce na piersi.

-Dlaczego?

-Dlaczego mam być mężczyzną. Wolałabym kobiecy odpowiednik.

-Skoro tak bardzo nalegasz, Constance -mówiąc to odłożył torbę na ziemi, a następnie wyciągnął w jej stronę rękę -Można prosić panią do tańca? -teatralnie pokłonił się.

-Co? -rozejrzała się dookoła -Jesteśmy w parku. Ludzie będą się dziwnie na nas patrzeć -dodała wskazując na zmierzające w ich stronę małżeństwo z żwawo kroczącą przed nimi małą blond dziewczynką ubraną w różową kurtkę.

-To niech patrzą -stał niewzruszony jej słowami.

-Nie ma muzyki -przerażała ją myśl robienia czegokolwiek przed ludźmi, od zawsze stresowała się przed publicznymi wystąpieniami.

-Jesteś czarodziejką.

Westchnęła. Od samego początku była na przegranej pozycji. W myślach powtarzała sobie, że jest w obcym mieście, daleko od domu. Nikogo tutaj nie zna, nikt nie zna jej. Pewnie nigdy więcej nie zobaczy tego małżeństwa, ani dwóch nastolatek, które dokładnie w tym momencie jak na złość pojawiły się w zasięgu jej wzorku. Zamknęła oczy, wyobrażając sobie dźwięki. Refren jednej z jej ulubionych piosenek, nie było to takie trudne. Słuchała jej wielokrotnie, znała na pamięć tekst i melodię. Poczuła dłonie Roberta, jedną w talii, drugą chwycił ją za rękę. Mimowolnie uśmiechnęła się, kręcąc jednocześnie z niedowierzaniem głową na boki. Dała się mu poprowadzić, wciąż z zamkniętymi powiekami. Krok w przód, krok w tył. Pomyślała, że jest równie stuknięta co brunet. W końcu tańczyła pośrodku głównej alei w jakimś parku z chłopakiem, którego widziała trzeci raz w życiu na oczy, z czego dwa wcześniejsze „przelotnie” i o którym wiedziała właściwie tylko tyle, że dostał od nieżyjącej ukochanej Jake’a list z jej zdjęciami z informacją, że mają sobie w przyszłości pomóc. W tym samym momencie, gdy uświadomiła sobie jak absurdalnie to brzmi, jego dłoń zniknęła z jej talii. Otworzyła oczy będąc w połowie obrotu.

-Dałabyś radę wyczarować nam jeszcze stroje z epoki? -zapytał przyciągając ją do siebie.

Jude położyła wolną dłoń na jego torsie. Była tak blisko niego, czuła jego ciepło. Spojrzała w jego oczy, błyszczały w nich iskierki radości.

-Jesteś szalony -wyszeptała odsuwając się od niego.

-Ale przyznaj, że chociaż na chwilę zapomniałaś o wszystkich problemach.

-Tak -zdała sobie sprawę, że już dawno tak dobrze się nie bawiła -Dziękuję.

***

Jude zajęła miejsce na kanapie obok Klaus, na ekranie telewizora przewijały się napisy końcowe. W drzwiach minęła się z Julią, szybko połączyła oba fakty w jedno. Czarodziej spędził miły wieczór ze swoją ukochaną.

-Co oglądaliście? -zapytała sięgając po kawałek czekolady z misy słodkości położonej na stole między po części opróżnioną butelką wina, a kubkami po kawie.

-Jake wybrał dla nas jakiś kryminał -wstał z miejsca, wyjął płytę z odtwarzacza -Labirynt -przeczytał tytuł znajdujący się na pudełku, do którego włożył krążek -Dobry.

-A gdzie Jake? -zapytała nie mogąc powstrzymać się przed sięgnięciem po kolejną porcję łakoci.

-Wyszedł jak przyszła Julia, wziął blok i ołówek. Pewnie gdzieś się zaszył i rysuje -spojrzał w stronę dziewczyny -A jak udał się twój spacer?

-Było miło -odparła promiennie się uśmiechając -Pomoże nam -dzięki temu wypadowi na miasto miała okazję go poznać.

Okazał się taki, jakim miała nadzieje, że będzie. Normalnym chłopakiem, bez pokręconej przeszłości czy niezrozumiałej teraźniejszości. Posiada prawie normalną rodzinę, rodziców po rozwodzie i młodszego brata. Jednak z tego, co mówił jego ojciec i matka potrafią się dogadać, nie ma między nimi wojny. Po prostu ich uczcie wygasło. Chłopak ma stypendium sportowe, a w przyszłości chce zostać agentem i reprezentować wiele znanych osobistości, nie tylko ze świata koszykówki.

-Zastanawia mnie brak reakcji ze strony Jack’a. To jak cisza przed burzą.

-Gdy nadejdzie będziemy gotowi -odparł z pewnością w głosie Klaus.

-Zastanawiała mnie sprawa tego listu -oczyma wyobraźni widziała zdjęcia, które pokazał jej Robert, siebie na nich, swoich przyjaciół, a także blondyna -Nicki wysłała go, aby chronić Jake -była to jedyna stała w tym skomplikowanym równaniu -Zastanawiam się dlaczego nie powiedziała wprost o grożącym mu niebezpieczeństwie?

-Czasami, aby chronić osobę, na której nam zależy decydujemy się na kłamstwo…

-Nie uznaję czegoś takiego jak kłamstwo w dobrej wierze -wiedziała co chce powiedzieć czarodziej, dlatego też zdecydowała się mu przerwać -Kłamstwo to kłamstwo.

-Niekiedy ucieczka jest lepszą opcją niż udział w spisanej na porażce walce. Wydaje mi się, że z kłamstwem jest podobnie. Szanuje twoje poglądy, jednak proszę, abyś miała otwarty umysł.

-Skąd Nicki wiedziała o mnie? -dziewczyna miała wrażenie, że Klaus próbuje tłumaczyć Jake’a. Sama w sumie już wybaczyła blondynowi, nie potrafiła być długo na niego zła. Nie wiedziała dlaczego, jednak za każdym razem, gdy zawiódł jej zaufanie, ona wciąż miała nadzieję, że potrafi się zmienić. Nie całkowicie, bo lubiła jego artystyczną stronę, zamiłowanie do kryminałów, które także podzielała. Dobrze czuła się w jego towarzystwie, jednak pragnęła, aby się przed nią otworzył. By podzielił się z nią swoimi myślami, a także obawami. Tylko tyle, nic więcej. Wydawało się, że jednak wciąż za dużo.

-Odnalezienie osoby z magicznymi zdolnościami urodzonej dokładnie tego samego dnia, tego samego roku w tej samej godzinie i minucie nie wydaje się takim trudnym zadaniem, szczególnie gdy posiada się wszystkie niezbędne do tego środki. Nie zapominaj, że była dziewczyną Jake’a, miała dostęp do ksiąg w bibliotece jego ojca -Jude przytaknęła, było to logiczne wyjaśnienie.

-A jak znalazła Roberta?

-Na to pytanie jeszcze nie udało mi się znaleźć odpowiedzi.

/Miłośniczka kryminałów

32 myśli nt. „Porwana, część 16

    1. ~Ash

      hm.mmm, o tym nie pomyślałam, wzięłam raczej pod uwagę, że D’Artagnan kochał Constance :P
      ale teraz jak tak o tym myślę, to też bym wolała być na jej miejscu Athosem :P

      Odpowiedz
  1. ~Nita

    No i dalej tyle zagadek i niejasności…ale właśnie to lubię:D Jej to opowiadanie jest strasznie ciekawe i strasznie wciągające ! Ahh Robercik <3 Ta ich "randka" była po prostu super i taniec w parku no pełne romantico :D Zgadzam się kłamstwo to kłamstwo..nawet najgorsza prawda jest lepsza od najlepszego kłamstwa, w końcu ono i tak wcześniej czy później wyjdzie na jaw…Tak fajnie mi się czytało że chce więcej!
    Ps
    Dziękuję bardzo za twoje komentarze przy których uśmiecham się do monitora :D Jesteś kochana <3
    Buziaki :***

    Odpowiedz
    1. ~Ash

      Robert w zamyśle miał być takim pozytywnym charakterem ;) Jude potrzebowała trochę radości w swoim pomieszanym życiu :D
      Ja także się uśmiecham czytając Twoje opowiadania i komentarze ;)

      Odpowiedz
  2. Kosmadeusz

    Potrafisz zaciekawić czytelnika :) Czekam na kolejne rozdziały i oby to trwało i trwało… Niech nie kończy się zbyt szybko :)

    Odpowiedz
  3. Aria

    No i przeczytałam! Och polubiłam tego Roberta, fajny z niego chłopak. Ta ich randka w parku haha :) szaleństwo. Jestem ciekawa co wydarzy się dalej…! Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział. Oczywiście poinformuj mnie o nim! Pozdrawiam! :*

    Odpowiedz
    1. ~Ash

      Miało być szaleństwo, w końcu Robert jest szalony ;)
      Teraz w weekend będzie ciężko u mnie z czasem, ale postaram się jak najszybciej przysiąść do pisania ;)

      Odpowiedz
  4. ~Alikus

    Hej :-)
    Rozdział jak zawsze jest boski …
    Czyżby coś zaczęło się iskrzyć pomiędzy Jude a Robertem???
    Dobrze, że wiadomo kto napisał ten list, ale i tak pojawiły się kolejne pytania, niejasności…
    Mam nadzieję, że szybko wszystko się wyjaśni i będzie dobrze.
    Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział.

    Odpowiedz
    1. ~Ash

      Byłoby za prosto, gdyby pojawiały się tylko odpowiedzi ;)
      A Jude chyba wpadła Robertowi w oko, ciekawe jak na to zareaguje Jake ;)

      Odpowiedz
  5. Rebel

    Robert wydaje się być w porządku, ale tylko czekam, aż Jake zacznie nie być gburem i się otworzy do Jude.
    Myślę, że Jude powinna być bardziej przejęta tym co myśli Jake. Mimo wszystko to z nim uciekła i wgl.
    Akcja z tańcem w parku – miła odskocznia od tych ciągłych zagadek.
    Nie mogę się doczekać kolejnego :*

    Odpowiedz
    1. Ash Autor wpisu

      Masz rację, ale on w sumie tyle razy ją zawiódł, że w końcu stała się „obojętna”. Myślę, że czas, aby on wykonał jakiś ruch ;)

      Odpowiedz
  6. ~ayden

    Zaczęłam czytać wczoraj i musialam przerwac, dzisiaj w pracy chcialam nadrobic ale urzadzili mi prawdziwy piatek 13tego
    Baaardzo soe ciesze ze Jude spedza czas z Robertem, on jest doprawdy czrujacy :D ciekawi mnie co w swojej glowie ma Jake, ale to pewnie okaże sie dopiero za jakis czas. Robert nie traci czasu i wydaje mi sie ze gdyby mu sie nie podobala to tak nie proponowalby tego tanczenia i w ogole :D
    Tez ciekawi mnie co Jack knuje, ze tak ich wypuscil i w ogole.. bardzo mnie ciekawi jak to sie potoczy :D
    Mamy z Jude cos wspolnego bo ja tez uwielbiam slodycze <3

    Odpowiedz
    1. Ash Autor wpisu

      Słodycze. Moja miłość zaraz po Olku :P Ale ciii :P
      Zdecydowanie ona mu się podoba ;)
      Sama chciałabym wiedzieć co siedzi w głowie Jake’owi :P

      Odpowiedz
    1. Ash Autor wpisu

      Teraz będę miała luźniejszy tydzień, więc na pewno odwiedzę oba Twoje blogi i jak obiecałam nadrobię zaległości. Wstyd mi, że powiedziałam, że zajrzę jeszcze w piątek i nie zajrzałam. Ale obiecuję poprawę ;)

      Odpowiedz
  7. ~Angelika

    Witam, jestem po bardzo długiej przerwie zaniedbywania swojego i innych blogów, lae miałam bardzo dużo problemów osobistych i naprawde dopiero teraz udało mi się jakoś wszystko poskładac i nabrac chęc do blogowego świata. Nie można tak zaniedbywać swojej pasji. Nie pamiętam na którym rozdziale skończyłam. Zaczęłam od 16 żeby w miare szybko dobrnąc do bieżących. Chyba dużo nie pominęłam, bo nie czuje sie daleko z akcją. Więc jest możliwość ze była dziewczyna Jake żyje? A może ten list jest jej ostatnim sladem. Ciekawe… Taniec z Robertem opisałaś niesamowicie. Szalone pomysły. Ja bym się w życiu nie zgodziła, ale w sumie ekscytujące przeżycie, takie wyzwalające.

    Odpowiedz
    1. ~Ash

      Dokładnie! Nie wolno rezygnować z pasji, zgadzam się z Tobą w 100%
      Sama też miała szalone ostatnich kilka tygodni i też na bieżąco nadrabiam zaległości, których zrobiło się dość sporo.
      List jej tak jakby ostatnim śladem :) Ale dziewczyna nie żyje.
      Heh, no, ja też raczej bym się nie zgodziła. Ale moja przyjaciółka miała podobną sytuację i ona się zgodziła, więc są odważni ludzie ;)

      Odpowiedz
    1. Ash Autor wpisu

      Tego zdecydowanie jej potrzeba. Choć trochę normalności, także wspomnianej przez Ciebie rozrywki, w tym pokręconym świecie ;)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>