Porwana, część 21

Cześć,
przepraszam za swoją długą nieobecność. Narobiłam sobie bałaganu w życiu, a od zawsze wolałam odkładać sprzątanie na później, licząc, że porządek jakimś cudem sam się zrobi, niż zająć się tym od razu. Dlatego sama sobie dość mocno pokomplikowałam sprawy. Mam jednak nadzieję, że udało mi się uporządkować wszystko na tyle, aby wejść w Nowy Rok bez brudów starego. Wam także życzę, aby 2016 był lepszy i przyniósł same sukcesy :) I aby nie zabrakło weny! :D

PORWANA, część 21

Jude siedziała na podłodze w pokoju, który w przyszłości będzie gabinetem Jack’a. Obecnie pomieszczenie zawalone było różnej wielkości kartonami podpisanymi w większości „gabinet”, a w kilku przypadkach „salon”. Zgodnie z tym co powiedział Roger, to tutaj jego ojciec planował urządzić sobie coś na kształt biura. Wcześniej pokój ten był przedłużeniem biblioteki, znajdowały się tutaj półki pełne książek, dla których udało się jednak znaleźć miejsce na wzniesionych ku sufitowi regałom. Obok dziewczyny, plecami wsparty o obite w zielono-złoty materiał krzesło z staranie rzeźbionym oparciem, a także oparciami na ręce, siedział Robert. Na przeciwko nich znajdował się Jake. Blondyn miał przed sobą gazetę, w której z zaangażowaniem mazał coś niebieskim długopisem.

-Więc Liv to twoja prababka? -Robert starał się ułożyć sobie w głowie to, co właśnie opowiedziała mu Jude.

-Tak -odparł młody McGhart ani na chwilę nie odrywając się od swojego zajęcia.

-Podrywałeś swoją prababkę -wypalił brunet przypominając sobie jak jego kolega zagadywał do dziewczyny w pociągu.

-Nie podrywałem. Byłem dla niej miły -blondyn spiorunował go spojrzeniem -Chyba chciałaś nam o czymś powiedzieć -Jake zwrócił się bezpośrednio do czarodziejki kompletnie ignorując koszykarza.
Dziewczyna miała nadzieję podejrzeć co rysuje McGhart, jednak chłopak w momencie, gdy pochyliła się lekko do przodu złożył gazetę w pół, a następnie odsunął ją na bok.

-W moim śnie widziałam Jack’a -zaczęła niepewnie zakładając włosy za prawe ucho -Siedział u siebie w gabinecie, przy swoim biurku. W dłoniach trzymał bransoletkę. Tę samą, którą kiedyś dałeś Nicki -nawiązała kontakt wzrokowy z synem czarnoksiężnika, nie mogąc jednak zbyt długo wpatrywać się w jego niebieskie oczy, szybko skierowała spojrzenie na jakże interesującą białą ścianę za nim -Wymawiał chyba jakieś zaklęcie. Ale mimo, iż starałam się wyłapać poszczególne słowa, nie udało mi się.

-Co jeszcze widziałaś? -brnął dalej w temat Jake.

-Książka miała niebieską okładkę, otwarta była na 123 stronie.

-Czyli niebieska książka jest naszym biletem do domu? -tym razem pytanie padło z ust Roberta.

-Prawdopodobnie -czarodziejka wzruszyła ramionami, na co blondyn mimowolnie się uśmiechnął.

-Coś nie tak? -zapytała nie rozumiejąc jego rozbawienia.

-Wszystko w jak najlepszym porządku -przygryzł dolną wargę, powstrzymując śmiech -Pamiętasz może jeszcze jakiś szczegół? -odparł drapiąc się za uchem, równocześnie starając się wpaść na jakiś sensowny pomysł umożliwiający im znalezienie księgi -Niebieskich książek jest mnóstwo w bibliotece.

-Niestety, może z kolejnym snem zobaczę coś więcej -w myślach dodała: „tak jak z każdym kolejnym snem widziałam coraz wyraźniej śmierć Nicki”.

Jake przytaknął skinieniem głowy, a następnie podniósł się z podłogi, sięgnął po gazetę, którą włożył pod pachę i skierował się w stronę drzwi.

-Wieczorem kontynuujemy poszukiwania? -zapytał trzymając dłoń na klamce, Jude przytaknęła skinieniem głowy, zaraz potem blondyn opuścił pomieszczenie. Jude i Robert zostali sami w pokoju, przez chwilę siedzieli obok siebie w milczeniu.

-Co powiesz na krótki spacer? -koszykarz promiennie się do niej uśmiechnął, chciał dodać jej otuchy -Wszystko będzie dobrze -ujął jej głowę w dłonie, w jej oczach gościł smutek, a także zmęczenie -Wszystko się ułoży -mówiąc to złożył pocałunek na jej czole, dziewczyna spojrzała na niego zaszklonymi oczyma, była mu wdzięczna za te słowa. Były tym czego teraz potrzebowała, nie myśląc dużo mocno się w niego wtuliła.

***

Tymczasem Jake udał się w stronę pomieszczenia, które w przyszłości będzie pokojem Cadence. Stanął przed solidnymi dębowymi drzwiami. Przez chwilę stał nieruchomo zastanawiając się czy powinien wejść do środka, gdy zza pleców dobiegł go kobiecy głos.

-Ten pokój jest pusty -obok niego pojawiła się Liv, na jej twarzy gości szeroki uśmiech -Roger powiedział mi, że jesteś jego krewnym -dodała splatając ręce za plecami.

-Jak poszły egzaminy?

-Zaliczyłam, profesorowi podobały się moje prace. Chętnie ci je pokażę, jeżeli nadal masz ochotę je zobaczyć -dodała pospiesznie drugą część zdania, nie chciała się narzucać, cieszyło ją jednak zainteresowanie jej twórczością ze strony blondyna.

-Chętnie.

-Tędy -odparła kierując się w stronę głównego holu, Jake rzucił szybkie spojrzenie w stronę drzwi do przyszłego pokoju swojej siostry, a następnie udał się za blondynką -Liczę, że będziesz szczery -dziewczyna zatrzymała się przy drzwiach na końcu holu głównego, blondyn wciągnął dość gwałtownie powietrze do płuc, uwiadamiając sobie, że pokój przed którym stoją w przyszłości będzie sypialnią jego matki. Mimowolnie jego umysł opanowały obrazy jego rodzicielki przykutej do łóżka, marniejącej z dnia na dzień coraz bardziej, Jej słaby głos, gdy prosiła go, aby obiecał, że będzie szczęśliwy, równocześnie powtarzając jak bardzo jest jej przykro, że nie zatańczy z nim na jego weselu.

-Będziemy musieli odłożyć to na później. Właśnie sobie przypomniałem, że obiecałem pomóc Robertowi i Jude… -gdy był więziony przez Jack’a w tym domu, rzadko opuszczał boczne skrzydło pałacu, w którym mieściła się jego sypialnia. Było tam wszystko czego potrzebował, kuchnia, a nawet jadania, łazienka, jego pracownia, a także salon z odtwarzaczem DVD i konsolą do gier. Innym powodem były wspomnienia, którymi przepełniony jest ten dom. I niekoniecznie przykrymi, w większości radosnymi, jednak związanymi z osobami, które odeszły z życia blondyna na zawsze.

-Jake… -zabrzmiał zmartwiony głos Liv -Wszystko w porządku?

-Tak, po prostu muszę im pomóc -dodał oddalając się w pośpiechu.

***

Następnego dnia Jude obudziła się ponownie w tym samym momencie w swoim śnie, zbliżała się właśnie do Jack’a, widziała numer strony książki, którą czytał, jednak nim zdążyła zobaczyć coś więcej siedziała już na łóżku ciężko oddychając. Była zła na siebie, a także na słońce, które wdzierało się do pokoju przez okno. Wystarczyłaby minuta snu więcej, a być może już dzisiaj wróciliby do swoich czasów. Zawiedziona ubrała się we wczorajsze ubranie, a następnie udała się do kuchni. Przy stole siedział Jake i Roger, mężczyźni byli tak skupieni na rozmowie, że nawet nie zauważyli jej pojawienia się w progu. Jude szybko wycofała się z pomieszczenia, nie chciała im przeszkadzać. Poza tym rozmowa o samochodach, czy też silnikach nie szczególnie ją interesowała. Udała się do biblioteki. Stanęła na samym jej środku, starając się ogarnąć wzrokiem wszystkie znajdujące się w niej książki. Było to jednak niemożliwie, było ich naprawdę dużo. Zrezygnowana usiadła, oparła się plecami o regał uparcie spoglądając przed siebie, zupełnie jakby liczyła, że książka, której poszukuje zmaterializuje się jej w dłoniach. Nic takiego jednak się nie stało. W końcu zdecydowała się wziąć pierwszą lepszą niebieską książkę, otworzyła ją na 123 stronie. Nie znalazła tam nic ciekawego, odłożyła ją więc na bok i sięgnęła po kolejną. Znów to samo. Kolejne niebieska w jej rękach, kolejna która została odrzucona na bok.

-Zamierzasz przejrzeć wszystkie 123 strony niebieskich książek? To może zająć ci trochę czasu -obok niej pojawił się Robert, w dłoniach miał dwa kubki, jeden z nich podał dziewczynie.

-Będzie szybciej jak mi pomożesz -odparła biorąc łyk kawy.

Gdy stos książek odrzuconych zrobił się dość pokaźny zrezygnowana Jude oznajmiła towarzyszowi, że zrobiła się głodna i zaproponowała, że zrobi im jakieś kanapki. Chłopak przystał na jej propozycję, dodając, że sprawdzi tylko do końca niebieskie książki na sprawdzanej przez siebie półce, a było ich może z pięć, i zaraz do niej dołączy. W kuchni nikogo nie było, dziewczyna wyjęła z dolnej szafki koszyczek z chlebem, który następnie położyła na stole. Sięgnęła po nóż i masło, koło lodówki dostrzegła pomiętą gazetę. Po stronie tytułowej poznała, że to ta sama, w której wczoraj malował coś Jake. Pomyślała, że jak skończy z kanapkami to do niej zajrzy. Położyła plasterek sera na chlebie, gdy w kuchni pojawiła się Olivia.

-Widziałaś Roger’a? -zapytała sięgając do szafki nad zlewem po blaszany okrągły pojemnik.

-Ponad godzinę temu siedział tutaj z Jake’m. Myślę, że znajdziesz ich w garażu -dodała przypominając sobie temat rozmowy McGhart’ów.

-Pewnie majstrują przy motorze -mówiąc to poczęstowała Jude ciasteczkami, którymi zapełniona była puszka -Jak masz ochotę możemy wybrać się na przejażdżkę konną. Niedaleko jest stadnina.

-Kilka lat temu podczas nauki jazdy koń wyrzucił mnie z siodła, od tamtego czasu nie zbliżam się do dużych zwierząt -Jude przypomniała sobie jak jej nauczycielka chciała popędzić kasztanową Karinę batem, na co rumak zareagował gwałtownym przejściem ze stępu od razu do galopu, a kilka chwil później czarodziejka leżała kawałek dalej na ziemi z oczyma pełnymi łez od bólu -Poza tym wciąż jeszcze wiele pracy przed nami -czarodziejka wysiliła się na uśmiech, chociaż tak naprawdę przepełniała ją złość i rozpacz. Wszystko było kompletnie nie tak jak być powinno. Przebywała w roku 1938 w rodzinnym domu chłopaka, którego kochała, a co do którego obecnie nie jest pewna swoich uczuć, zamiast uczyć się do egzaminu z analizy instrumentalnej albo chemii teoretycznej wraz z najlepszą przyjaciółką, jednocześnie narzekając na prowadzących i zbyt krótki czas na przygotowanie się do zaliczenia.

-Jestem pewna, że uda się wam wrócić do domu -mówiąc to odłożyła pojemnik z ciastami z powrotem do szafki -Chowam tutaj słodycze przed Rogerem, to jego druga słabość zaraz po zamiłowaniu do czarów -dodała z uśmiechem.

 

/Miłośniczka kryminałów

16 myśli nt. „Porwana, część 21

  1. ~Alikus

    Hej :-)
    Rozdział jak zawsze boski, cudny…
    Szkoda, że Jude i chłopaki nadal tkwią w przeszłości…
    Mam jednak nadzieję, że już niedługo znajdą odpowiednie zaklęcie i wrócą do teraźniejszości.
    Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział.
    P.S. Również życzę szczęśliwego nowego roku i dużo weny :-)

    Odpowiedz
  2. ~Nita

    Przyjemnie się czytało :D
    Robercik <3 Lubię go bardzo :D
    Cholerka ciekawe to z tą książką..ciekawe czy to faktycznie ich bilet do powrotu??
    No ale mam nadzieję że uda im się wrócić do siebie..
    Kurcze nie chciałabym spaść z konia :/ To musiało cholernie boleć…w sumie jak byłam w przedszkolu to chodziliśmy od czasu do czasu do takiej stadniny i zawsze się bałam jeździć na nich…

    Z niecierpliwością czekam na następny!
    Mam nadzieję że twoje życie prywatne wyjdzie na prostą i że rozwiążesz swoje wszystkie problemy :*
    Buziaki
    :***

    Odpowiedz
    1. ~Ash

      Dlatego moja przygoda z końmi szybko się skończyła, tydzień wakacji spędziłam w domu leżąc w łóżku nieźle poobijana.
      Cieszę się, że Robert zyskuje sprzymierzeńców, w końcu to dobry chłopak ;)
      Dziękuję :*

      Odpowiedz
  3. ~Rebel

    Hmm…nie wiem co o tym myśleć.
    Myślę, że Jude zyskała przyjaciela i jest nim Rob. Co do Jake to nie wiem o co mu chodzi. No nimy nie mogą być razem, ale no…
    Czekam na next :*
    I zapraszam do siebie :)

    Odpowiedz
  4. ~dziennik książkoholiczki

    Przykro mi strasznie, że oni mają taki problem, żeby wrócić do swoich czasów. Martwię sie strasznie. Rozdział świetny. Nie mogę doczekać się kolejnego :DDD
    Również szczęśliwego Nowego Roku!

    PS Zapraszam na nową notke!

    Odpowiedz
  5. ~Rebecca

    Zacznę od :
    Wszystkiego Dobrego w Nowym Roku!

    I teraz tak, musi być jakiś szybszy sposób, na znalezienie niebieskiej książki, może dłuższy sen? Albo jakieś terminowe usypianie? :D
    Coś w tym jest ;)

    Jake wrażliwy chłopak, wspomnienia niestety nie zawsze nawiedzają nas, te dobre.
    Pozdrawiam i zapraszaaaam ;))

    Odpowiedz
  6. ~ayden

    Oj ta moja biedna Jude.
    Mam nadzieję, że szybko jej się przyśni powrót do domu i będzie mogła odetchnąć z ulgą.
    Mam nadzieję, że koszykasz zacznie ją podrywać i spowoduje że ten blond palant w końcu weźmie się do roboty!!!
    Frustruje mnie jego obojętność. Zatłukłabym :)
    Buzia :*

    Odpowiedz
    1. Ash Autor wpisu

      Już niedługo blondyn weźmie się do roboty ;) Tylko czy nie będzie za późno :P
      A takiego ładnego to trochę szkoda zatłuc :P :P
      Pozdrawiam :*

      Odpowiedz
  7. Kosmadeusz

    Trzymasz świetny poziom i każdy Twój rozdział wchłaniam jak gąbka wodę… Oby już bez zmartwień i do przodu, no i byś miała wenę do dalszego pisania… Pozdrawiam :)

    Odpowiedz
  8. ~vicky

    Czyli 123 strona..i niebieska okładka..cóż..szału nie ma z informacjami, ale i tak popieram Jude. lepiej sprawdzać każdą książkę z osobna niż czekać na wojnę.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>