Porwana, część 24

Cześć,
jestem :P
Nie miałam pomysłu jak dalej „pchnąć” to opowiadanie, na szczęście wczoraj doznałam olśnienia, stąd też nowy wpis ;)

PORWANA, część 24

Jude i Jake znaleźli się w bibliotece, czarodziejka powędrowała spojrzeniem pomiędzy regałami wypełnionymi po brzegi najróżniejszymi książkami. Wciąż powoli docierało do niej wszystko to, co wydarzyło się kilkadziesiąt minut wcześniej. Nie potrafiła zrozumieć jak mogli nie wziąć pod uwagę faktu, że Robert jest odporny na magię. Przecież nie było to dla nich żadną tajemnicą. Tak bardzo skupili się na samej podróży w czasie, że wyparli ze świadomości całą resztę. Gdyby wpadli na to szybciej, pewnie już dawno byliby w domu. W czasach, do których należą. Na samą tą myśl dziewczyna czuła jak ogarnia ją złość, a w głowie pojawia się myśl: „Jak mogłam być taka głupia!”.

-Potrzebujemy książki z urokami -blondyn stanął pośrodku pomieszczenia.

-Dlaczego urok? Czy to nie rodzaj zaklęcia? -pytanie to zaprzątało głowę Jude odkąd Roger zasugerował, że to w taki sposób zostali przeniesieni w przeszłość.

-Uroki rzucano na długo przed pojawieniem się pierwszych czarodziei. Przy odpowiednio odprawionym rytualne potrafią być niezwykle potężne. Nigdy jednak nie przypuszczałbym, że umożliwiają podróże w czasie -wyjaśnił cierpiący chłopiec, zaraz potem głową wskazał na regały z książkami dając znać brunetce, aby odnalazła właściwą.

Jude wzięła głęboki oddech, a następnie wypowiedziała zaklęcie skupiając się w myślach na niebieskiej skórzanej okładce księgi zawierającej konkretny rodzaj informacji. Zdziwiona rozejrzała się po pomieszczeniu, gdy z regałów nie spadła ani jedna książka. Zamknęła oczy, a następnie raz jeszcze w głowie zobrazowała sobie przedmiot.

-Coś jest nie tak -odparła zmartwionym głosem, gdy i tym razem nic się nie stało.

-Wypowiedziałaś na pewno dobre zaklęcie?

-Tak! -odparła z wyrzutem, przecież nie robiła tego po raz pierwszy.

-Spokojnie. Spróbuj jeszcze raz -chłopak starał się mówiąc z opanowaniem -Wyrzuć z głowy wszystko, skup się tylko na książce z urokami.

-Niebieskiej książce z urokami -Jude nerwowo potarła o siebie dłońmi.

-Nie wydaje mi się, aby ta której szukamy była niebieska…

-Przecież w moim śnie widziałam niebieską książkę -słowa wypłynęły z ust czarodziejki niczym pociski z broni, bez ostrzeżenia, a także z towarzyszącym strzałowi hukiem, w tym przypadku był nim podniesiony głos dziewczyny.

-W swoim śnie widziałaś Jack’a wyszeptującego jakieś zaklęcie z niebieskiej książki. Jednak nasza podróż do roku 1938 roku to raczej nie jego robota.

-Słucham? -dziewczyna pokiwała z niedowierzaniem głową na boki.

-Już wcześniej mówiłem Rogerowi, że działania Jack’a wydają się nie mieć sensu.

-Może po prostu go nie widzimy… -brunetka od samego początku miała tę odpowiedź za jedyną pewną rzecz w całym tym morzu niepewności dotyczącym ich podróży w czasie.

-Nie widzimy, bo to nie Jack -zaoponował stanowczo Jake.

-W takim razie kto?

-Klaus -czarodziejka spojrzała na blondyna jak na wariata.

Ta odpowiedź była dla dziewczyny kompletnie nie do przyjęcia. Nie rozumiała dlaczego młody McGhart podejrzewał o knucie przeciwko nim jedyną osobę, która w czasach, z których przybywają, była dla nich uprzejma i pomocna.

-To nie może być prawda -założyła za ucho luźno opadający jej na twarz kosmyk włosów -Zapewnił nam dach nad głową. Niczego nie ukrywał, o wszystkim mówił otwarcie.

-Swoim zachowaniem wzbudził w nas zaufanie…

-Mówiłeś, że można mu ufać! -brunetka wskazujący palcem prawej ręki zatrzymała na jego klatce piersiowej, posłała swojemu towarzyszowi także pełne gniewu spojrzenie.

-Ufałem mu -jego niebieskie oczy skierowane były na ogarniętą wściekłością twarz Jude, jej usta przypominały cienką czerwoną kreskę -Chciałem mu ufać -dodał, gdy czarodziejka wzięła dłoń z jego torsu -Jack jest fascynatem i ekspertem od czarnej magii. Nie bawiłby się w rzucanie uroków -dodał po dłuższej chwili milczenia.

Blondyn zdawał sobie sprawę, że po raz kolejny zawiódł dziewczynę. Pozwolił, aby zawierzyła ona Klausowi. Sam także zdał się na mężczyznę. Miał nadzieję, że czarodziej jest inny niż jego ojciec, w końcu wielokrotnie powtarzał mu, że jest inny niż Jack. Postawą sprawiał wrażenie ciepłej osoby. Wykazał zrozumienie, gdy chłopak opowiadał mu o Jude i swoim problemie. Nie ignorował go w przeciwieństwie do ojca.

-Może rzucił urok, bo wiedział, że magia nie zadziała na Roberta -wtrąciła czarodziejka, zakładając ręce na piersi.

-Jack nie wie o tym, że Robert jest odporny na magię. Uważa, że wszyscy zostali zabici -brwi blondyna powędrowały ku górze -Tylko my -spojrzał wymownie na swoją towarzyszkę -I Klaus o tym wiedzieliśmy.

-Nie przekonuje mnie to… -zaprotestowała brunetka, wciąż nie mogąc uwierzyć, że to życzliwy wobec nich czarodziej za tym wszystkim stoi.

-Wielokrotnie zastanawialiśmy się dlaczego 1938 i nigdy nie potrafiliśmy odpowiedzieć na to pytanie -syn czarnoksiężnika ani na chwile nie oderwał wzroku od Jude -Dla mojego ojca ta data nie ma żadnego znaczenia. Jednak jeżeli weźmiemy pod uwagę Klausa, zapalonego historyka, pasjonata okresu międzywojennego i II Wojny Światowej….

-Jake? -dziewczyna dostrzegła smutek, który pojawił się na twarzy zagubionego chłopca -Wszystko w porządku?.

-Tak -wypowiedział te słowa z pewnego rodzaju żalem w głosie.

-Cokolwiek chodzi ci po głowie, mi możesz powiedzieć -dziewczyna podeszła do niego, wymusiła na nim spojrzenie.

-Przez chwilę po prostu… -szukał odpowiednich słów -Pomyślałem o Liv i Rogerze, o tym, że za rok dopadnie ich wojna… -przerażała go myśl, że przyszłość, która nadejdzie dla jego pradziadków maluje się w kolorach czerwieni, z muzyką, której powtarzającym się w kółko refrenem będzie świst kul przecinających niebo, a także wybuchów.

-Przykro mi -położyła mu dłoń na ramieniu -Polubiłam ich, trudno będzie się z nimi rozstać. Jestem pewna, że sobie poradzą. Mówimy przecież o Liv -uśmiechnęła się do blondyna.

-Skup się na książce z urokami, jakiejkolwiek, byle z urokami -odparł spoglądając po regałach znajdujących się w bibliotece.

Dziewczyna przytaknęła, a następnie wykonała jego polecenie. W myślach powtarzając jak mantrę „księga z urokami”, „księga z urokami”, jednocześnie szepcząc dobrze jej znane zaklęcie. Nie minęła chwila, a z regałów spadło kilkadziesiąt książek. Jude podeszła do tej, która upadła na podłogę najbliżej, podniosła ją, a zaraz potem skierowała się w kierunku drugiej, którą też wzięła do ręki. Obje położyła na stoliku w końcu pomieszczenia, a następnie wzięła się za zbieranie pozostałych z podłogi. W jej ślad poszedł Jake.

-17 -odparła czarodziejka spoglądając na stosik z książek.

-Jak wam idzie? -w pomieszczeniu pojawił się Roger, a także koszykarz przemierzający kolejne metry w starannie owiniętej bandażem nodze, mając podparcie w czarodzieju.

-Jak się czujesz? -dziewczyna przyjrzała się brunetowi.

-Żyję -odparł uśmiechając się do niej, tymczasem pradziadek Jake’a odsunął krzesło przy stoliku, aby Robert mógł na nim usiąść.

Roger podszedł do stolika. Przyjrzał się stosowi książek ułożonemu przez czarodziejkę i swojego prawnuka. Wziął pierwszą do ręki.

-Uroki miłosne. Nie -odrzucił ją na bok, zaraz potem sięgając po drugą -Uroki i klątwy. Może -podał księgę Jake’owi -Jak rzucać poprawnie uroki. Nie -oprawiony w czarną skórę tom wylądował na ziemi obok wcześniej wyeliminowanego -Uroki dla zaawansowanych. Może -ponownie podał książkę prawnukowi, a on przekazał ją Jude.

Po segregacji dokonanej przez pradziadka blondyna pozostało jedynie pięć ksiąg, a w jednej z nich odpowiedź na dręczące ich od dawna pytanie: „Jak wrócić do domu?”. Ich było także pięcioro, w związku z tym, każdy otrzymał swoją własną lekturę do poduszki.

-A to zaklęcie ze 123 strony z niebieskiej książki? -zapytał zaintrygowany Robert.

-Musi poczekać -wyjaśniła Jude wzruszając ramionami -Jeden problem naraz -dodała wysilając się na uśmiech.

***

Noc była cicha, granatowe niebo rozjaśniało miliony gwiazd. Jude siedziała na okiennym parapecie okryta ciepłym polarowym wyczarowanym przez siebie kocem spoglądając na spokój panujący w okolicy. Niespodziewanie jej myśli popłynęły w kierunku wszechobecnej, a także niezwykle energicznej Olivii. Przez chwilę pomyślała o tym, co powiedział Jake. O swoich obawach względem pradziadków. O tym wszystkim, co znała jedynie z dokumentalnych filmów z okresu wojny. O kurzu wzbijającym się w powietrze przy każdym wybuchu, o samolotach krążących po niebie niczym sępy wyszukujące padliny. Nie potrafiła sobie nawet wyobrazić strachu, a także cierpienia, które towarzyszyło widzianym przez nią kadrom filmowym.

Westchnęła. Była ciekawa jakie myśli zaprzątają głowę Jake’a, a także Roberta. Czy może chłopcy śpią już w najlepsze. Spojrzała w stronę książki z urokami, która leżała tuż obok niej na parapecie. Do tej pory dziewczynie udało się przejrzeć 3/4 jej zawartości. Odłożyła ją na bok, ponieważ zdała sobie sprawę, że bycie tutaj w roku 1938 nie jest takie złe. To właśnie w przeszłości poznała wartościowych ludzi, nowych przyjaciół. Liv, z którą bardzo się zżyła. Zdała sobie sprawę, że tęskni za wesołą blondynka już na samą myśl, że będzie musiała ją opuścić. Rogera, z którym wedle jej obserwacji dobrze dogaduje się Jake. I Roberta, swojego najlepszego przyjaciela. Myśląc o koszykarzu zamknęła oczy i wróciła do momentu, gdy pocałowała go w wielkiej sali, w której podłoga pokryta była lodem. Nie miała wątpliwości, że chłopak jest kimś ważnym w jej życiu, a także, że pragnie, aby już zawsze przy niej był. Ale nie czuła do niego tego, co wciąż tli się w jej sercu w stosunku do Jake’a. Przez chwilę nawet zastanowiła się, czy nie pocałowała wtedy bruneta, aby wzbudzić zazdrość w synku Jack’a. Potrząsnęła głową, szybko odpędzając od siebie wszystkie te nieznośne myśli. Po raz kolejny spojrzała w niebo, w lśniące na granatowym tle gwiazdy.

-Ciekawe czy spoglądasz teraz w te same gwiazdy co ja -pomyślała o niebieskookim blondynie szczelniej otulając się kocem.

Jude po raz kolejny zamknęła powieki. Oparła głowę o ścianę, starając się oczyścić głowę. Od dawna marzyła, aby choć jednej nocy położyć się spać z czystym umysłem. Miała nadzieję, że może to właśnie jest ten dzień. Z błędu wyprowadziło ją ciche pukanie do drzwi. Wypowiedziała krótkie „Proszę”, a chwilę później w pokoju pojawił się Jake.

-Możemy porozmawiać? -zapytał wkładając dłonie do kieszeni spodni.

-Słucham -chłopak wydał się jej spięty, pokusiłaby się nawet o stwierdzenie: zdenerwowany.

-Chciałem… -wziął głęboki oddech, starając się zebrać myśli -Chciałbym… -zaczął jeszcze raz, jak na złość w jego głowie panowała kompletna pustka.

Blondyn nigdy nie przypuszczałby, że powiedzenie prawdy może okazać się takie trudne. Mimo, iż przed przyjściem do pokoju dziewczyny kilkukrotnie układał sobie scenariusze jak może wyglądać ta rozmowa, w tym momencie każdy wydawał się nieodpowiedni.

-Pokaże ci coś -obrócił się w stronę drzwi, złapał za klamkę -Chodź -dodał wyciągając dłoń w stronę czarodziejki, zachęcając ją, aby poszła z nim.

Kolejne korytarze pokonywali w milczeniu. Jude kilka razy chciała przerwać panującą między nimi ciszę. Obawiała się jednak, że swoim gadaniem spłoszy blondyna, który najwyraźniej starał się jej coś powiedzieć. Dlatego też podążała krok w krok za nim, cierpliwie czekając na wyjaśnienia.

Dziewczynę zdziwiło, gdy blondyn zatrzymał się przed pokojem Cadence. Chłopak otworzył drzwi, przepuszczając Jude przodem. Brunetka od razu zwróciła uwagę na namalowaną na ścianie zorzę. Złotą na tle granatowego nieba. Dokładnie taką sama jaką widziała podczas ulewy, gdy Jake wyciągnął ją z domu, a oboje przemokli tak bardzo, że nie było na nich ani jednej suchej nitki. Mimowolnie uśmiechnęła się do wspomnienia.

-Kiedy… -zaczęła wskazując na malunek.

-Skończyłem wczoraj w nocy -jego dłonie ponownie znalazły się w kieszeniach dżinsów.

-Ładne -z jej twarzy nie znikał uśmiech.

-Jude -zaczął niepewnie zagubiony chłopiec -Czy to, co jest między tobą, a Robertem. To na poważnie? -zapytał spoglądając jej w oczy.

-Jesteś zazdrosny? -wypaliła, sama nie wiedziała dlaczego do powiedziała.

-Zastanawiałem się… -w jego głowie pojawiły się dwa głosy.

Jeden podpowiadał mu, że nie ma prawa mówić teraz dziewczynie, że ją kocha. Szczególnie, że postanowiła ułożyć sobie przyszłość z kimś innym. Osobą, która zapewni jej stabilność, a także życie bez strachu o jutro. Drugi natomiast starał się przekrzyczeć ten pierwszy i niczym mantrę powtarzał: WALCZ O NIĄ! WALCZ, IDIOTO! Przecież ją kochasz!

-Powiedziałem ci, że nie możemy być razem. To prawda -wtrącił dość szybko drugie zdanie -Jednak zrozumiałem, że jestem gotowy, aby… -zrobił krok w jej stronę, wyjął ręce z kieszeni, a następnie ujął ramiona brunetki -Aby być egoistą -odparł z zadziornym uśmiechem, który od razu spodobał się Jude -Nie chcę, aby żadna więcej tajemnica stanęła między nami.

Zaraz potem blondyn powiedział czarodziejce wszystko to, co wcześniej wyjawił swojemu pradziadkowi. Prawdziwy powód, dla którego uważał, że nie mogą być razem. Powód, dla którego wciąż odpychał ją od siebie. Opowiedział o Jack’u, o jego chorym planie przywrócenia Cadence do życia przy pomocy „krwi dziedzica od potomków dwóch pierwszych czarodziejów”.

-Dlaczego mówisz mi o tym dopiero teraz? -chłopak wzruszył ramionami, nie potrafił znaleźć żadnej sensownej odpowiedzi na pytanie Jude.

Czarodziejka natomiast spojrzała w jego niebieskie oczy i po raz pierwszy poczuła, że całkowicie się przed nią otworzył. Nigdy wcześniej nie przypuszczała, że blondyn może być wobec niej tak szczery.

-Dziękuję, że powiedziałeś mi prawdę.

Brunetka nieśmiało się uśmiechnęła. Jake podszedł do niej. Zatrzymał się tak blisko, że ich twarze dzieliły zaledwie milimetry.

-Nie jesteś mi obojętna -odparł, gdy ich czoła zetknęły się.

Prawy kącik jego ust powędrował ku górze. Czarodziejka poczuła przyspieszone bicie swojego serca, nie widziała nic poza jego niebieskimi oczyma. Poza blondynem w tym momencie nie istniał dla niej świat. A w momencie, gdy ich rozgrzane usta natrafiły na siebie nawzajem, przestało istnieć także pojęcie czasu.

-Jake -brunetka położyła dłonie na jego torsie, zaraz potem zmuszając do wykonania kroku w tył.

-Chodzi o Roberta?

-Nie -odparła dość szybko -Boję się. że za chwilę znów wyskoczysz z tekstem: Nie możemy być razem. Zrobisz mi nadzieję i mnie zostawisz.

Jej wzrok nie potrafił przekroczyć bariery podłogi. Obawiała się, że gdy tylko spojrzy w jego piękne niebieskie oczy zapomni o tym jak bardzo cierpiała, gdy odtrącił ją po raz pierwszy. Nie miała do siebie zaufania. Bała się, że gdy tylko ich spojrzenia ponownie się spotkają, ona mimo wszystko wpadnie w jego ramiona.

-Nie popełnię drugi raz tego samego błędu -objął ją rękoma, przyciągnął do siebie -Przepraszam -wyszeptał składając pocałunek na czubku jej głowy -Nie wiesz nawet jak bardzo tego żałuję.

-Obiecujesz? -zapytała czując jak ciepłe łzy płyną po jej policzkach.

-Jack, Klaus. Nieważne z kim przyjdzie nam się zmierzyć. Wygramy -otarł dłonią słone kropelki z jej twarzy -Kocham cię -dodał składając na jej ustach pocałunek.

Czarodziejka założyła mu dłonie na szyi. Mocno do niego przylgnęła. Tak długo czekała na tę chwilę. W pewnym momencie przestała już wierzyć, że kiedykolwiek będzie to możliwe. Smak jego ust, ich ciepło. Nie mogła się oprzeć. Poczuła jego dłonie na swoich pośladkach. Marzyła, aby każdego dnia o każdej sekundzie mogła spoglądać w jego niebieskie oczy. W tym momencie chciała ponadto czuć jeszcze jego oddech na swojej szyi, dotyk jego dłoni. Jego bliskość.

Pomogła blondynowi zdjąć koszulkę. Zagubiony chłopiec odrzucił ją na bok. Jude po raz kolejny mogła przyjrzeć się wytatuowanemu torsowi Jake’a. Palcem przejechała od jednego tatuażu do drugiego, zatrzymując się na kompasie.

-Nicki… -blondyn przechylił głowę w taki sposób, aby wymusić po raz kolejny spojrzenie na dziewczynie.

-Jest pięknym wspomnieniem -przeczesał palcami jej kasztanowe włosy -Jednak to bez ciebie u boku nie wyobrażam sobie kolejnego dnia -dziewczyna skinieniem głowy dała mu znać, aby kontynuował.

Blondyn przycisnął ją do ściany, całując każdy kawałek jej rozgrzanego ciała począwszy od miejsca za uchem na szyi, zatrzymując się przy obojczyku. Ona natomiast dość sprawnie pozbyła się jego paska od spodni.

-Zorza? -zapytała, gdy i jej dżinsy znalazły się na ziemi, a Jake przycisnął ją mocniej do ściany, tuż po tym jak uwolnił jej piersi z niewoli stanika.

Chłopak spojrzał na nią poprzez przymrożone oczy.

-Farba już wyschła? Szkoda byłoby gdyby się zniszczyła -odparła pochylając się w jego stronę, a następnie delikatnie przygryzając jego dolną wargę.

-W razie czego namaluję dla ciebie kolejną, a nawet dwie -po tych jego słowach Jude pozbyła się ostatniej części swojej garderoby, ponownie zarzuciła blondynowi dłonie na szyje, przyciągając go do siebie, a następnie wyszeptała do ucha: „W takim razie na co czekasz”.

Jake złapał ją za biodra, a następnie powoli w nią wszedł. Z ust dziewczyny wydobył się jęk rozkoszy. Wbiła paznokcie w jego plecy. Blondyn delikatnie zacisnął swoją dłoń na jej lewym nadgarstku, a następnie uniósł go ponad jej głowę. Czarodziejka wolną ręką delikatnie muskając opuszkami jego skórę przemieściła się od połowy pleców w górę wzdłuż jego kręgosłupa, ostatecznie zatapiając palce w jego blond włosach, podczas gdy on pogłębiał kolejne pchnięcia.

PS. Nie jestem dobra w pisaniu tego typu scen. W sumie to jestem beznadziejna. Przywykłam raczej do rozpisywania różnego rodzaju intryg czy zagadek kryminalnych. No, ale w końcu musiało do tego dojść między tą dwójką. Opublikowałam mimo wielu wątpliwości, kilkukrotnie chcąc wykasować wszystko w dół od momentu „Pomogła mu zdjąć koszulkę”. Przepraszam Was za męki, przez które musieliście przebrnąć czytając drugą część :P
Przepraszam także za błędy i literówki, skorzystałam z dość luźnego wieczoru w pracy, a nie mamy tutaj żadnego sensownego edytora tekstu.

Pozdrawiam :*

/Miłośniczka kryminałów

41 myśli nt. „Porwana, część 24

  1. ~Rebel

    No kochana….końcówka absolutnie i niezaprzeczalnie mnie zaskoczyła. No, ale to było do przewidzenia. Nieźle to wykombinowałaś, już myślałam, że nas opuściłaś, ale jesteś i bardzo mnie to cieszy.
    Mimo wszystko czuć był, że pisanie scen erotycznych wolisz odkładać na później, ale nie przeszkadza to w czytaniu. Jestem ciekawa reakcji Roberta… Będzie zły na nią, czy zrozumie…ciężko mi stwierdzić, bo właściwie uważałam- i cały czas tak jest – go za dobrego przyjaciela. Tylko i wyłącznie. Nie wiem czy on coś do niej czuje, ale przeczuwam, że w następnym rozdziale się dowiem.
    Z niecierpliwością czekam na nexta. Pisz go szybko :*

    Odpowiedz
    1. Ash Autor wpisu

      Nie opuściłam :) Obowiązki mi się spiętrzyły. Pocieszam się, że w czerwcu się bronię i chociaż pisanie pracy dyplomowej bd miała z głowy :P
      Zdecydowanie masz rację, odkładałam tak długo jak się dało ;P
      Jude także uważa Roberta za przyjaciela ;) Ale dobre pytanie, jak to wygląda z jego strony ;)
      Pozdrawiam :*

      Odpowiedz
  2. ~Rebecca

    proszę Cię!
    I dziękuję :D W końcu im pozwoliłaś :D
    Nie mów, że nie potrafisz opisywać takich scen, bo opisana jest genialnie i wystarczająco by pobudzić wyobraźnię do działania :D
    jestem pewna, że teraz, kiedy już wszystko wyjaśniło się pomiędzy nimi, szybciej znajdą drogę powrotną, no ale też i pewnie zaczną się problemy… ale :D
    Cieszę się tym rozdziałem jaaaak chorka :D
    Pozdraawiam!

    Odpowiedz
    1. Ash Autor wpisu

      Pozwoliłam. w końcu musiałam :P
      Cieszy mnie, że Ci się podoba, bo serio miałam wątpliwości. W sumie nadal mam :P
      Pozdrawiam :*

      Odpowiedz
  3. ~ayden

    Piękna, jak mnie ten początek zagrzał!!! :D przecież cudownie to napisałaś, może właśnie dlatego, że się bałaś przerobiłaś tekst kilka razy tak, że idealnie wpasował się w kompozycję reszty :) Bo naprawdę zbyt szczegółowy opis bzykanka by tu nie pasował. Sytuacja między nimi, obłędna.. Jestem pod wrażeniem :D
    MIcha mi się cieszy :D Już wyobrażam sobie cierpiącego chłopca jak nie cierpi :D tylko wręcz przeciwnie szczerzy się jak wariat :D przeczytam sobie chyba jeszcze raz tą drugą połowę :)
    mrrr :*

    Odpowiedz
  4. ~Nita

    Co ty piszesz..nawet tak nie myśl! Wyszło ci idealnie!!!! Wszystko super opisy..i dało się wyczuć tą chemię i wszystko super!
    Dobrze że w końcu ten czub wziął się do roboty :D

    Szkoda mi tylko Robercika :( Ciekawe jak zareaguję..na pewno będzie mu przykro…a może zrozumie bo w końcu z niego dobry facet ale dla niej to raczej tylko przyjaciel…No nic mam nadzieję że się wszystko ułoży i w końcu znajdą sposób na to by wrócić.

    Czekam na kolejny!
    Buziaki :***

    Odpowiedz
  5. ~Alikus

    Hej kochana :-)
    Rozdział jak zawsze jest fantastyczny, boski i nie masz za co przepraszać…
    Dobrze, że Jake w końcu wyznał Jude całą prawdę i, że tak gorąco potoczyło się między nimi. Taka chwila zapomnienia o problemach dobrze im zrobi.
    Mam nadzieję, że zawsze będzie między nimi tak i nic nie zniszczy ich uczucia.
    Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział.

    Odpowiedz
  6. Martyna

    Hej :D zajrzałam tu przypadkowo i wiedz , że nie żałuje. Przeczytałam kilka pierwszych wersów i od razu mi się spodobało. Zaraz zabieram się do czytania od 1 rozdziału, aby lepiej poznać fabułę. Dzięki temu że są tu moce nadprzyrodzone(tak wywnioskowałam) będzie mi się lepiej czytało ponieważ lubie takie treści. Koniecznie powiadom mnie o kolejnej częsci, dodaje cię do polecanych a i zapraszam do mnie bo dopiero zaczynam i czekam na wasze opinie : http://happybookworm.blog.pl/ mam nadzieje ze nie przeraziłam cię długością komentarza całusy :* <3

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>