Porwana, część 23

PORWANA, część 23

Jude z otwartą na właściwiej stronie gazetą w ręku pokonała w pośpiechu korytarze w pałacu rodziny McGhartów. Wpadła do pokoju Jake’a, bez żadnego pukania, bez „dzień dobry”. Przechodząc od razu do rzeczy.

-Musimy pogadać!

Wyrwany ze snu chłopak gwałtownie poderwał się z łóżka. Przyjął pozycję siedzącą, kładąc bose stopy na podłodze. Jedną z dłoni oparł o materac dla zachowania równowagi, drugą przetarł twarz.

-Co się stało? -zabrzmiał jego zaspany głos, całą swoją świadomość starł się ponad wszystko skupić na czarodziejce.

-To się stało! -podeszła do niego, podała mu gazetę -Ty to narysowałeś…

Blondyn spojrzał najpierw na czasopismo, potem na dziewczynę. Bodźce zewnętrzne wciąż powoli do niego docierały, prawie całą noc spędził kończąc malunek na ścianie przyszłego pokoju Cadence. Położył się do łóżka może dwie godziny przed tym jak czarodziejka wpadła do jego pokoju. Skinieniem głowy zgodził się z brunetką.

-Widziałam taki sam w swoim śnie -jej wzrok skupił się na jego nagim torsie, wtedy też dostrzegła tatuaż po lewej stronie klatki piersiowej identyczny z rysunkiem, który znajdował się w gazecie -Co oznacza? -wskazała na mały kompas, jednocześnie zastanawiając się dlaczego nie widziała go wcześniej. Ostatnio, gdy blondyn był bez koszulki, a gdy przypadkowo na niego wpadła, gdy wychodził z łazienki, przypomniała sobie, że jej uwagę przykuł napis na linii żeber, a nim zdążyła zainteresować się jakimś innym chłopak założył koszulkę.

-Usiądź -westchnął zastanawiając się od czego powinien zacząć -Ten kompas to pewnego rodzaju pamiątka po Nicki -wypowiedział te słowa, gdy czarodziejka zajęła miejsce na łóżku obok niego -Po raz pierwszy narysowałem identyczny kompas na nadgarstku Nicki czarnym wodoodpornym markerem -uśmiechnął się do wspomnień, przypominając sobie radość goszczącą na twarzy jego ukochanej -Miał jej wskazywać drogę mojego serca -rozejrzał się po pokoju, na stosie książek dostrzegł długopis, sięgnął po niego -Pozwolisz? -zapytał łapiąc za lewą rękę dziewczyny, Jude niepewnie przytaknęła.

Odwrócił się w stronę brunetki w taki sposób, że siedzieli naprzeciwko siebie. Następnie na jej nadgarstku narysował kółko, a w nim strzałkę skierowaną w stronę jego serca. Zaraz potem podał długopis Jude.

-Nicki dopisała kierunki -dziewczyna początkowo tylko mu się przyglądała, nie rozumiejąc po co jej to wszystko mówi -Zrób to -ponaglił ją, czarodziejka na górze kółka umieściła literę N, na dole S, po prawej stronie E, a po lewej W.

-Północny-wschód -odparła przyglądając się malunkowi na ręce.

-Malowałem to zawsze, gdy za nią tęskniłem. W książkach lub zeszytach, gdy siedziałem na zajęciach. Na kartonie po płatkach, gdy jadłem w domu śniadanie. Wtedy w bibliotece -blondyn głową wskazał na gazetę -Patrzyłem na ciebie i Roberta -zrobił krótką przerwę spoglądając jej w oczy -Pomyślałem o Nicki -wzruszył ramionami.

-Jak ten rysunek znalazł się w książce Jack’a? Co ważniejsze w jakiej książce? -zapytała zakrywając rękawem białego sweterka malunek Jake’a na swoim nadgarstku.

-Nie mam pojęcia -blondyn w myślach dodał: „Mój ojciec nigdy się mną nie interesował. Nigdy nie pytał co robię całymi wieczorami w pracowni”

-A jednak narysowany przez ciebie kompas na małej żółtej karteczce z słowami: „Nie była już więźniem obcego lądu” jakoś znalazł się na 123 stronie w niebieskiej książce, która może być naszą jedyną szansą powrotu do domu.

-”Nie była już więźniem obcego lądu”? -McGhart zmrużył oczy, cofając się w myślach do tylko sobie znanego momentu w przeszłości.

-Coś ci to mówi? -zapytała z nadzieją w głosie.

Jake potarł dłonią brodę, zaraz potem wstał z miejsca. Obok Jude, po drugiej stronie szczytu łóżka, przewieszone były dżinsy. Blondyn sięgnął po nie, na chwilę znalazł się, w ocenie czarodziejki, w niebezpiecznie bliskiej odległości. Myśli mimowolnie zaczęły uciekać jej z głowy, jedna po drugiej. Potrząsnęła głową, mobilizując mózg do skupienia się na odnalezieniu książki, a nie na ciele McGhart’a. Chłopak wsunął na siebie spodnie, zaraz potem ponownie rozejrzał się za czymś po pomieszczeniu.

-Gdy byłem w ostatniej klasie liceum otrzymaliśmy zadanie, aby ustosunkować się do lubianej przez nas książki w odniesieniu do poszukiwania szczęścia -wyjaśnił odnajdując koszulkę pośród książek, kilku talerzyków, szklanek, a także kilku innych rozłożonych na podłodze wokół łóżka rzeczy -Wybrałem „Czarnoksiężnika z krainy Oz”. Odrabiałem pracę domową w gabinecie Jack’a, przy jego biurku. Ojciec niespodziewanie pojawił się, kazał mi wyjść. Musiałem przez przypadek wtedy tam ją zostawić.

-Daje nam to odpowiedź na pytanie jak znalazła się w książce Jack’a. Wciąż nie wiemy w jakiej. Chyba, że wiemy? -dodała wpatrując się prosto w niebieskie oczy Jake’a.

-Przykro mi -na powrót usiadł obok niej -Chciałbym ci pomóc, ale nie potrafię.

Dziewczyna wysiliła się na uśmiech, założyła kosmyk włosów opadający na czoło za ucho, następnie wstała i skierowała się w stronę wyjścia.

-Jude -zabrzmiał jego niepewny głos, czarodziejka spojrzała w jego stronę.

-Tak? -odpowiedź nie padła od razu.

-Znajdziemy sposób na powrót do domu -odparł po dłuższej chwili.

***

Dziewczyna przemierzała korytarz z ogarniającą jej duszę pustką. Była zła na siebie. Przez chwilę miała nadzieję, że Jake powie, że mu na niej zależy zamiast „uda nam się, wrócimy do domu”. Nie wiedziała po co wciąż robiła sobie nadzieję. Nie rozumiała też dlaczego chłopak powiedział jej o kompasie, o Nicki i tym wszystkim, o czym równie dobrze mogłaby nie wiedzieć.

Gdy Jude wróciła do kuchni, przy stole siedział Robert. Na blacie przed nim leżał chleb, masło, a także ser, dżem i kilka innych nieodłącznych przy śniadaniu „rzeczy”, w tym kubek z aromatycznym czarnym napojem, z którego wciąż unosiła się para.

-Kanapki z dżemem?

-Chętnie -usiadła na krześle naprzeciwko bruneta.

-Co powiesz na spacer po śniadaniu? -zapytał smarując kromkę chleba masłem.

-Właśnie miałam wam zaproponować wspólne spędzeni czasu! -do kuchni wpadła uradowana Olivia, ciągnąc za sobą swojego ukochanego -Należy wam się trochę rozrywki! Roger -lekkim skinieniem głowy nakłoniła chłopaka, aby przemówił.

-Liv ma rację -dziewczyna zarzuciła mu ręce na szyję, zaraz potem skradając mu buziaka.

-Czemu nie -Robert spojrzał na czarodziejkę unosząc brwi ku górze i przechylając głowę na bok.

-To jak chcecie spędzić wolne przedpołudnie?

Dobrą godzinę później wszyscy znaleźli się w sali równie ogromnej jak biblioteka rodziny McGhart. Podłoga w pomieszczeniu pokryta została przez Rogera za pomocą magii warstwą lodu. Robert siedział na krześle w samym progu wiążąc sznurowadła łyżew, obok niego stała Liv z szerokim uśmiechem na twarzy spokojnie tłumacząc Jake’owi, że będzie się dobrze bawił.

-Posiedzę w bibliotece i poszukam książki -ręce miał założone na piersi.

-Choć raz mógłbyś poczuć ducha zabawy, wiecznie cierpiący chłopcze -Jude podała blondynowi parę łyżew, nic więcej nie mówiąc skierowała się w stronę koszykarza, usiadła mu na kolanach i zabrała się za przygotowania do jazdy na lodzie.

-Zaprzepaściłem u niej swoją szansę -przyglądał się uśmiechniętej od ucha do ucha czarodziejce -Chciałem jej powiedzieć, że jest dla mnie ważna. Ale stchórzyłem…

-Chyba nie zamierzasz się poddać? Pokaż jej, że ci zależy -Liv puściła oczko do swojego wnuka, zaraz potem złapała go za rękę i pociągnęła w stronę „domowego” lodowiska.

-Nigdy nie jeździłem na łyżwach -odparł cierpiący chłopiec, robiąc przy tym nie tęgą minę.

-To proste, szybko się nauczysz.

Chwilę później dołączyła do nich Jude z Robertem. Dziewczyna bardzo dobrze radziła sobie z jazdą na łyżwach, wielokrotnie z Lucy, swoją przyjaciółką, jeździła po wyłożonym gładką kostką brukową osiedlu na rolkach. Koszykarz nie był wcale gorszy, przemierzali pokój od jednego końca do drugiego, ramię w ramię. Brunet urozmaicał czarodziejce czas różnymi zabawnymi opowieściami, między innymi o tym jak wraz ze znajomymi wybrał się na wycieczkę samochodem po kilku większych okolicznych miastach i jak jeden z nich, siedzący na fotelu pasażera z mapą w ręku, powiedział: „na tej krzyżówce w prawo” kiedy to znajdowali się na pasie do skrętu w lewo. Cała reszta przyjaciół zawtórowała pilotowi powtarzając kolejno: „w prawo”. Tak więc Robert wykonał manewr zgodnie z poleceniem, gdy ich znajomy z przedniego fotela odparł: „nie w to prawo!”. Jude zaśmiała się radośnie.

-Kto pierwszy po drugiej stronie? -zapytała dziewczyna zadziornie spoglądając na bruneta.

Chłopak skinął głową. Oboje ruszyli przed siebie. Każde dając z siebie jak najwięcej. Gdy niespodziewanie Robert stracił równowagę i upadł na lód. Nieszczęśliwie raniąc sobie przy tym łyżwą na prawej nodze podudzie lewej.

-Robert! -krzyknęła czarodziejka natychmiast znajdując się przy chłopaku.

Zaraz potem do koszykarza podbiegała pozostała trójka. Roger wyszeptał zaklęcie. Rana powstała w sposób naturalny, bez użycia czarów. Dlatego postanowił ją magicznie uleczyć. Nic takiego jednak się nie stało. Gdy miał wypowiedzieć zaklęcie jeszcze raz, powstrzymała go Jude.

-Robert jest odporny na magię. Potrzebne będą bandaże -Liv na te słowa skinęła głową i popędziła w stronę kuchni, w której w małej szafce przy zlewie trzymała różnego rodzaju leki, a także apteczkę.

-Jest odporny na magię? -czarodziej zmarszczył czoło, uważnie przyglądając się to Jude, to wnukowi.

-Tak -wtrącił się z grymasem bólu na twarzy koszykarz, gdy lepka ciecz ściekająca po jego skórze w miejscu, gdzie jeansy zostały rozcięte, częściowo wsiąkała w materiał spodni, częściowo kapała na lód barwiąc go na szkarłatny kolor.

-Skoro jest odporny na magię to twój ojciec nie mógł go wysłać za pomocą zaklęcia w przeszłość -Roger spojrzał na blondyna.

-Szukamy książki z zaklęciami… -zaczął Jake drapiąc się za uchem -W niej nie znajdziemy odpowiedzi -czarodziej przytaknął mu skinieniem głowy -Urok?

-Urok -zawtórował mu pradziadek.

-Poszukam książki. Jude, pomożesz mi? -cierpiący chłopiec spojrzał na czarodziejkę.

-Idź. Liv zaraz wróci z bandażami, załata mnie i dołączymy do was -koszykarz nie widział sensu, aby wszyscy stali nad nim i czekali na blondynkę, podczas gdy mogli zająć się czymś znacznie bardziej użytecznym.

-Wrócimy do domu -Jude spojrzała na Roberta, a zaraz potem pocałowała go. To był impuls. Nie wiedziała dlaczego to zrobiła, ale ciszył ją fakt, że to się wydarzyło. Zawsze mogła liczyć na bruneta, zawsze ją wspierał. Bycie z nim wydawało się jej proste, bez dramatów, ciągłych kłótni, a co najważniejsze bez tajemnic i kłamstw.

PS. Dodałam kilka zdjęć do zakładki „bohaterowie” ;)

/Miłośniczka kryminałów

17 myśli nt. „Porwana, część 23

    1. Ash Autor wpisu

      Cieszy mnie, że Ci się podoba :)
      Nie wiem kiedy kolejna notka, bo szykują mi się jakieś dziwne szkolenia w pracy. Ale na pewno wykorzystam pierwszą wolną chwilę, aby coś napisać ;)
      Pozdrawiam :)

      Odpowiedz
  1. ~Rebel

    Co?! Was?! What?! Quoi?!
    Co ta dziewucha wyprawia?! Całuje kolesia, bo go lubi, a tego którego kocha nawet nie przytuli, nosz szlag mnie trafi!
    Chociaż….
    Jeśli to w końcu nie obudziło Jake to nie wiem co z nim jest nie tak! Rusz się chłopie! Miłość twojego życia całuje innego!
    No. A pani autor mogła by już wstawiać kolejny rozdzialik :D

    Buźka!

    Odpowiedz
    1. Ash Autor wpisu

      Właśnie! Też mam nadzieję, że taki obrót sprawy tylko zmobilizuje Jake’a do działania :P
      Postaram się dodać tak szybko jak to będzie możliwe ;)
      Pozdrawiam :*

      Odpowiedz
  2. ~ayden

    O to, to :D
    Bardzo dobrze! Ale jaki piękny gifek, o rety rety :)
    i co teraz Jake? Co teraz z Tobą będzie :D
    Kochana ale Ty masz łeb do zagadek :)
    Mam nadzieję że Jake w końcu ruszy dupę i zacznie się starać o Jude, tylko najgorsze jest to, że ona może rozkochać w sobie koszykarza. I wtedy to się będzie działo..
    Smacznie :D

    Odpowiedz
    1. Ash Autor wpisu

      Też mi się podoba, z mojego ulubionego serialu ;P
      Jake mam nadzieję, że teraz tak jak napisałaś „ruszy dupę” :P Tym bardziej, że raczej prędzej niż później wrócą do swoich czasów, a tam nie będzie Liv.
      Pozdrawiam :*

      Odpowiedz
  3. ~Alikus

    Hej :-)
    Rozdział jak i całe opowiadanie cudny…
    Fajnie, że wszyscy choć na chwile rozluźnili się przy domowym lodowisku…
    Ciekawe jak Jake zareaguje na ten pocałunek Jude i Roberta. Mam nadzieję, że szybko pogada z dziewczyną i szczerze z nią porozmawia wyjawiając całą prawdę.
    Mam nadzieję, że gdy teraz mają taką ważną wskazówkę to szybko wrócą do domu i będzie wszystko dobrze.
    Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział.

    Odpowiedz
    1. Ash Autor wpisu

      Mam nadzieje, że zareaguje tak jak powinien zareagować chłopak, który kocha się w dziewczynie, którą całuje inny :P Czyli zrobi coś w kierunku, aby następny pocałunek był ich :P
      Pozdrawiam :*

      Odpowiedz
  4. Rebecca

    O żesz Ty!
    Pocałowała Go :D hahahaahaha to się uśmiałam :D
    Jake, weźże byka za rogi i działaj! :D No pozwól mu zadziałać :P

    Uwielbiam Twój styl pisania, taki luźny, taki ciekawy. Chce się czytać i czytać i czytać!

    Weeeny na nowy rozdział , który pojawi się baaaardzo szybko, co? ;)

    Odpowiedz
    1. Ash Autor wpisu

      Dziękuję :*
      Zobaczę co da się zrobić, odnośnie tego działania Jake’a ;P
      A wena przyda się ;)
      Nie mogę obiecać, ale postaram się, aby pojawiło się coś w weekend ;)

      Odpowiedz
  5. ~Nita

    O taaaaaaaaaaaak na to czekałam :D
    Buzi buzi z Robercikiem <3
    No a teraz mam nadzieję że Jake szlag trafi no i w końcu ruszy tyłek!
    Niech powie jej prawdę!
    W ogóle rozdział tak fajnie napisany..bardzo przyjemnie mi się go czytało <3
    A gif na końcu uroczy :)
    Z jakiego to filmu/serialu ?

    Czekam na kolejny!
    Buziaki :***

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>