Porwana, część 16

Cześć,

miało być dzisiaj bez zbędnych wstępów, powiem tylko krótko: Przepraszam za wszelkie literówki, jeżeli takie się pojawią i jakieś urwane w połowie zdania (mam nadzieje, że tych drugich nie ma), pisałam to opowiadanie na raty przez mój głupi komputer, który wymyślił sobie to aktualizację, to się przegrzał, to znowu coś innego i co chwilę się wyłączał.

PORWANA, część 16

Jude patrzyła na blondyna czekając na jakikolwiek wyjaśnienia. Wiedziała, że cokolwiek się stanie lub nie stanie, wyciągnie od niego kto jest autorem listu.

-Nicki to napisała -odparł obojętnym głosem, a cała złość, którą wcześniej widziała na jego twarzy po prostu zniknęła. Zastąpiło ją coś innego, brunetka starała się odnaleźć właściwie określenie, a jedyne które przychodziło jej do głowy było „odrętwienie”.

-Nicki? Przecież ona… -dziewczyna chciała powiedzieć „nie żyje”, powstrzymała się jednak w ostatniej chwili. Jake wcześniej podczas rozmowy zapytał Roberta kiedy otrzymał przesyłkę. Koszykarz odpowiedział, że jakieś dwa lata temu. Istniała więc realna możliwość, że to ukochana młodego McGharta napisała list i wysłała go do bruneta -Jesteś pewien, że to ona?

-Dwa razy użyła słowa „nierozumienie” zamiast „nieporozumienie”. To w jej stylu. A jej ulubiony cytat z jej ulubionej książki tylko potwierdził moje przypuszczenia -odparł wzruszając ramionami -Przy jednym z naszych ostatnich spotkań powiedziała, że muszę być otwarty na nieprzewidziane zdarzenia w życiu i mieć odwagę, że wszystko się uda. Wtedy nie rozumiałem o co jej chodzi. Zbyła mnie krótkim wyjaśnieniem, że tak jej się po prostu wzięło na rozmyślania. Wtedy mi to wystarczyło. Teraz jestem pewien, że ona wiedziała, że coś nadchodzi. Coś złego.

-Nie wydaje ci się dziwne to, że twoja ukochana mnie śledziła? Dlaczego?

-Na pewno miała swoje powody.

-Czy ty siebie słyszysz? -spojrzała na niego poprzez przymrużone oczy.

-Co chcesz usłyszeć? Że dziewczyna, której bezgranicznie ufałem, osoba, z którą chciałem spędzić resztę życia, miała przede mną tajemnice? Widocznie nie znałem jej tak dobrze jak sądziłem.

-Nie rozumiem co to za świat, w którym powiedzenie prawdy jest trudniejsze niż kłamstwo i zmierzenie się z jego konsekwencjami -blondyn nic nie powiedział, nie patrzał też na nią.

***

-Skomplikowane to wszystko -odparł Robert sięgając po swoją torbę w korytarzu -Podziwiam cię, że potrafisz się w tym odnaleźć.

-Jeżeli chcę wrócić do domu, muszę uwolnić się od Jack’a -potarła dłońmi o swoje ramiona, musiała być silna, nie miała innego wyboru -Musisz wiedzieć,że autor listu -westchnęła na samą myśl o ukochanej Jake’a -Nicki -poprawiła się -miała rację co do jednego. Potrzebujemy cię.

-Możesz liczyć na moją pomoc -uśmiechnął się, chcąc dodać jej otuchy -Może gdzieś razem wyskoczymy? Kawa, kino? Cokolwiek, abyś choć na chwilę zapomniała o Jack’u i jego pokręconym świecie.

Kilkadziesiąt minut później szła ramie w ramie z koszykarzem. Nie żałowała, że dała się namówić Robertowi na spacer. Pogoda wprawdzie nie dopisywała, pojedyncze promienie słońca sporadycznie przebijały się przez warstwę chmur, jednak drzewa we wszystkich odcieniach jesieni zapierały jej dech w piersiach. Mimowolnie pomyślała o Jake’u, spodobałoby mu się tutaj. Idealne miejsce do malowania. Zmierzali główną aleja w pobliskim parku w stronę znajdującego się w oddali niewielkiego stawu. Z miejsca, w którym stała słyszała szum wody, widziała kaczki przemierzające zbiornik z jednej strony na drugą. Żałowała, że nie miała przy sobie chleba, ani jakichkolwiek resztek jedzenia. W związku z niesprzyjającą do spacerów aurą przez park nie przewijało się zbyt wielu ludzi. Dziewczynie to nie przeszkadzało, napawała się tą chwilą ciszy i spokoju.

-Tak właściwie to się cieszę -brunet szedł tuż obok niej, z torbą przerzuconą przez ramię.

-Z jakiego powodu? -zapytała wdychając do płuc świeże powietrze.

-Że wtedy na ciebie wpadłem -odparł z uśmiechem na twarzy.

Czarodziejka przez chwilę zastanowiła się skąd w nim tyle optymizmu. Chciała go nawet zapytać, czy nie ma zakwasów od uśmiechania się. Szybko jednak zdała sobie sprawę, że wcale nie tak dawno temu, także i ona miała wiele powodów do radości.

-Nie przeraża cię cały ten świat magii czy też perspektywa zmierzenia się z czarnoksiężnikiem pragnący przejąć rządy nad światem?

-Nie szczególnie.

-Nie szczególnie? -spojrzała na niego zdziwiona, chociaż to mało powiedziane -Ja do tej pory nie oswoiłam się z myślą, że jestem czarodziejką i prawdopodobnie prędzej niż później przyjdzie mi stanąć do walki z okrutnym Jack’em, ty natomiast wiesz o tym od kilku godzin i nie masz żadnych obaw? Żadnych pytań?

-Mam po swojej stronie trzech muszkieterów -puścił do niej oczko.

-Słucham? -spojrzała na niego jak na kosmitę, mówiącego do niej w zupełnie obcym jej języku.

-Jesteś jak Athos, niezłomny dowódca z dwójką swych wiernych kompanów, Aramisem i Portosem.

-Mówisz o Jake’u i Klausie? A ty to? -zmarszczyła czoło starając się pojąc jego tok myślenia.

-Ja jestem D’Artagnan -odparł unosząc dumne podbródek.

-Nie zgadzam się -zaprotestowała zakładając ręce na piersi.

-Dlaczego?

-Dlaczego mam być mężczyzną. Wolałabym kobiecy odpowiednik.

-Skoro tak bardzo nalegasz, Constance -mówiąc to odłożył torbę na ziemi, a następnie wyciągnął w jej stronę rękę -Można prosić panią do tańca? -teatralnie pokłonił się.

-Co? -rozejrzała się dookoła -Jesteśmy w parku. Ludzie będą się dziwnie na nas patrzeć -dodała wskazując na zmierzające w ich stronę małżeństwo z żwawo kroczącą przed nimi małą blond dziewczynką ubraną w różową kurtkę.

-To niech patrzą -stał niewzruszony jej słowami.

-Nie ma muzyki -przerażała ją myśl robienia czegokolwiek przed ludźmi, od zawsze stresowała się przed publicznymi wystąpieniami.

-Jesteś czarodziejką.

Westchnęła. Od samego początku była na przegranej pozycji. W myślach powtarzała sobie, że jest w obcym mieście, daleko od domu. Nikogo tutaj nie zna, nikt nie zna jej. Pewnie nigdy więcej nie zobaczy tego małżeństwa, ani dwóch nastolatek, które dokładnie w tym momencie jak na złość pojawiły się w zasięgu jej wzorku. Zamknęła oczy, wyobrażając sobie dźwięki. Refren jednej z jej ulubionych piosenek, nie było to takie trudne. Słuchała jej wielokrotnie, znała na pamięć tekst i melodię. Poczuła dłonie Roberta, jedną w talii, drugą chwycił ją za rękę. Mimowolnie uśmiechnęła się, kręcąc jednocześnie z niedowierzaniem głową na boki. Dała się mu poprowadzić, wciąż z zamkniętymi powiekami. Krok w przód, krok w tył. Pomyślała, że jest równie stuknięta co brunet. W końcu tańczyła pośrodku głównej alei w jakimś parku z chłopakiem, którego widziała trzeci raz w życiu na oczy, z czego dwa wcześniejsze „przelotnie” i o którym wiedziała właściwie tylko tyle, że dostał od nieżyjącej ukochanej Jake’a list z jej zdjęciami z informacją, że mają sobie w przyszłości pomóc. W tym samym momencie, gdy uświadomiła sobie jak absurdalnie to brzmi, jego dłoń zniknęła z jej talii. Otworzyła oczy będąc w połowie obrotu.

-Dałabyś radę wyczarować nam jeszcze stroje z epoki? -zapytał przyciągając ją do siebie.

Jude położyła wolną dłoń na jego torsie. Była tak blisko niego, czuła jego ciepło. Spojrzała w jego oczy, błyszczały w nich iskierki radości.

-Jesteś szalony -wyszeptała odsuwając się od niego.

-Ale przyznaj, że chociaż na chwilę zapomniałaś o wszystkich problemach.

-Tak -zdała sobie sprawę, że już dawno tak dobrze się nie bawiła -Dziękuję.

***

Jude zajęła miejsce na kanapie obok Klaus, na ekranie telewizora przewijały się napisy końcowe. W drzwiach minęła się z Julią, szybko połączyła oba fakty w jedno. Czarodziej spędził miły wieczór ze swoją ukochaną.

-Co oglądaliście? -zapytała sięgając po kawałek czekolady z misy słodkości położonej na stole między po części opróżnioną butelką wina, a kubkami po kawie.

-Jake wybrał dla nas jakiś kryminał -wstał z miejsca, wyjął płytę z odtwarzacza -Labirynt -przeczytał tytuł znajdujący się na pudełku, do którego włożył krążek -Dobry.

-A gdzie Jake? -zapytała nie mogąc powstrzymać się przed sięgnięciem po kolejną porcję łakoci.

-Wyszedł jak przyszła Julia, wziął blok i ołówek. Pewnie gdzieś się zaszył i rysuje -spojrzał w stronę dziewczyny -A jak udał się twój spacer?

-Było miło -odparła promiennie się uśmiechając -Pomoże nam -dzięki temu wypadowi na miasto miała okazję go poznać.

Okazał się taki, jakim miała nadzieje, że będzie. Normalnym chłopakiem, bez pokręconej przeszłości czy niezrozumiałej teraźniejszości. Posiada prawie normalną rodzinę, rodziców po rozwodzie i młodszego brata. Jednak z tego, co mówił jego ojciec i matka potrafią się dogadać, nie ma między nimi wojny. Po prostu ich uczcie wygasło. Chłopak ma stypendium sportowe, a w przyszłości chce zostać agentem i reprezentować wiele znanych osobistości, nie tylko ze świata koszykówki.

-Zastanawia mnie brak reakcji ze strony Jack’a. To jak cisza przed burzą.

-Gdy nadejdzie będziemy gotowi -odparł z pewnością w głosie Klaus.

-Zastanawiała mnie sprawa tego listu -oczyma wyobraźni widziała zdjęcia, które pokazał jej Robert, siebie na nich, swoich przyjaciół, a także blondyna -Nicki wysłała go, aby chronić Jake -była to jedyna stała w tym skomplikowanym równaniu -Zastanawiam się dlaczego nie powiedziała wprost o grożącym mu niebezpieczeństwie?

-Czasami, aby chronić osobę, na której nam zależy decydujemy się na kłamstwo…

-Nie uznaję czegoś takiego jak kłamstwo w dobrej wierze -wiedziała co chce powiedzieć czarodziej, dlatego też zdecydowała się mu przerwać -Kłamstwo to kłamstwo.

-Niekiedy ucieczka jest lepszą opcją niż udział w spisanej na porażce walce. Wydaje mi się, że z kłamstwem jest podobnie. Szanuje twoje poglądy, jednak proszę, abyś miała otwarty umysł.

-Skąd Nicki wiedziała o mnie? -dziewczyna miała wrażenie, że Klaus próbuje tłumaczyć Jake’a. Sama w sumie już wybaczyła blondynowi, nie potrafiła być długo na niego zła. Nie wiedziała dlaczego, jednak za każdym razem, gdy zawiódł jej zaufanie, ona wciąż miała nadzieję, że potrafi się zmienić. Nie całkowicie, bo lubiła jego artystyczną stronę, zamiłowanie do kryminałów, które także podzielała. Dobrze czuła się w jego towarzystwie, jednak pragnęła, aby się przed nią otworzył. By podzielił się z nią swoimi myślami, a także obawami. Tylko tyle, nic więcej. Wydawało się, że jednak wciąż za dużo.

-Odnalezienie osoby z magicznymi zdolnościami urodzonej dokładnie tego samego dnia, tego samego roku w tej samej godzinie i minucie nie wydaje się takim trudnym zadaniem, szczególnie gdy posiada się wszystkie niezbędne do tego środki. Nie zapominaj, że była dziewczyną Jake’a, miała dostęp do ksiąg w bibliotece jego ojca -Jude przytaknęła, było to logiczne wyjaśnienie.

-A jak znalazła Roberta?

-Na to pytanie jeszcze nie udało mi się znaleźć odpowiedzi.

/Miłośniczka kryminałów

Porwana, część 15

Cześć,
przepraszam za moją długą nieobecność, już jestem. Mam pierwszy od pół roku całkowicie wolny weekend, bez pracy, bez uczelni i postanowiłam poświęcić go nadrobieniu zaległości.
Rozpisałam się, mam nadzieje, że dotrwacie do końca notki. Część przerzuciłam do kolejnej części, bo wyszła mi naprawdę przesadzona, jeżeli chodzi o objętość.
PS. Dziękuję, że jesteście :*

PORWANA, część 15

Jude siedziała naprzeciwko Roberta, chłopak cały czas się uśmiechał przez co i jej dopisywał dobry humor. Przypominał czarodziejce jej najbliższego przyjaciela, David’a. Oboje sportowcy. Poznała zapaśnika, bo taki rodzaj aktywności fizycznej uprawiał chłopak, przez ojca albo raczej dzięki ojcu, który był jego trenerem. Mogła z David’em pogadać o wszystkim, nie miała przy nim żadnych zahamowań. Ufała mu, a on jej. Otaczała go bliżej nieokreślona przyjazna aura, to samo dotyczyło Roberta. Chciała po prostu być w jego towarzystwie. Szybko zdała sobie sprawę, że właśnie tego jej brakuje. Wcześniej o tym nie myślała, ale jakaś jej cząstka tęskniła za tą swobodą, którą czuła będąc z David’em. Brakowało jej domu, uczelni. Tego wszystkiego co miała i co było niegdyś jej codziennością. Znajomych, specyficznego poczucia humoru Lucy, jej najbliższej koleżanki ze studiów. Wspólnych wieczorów spędzonych na nauce, przygotowywaniu ściąg z iście kosmicznymi wzorami, a także plotkowania o wykładowcach, szczególnie prowadzącym audytoria ze statystki. Wysokim, dobrze zbudowanym doktorancie. Góra 4-5 lata starszym od nich. Mężczyzna z motorem i gitarą, chodzący ideał. Gdyby była nieco lepsza z matematyki to wybrałaby go jako swojego opiekuna pracy.

-Zamierzasz nam w końcu powiedzieć to, co chcemy usłyszeć. Czy mamy cię o to prosić? -dość ostry ton głosu blondyna sprowadził ją do rzeczywistości.

 -Od razu do sedna sprawy -Robert w dalszym ciągu przyglądał się Jude, położył dłonie na stole. Splótł je razem, pochylając się nieco w stronę dziewczyny. Czarodziejka mimo, iż skupiona była na koszykarzu, wręcz czuła na sobie spojrzenie blondyna.

-Zapomniałem zaproponować coś do picia. Kawy? Coś zimnego? Może ciasteczka do tego?

-Jake! Nie bądź niemiły -warknęła Jude, odwracając się w stronę młodego McGhart’a, a zaraz potem spoglądając na niego w taki sposób, że gdyby mogła zabijać wzrokiem, bez wątpienia udałoby się jej to uczynić w tym momencie.

-W porządku, po prostu pytajcie. Odpowiem na każde pytanie -brunetka była wdzięczna Robertowi za opanowanie, nie miała ochoty być rozjemcą kolejnej bójki.

-Skąd wiesz kim jesteśmy? -zadała pytanie Jude -Specjalnie wtedy na mnie wpadłeś? Dlaczego uciekłeś? -nie mogła się powstrzymać przed zadaniem kolejnych dwóch, choć raz miała nadzieję uniknąć sytuacji, gdy jej rozmówca nagle znika albo odchodzi trzaskając za sobą drzwiami. Zdawała sobie sprawę, że liczy na wiele. „Nadzieja matką głupich” -w jej głowie zabrzmiały słowa Lucy. Doskonale pamiętała, że opowiadała wtedy koleżance, że po raz drugi przeprowadza ekspresję białka, nad którym przyszło jej pracować podczas pisania pracy dyplomowej, dziewczyna śmiała się, że byłoby to zbyt piękne i na pewno będzie się z tym bawić znacznie dłużej. Przywykła do sobót spędzonych na pracowni, jednak jak każda normalna osoba wolałaby je spędzić w domu, w kinie czy gdziekolwiek indziej. Odpowiedziała jej wtedy: „Ale każda matka swoje dzieci kocha”. Czarodziejka w końcu nie wymagała od Roberta rzeczy niemożliwych, tylko jasnego, logicznego i zgodnego z prawdą wytłumaczenia sytuacji.

-Niby wiedziałem kim jesteście, ale nie do końca -brunet opowiadając dość żywo gestykulował -Jednak wpadłem na ciebie zupełnym przypadkiem. Nie było w tym ani grama celowości -dodał drugie zdanie, chcąc potwierdzić prawdziwość swoich słów. Jude dostrzegła jak blondyn przewraca oczami, miała ochotę uderzyć go książką leżącą obok niego na kominku. Krytykować innych to łatwo, ale samemu powiedzieć prawdę to nie łaska.

-Skąd o nas wiesz? -ponowiła swoje pytanie czarodziejka.

-Kiedyś znalazłem to pod drzwiami domu -chłopak wyjął z kieszeni bluzy szarą złożona na pół kopertę, a następnie podał ją dziewczynie. Zaadresowana była jego imieniem i nazwiskiem, brakowało jednak adresu oraz znaczka pocztowego. Jude pomyślała, że nie mogła zostać wysłana, świadczyło to raczej, że paczka została podrzucona.

Brunetka zajrzała do środka, znajdowały się tam zdjęcia. Wyjęła je i zaczęła oglądać. Już pierwsze przykuło jej uwagę, znajdowała się na nim ona sama w towarzystwie swoich kolegów i koleżanek ze studiów. Obok niej stała Lucy, uśmiechała się radośnie. Szybko wydedukowała, że zostało ono zrobione na pierwszym roku. Poza jej najbliższą koleżanką na zdjęciu znajdował się Matt i Ruth, którzy nie poradzili sobie z matematyką i odpali ze studiów po pierwszym lub drugim semestrze, nie pamiętała dokładnie. Po raz kolejny tego dnia, tej godziny, zatęskniła za tamtymi czasami. Wtedy wszystko było takie proste. No, może nie do końca, bo chemia do najprostszych nie należy, ale bez wątpienia łatwiejsze. Szybko przerzuciła fotografię, na kolejnej stała przy samochodzie z bratem. On stał bokiem, ręce miał oparte na dachu pojazdu, ona wyraźnie znudzona siedziała na masce. Rozpoznanie okolicy nie sprawiło jej problemu, był to parking przed blokiem jej babci. Nie potrafiła umiejscowić tego wydarzenia w konkretnym czasie, mogła jedynie przypuszczać, że czekali wtedy na ojca, aby po kolejnych zawodach sportowych zabrać go do domu.

-Skąd je masz? -zapytała oburzona, gdy przyglądała się trzeciemu zdjęciu. Siedziała na ławce w parku niedaleko wydziału chemii ze swoimi byłym chłopakiem. Początkowo układało im się dobrze, nawet można powiedzieć, że bardzo dobrze. Jej ojciec go polubił, co w sumie było do przewidzenia, dzieli wspólne pasje. Keith, bo tak się chłopak nazywał, zapalony piłkarz, uczęszczający na treningi każdego dnia, bez względu czy odbywały się na hali czy na świeżym powietrzu, czy aura sprzyjała czy padał ulewny deszcz. Miał jedną wadę, której Jude nie mogła znieść, był chorobliwie zazdrosny. Gdy zrobił jej scenę przy znajomych przeddzień wigilii nie wytrzymała i zerwała z nim wszelkie kontakty. Zdjęcia, które trzymała w rękach przywołały tak wiele wspomnieć, jednak fakt, że dostała je od zupełnie obcego chłopaka przerażał ją -Skąd mam mieć pewność, że nie kłamiesz? Że to ty ich nie zrobiłeś? -ledwo powstrzymała się przed zapytaniem czy nie jest przypadkiem jakimś psychopatą. Cieszyła się, że ma przy sobie Klausa i Jake, czuła się przy nich bezpieczna, mimo budzącej lęk i obawy sytuacji. Gdy sięgnęła po następne zdjęcie, ujrzała na nim Jake’a. Chłopak stał oparty o jakiś budynek. Na jego twarzy gościł uśmiech, czarodziejka zdała sobie sprawę, że rzadko go takiego widuje, a szkoda, bo do twarzy mu. Spojrzała na ostatnią fotografię, blondyn trzymał za rękę swoją ukochaną, Nicki. Obok nich znajdowała się Cadence. Ciemne rozpuszczone włosy dziewczyny, częściowo zakrywały twarz, jednak Jude bez problemu rozpoznała córkę Jack’a.

Obok Jude pojawił się Jake, ciekaw co takiego znajduje się na zdjęciach. Nachylił się nad czarodziejką, był tak blisko, że brunetka czuła wzbierającą w nim złość. Widziała jak zaciska szczękę.

-Oprócz zdjęć w kopercie był też list -Jude podała blondynowi fotografie, aby mógł je obejrzeć, sama skupiła się na Robercie i kartce, którą trzymał w dłoniach -Autor pisze, że w przyszłości wy będziecie potrzebowali mojej pomocy, a ja waszej -streścił zawartość listu brunet, następnie podał go Jude.

-I tak bez problemu uwierzyłeś, że nijaka Jude ze zdjęć jest czarodziejką? -zapytała widząc swoje imię i nazwisko, a przy nim wyjaśnienie, że potrafi posługiwać się magią.

-Zanim powiedziałem wam o przesyłce powinienem był zaznaczyć, że jestem pełen władz umysłowych. I nie, nie uwierzyłem. Uznałem, że to jakiś kiepski żart.

-Ale wczoraj z pełnym przekonaniem nazwałeś mnie czarodziejką, a Jake’a synem czarnoksiężnika -drążyła dalej temat czarodziejka, przez chwilę nawet zastanowiła się jak ona zareagowałaby, gdyby znalazła pod drzwiami własnego domu paczkę ze zdjęciami obcych sobie ludzi i list, w którym jakiś szaleniec pisze jej, że magia istnieje naprawdę.

-Byłem ciekaw waszej reakcji. Liczyłem raczej, że wyzwiecie mnie od nienormalnych, szaleńców czy co tam jeszcze jesteście w stanie wymyślić. A wy z pełnym spokojem zaproponowaliście mi spotkanie. Wiecie jakie było moje zdziwienie?

-Kiedy dostałeś te zdjęcia? -wtrącił Jake, niespokojnie przestępując z nogi na nogę.

-Jakieś dwa lata temu -Robert zmarszczył czoło, a jego odpowiedź brzmiała bardziej jak pytanie niż stwierdzenie faktu -Coś koło tego. 

-Nie pomyślałeś, że to może my jesteśmy stuknięci. I zamiast odciąć się od wariatów, zgodziłeś się tutaj przyjść -dziewczyna była coraz bardziej zaintrygowana historią Roberta, wciąż ciężko było jej uwierzyć w jego słowa, jednak póki on mówił ona słuchała.

-Po tym jak na ciebie wpadłem, sprawdziłem twój profil na portalu społecznościowym. Studentka chemii, posiadająca wielu znajomych. Wiele zdjęć z ukochanym psem. Uznałem, że taka ładna i miła dziewczyna nie może być żadną psychopatką, morderczynią czy innym złem wcielonym -Jude zaśmiała się na samo wyobrażenie siebie z nożem obciekającym krwią w ręku.

-Twojego nie mogłem znaleźć -zwrócił się do blondyna -Znaczy się, istnieje jeden Jake McGhart, jednak jest to mężczyzna pod pięćdziesiątkę, ze znacznym stopniem otyłości. Prowadzący jakąś mało znaną knajpę w dość odległej części kraju.

-Nic dziwnego, odkąd pamiętam zawsze posługiwałem się nazwiskiem matki. W liceum, na studiach, na portalach społecznościowych także je podawałem… -blondyn zwrócił uwagę na coś w liście.

-Jake? -zapytała chcąc dowiedzieć się, co takiego odkrył chłopak. Blondyn jednak milczał, jak zahipnotyzowany wpatrywał się w trzymaną w ręku kartkę papieru. Po raz kolejny czarodziejka pomyślała o uduszeniu go własnymi rękoma. Zdecydowała, że jeżeli postanowi wyjść bez słowa z pokoju, dokona na nim mordu doskonałego, jednocześnie udowadniając, że jak kobieta chce to potrafi.

-Jeśli masz odwagę, to wszystko może się udać.

-Słucham?

-To fragment książki. Jeżeli powiemy sobie, że potrafimy, jeśli powiemy sobie w głębi serca „nie denerwujemy się”, jeśli będziemy się zachować się jak bohaterowie… wszyscy będziemy odważni.

-Piotruś Pan -wtrącił dotąd milczący Klaus, rozpoznają cytowany przez blondyna fragment -Odwaga jest na wyciągnięcie ręki. Odwaga to jest coś, no nie? Jeśli masz odwagę, to wszystko musi się udać -dokończył nie mogąc się powstrzymać.

-Rozumiem, że jest to jakaś wskazówka -dziewczyna uważnie przyjrzała się blondynowi, nie drapał się za uchem, jak zwykł to robić, gdy myśli, więc… -Ty wiesz kto jest autorem.

/Miłośniczka kryminałów

Porwana, część 14

Cześć,
będę nudna i zacznę od: dziękuję za Wasze komentarze :*
Mobilizują mnie do znalezienia czasu w tej całodziennej gonitwie i dalszego pisania ;)
Do napisania tej notki podchodziłam chyba z cztery razy, stworzyłam coś, potem kasowałam i tak w kółko. Ostatecznie postanowiłam, że początek będzie trochę inny. Do tej pory zawsze przedstawiałam wydarzenia z perspektywy Jude, przez to, wiecie to, co wie dziewczyna. Nie jestem pewna czy „wstęp” coś wyjaśni czy jeszcze bardziej namiesza. Cokolwiek będzie to mam nadzieję, że mnie nie zlinczujecie. Nawet teraz, gdy dodaję notkę, nie jestem przekonana, czy to, co stworzyłam jest dobrym pomysłem. Ale mówią: „Nie myli się tylko ten, kto nic nie robi”. Oceńcie sami ;)

PORWANA, część 14

Klaus pożegnał czułym pocałunkiem ukochaną. Chłodne powietrze wdarło się do domu, gdy Julia wyszła na zewnątrz. Czarodziej potarł dłońmi o ramiona, chcąc się rozgrzać. Ulicę rozświetlały pojedyncze latarnie, w pobliżu nie było widać żywej duszy, nie licząc oddalającej się z każdym krokiem kobiety jego życia. Pomachał do niej, Julia odmachała posyłając mu jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów. Zamknął drzwi i udał się do salonu. Tam na dużej narożnej kanapie leżał Jake wpatrując się w telewizor.

-Coś ciekawego? -zapytał siadając obok blondyna.

-Zależy co uważasz za ciekawe -ani na chwilę nie oderwał wzroku od szklanego ekranu, elegancka prezenterka wiadomości opowiadała o wypadku autobusu, w wyniku którego zginęło kilkadziesiąt osób.

-Wiem, że lubisz filmy. Kilka tytułów znajdziesz w szafce pod telewizorem, może coś ci się spodoba -chłopak skinął głową. Po trwającej dosłownie kilka sekund ciszy Klaus postanowił zadać kolejne pytanie, nie mogąc liczyć na jakiekolwiek zainteresowanie rozmową ze strony młodego McGhart’a -Zastanawiałem się też, dlaczego wczoraj zachowałeś się tak nieuprzejmie w stosunku do Jude.

-Już mówiłem, jestem egoistą -wyrzucił z siebie słowa niczym wyuczoną regułkę.

-Ktoś kto cię nie zna, może uwierzy. Nie ja -Jake wzruszył ramionami -Nie chcesz rozmawiać. W porządku. Pamiętaj jednak, że nie jestem Jack’em. Nie wszyscy są tacy jak twój ojciec.

-Tak jest lepiej -odparł blondyn, gdy Klaus podniósł się z miejsca -Lepiej, że mnie nienawidzi.

-Dlaczego tak mówisz? -zmierzył chłopaka uważnym spojrzeniem.

-Łatwiej jest zranić bliską osobę, niż pozwolić jej zostać wiedząc, że w końcu i tak się ją zawiedzie.

-To mocne słowa. Ale znaczą również, że zależy ci na Jude.

-To dobra dziewczyna. Zasługuje na coś więcej niż to gówno, którym uczynił jej życie Jack.

-Zdajesz sobie sprawę, że nie możesz ciągle odtrącać ludzi. W końcu będziesz musiał kogoś do siebie dopuścić.

-Przez dwa lata byłem zupełnie sam, nikt przeze mnie nie cierpiał.

-Wcześniej coś takiego miało miejsce? -blondyn wymienił spojrzenie z czarodziejem, Klaus usiadł na powrót na kanapie -Czujesz się winny śmierci Nicki? -chłopak nadal milczał uważnie wpatrując się w czerwony pasek u dołu ekranu podający najważniejsze informacje dotyczące wypadku autobusu -Chodzi o Cadence? -kontynuował mag, chcąc wyciągnąć jak najwięcej od młodego McGhart’a.

-Cadence nie była zła. Potrzebowała osoby, która nauczyłaby ją wykorzystywać magie w dobrych celach. Autorytetu, który nie pragnąłby ponad wszystko władzy nad światem.

-Nie mogłem nic zrobić. Nie mogłem też pomóc tobie…

-Nigdy nie chodziło o mnie. Ja potrafiłem przeciwstawić się Jack’owi -na chwilę między mężczyznami zapanowała cisza. Słowa, które zostały wypowiedziane odbijały się echem -Jack pozwolił mi i Jude uciec. Uważasz, że zrobił to bez powodu? -blondyn zdecydował się pierwszy przerwać milczenie.

-O pewnych rzeczach wolałoby się nie wiedzieć. Powiedziałeś o tym Jude?

-Nie -odparł blondyn kiwając głową na boki.

-Dlaczego?

-Kilka razy chciałem to zrobić. Wczoraj, gdybym nie wyszedł, powiedziałbym jej wszystko.

-Dlaczego tego nie zrobiłeś. Zdajesz sobie sprawę, że prędzej czy później prawda wyjdzie na jaw. Jude dowie się, że nie byłeś z nią szczery…

-Chcę, aby mnie nienawidziła -powiedział z pełną stanowczością w głosie.

-Uważasz, że ją chronisz, ale czy na pewno? -na czole czarodzieja można było zaobserwować pojawienie się poprzecznej bruzdy, jego brwi zbliżyły się do siebie. Jake natomiast wciąż wpatrywał się w telewizor, co czynił przez praktycznie całą rozmowę, okazjonalnie jedynie zaszczycając swojego rozmówcę spojrzeniem. Klaus wstał z kanapy, skierował się w stronę swojej sypialni -Nie uważasz, że powinieneś przestać zastanawiać się nad tym czego chce albo czego nie chce Jack, a zacząć myśleć o tym czego chcesz ty? -zapytał nim opuścił pomieszczenie.

-Chciałem się oświadczyć Nicki. Chciałem spędzić z nią resztę życia -Jake sięgnął ręką do kieszeni bluzy, wyjął z niej złoty pierścionek z pojedynczym pięknym kamieniem, na którym skupił spojrzenie -Jest w naszej rodzinie od pokoleń -od środka widniał grawer „Na zawsze twój, MMG” -Powinien znajdować się na palcu Nicki.

***

Jude obudziła się z książką przy głowie. Przypomniała sobie, że dzień wcześniej przed spaniem postanowiła poczytać powieść, którą znalazła na niewielkim regale w pokoju gościnnym. Chciał czymś zająć swoje myśli. Odnalezienie Roberta było dla niej sukcesem, pierwszym krokiem na drodze do pokonania Jack’a. Kolejnym miała być rozmowa z chłopakiem i przekonanie go, aby pomógł im wprowadzić ten szalony plan w życie. Jude powiedziała kiedyś swojej koleżance, że kobieta zawsze przegra z pasją faceta. Szczególnie, gdy jest nią sport i kumple. Została wtedy wyśmiana, jednak dziewczyna uważała to, co powiedziała za prawdziwe. Tak została wychowana. Czarodziejka pomyślała o swoim tacie, on podobnie jak Robert od zawsze jest bardzo blisko związany z aktywnością fizyczną, wszelkimi jej formami. Począwszy od tradycyjnej męskiej piłki nożnej, poprzez siatkówkę, a na zapasach skończywszy. Swoją drogą brunetka nie miała pojęcia, co w tym ostatnim sporcie jest takiego ekscytującego. Dorośli faceci obściskujący się na macie w dość dziwnych, jej zdaniem zdecydowanie za dużo odsłaniających „trykotach”. Brzmi karykaturalnie. Jej ojciec często bywa poza domem, na różnego rodzajów zawodach, czy innych ważnych wydarzeniach sportowych. Związane to jest z jego pasją, wykształceniem, a także poniekąd wykonywanym zawodem. Jest trenerem, zawodnikiem, a także sędzią. Jude przywykła do tego typu nieobecności. Dlatego też nie protestowała, gdy Robert zaproponował, aby przełożyli rozmowę o tym skąd wie kim ona i Jake są oraz jaki jest jego stosunek do świata magii na inny dzień. Przyjęła pozycję siedzącą, gdy do jej nozdrzy wdarł się przyjemny zapach śniadania dostający się przez uchylone drzwi jej pokoju z kuchni. Pospiesznie wstała z łóżka, narzuciła na piżamę bluzę, jak to miała w zwyczaju, a zaraz potem popędziła do pomieszczenia, w którym przy kuchence stał nie kto inny tylko Klaus.

-Dzień dobry -przywitała się, jednocześnie uważanie przyglądając się blondynowi, który siedział przy stole przeglądając gazetę.

-Mam nadzieje, że lubisz jajecznicę, bekon i tosty -odparł Klaus kładąc przed nią talerz z wymienionymi przez siebie przysmakami -Mleko do tego? Woda?

-Może być woda -odparła sięgając po widelec, była taka głodna, a na sam widok posiłku leciała jej ślinka, w jej domu śniadania każdy przygotowywał sobie sam i były to zazwyczaj kanapki z serem lub dżemem, nie mogła się przestać uśmiechać na samą myśl, że jest tutaj tak rozpieszczana.

-Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zły, że zaprosiłam tutaj Roberta -zwróciła się do czarodzieja, gdy skończyła przeżuwać kęs tosta.

-Dobrze zrobiłaś -uśmiechnął się do dziewczyny.

-Pomyślałam, że… -zamilkła na chwilę szukając odpowiednich słów -Może mógłbyś uczyć mnie czarów. Znam podstawy, nie mam problemów z prostymi zaklęciami. Ale skoro już posiadam takie zdolności, chciałabym móc się doskonalić.

-Cieszę się, że to zaproponowałaś.

Śniadanie przerwał dźwięk dzwonka, Jude spojrzała w stronę czarodzieja.

-Otworzę -odparła wstając z miejsca -To pewnie Robert.

Czarodziejka udała się korytarzem do drzwi wejściowych. Przez małe ozdobne okienko od razu rozpoznała bruneta.

-Cześć. Cieszę się, że przyszedłeś -odparła wpuszczając go do środka.

-Hey Jude, don’t be afraid* -zanucił z uśmiechem na twarzy -Hey Jude, don’t let me down* -puścił oczko w stronę dziewczyny, a następnie odłożył na podłodze sportową torbę, na którą rzucił kurtkę.

-Bardzo oryginalne -odparła czarodziejka, sama nie mogąc przestać się uśmiechać.

-Od dłuższego czasu chodziło mi po głowie -dziewczyna poprowadziła go do salonu, gdzie na kanapie siedział Klaus, a oparty o ozdobny kominek stał Jake.

-Nie spodziewałem się takiego powitania -oznajmił Robert na widok mężczyzn.

*zapewne znacie piosenkę „Hey Jude” Paula McCartney’a -podaję tytuł na wszelki wypadek ;)

/Miłośniczka kryminałów

Porwana, część 13

Cześć,
zmieniłam nagłówek ze względu na nowego bohatera, który się pojawił i będzie pojawiał częściej. Mam nadzieje, że polubicie go bardziej niż Jake’a. Pierwszy raz łączyłam różne zdjęcia w jedno, więc z góry przepraszam za niedoskonałość.
Dzisiaj zero chemii w rozdziale, jesteśmy chwilowo w separacji, a dokładniej: muszę poszukać innego opiekuna pracy dyplomowej, bo ten na którego liczyłam odmówił mi :( Postaram się, aby mój posępny humor nie odcisnął się piętnem na notce, z góry przepraszam, jeżeli mi się nie uda.

Jeszcze piosenka, jak macie ochotę posłuchać:

PORWANA, część 13

-Cześć, może byłabyś w stanie mi pomóc, szukam tego chłopaka -Jake zwrócił się do wychodzącej z cukierni wysokiej blondynki.

-Przykro mi. Nie znam -odparła wtulając się w swojego partnera, który przecząco pokiwał głową ledwo spoglądając na kartkę, którą pokazał mu Jake’a.

Młody McGhart obserwował przez chwilę jak odchodzą. Blond włosy dziewczyny powiewały na chłodnym wieczornym wietrze, jej towarzysz otulił ją ramieniem. Jake pomyślał o Nicki, bardzo mu jej brakowało. Tęsknił za nią każdego dnia. A od momentu, w którym dowiedział się, że dziewczyna została zamordowana, w jego sercu powstała pustka, której nie mógł niczym wypełnić. Nawet wolność od Jack’a nie przynosiła ukojenia.

-Masz coś? -obok blondyna pojawiła się Jude.

-Niestety.

-Powinniśmy wracać, robi się późno -odparła pocierając dłońmi o siebie.

-Spytajmy jeszcze te dzieciaki -wskazał głową na grupkę sześciu chłopców w wieku mniej więcej 10-11 lat. Zajmowali oni ławkę przy latarni, dwoje z nich trzymało w ręku deskorolkę, jeden stał podparty o rower. Żywo o czymś dyskutowali.

-Cześć -Jude wysiliła się na uśmiech, miała dość całodziennych bezowocnych poszukiwań chłopaka, który mógł im pomóc, inną sprawą było czy faktycznie pomoże.

-Może widzieliście tego chłopaka? -Jake pokazał im rysunek przedstawiający tajemniczego nieznajomego.

-Jesteście z policji? -zapytał jeden z chłopców, poprawiając swoją czapkę z daszkiem, jednocześnie mierząc blondyna i jego partnerkę uważnym spojrzeniem.

-Tak -czarodziejka wyprzedziła Jake, który zdążył jedynie otworzyć usta, nie popłynęły z nich jednak żadne słowa -Nazywam się Kat White, jestem agentką -mówiąc to sięgnęła do kieszeni, równocześnie wyobrażając sobie odznakę jaką legitymują się funkcjonariusze we wszystkich serialach kryminalnych i thrillerach. Odetchnęła z ulgą, gdy przedmiot był tam gdzie być powinien, pokazała chłopcom przedmiot -A to mój partner, agent Sam Black.

-Chcę zobaczyć twoja odznakę -odparł inny chłopiec nie mogąc doczekać się, aż w jego ręce dostanie się fałszywa legitymacja Jude. Blondyn spojrzał na swoją koleżankę, brunetka przytaknęła głową, jednocześnie po raz kolejny obrazując sobie przedmiot, tym razem w kieszeni kurtki Jake.

-Super! -krzyknął chłopiec oglądając odznakę agenta Sam’a Black’a.

-Dlaczego go szukacie? -zapytał inny opierając deskorolkę o ławkę i krzyżując ręce na klatce piersiowej.

-Zrobił coś złego? -padło z ust innego.

-Nie, nie zrobił nic złego. Ale może nam pomóc w złapaniu kogoś bardzo złego -Jude nie była pewna jak rozmawiać z tymi dzieciakami, aby nie odkryły, że wcale nie są policjantami, ale jednocześnie, aby się przed nimi otworzyły. Nie mogła przecież powiedzieć, że szuka chłopaka z rysunku, gdyż jest odporny na magię i chce go ostrzec przez złym czarodziejem, Jack’em.

-Dlaczego nie macie pistoletów? -zapytał szczupły brunet z grzywką zaczesaną na bok.

-Mamy -odparła spokojnym głosem, szybko wyobrażając sobie kaburę z bronią za paskiem swoich spodni i Jake’a. Czarodziejka ręką podwinęła kurtkę odsłaniając przedmiot, chłopcy wydali okrzyk zachwycenia, blondyn wykonał tę samą czynność.

-Wow!

-To Robert -odparł dzieciak w czapce z daszkiem.

-Wiesz gdzie go znaleźć? -Jake ożywił się na tę informację.

-Często widujemy go wieczorami na boisku przy szkole -kontynuował drugi z chłopców posiadający deskorolkę.

-Dziękujemy za waszą pomoc -Jude uśmiechnęła się, w końcu doczekała się jakiejś przydatnej informacji.

-Dostaniemy wizytówkę na wszelki wypadek? -zapytał chłopiec z grzywką zaczesaną na bok nim czarodziejka i jej towarzysz zdążyli odejść.

-Jasne -dziewczyna podała mu mały biały prostokącik zadrukowany czarnymi napisami z fałszywym nazwiskiem oraz zmyślonym numerem telefonu. Była zdziwiona, że trzykrotnie zupełnie bezbłędnie udało jej się użyć czarów. Jednocześnie czuła jak wewnątrz niej rośnie bliżej nieokreślone, ale przyjemne uczucie. Było to zadowolenie, a może raczej duma z własnych osiągnięć. Przygotowując się do matury z chemii wielokrotnie słyszała z ust nauczycielki, że im więcej zadań przeliczy tym łatwiej będzie jej zdać egzamin. Wtedy podchodziła do tego jak każdy inny uczeń, z przymrużeniem oka. Teraz gdy jest studentką, a także początkującą czarodziejką doskonale pojmuje sens słów: „Praktyka czyni mistrza”.

 ***

 Jake i Jude żwawym marszem pokonali drogę dzielącą ich od miejsca, w którym rozmawiali z dzieciakami do szkoły mieszczącej się na przeciwko parku. Początkowo oboje milczeli, a im dłużej panowała między nimi cisza, tym trudniej było ją przełamać.

-Dobra robota, agentko Kat -pochwalił dziewczynę blondyn, posyłając jej uśmiech, który nie tak dawni temu wręcz zwalał Jude z nóg.

-To, że zgodziłam się na twoją pomoc wcale nie znaczy, że ci wybaczyłam, ani że między nami wszystko jest okey -odparła pewnym krokiem podążając w stronę dwóch chłopaków siedzących na trybunach.

-Szukam Roberta -odparła pewnie brunetka, chowając dłonie w kieszeniach cieniutkiej przejściówki. Żałowała, że nie wyczarowała sobie czegoś cieplejszego.

-Powinien się lada chwila pojawić -odparł niższy, wyjmując z granatowej sportowej torby bidon.

-Zaczekamy na niego -blondyn zdjął swoją kurtkę, a następnie podał ją Jude -Wyglądasz na zmarzniętą.

-Nie trzeba -zajęła miejsce na trybunach, chowając dłonie między uda.

-Może do nas dołączycie, rozgrzejecie się -zwrócił się do nich ten sam chłopak co wcześniej -Tak w ogóle jestem Mick. -dodał podając blondynowi rękę.

-Cześć, Jake -uścisnął dłoń nowo poznanego towarzysza.

-To jak? Grasz? -zapytał wyższy wskazując głową na boisko.

-Koszmarny ze mnie sportowiec -kiedy Jake wypowiadał te słowa Mick rzucił w jego stronę piłkę do koszykówki, blondynowi udało się w ostatnim momencie ją złapać.

-Refleks masz całkiem niezły -odezwał się niższy chłopak.

-Cześć, chłopaki. Widzę, że załatwiliście brakującego gracza -na boisku pojawiło się kolejnych trzech koszykarzy -Brian -przedstawił się blondyn w koszulce z numerem 7 -a to są Oleg i Feliks -podał imiona kolegów.

-Już mówiłem marny ze mnie koszykarz -Jake wyciągnął dłonie z piłką w stronę Mick’a.

-Przekonajmy się -gracz z numerem 7 rzucił na bok torbę i powędrował na środek boiska -Pokaż co potrafisz -dodał, przyjmując pozycję wyjściową z lekko ugiętymi kolanami.

Jake zawahał się, z jednej strony chciał zagrać z chłopakami, chociaż z drugiej miał wrażenie, że to nie jest odpowiednia chwila na rozrywkę. Spojrzał w stronę Jude, dziewczyna siedziała z założonymi rękoma kompletnie go ignorując. Nie miał jej tego za złe, zasłużył sobie. Ostatecznie puścił piłkę, odbiła się od podłoża. Kozłując, a raczej przypominając sobie jak to się robi, udał się w stronę Brian’a. Stanął przed chłopakiem zastanawiając się jak powinien go wyminąć, postąpił odruchowo i wziął gracza z numerem 7 od lewej strony. Złapał piłkę w obie dłonie, wykonał dwa kroki, wyskoczył do góry i rzucił w stronę kosza. Piłka nie trafiła do celu, uderzyła w tarczę, odbiła się od poręczy i spadła na ziemię. Chwycił ją Brian.

-Jeszcze raz, tym razem postaraj się zostawić ręce wyprostowane po rzucie i celuj w kwadrat na płycie kosza -gracz z numerem 7 podał Jake’owi piłkę i wrócił na środek boiska.

Blondyn zaczął kozłować, Brian wyciągnął prawą rękę chcąc przeszkodzić przeciwnikowi, spodziewając się, że znowu spróbuje go okrążyć z lewej, jednak Jake tym razem odbił w prawo. Skorzystał z wskazówek koszykarza, wykonał dwutakt i tym razem trafił do kosza.

Jude zauważyła, że na twarzy Jake’a pojawił się uśmiech. Mimo, że chciała być na niego zła, nie potrafiła. Mimowolnie kąciki jej ust powędrowały ku górze. Sięgnęła po jego kurtkę, którą zostawił na ławce obok niej. Było jej koszmarnie zimno. Miała nadzieję, że Robert pojawi się szybciej niż później.

-Jak chłopaki? -Brian zwrócił się do siedzących na trybunach.

-Jak na nieumiejącego grać, gra całkiem nieźle -odezwał się Mick.

-To zagrajmy na serio, bez żadnej taryfy ulgowej -odparł z uśmiechem na twarzy gracz z numerem 7 -Mick, Feliks, Oleg i ty Jake, przeciwko mnie, Steve’owi -Brian wskazał na chłopaka, który właśnie przybył na boisko -oraz Tom’owi -mówił o koszykarzu, który siedział z Mick’em, gdy blondyn pojawił się na boisku. Piłka poszybowała do góry, a chłopcy rozbiegli się po polu do gry.

 ***

 -Cześć -dziewczyna zwróciła się do chłopaka w szarej czapce, który pojawił się przy trybunach jakieś 20 minut po tym jak jego przyjaciele postanowili rozegrać mecz koszykówki z Jake’m -Czekałam na ciebie.

-Cześć -odparł mrużąc oczy -Dziewczyna z rynku -jego wzrok powędrował ku grającym kolegom -I jej rycerz w lśniącej zbroi -dodał wypatrując blondyna pośród rozbieganych zawodników, odłożył torbę na ławkę -Jak mnie znaleźliście?

-Nie było to takie trudne, wystarczyło wpisać w pole adresu wyszukiwarki www.jestempepkiemswiata.com.Jesteś liderem w klasyfikacji na tej stronie.

-Zabawne. Jeżeli cię przeproszę, dasz mi spokój?

-Potrącenie i ucieczka z miejsca zdarzenia… wydaje mi się, że przeprosiny nie wystarczą.

-Wypiszesz mi mandat? -odparł ledwo powstrzymując się od śmiechu.

Jude pokręciła głową na boki, już raz tego dnia udawała funkcjonariusza policji. Wykorzystała naiwność młodych umysłów, w tym przypadku nie miała raczej szans na wmówienie brunetowi, że pełni służbę na rzecz obywateli tego miasta.

-Potrzebuję twojej pomocy -odparła poprawiając kurtkę Jake’a na ramionach.

-Mojej pomocy? W czym miałbym ci pomóc?

-W powrocie do domu.

-Twój wybawca nie może zamówić ci taksówki? -mówiąc to głową wskazał na boisko.

-To nie takie proste.

-No, tak. Wybór odpowiedniego kierowcy i samochodu może być kłopotliwy…-dziewczyna spiorunowała go spojrzeniem -To jak Jude…

-Skąd wiesz jak mam na imię? Nie przedstawiłam się -wtrąciła się w jego wypowiedź.

-Strzelałem.

-W takie cuda nie uwierzę. Spośród miliona możliwości, akurat to jako pierwsze przyszło ci do głowy? -brunet ponownie zmrużył oczy, przyglądając się dziewczynie.

-Jude -podszedł do nich blondyn, nieco zdyszany, ale na jego twarzy wciąż gościł uśmiech.

-Jake -Robert wyszczerzył ząbki zadowolony z siebie wypowiadając imię młodego McGharta.

-Wiesz kim jesteśmy -czarodziejka raczej stwierdziła fakt niż zadała pytanie.

-Syn czarnoksiężnika i dziewczyna, która ma ocalić świat -wypowiadając te słowa ani na chwile nie oderwał wzroku od Jude.

 

/Miłośniczka kryminałów

Porwana, część 12

Cześć,
obiecałam notkę raz w tygodniu, a że chce dotrzymać obietnicy, to notka wyjątkowo dzisiaj. Jak poprzednia pisana w biegu, może trochę mniejszym, liczę, że spodoba Wam się bardziej niż ostatnia ;)
Mam też nadzieję, że nie zabijecie mnie za kilka chemicznych odniesień, nie mogłam się powstrzymać, za dużo jej ostatnio w moim otoczeniu -głupieję :P

PORWANA, część 12

Jude obudziły promienie słońca wdzierające się do pokoju przez okno. Dziewczyna przetarła oczy, a następnie rozejrzała się dookoła. Widok początkowo ją przeraził, dopiero kilka sekund później przypomniał sobie, że nie jest już zamknięta w domu Jack’a, a noc spędziła u Klausa. Usiadła na łóżku, odtworzyła sobie w pamięci wczorajszą rozmowę z gospodarzem, przed oczyma miała namalowany przez Jake’a portret Nicole. Jej historia wydała się czarodziejce niezwykle smutna. Mimowolnie pomyślała o swojej rodzinie. Przypomniała sobie uśmiech na twarzy mamy, sposób w jaki wymuszała na ojcu, aby ją przytulił, a także jak lubiła się przekomarzać z bratem. Bardzo za nimi tęskniła. Wyobraziła sobie pokój telewizyjny w jej rodzinnym domu, na szafce pomiędzy wysokim srebrnym wazonem a dekoderem stało ich rodzinne zdjęcie. Skupiła się na każdym jego szczególe, a po chwili trzymała w ręku identyczną fotografię oprawioną w drewnianą ramkę. Przez chwilę przyglądała się czterem uśmiechniętym osobom uwiecznionym na kawałku błyszczącego papieru za szkiełkiem. Położyła zdjęcie na stoliku tuż koło łóżka. W domu Klausa czuła się bliżej swojego własnego. Głównie dlatego, że nie była tutaj niczyim więźniem. Nie mogła wprawdzie wrócić do domu przez wzgląd na Jack’a. Nie chciała narażać swoich bliskich. Wystarczyło, że ona musi zmagać się z mrokiem i kłamstwem. Westchnęła. Niespodziewanie w jej głowie zabrzmiały słowa Jake’a: „Możemy stąd wyjść tylko dlatego, że Jack tego chce”. Teraz była bardziej niż pewna, że blondyn miał rację. Szczególnie po tym jak Klaus opowiedział jej, że czarodziej wolałby zabić żonę niż pozwolić córce odejść. Jack powiedział jej kiedyś, że jest dla niego cennym nabytkiem, jego DZIEDZICZKĄ. Jeżeli miała wierzyć słowom swojego byłego nauczyciela, a zarazem jedynego i najzacieklejszego wroga, czarodziej nigdy dobrowolnie nie pozwoliłby jej odejść. Poczuła jak ogarnia ją smutek, wstała z łóżka. Założyła na siebie szarą bluzę, tę samą, która miała na sobie dzień wcześniej. Wyczarowała sobie czyste ciemne dżinsy, a włosy upięła pospiesznie, bez większego ładu i składu w kucyk. Zaraz potem opuściła pokój. W kuchni Jude dostrzegła Klausa, stał przy kuchence, w ręku trzymał patelnie. Przekroczyła próg pomieszczenia, mężczyzna przywitał ją uśmiechem.

-Masz ochotę na naleśniki? -zapytał odkładając patelnie na podgrzewaną płytę, a następnie sięgając do szafki po dodatkowy talerz.

-Pomogę ci -szczupła kobieta o krótkich ciemnych włosach wzięła od czarodzieja talerz, a także sztućce, które następnie położyła przed dziewczyną.

-Jude, poznaj Julię -odparł wielką chochlą wylewając ciasto naleśnikowe na patelnię.

-Mogą być zimne napoje? -kobieta wyjęła z lodówki sok pomarańczowy oraz wodę.

Czarodziejka skinęła głową. Nie spodziewała się takiego gwaru przy śniadaniu, odwykła od większej niż dwie liczby osób w kuchni przy posiłku.

-Jake nie wrócił? -zapytała brunetka przyglądając się wystawce dżemów.

-Śpi -czarodziej podszedł do dziewczyny i nałożył jej ciepłego naleśnika na talerz -Smacznego! -dodał wracając do kuchenki, a zaraz potem ponownie nalewając płynne ciasto naleśnikowe z wysokiej plastikowej miski na patelnię. Julia natomiast usiadła po przeciwnej stronie stołu, zaraz potem sięgnęła po cukier, wsypała dwie łyżeczki białej krystalicznej substancji do swojego kubka z kawą -Może chcesz coś ciepłego?

-Nie dziękuję -dziewczyna sięgnęła po szklankę, do której nalała wody -Jesteście małżeństwem? -nie mogła już dłużej powstrzymać się przed zadaniem tego pytania.

-Oficjalnie nie -kobieta zamieszała łyżeczką w kawie, powodując rozpuszczenie krystalicznej sacharozy w całej objętości cieczy -Jednak jesteśmy razem jakieś 25 lat, więc nieoficjalnie można powiedzieć, że jest z nas stare dobre małżeństwo.

-Julia wie o Jack’u, o świecie czarów i całej reszcie -Jude miała wrażenie jakby mag czytał jej w myślach. Dokładnie o to chciała go zapytać tylko nie wiedziała jak to zrobić, nie wzbudzając podejrzeń kobiety, gdyby jednak o niczym nie wiedziała.

-Rozmawiałeś z Jake’m? -zwróciła się bezpośrednio do czarodzieja.

-Chwilę.

-Jest na mnie bardzo zły? -zapytała przerywając smarowanie naleśnika jej ulubioną konfiturą truskawkową.

-Nie ty powinnaś czuć się winna -oświadczył czarodziej jednocześnie nakładając świeżo upieczonego naleśnika na talerz ukochanej, która skradła mu pocałunek nim wrócił do pichcenia.

-Wychodził wściekły na mnie. Powiedziałam mu, że jest kłamcą jak jego ojciec.

-Zmusił cię do tego swoim zachowaniem.

-Czasami wydaje mi się, że potrafię do niego dotrzeć. Zaraz potem przekonuję się, że to wszystko tylko złudzenie -dziewczyna westchnęła -Wydajecie się być szczęśliwi, dlaczego nie zdecydowaliście się na małżeństwo?

-Taki mamy układ -oprała obojętnie kobieta wkładając do ust porcję naleśnika z marmoladą -Kiedy chcę zobaczyć się z Klausem przychodzę do niego, kiedy on potrzebuje ze mną porozmawiać, wpada do mnie -dodała, gdy przełknęła jedzenie.

-Nie mieszkacie razem?

-Nie.

-Uważasz, że to zdrowy związek? -wypaliła Jude sięgając po szklankę z wodą.

-Nie kłócimy się. Przynajmniej nie tyle co mieszkające razem pary czy małżeństwa. Ponadto nie ma możliwości, abyśmy się sobą znudzili.

-A czy w miłości nie chodzi o to, aby być ze sobą na dobre i na złe?

-Zgadzam się z Jude, nie można być z kim jednocześnie nie będąc -do rozmowy włączył się Jake, chłopak jak dzień wcześniej stał w drzwiach oparty o ich framugę.

-Pewnie jesteś głodny -Julia wstała od stołu, a chwilę później położyła na stole czwarty talerz i sztućce, chłopak jednak nie ruszył się z miejsca.

-Jude, chciałem cię przeprosić za wczoraj -odparł przerywając milczenie, które zagościło w pomieszczeniu wraz z jego pojawieniem się -Nie mam wytłumaczenia na swoje zachowanie -mówiąc to wyjął z kieszeni spodni zgiętą kilkukrotnie kartkę -W ramach przeprosin chciałem ci to dać.

-Co to? -zapytała zdziwiona dziewczyna, rozkładając pomiętą stronę.

-To powinno ci pomóc w znalezieniu bruneta z rynku -widniał na niej portret chłopaka, który wpadł na nią w centrum. Niezwykle staranny szkic, oddający każdy szczegół: rysy twarzy, rozmieszczenie oczu, ust -Miał tuż nad obojczykiem znamię, takie samo jakie miała Nicki tuż pod łopatką. Mają je wszyscy odporni na magię.

-Jack wszystkich nie zabił? -Jude przypomniała sobie jak chciała zastosować na chłopaku magię, bezskutecznie.

-Widocznie nie -młody McGhart wzruszył ramionami -Jeżeli chcesz po śniadaniu mogę ci pomóc w poszukiwaniu tego chłopaka -zaproponował kierując się w stronę stołu.

-Nie rozumiem. Wczoraj zostawiłeś mnie samą z mężczyzną, którego nie znam, a dzisiaj chcesz mi pomóc? Cierpisz na rozdwojenie jaźni czy jak?

Jake ponownie wzruszył obojętnie ramionami, brunetka nienawidziła u niego tego gestu bardziej niż swojej wykładowczyni od chemii organicznej, a całkiem niedawno wydawało się jej, że nie można niczego, ani nikogo nienawidzić bardziej niż profesor „papier wszystko zniesie”*.

-Jestem egoistą -dodał czując na sobie jej mordercze spojrzenie -Masz pełne prawo mnie nienawidzić. Ty jesteś inna. Dobra. I odwołuję się do twojej wrażliwej strony: Proszę, nie odmawiaj mi pomocy w odszukaniu tajemniczego odpornego na magię, który zapewni drużynie „dobro” przewagę nad złym Jack’em. Bo niczego innego nie pragnę bardziej niż zobaczyć jak jego „królestwo” upada.

 

*ulubione powiedzenie mojej znienawidzonej wykładowczyni :P

/Miłośniczka kryminałów

Porwana, część 11

Cześć,
ostatnio cierpię na chroniczny brak czasu, jutro czeka mnie 12 godzin w pracy, a zaraz potem korepetycje. Dlatego też musiałam sobie dzisiaj na siłę wygospodarować chwilę, aby napisać kolejną część. W połowie notki jest obrazek, wydawał mi się pasować do opisanej sytuacji :P Chciałam też dodać piosenkę, ale jeszcze nie udało mi się dojść do tego jak to zrobić, może przy następnej notce. W weekend nadrobię zaległości na Waszych blogach :)
Mam nadzieje, że opowiadanie się Wam spodoba, dziękuję za wszystkie komentarze. Każdy motywuje mnie do dalszego pisania :)

PORWANA, część 11

Klaus przyjrzał się Jude, zaraz potem zwrócił swój wzrok na Jake’a. Miał przed sobą dwoje młodych zagubionych ludzi. Nie mieli oni pojęcia komu zaufać, gdzie się podziać. Niby wolni, a wciąż niczym ptaszki w klatce. Magiczna bariera stworzona przez Jack’a opadła, pojawiła się jednak kolejna. Niewidoczna, niewyczuwalna. Wydawałoby się nieistniejąca. Bariera stworzona przez nich samym w ich własnych głowach. Ograniczająca ich życie do tu i teraz, daleko od Jack’a.

-Pewnie jesteście głodni. Został mi sos do spaghetti, wystarczy ugotować makaron -Klaus nagle wstał z miejsca, podszedł do lodówki, zajrzał do środka.

Dziewczyna odwróciła się w stronę swojego towarzysza, w brzuchu kiszki grały jej marsza. Nic od rana nie jedna, a za oknem powoli zmierzchało.

-Jeżeli chcecie możecie też u mnie przenocować, mam wolny pokój.

-Dziękujemy, to bardzo miłe z twojej strony -Jude wysiliła się na uśmiech, nie wiedziała co sądzić o czarodzieju, liczyła na opinię blondyna, on w końcu kiedyś już spotkał Klausa. Jednak chłopak milczał jak zaklęty.

-Ewentualnie mogę zaproponować kanapki -odparł wyjmując z lodówki dojrzałego pomidora, a także przezroczysty pojemniczek z pokrojonym w plastry serem -To jak?

-Spaghetti brzmi nieźle -czarodziejka stwierdziła, że nie wytrzyma do rana nie włożywszy nic do ust.

-Jake? -Klaus spojrzał wymownie na chłopaka.

-Dziękuję, nie jestem głodny. Jeżeli nie masz nic przeciwko to zajmę kanapę w salonie -odparł drapiąc się za uchem.

-To wy… -zaczął niepewnie czarodziej.

-Nie, nie jesteśmy parą -wtrącił Jake przewracając oczyma, zupełnie jakby ta uwaga ze strony maga była czymś kompletnie nie na miejscu.

-W porządku, Jude zajmie wolny pokój -uśmiechnął się do dziewczyny, która wciąż spoglądała na swojego towarzysza. Zupełnie jakby miała nadzieje, że ugnie się pod jej czujnym spojrzeniem i raczy w końcu przemówić, nic takiego jednak się nie stało.

-Możemy zamienić słówko -zwróciła się do blondyna, skoro nie chciał udzielić jej żadnych informacji po dobroci, musiała zmusić go do mówienia.

-Słucham cię.

-Na osobności -wycedziła przez zaciśnięte zęby.

Młodzi powędrowali korytarzem prosto do salonu, pokój był przestronny. Duży telewizor wisiał na ścianie na przeciwko białej kanapy z fioletowymi poduszkami. Przed nią stał mały stolik, na którym znajdowała się szklana waza, a obok niej pilot. Pod oknem stał ogromny stół, a dookoła niego obite fioletowym materiałem krzesła.

-Możemy mu zaufać? -zapytała Jude oglądając się za siebie, chciała się upewnić, że są sami.

Jake zmarszczył czoło. Z jego ust nie padło jednak ani jedno słowo, spoglądał ponad jej ramieniem. Czarodziejkę coraz bardziej irytowało jego zachowanie.

-Musisz coś o nim wiedzieć, on ciebie zna. Powiedział, że się zmieniłeś. Ty też go na pewno znasz, pamiętam jak powiedziałeś mi w bibliotece, że bywał kiedyś gościem w waszym domu.

-Oczekujesz ode mnie odpowiedzi, których nie znam.

-Nie jesteś mi w stanie nic o nim powiedzieć? Nic, a nic?

Blondyn pokręcił przecząco głową. Jude czuła jak wzrasta w niej uczucie bezradności, a także złość. Mogła go w tym momencie udusić gołymi rękoma. Liczyła, że będzie miała w nim oparcie, tymczasem była zdana tylko na siebie.

-A jak czujesz? Co powinniśmy zrobić?

-Nie wiem co powinniśmy zrobić -odparł oburzonym tonem kierując się z powrotem w stronę korytarza, dziewczyna udała się za nim, nie miała pojęcia co się dzieje. Chłopak zmierzał w kierunku ciemno brązowych drzwi ze szklaną witryną.

-Jake! -złapała do za nadgarstek -Dokąd idziesz? -zapytała, gdy znaleźli się przy drzwiach wejściowych.

-Muszę się przewietrzyć.

-Dlaczego ze mną nie porozmawiasz? Na pewno coś wiesz! Kłamstwo weszło ci w krew, pod tym względem jesteś dokładnie taki sam jak ojciec -rzuciła wściekła Jude, nie mogła znieść braku jakichkolwiek odpowiedzi ze strony blondyna. Faktu, że chce zostawić ją samą z czarodziejem, którego nie zna. Mężczyzną, po którym kompletnie nie wie czego się spodziewać.

-Nie waż się więcej tak mówić -Jake wyrwał się z jej uścisku -Nigdy więcej. Możesz nazwać mnie kłamcą, możesz nazwać mnie oszustem. Ale nigdy więcej nie porównuj mnie do Jack’a -czarodziejka dostrzegła w jego niebieskich oczach gniew, ponad który przebijał się smutek i żal.

Blondyn wyszedł z domu, trzaskając za sobą drzwiami. Dziewczyna stała przez chwilę bez ruchu, próbując poukładać sobie myśli w głowie.

Ostatnio zaktualizowane1

***

Jude opróżniła połowę miski spaghetti, była bardzo głodna, a danie było wyjątkowo dobre. W pewnym momencie dostrzegła, że czarodziej uważnie się jej przygląda.

-Co łączy cię z Jack’em? -dziewczyna nie mogła się powstrzymać przed zadaniem tego pytania, była zmęczona zastanawianiem się co wypada, a co nie. Znajdowała się w takiej sytuacji, w której grzeczność i takt postanowiła odłożyć na bok.

-Jego żona, Nicole, była niezwykle ciepłą kobietą -dostrzegła jak kącik jego ust unosi się w uśmiechu -Jednak związek z Jack’em ją wypalał, patrzałem jak w jej oczach blakną iskierki. Jak jej dobroć powoli wygasa. Miała w sobie wiele energii, pomagała ogrodnikom w sadzeniu kwiatów, przycinaniu krzewów. Służba bardzo ją lubiła, zawsze dobrze ich traktowała. Uwielbiała przyjęcia, często sama je urządzała. Dopóki żyła Cadence wszystko jakoś się kręciło, trzymała się resztek swego człowieczeństwa. Potem wszystko się posypało. Dopadła ją depresja. Przestała zajmować się ogrodem, nie opuszczała w ogóle domu. Jack zwolnił służbę, on ich nie potrzebował. Wszyscy ci ludzie, sprzątaczki, kucharze, kamerdynerzy byli ratunkiem dla Nicole. Byli jej ucieczką przed obłędem, który niósł ze sobą Jack. Podupadła na zdrowiu, w ogóle nie wstawała z łóżka -Klaus westchnął -Lubiłem z nią rozmawiać, miała ciekawe poglądy na prozaiczne sprawy.

-Jake uważa, że jego ojciec chce wskrzesić Cadence.

-Nie zdziwiłoby mnie to.

-Czy to w ogóle możliwe? Czy można przywrócić do życia kogoś kto już nie żyje?

-Jack odkąd pamiętam interesował się czarną magią. Zawsze coś go ciągnęło w tą stronę, to bardzo potężny rodzaj czarów. Nieprzewidywalny -przerwał, gdy Jude odsunęła od siebie pusty talerz -Nicole dusiła w sobie emocje. Strach i samotność zżerały ją od środka. Jake jest pod tym względem do niej podobny. Nie powie ci, że czuje się zagubiony, a na pewno tak jest.

-Dlaczego od niego nie odeszła? Dlaczego go nie zostawiła skoro był dla niej niczym trucizna…

-Nie zawsze tak było. Początkowo darzyli siebie prawdziwą miłością, dopiero potem do ich życia wkradła się szara codzienność, Uczucie wygasło…

-Dlaczego potem go nie zostawiła?

-Ze względu na dzieci, bardzo je kochała.

-Mogła wziąć je ze sobą. Byłoby im lepiej bez takiego ojca.

-Cadence była oczkiem w głowie Jack’a. Nie pozwoliłby jej odejść. Prędzej zabiłby swoją żonę niż zrezygnował z córki.

/Miłośniczka kryminałów

Porwana, część 10

Cześć,
udało mi się dzisiaj znaleźć chwilę, więc publikuję kolejną część ;)
Zaczął się październik, zaczęły się studia, ech… Notki będą ukazywały się raczej raz w tygodniu, pewnie jakoś pod koniec tygodnia czwartek-piątek.
A z dobrych wiadomości: już dzisiaj poznacie nowego bohatera :D przelotnie, bo przelotnie, więcej o nim w kolejnych częściach :D

PORWANA, część 10

Jude i jake znaleźli się na rynku, promienie słońca ogrzewały ich twarze. po błękitnym niebie błąkały się zaledwie pojedyncze białe obłoczki. Blondyn uważnie przyglądał się ludziom, starając się zapamiętać twarze i sytuacje. Matkę obdarowującą uroczą córeczkę lizakiem, rodzeństwo goniące się dookoła fontanny. Dwie uśmiechnięte dziewczyny siedzące na ławce, prawdopodobnie omawiające plany na zbliżające się wakacje. Jude natomiast zastanawiała się jak daleko znajduje się od domu, od przyjaciół. Bywały chwile, takie jak ta, gdy dziewczyna wciąż traktowała całą tą sytuację jako sen. Magiczne moce, wielka ucieczka, to wszystko przecież nie mogło być prawdziwe. Kiedyś wprawdzie marzyła o spotkaniu prawdziwego wampira, ale tylko dlatego, że naczytała się książek i naoglądała seriali o tej tematyce. Jako nastolatka czekała na list z Hogwartu, była wielką fanka Harry’ego Potter’a. Ale mimo wielkich nadziei, zawsze wiedziała, że cała ta bajkowa otoczka to tylko wytwory wyobraźni wielkich umysłów. Pragnienia zwykłych ludzi.

Jude miała coś powiedzieć, gdy wpadł na nią nieznajomy. Potrącił ją ramieniem, wytrącając jej z ręki otwartą butelkę wody. Przezroczysta ciecz ochlapała jej buty, chwilę później tworząc kałużę u jej stóp.

-Ej! -krzyknęła rozgniewana.

Chłopak nie zareagował, miał iść dalej w sobie tylko znanym kierunku, gdy Jake chwycił go za ramię.

-Wpadłeś na moją koleżankę, zapomniałeś przeprosić -odparł karcąco blondyn.

-Daj mi spokój! -chłopak trącił Jake’a barkiem, próbując odejść.

Młody McGhart zacisnął mocniej dłoń na ramieniu nieznajomego. Sprawił, że chłopak obdarzył go oburzonym spojrzeniem. Nie spodobało się to blondynowi, w przypływie złości uderzył nieznajomego pięścią w twarz. Brunet zatoczył się. Wykonał krok w tył, a gdy odzyskał równowagę rzucił się na przeciwnika. Obaj wylądowali na ziemi, szarpiąc się i okładając pięściami.

-Jake! Przestań! -krzyczała stojąca nad nimi Jude. Nie wiedziała co robić. Skoncentrowała się na nieznajomym, wyobraziła sobie, że odciąga go od blondyna. Że młody brunet upada na ziemię kilka metrów dalej. Nic się jednak nie stało. Spróbowała raz jeszcze. W myślach zobrazowała sobie całą sytuację, to jak chłopak znajduje się w powietrzu, nie dotykając stopami ziemi, a następnie upada daleko od Jake’a. Tym razem także nic się nie wydarzyło. Przerażona dziewczyna wyobraziła sobie to samo zdarzenie, z jednym tylko wyjątkiem, tym razem to blondyn padł na ziemię kilka metrów od nieznajomego. I tym razem tak też się stało. Jej towarzysz uderzył ręką o pustą ławkę, tą samą, na której wcześniej siedziały dwie radosne dziewczyny, na której wcześniej zwrócił uwagę. Jude szybko do niego podbiegła. Ukradkiem spojrzała na nieznajomego, nie rozumiała dlaczego czary nie zadziałały. Przez chwilę pomyślała o odpornych na magię, ale wierząc słowom Jack’a -wszystkich się pozbył. Ostatnią taką osobą była ukochana Jake’a -Nicki.

-Wszystko w porządku? -zapytała kucając przy blondynie.

-Ucierpiała tylko moja duma -odparł siląc się na uśmiech.

-Jesteś pewien? -spojrzała na niego zatroskanym spojrzeniem. Dostrzegła grymas bólu, który za wszelką cenę starał się przed nią ukryć.

-Jestem tylko trochę potłuczony -dodał łapiąc się za rękę.

Jude pomogła mu wstać mimo jego licznych protestów.

-Widziałam gdzieś aptekę, kupię coś przeciwbólowego i na stłuczenia -dziewczyna nie zdążyła skończyć zdania, gdy pojawił się przed nimi wysoki mężczyzna. Miał na sobie długi czarny płaszcz, przyglądał się im uważnie swoimi zielonymi oczyma.

-Klaus -wyrwało się z ust Jake’a. Mężczyzna położył swoją dłoń na jego ramieniu, a zaraz potem na ramieniu Jude. Otaczający ją świat zaczął powoli popadać w nicość, kształty stawały się coraz mniej wyraźne, kolory zlewały się w szarość. Chwilę później ujrzała już tylko ciemność.

***

Dziewczyna powoli otworzyła oczy. Dostrzegła biały sufit. Poderwała się gwałtownie z miejsca, zakręciło się jej w głowie. Znajdowała się w małym pokoiku o kremowych ścianach. Siedziała na łóżku, obok niej leżał nadal nieprzytomny blondyn. Pokiwała na boki głową, czyżby znów została uprowadzona? Cóż za absurd -pomyślała ledwo powstrzymując się od śmiechu.

-Jake -wyszeptała lekko potrząsając towarzyszem, pocieszała ją myśl, że tym razem nie jest sama -Jake, obudź się! -dodała.

Twarz chłopaka wykrzywiła się z bólu. Dziewczyna momentalnie puściła jego ramię.

-Przepraszam -odparła przygryzając dolną wargę, całkowicie zapomniała o incydencie, który miał miejsce na rynku w ich pierwszych, i wydawało się brunetce, ich ostatnich chwilach wolności.

-Już się obudziliście -na dźwięk głosu Klausa Jude gwałtownie obróciła głowę w stronę drzwi -Przepraszam za wszelkie niedogodności -uśmiechnął się -Jake, zmieniłeś się odkąd widziałem cię ostatnio. Zmężniałeś. Ledwo cię poznałem bez twojej świty, buntowniczego wyglądu i gitary pod ręką.

-Czego od nas chcesz? -zapytał dość ostro blondyn.

-Chcę pomóc.

-Pomóc? -w głosie dziewczyny słychać było zdziwienie -Porwałeś nas!

-Zaskoczyła mnie obecność Jake, musiałem improwizować. Poza tym możecie w każdej chwili wyjść, nie zatrzymuję was.

-Czy to prawda? -zapytał chłopak wciąż nie zmieniając pozycji.

-Nie rozumiem pytania.

-Doskonale rozumiesz -odparł opryskliwym tonem Jake.

-Jeżeli pytasz o Nicki, przykro mi…

Dosłownie minutę później chłopak poderwał się z miejsca, przebiegł przez pokój, Klaus obejrzał się za nim. Jude także podniosła się z łóżka, udała się za blondynem, który wybiegł na korytarz, otworzył najbliżej niego znajdujące się drzwi, zajrzał do środka, zaraz potem popędził do kolejnych. Wszedł do drugiego pomieszczenia, dziewczyna tuż za nim. Znaleźli się w łazience, na podłodze znajdowały się zielone kafelki, na ścianach białe z zielonym motywem kwiatowym. W rogu znajdował się prysznic, obok niego ubikacja, po przeciwnej stronie umywalka. Zielony ręcznik leżał starannie złożony na białej szafce koło zlewu. Pomieszczenie lśniło czystością. Jake padł na kolana przed toaletą, a następnie zwymiotował. W drzwiach pojawił się Klaus, wymienił z Jude spojrzenia.

-Zostawmy go -zabrzmiał spokojny głos czarodzieja -Może przejedziemy do kuchni, zrobię ci herbatę, albo coś innego do picia -dziewczyna przytaknęła, nie chciała wprawdzie być sam na sam z Klausem, martwiła się także o swojego towarzysza, jednak nie widziała innego rozwiązania, a to zaproponowane przez mężczyznę wydało jej się sensownym.

***

Jude siedziała na przeciwko czarodzieja w jego zadbanej kuchni. Tak jak w łazience wszystko miało swoje miejsce, kolorowe kubki wisiały na metalowych haczykach nad zlewem. Dwie niebieskie ściereczki starannie złożone i przewieszone przez rączkę od piekarnika. Na blatach nie znajdowała się nic z wyjątkiem kuchenki mikrofalowej oraz ekspresu do kawy. To samo dotyczyło wypolerowanego na błysk stołu, na którym nie odważyła się położyć dłoni z obawy, że pozostawi smugi. Nie miała pojęcia czego spodziewać się po czarodzieju, czy jest równie ułożony, jeżeli chodzi o pozostałe aspekty życia. Niegdyś oceniła Jack’a jako porządnego mężczyznę, wtedy się pomyliła.

-To czego się napijesz? -zapytał Klaus przerywając ciszę.

-Wody -Jude poprawiła niesforny kosmyk włosów opadający jej na czoło.

Miała tak wiele pytań, ledwo powstrzymała się przed zasypaniem nimi Klausa. Wszystko dlatego, że nie miała pewności czy jest on dobrym czy złym bohaterem tej historii. A miała serdecznie dość kłamstw i tajemnic. Dziewczyna obserwowała jak Klaus wyciąga z szafki nad zlewem szklankę, a następnie kładzie ją na blacie. Zaraz potem kieruje się w stronę lodówki, wyjmuje z niej butelkę wody mineralnej. Napełnia przezroczystym płynem szklankę, a później odkłada wodę na swoje miejsce.

-Jude, ładne imię… -mówi z uśmiechem na twarzy kładąc na stole przed dziewczyną pełną szklankę.

-Dziękuję -czarodziejka nie miała pojęcia do czego zmierza Klaus, wydawało się jej, że plecie co mu ślina na język przyniesie, tylko po to, aby uniknąć niezręcznej ciszy.

-Ciężko jest być daleko od domu, prawda?

-Do czego zmierzasz? -miała dość tego owijania w bawełnę, tych wszystkich tematów zastępczych. Chciała w końcu dowiedzieć się, o co chodzi. Dlaczego siedzi teraz w kuchni Klausa. Dlaczego zdecydował się porwać ją i Jake’a z rynku.

-Nie okłamuj jej -usłyszała za swoimi plecami głos blondyna, obróciła się w jego stronę, stał oparty o framugę drzwi -Ma talent w odkrywaniu prawy -dodał marszcząc nos.

-Miło, że postanowiłeś do nas dołączyć -czarodziej wskazał na wolne krzesło obok Jude, chłopak pokręcił przecząco głową. Zdecydował, że dobrze mu tam, gdzie jest.

-Magiczne obrażenia? -zapytał przyglądając się jak chłopak masuje lewe ramie.

-Słucham? -wypaliła czarodzieja, nie rozumiejąc jak Klaus w ogóle śmie podejrzewać ją, że mogła skrzywdzić swojego towarzysza przy użyciu magii. To, co się wydarzyło na rynku było dziełem przypadku, nie miała innego wyjścia. Gdyby czar zadziałał na tamtego chłopaka, nigdy nie rzuciłaby go na blondyna. Poza tym stłuczona ręka  chłopaka to nie wynik zaklęcia, tylko skutek upadku.

-Jeżeli obrażenie nie powstało w wyniku użycia czarów, mogę uleczyć rękę Jake’a -wyjaśnił mężczyzna, widząc bojową postawę Jude.

-Nie, dziękuję -odparł bez chwili zastanowienia blondyn.

-Skoro tego właśnie chcesz -Klaus wzruszył obojętnie ramionami, skoro chłopak chciał się męczyć, nie jego sprawa, nie jego obrażenia, ani ból.

-Czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć o co chodzi?

-Jack nie nauczył cię zaklęcia „uleczania„.

-Nie. Pewnie nie zdążył -tym razem to ona wzruszyła ramionami.

-Zaklęcie zadziała poprawnie tylko jeżeli uraz powstał bez udziału magii -Klaus brzmiał jak typowy profesor prowadzący wykład dla swoich nie tyle uczniów, co uczestników koła naukowego, chcąc ich zainteresować tematem, ale także zachęcić do zadawania pytań.

-A co jeżeli powstanie w wyniku użycia czarów? -Jude nie mogła powstrzymać się od zadania pytania.

-To zależy od czaru -wtrącił się zniecierpliwiony tą rozmową blondyn -Najprawdopodobniej dojdzie do ponownego doznania urazu, jaki nastąpił w wyniku rzucenia czaru.

-Jake -odparł zachwycony Klaus -Zawsze podziwiałem twoją widzę o świecie magii i czarów -westchnął, kręcąc głową na boki -Tak bardzo się starałeś, aby ojciec cię docenił…

-Jack od dawna nie jest mi ojcem, o ile kiedykolwiek w ogóle nim był -blondyn nie pozwolił dokończyć czarodziejowi myśli, miał wrażenie, że mężczyzna i tak już za dużo powiedział.

 

/Miłośniczka kryminałów

Porwana, część 9

Cześć,
dzisiaj zakończę jakby 1 z 3 głównych części „Porwanej”.
Na pocieszenie dodam, że już przy kolejnym wpisie pojawi się nowa postać, czarodziej… Pomoże on czy tylko zaszkodzi głównej bohaterce? Jak myślicie? ;)
Nie jestem jakoś szczególnie zadowolona z tej części, czegoś mi w niej brakuje. Obiecuję poprawę. Następna część raczej nie pojawi szybciej niż 5 września, mam trochę spraw do pozałatwiania. Ale postaram się być na bieżąco z Waszą twórczością ;)

PORWANA, część 9

Drzwi do pokoju Jake’a były zamknięte. Jude zapukała. Nie uzyskała żadnej odpowiedzi. W sumie czego innego mogła się spodziewać. Raz jeszcze zastukała w drzwi i poprosiła, aby chłopak ją wpuścił. Nic. Zagroziła, że jeżeli dobrowolnie nie otworzy drzwi, użyje magii. Nadal nic się nie wydarzyło. Nie mając wyboru rzuciła zaklęcie, chwilę później stała po środku pokoju z obrazami. Chłopak siedział na parapecie, spoglądał przez okno. Ani na chwile nie odwrócił się w jej stronę, pogrążony był w myślach.

-Jake -odparło nieśmiało, zbliżając się krok po kroku, powoli do blondyna.

Chłopak przetarł dłonią twarz, gdy odwrócił się w jej stronę dostrzegła, że w jego oczach smutek i ból. Były czerwone i podpuchnięte. W dłoni trzymał bransoletkę.

-Pomyślałam, że powinniśmy porozmawiać -dodała zatrzymując się dosłownie na wyciągniecie ręki przed Jake’m. Chciała go przytulić, pocieszyć, ale nie była pewna, czy on właśnie tego w tej chwili potrzebuje.

-O czym chcesz rozmawiać? -zapytał zachrypniętym głosem.

-Kochasz ją -słowa te zawisły w powietrzu. Przez dłuższą chwilę żadne z nich nie odważyło się odezwać.

-Kochałem -odparł Jake spoglądając w stronę namalowanych przez siebie obrazów -Gdy Jack stworzył barierę wokół domu, kilkukrotnie prosiłem go, błagałem, aby pozwolił mi zobaczyć się z Nicki. Za każdym razem odmawiał. Miałem wtedy takie wrażenie, uczucie, że stało się coś złego. Rozumiesz co mam na myśli? -Jude przytaknęła -Gdy dziś dałaś mi jej bransoletkę, potwierdziły się moje najgorsze obawy…

-Możesz mi coś więcej o niej powiedzieć?

-Była podobna do ciebie. Odważna, mądra, a przede wszystkim wrażliwa -wypowiadając te słowa przyjrzał się portretowi uśmiechniętej blondynki w kremowej bluzce i katanie, ze srebrną bransoletką na ręku.

-Twój ojciec… -chłopak gwałtownie pokręcił głową na boki.

-Ja nie mam ojca -odparł stanowczym tonem.

-Jack cię kocha, jesteś jego synem -Jude sama nie do końca wiedziała do czego zmierza, co tak właściwie chce powiedzieć blondynowi.

-Świetnie to okazuje. Zabił moją dziewczynę, bo ubzdurał sobie, że stanowi ona dla niego zagrożenie. Zamknął mnie w tym wielkim domu daleko od przyjaciół, od studiów, które były moją pasją. Czy na tym polega miłość? Na niszczeniu osoby, którą się kocha?

-Ubieraj się -odparła przyglądając się blondynowi, gdy chłopak nie ruszył się z miejsca, podeszła do szafy ubraniowej w jego pokoju, a następnie ją otworzyła -Nie spodziewałam się, że zobaczę to pośród twoich ubrań -trzymała w ręku wieszak, na którym wisiała czarna skórzana kurtka. Jake jakby jej nie słyszał. Jude zajrzała do komody, znalazła tam czarne dżinsy i szarą koszulkę z długim rękawem i guzikami pod szyją.

-Nie będę drugi raz powtarzać -mówiąc to podała mu wybrane przez siebie ubrania.

-Po co? Jaki w tym sens…

-Nie dramatyzuj, tylko się ubieraj -Jude obdarzyła go nieznoszącym sprzeciwu spojrzeniem -Chcę ci coś pokazać. Kiedyś bez żadnych pytań wyszłam za tobą na ulewny deszcz. Nie żałuję, że ci wtedy zaufałam, ty także nie będziesz.

Chłopak wstał z parapetu, następnie zdjął bokserkę. Dziewczyna przyjrzała się uważnie jego nagiemu torsowi. Blondyn był szczupły, dobre zbudowany, a oprócz dwóch tatuaży, które widziała wcześniej na jego ciele dostrzegła jeszcze trzy inne.

-Nie grasz przypadkiem na gitarze? -zapytała, gdy Jake ubrał koszulkę.

-Skąd to pytanie? -na jego twarzy malowało się zdziwienie.

-Wypowiedziałam je na głos? -odparła lekko speszona.

-Kiedyś trochę grałem -dodał zamieniając spodnie od piżamy na dżinsy.

-Dlaczego już nie grasz?

-Jak już mówiłem, jestem teraz innym człowiekiem niż byłem kiedyś.

-Nie można przecież tak po prostu zapomnieć o przeszłości.

-Można próbować -mówiąc to podwinął rękawy koszulki pod same łokcie -Dowiem się w końcu po co tak właściwie miałem się ubrać?

-Wychodzimy -odparła z promiennym uśmiechem na twarzy.

-Przecież nie przejdziemy poza barierę stworzoną przez Jack’a.

-Wyjdziemy dzięki temu -mówiąc to Jude pokazała blondynowi książkę oprawioną w brązową skórę.

-Skąd to masz?

-Pożyczyłam z gabinetu Jack’a, należała do Cadence.

Dziewczyna nie do końca była pewna czy właściwie postępuje. Jednak ponad wszystko potrzebowała przestrzeni, nie mogła już dłużej znieść zamknięcia w tym wielkim pałacu.

-Dasz radę zniszczyć magiczną barierę? -zapytał z nadzieją chłopak.

-Dopóki nie spróbuję to się nie dowiem -wyjaśniła wzruszając ramionami -Gotowy na przygodę?

Kilka minut później znajdowali się na podwórku, na tyłach ogromnej posesji Jack’a. Tuż przed nimi znajdowała się magiczna bariera. Jake stał półkroku za czarodziejką. Dziewczyna spojrzała na niego, wydał się jej nieco przestraszony.

-Wszystko w porządku?

-Czyń swoją powinność -wysilił się na uśmiech.

Jude wyciągnęła przed siebie prawą dłoń, palcami dotknęła zimnej i w dotyku przypominającej taflę szkła bariery, a następnie szeptem przeczytała odręcznie zapisane słowa w księdze kiedyś należącej do Cadence, córki czarodzieja. Zaraz po wypowiedzeniu ostatniego wyrazu opór pod palcami zniknął. Zdziwiła się, nie mogło jej się udać, nie za pierwszym razem. Dziewczyna z ręką wyciągniętą przed siebie zrobiła krok do przodu, nie natrafiła na żadną przeszkodę. Śmiało przebiegła kilka metrów przed siebie, odetchnęła z ulgą, gdy znalazła się poza posesją Jack’a. Na jej twarzy zagościł uśmiech, który znikł równie szybko jak się pojawił, gdy tylko spojrzała na chłopaka. Blondyn nie ruszył się z miejsca, stał jak sparaliżowany.

-Jake? -dziewczyna nie do końca rozumiała jego zachowanie. Przecież tego właśnie chciał, opuścić dom. Uciec od samotności. Nagle zrozumiała coś jeszcze. Chłopak spędził ponad dwa lata w zamknięciu, z dala od zewnętrznego świata.

-Jesteśmy w tym razem -odparła wyciągając w jego stronę rękę, w ten właśnie sposób chciała dodać mu odwagi -Jesteś wolny, jesteśmy wolni -dodała zakładając za ucho kosmyk włosów.

-Bariera opadła, bo Jack tego chciał. Możemy opuścić to miejsce, bo on tego chce -zabrzmiał jego wyzuty z wszelkich emocji głos.

-Nie przesadzaj, Jack jest tylko człowiekiem.

-Nie znasz go tak dobrze jak ja znam -potarł dłonią brodę -To nie wróży nic dobrego. Nie jestem pewien czy powinniśmy…

-Może poszedł po rozum do głowy i zdał sobie sprawę, że przetrzymując nas wbrew naszej woli tylko nas rani -Jude chciała wierzyć w swoje słowa, jednak gdy je wypowiadała przypomniała sobie jak Jack podniósł księgę, którą teraz trzymała w dłoniach, jak położył ją na biurku i zastukał w nią kilkukrotnie palcami. Zupełnie jakby bez użycia słów chciał podświadomie jej przekazać, że ma po nią sięgnąć.

-Chciałbym w to wierzyć…

-Chodź -wysiliła się na uśmiech -Przekonajmy się co szykuje dla nas przyszłość -dodała wciąż mając wyciągniętą przed siebie rękę.

Jake ujął jej dłoń, a następnie przekroczył barierę niegdyś wyznaczającą granicę posesji Jack’a.

 

/Miłośniczka kryminałów

Porwana, część 8

Cześć,

właśnie skończyłam przygotowywać zadania z budowy atomu dla jednej z moich uczennic :P A teraz korzystam z wolnej chwili w pracy -czytam Wasze opowiadania i publikuje dla Was kolejną część ”Porwanej” :) Nie ma to jak wielozadaniowość :P
Dzisiaj nieco dłużej niż ostatnio. Niedługo pojawi się nowa postać, a właściwie to dwie, takie urozmaicenie -mam nadzieje, że polubicie nowych bohaterów ;)

W zakładce „O mnie” dodałam „Złą królową”, jakby ktoś miał ochotę -zapraszam ;)


PORWANA, część 8

Jude wróciła do swojego pokoju, schowała bransoletkę pośród książek na regale. Ręce jej się trzęsły, a serce nadal biło jak szalone. Usiadła na łóżku, wyjęła z bluzy stronę wyrwaną z księgi. Raz jeszcze się jej przyjrzała. Rodzina McGhart na zdjęciu wydawała się prawdziwie szczęśliwa. Jude wyobraziła sobie radosny śmiech dziecka, męża całującego żonę w policzek. Jednak prawda okazała się zupełnie inna. Matka i córka nie żyją, a ojciec i syn są dla siebie zupełnie obcymi ludźmi. Świat, do którego zaprosił ją Jack, okazał się niezwykle mroczny i zakłamany. Teraz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej pragnęła wrócić do swojego nudnego i spokojnego życia.

-Najbardziej tęsknimy za tym, co utraciliśmy -westchnęła.

Gdy zaczynała zajęcia z czarodziejem, gdy uczyła się jak korzystać z magii, wszystko wydawało się takie niezwykłe. Miała wrażenie, że wszystko jest możliwe, że świat czarów jest tym, o czym zawsze marzyła. Pragnęła poznać go lepiej, chciała stać się jego częścią. Teraz żałowała, że do niego należy. Sporo czasu zajęło jej opanowanie nerwów, gdy w końcu udało się jej uspokoić zdała sobie sprawę, że źle postąpiła okłamując Jake’a. Powinna była mu powiedzieć, że w swoim śnie widziała śmierć Nicki. Zawsze uważała, że najgorsza prawda jest odpowiedniejsza niż najlepsze kłamstwo. Wstała z łóżka, z szafy wybrała czarne dżinsy oraz t-shirt. Przebrała się, uczesała. Schowała z powrotem do bluzy zdjęcie rodziny McGhart. Zatrzymała się przy regale. Wyjęła zza książek bransoletkę Nicki, przez chwilę jej się przyglądała. Jej imię umieszczone w srebrnym serduszku tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że blondyn zasłużył, aby poznać prawdę. Nadal była na niego wściekła za wszystkie kłamstwa. Jednak ponad wszystko chciała być sobą, uczciwą i prawdomówną dziewczyną. Nie mogła pozwolić, aby ten zakłamany świat ją zmienił. Miała nadzieję, że spotka chłopaka w pokoju z obrazami, przebiega przez korytarz na parterze. Zatrzymując się i otwierając, w jej ocenie właściwe drzwi, jednak gdy znalazła się w pomieszczeniu zdała sobie sprawę, że to nie ten pokój. Stała w progu zwyczajnej prostej sypialni. Przy oknie znajdowało się zwyczaje drewniane łóżko, po przeciwnej stronie komoda i szafa. Kremowe ściany i ciemna podłoga, a po środku jasny dywanik. Już miała się wycofać, gdy postać śpiąca na łóżku obróciła się w jej stronę. To był Jake. Przyjął pozycję siedzącą na widok dziewczyny. Miał na sobie szarą bokserkę, Jude dostrzegła fragment tatuażu na torsie wyłaniający się spod ubrania. Zaskoczyło ją to, sama nie wiedziała dlaczego.

-Coś się stało? -zapytał widząc zdumienie malujące się na twarzy Jude.

Dziewczyna sięgnęła po przedmiot do kieszeni szarej bluzy, przez chwilę trzymała go w dłoni, jakby zastanawiając się, czy na pewno postępuje właściwie. Po krótkiej chwili wahania brunetka podała chłopakowi stronę wyrwaną z księgi. Jake rozwinął złożony dwukrotnie kawałek starego papieru.

-Skąd to masz? -zapytał widząc rodzinne zdjęcie. Gdy chłopak wyciągał po nie rękę dostrzegła drugi tatuaż, znajdował pod prawą pachą. Był to jakiś napis, nie zdążyła go przeczytać.

-Z biblioteki -odparła opierając się o ścianę.

-To znasz już całą prawdę -oddał jej zdjęcie, następnie przecierając twarz dłonią.

-To znasz już cała prawdę?” -powtórzyła nie dowierzając w to, co właśnie usłyszała.

-Naprawdę uważasz mnie za skończonego idiotę? Okłamałem cię w sprawie pokoju z obrazami, oszukałem cię w związku Cadence, a także tego kim naprawdę jestem. Po tym wszystkim miałbym wierzyć, że jesteś zdolna po raz kolejny uwierzyć w moje słowa? -spojrzał na nią w ten sam sposób, jak w dzień, gdy zapytał ją co wie o Nicki. W tym właśnie momencie uświadomiła sobie, że Jake obawiał się tego, co może od niej usłyszeć. Zupełnie jakby, gdzieś w głębi serca wiedział, że dziewczynie przydarzyło się coś złego.

-Jest jeszcze coś – dziewczyna wyjęła z kieszeni srebrną bransoletkę, okropnie się czuła odbierając mu resztki nadziei.

-Nicki… -słowa zabrzmiały nienaturalnie w jego ustach -Skąd to masz?

-Znalazłam w biurze Jack’a.

Chłopak wziął bransoletkę do ręki. Od razu rozpoznał przedmiot. Wybiegł z pokoju jak oparzony. Jude nie wiedząc co się dzieje popędziła za nim. Gdy dostrzegła jak blondyn wbiega na kręte schody, zorientowała się, że Jake zmierza do gabinetu Jack’a. Wpadł do pokoju czarodzieja wykrzykując: „Co jej zrobiłeś? Chcę znać prawdę!”. Oczy chłopaka zaszkliły się, jednak żadna łza nie spłynęła po jego policzku.

-Przede wszystkim uspokój się -odparł siedzący za biurkiem Jack, kładąc dłonie na blacie mebla.

-Uspokój się? Tyle masz mi do powiedzenia?

-Chcę wiedzieć, jak to -mówiąc to chłopak położył na biurku bransoletkę -trafiło w twoje ręce. Oboje wiemy, że należy do Nicki, dostała ją ode mnie na urodziny.

-Powinienem zadać ci to samo pytanie, skąd wzięła się u ciebie?

Dziewczyna przyjrzała się uważnie obu mężczyznom, nie wiedziała czego się spodziewać.

-Jude, pamiętasz jak opowiadałem ci, że gdy rodzi się dziecko z magicznymi zdolnościami na świat przychodzi również osoba pozbawiona takich zdolności, ale co więcej odporna na magię. Nie działają na nią żadne czary, nie można rzucić na nią żadnego zaklęcia. Dokładnie tego samego dnia, którego narodziłaś się ty, urodziła się Nicki. Ona była tą odporną na magię, a ty jej przeciwwagą, tą władającą magią.

-Zabiłeś ją! Zabiłeś… -Jake rzucił się w stronę Jack’a, jednak mag powstrzymał go jednym prostym zaklęciem. Niewidzialna siła przyparła chłopaka do ściany i go unieruchomiła. Chłopak spróbował się uwolnić, jednak na próżno. Jack spojrzał na blondyna, wstał z fotela, a następnie zrobił kilka korków w jego stronę.

-Mogę ci wszystko wyjaśnić, synu…

-Nie nazywaj mnie tak! Nie masz prawa! -krzyczał nadal unieruchomiony przez zaklęcie Jake, mag wykonał szybki ruch ręką. Chłopak upadł na podłogę. Jude dostrzegła jak po jego policzku spływa pojedyncza łza. Zrobiła krok w stronę blondyna, chciała go pocieszyć. Wyciągnęła przed siebie dłoń, w celu położenia jej na ramieniu Jake, jednak jej ręka przeszła przez ciało chłopaka, zupełnie jakby był on duchem. Chciała raz jeszcze spróbować, gdy blondyn gwałtownie podniósł się z podłogi. Pospiesznie zrobiła kilka kroków w tył. Jake pchnął regał znajdujący się obok niego, z półek posypały się książki. Jedną, która pozostała na swoim miejscu, blondyn wziął w rękę, a następnie z całych sił rzucił ją przed siebie. Jude osłoniła twarz w obawie przed spotkaniem pierwszego stopnia z przedmiotem. Książka przeszła przez jej dłoń, a następnie głowę. Zaraz potem z hukiem uderzyła w ścianę po przeciwnej stronie pomieszczenia, zahaczyła o wazon i upadła na podłogę. Obok niej znalazł się rozbity w drobny mak szklany przedmiot. Dziewczyna nie miała pojęcia co się dzieje. Książka powinna była trafić prosto w nią. Dlaczego nie poczuła bólu? Nim w jej głowie pojawiła się kolejna myśl, zauważyła jak blondyn zabiera z biurka bransoletkę, a następnie pospiesznie opuszcza pomieszczenie, trzaskając za sobą energicznie drzwiami. Krzyknęła jego imię, jednak chłopak nawet się nie obejrzał.

-Nie słyszy cię, ani też nie widzi -odwróciła się w stronę czarodzieja -Jesteśmy niczym duchy, możemy tylko obserwować zdarzenia, nie możemy w nie ingerować. On nie wie, że tu jesteśmy -wyjaśnił dziewczynie Jack.

-Widziałam śmierć Nicki -nim wypowiedziała te słowa wzięła głęboki oddech.

-Musisz wiedzieć, że w naszym świecie nie wszystko jest takie jakie się wydaje.

-Naszym świecie? -zapytała nie rozumiejąc, co Jack ma na myśli.

-W świecie, którym rządzi magia. Tutaj wszystko jest możliwe.

-Czyli Nicki żyje? -zapytała robiąc krok w stronę swojego rozmówcy.

-Zrobiłem, co było konieczne, aby chronić nas. A także jego.

-Chronić przed czym? W jaki sposób? -Jude była coraz bardziej przekonana, że to Jack zamordował Nicki. Nie wiedziała tylko dlaczego to zrobił.

-Jak myślisz, dlaczego Nicki wybrała właśnie Jake’a?

-Bo go kochała -dziewczyna spiorunowała spojrzeniem swojego rozmówcę.

-Mylisz się. Wybrała go, bo jest moim synem. Synem czarodzieja.

Jack westchnął, a następnie pstryknął palcami. Na pierwszy rzut oka nic się nie wydarzyło, jednak chwilę później Jude rozumiała, że powrócili oni do świata rzeczywistego. Czarodziej podniósł z podłogi książkę leżącą pośród odłamków szkła. Położył ją na biurku, kilka razy postukując w nią palcem.

-Zapewne zastanawiasz się, dlaczego nie powiedziałem ci, że Jake jest moim synem -nie to teraz zaprzątało głowę dziewczyny, nie rozumiała tej nagłej zmiany tematu -On ma pewne zasady. Zasady, których choćby nie wiem co się działo nigdy nie złamie -Jude chciała się wtrącić, ponownie zapytać o Nicki, jednak czarodziej nie pozwolił jej na to, kontynuując swój wywód -Jedna z nich brzmi: „Nigdy nie prowadzę po alkoholu”. W dniu, w którym zginęła Cadence -imię zmarłej córki Jack’a obiło się jakby echem w pomieszczeniu, Jude skupiła całą swoją uwagę na słowach maga -przed koncertem, Jake imprezował z kolegami. Przeważnie w weekendy wymykał się z domu i całe wieczory spędzał ze znajomymi pijąc, włócząc się po mieście, czy cokolwiek jeszcze robili. Chyba nie zdawał sobie sprawy, że wiem o jego wybrykach i o tym, że tamtego dnia nie wsiadł za kółko. Skłamał mówiąc, że to on prowadził. Kłamał za każdym razem, gdy go o to pytałem.

-Dlaczego Jake nie powiedział ci prawdy? Dlaczego ty nie powiedziałeś mu o tym, że wiesz, że to nie on prowadził? -Jude potarła dłonią o czoło, to wszystko powoli zaczynało ją przerastać, po raz kolejny zamarzyła o powrocie do przeszłości, kiedy jej życie było prostsze, bez tych wszystkich spraw związanych z magią.

-Wiem, że zabrzmi to okropnie, ale byłem na niego wściekły za to, że wciągnął Cadence w swoje hulaszcze i beztroskie życie. Nienawidziłem go za to, że namówił moją ukochaną córeczkę tamtego wieczora na wspólny wypad na koncert. Bardzo długo po tym wydarzeniu nie odzywałem się do niego.

-Dlaczego nie próbowałeś ponownie się z nim porozumieć?

-Próbowałem. Było jednak za późno. Wybudował między nami mur nie do przebycia -Jack usiadł na krześle za biurkiem, wydawał się niezwykle zmęczony -Popełniłem wiele błędów -dodał dłonią przecierając szarą twarz -Muszę wracać do swoich obowiązków, kiedyś wrócimy do tej rozmowy -po wypowiedzeniu tych słów zniknął, jak to miał w zwyczaju. Dziewczyna schowała twarz w dłoniach, energicznie kręcąc głową na boki.

-Nie! Nie! -powtarzała z wściekłością -Niech cię i twój magiczny świat szlag trafi! -wycedziła przez zaciśnięte zęby -Jeżeli mnie słyszysz, wiedz, że nienawidzę cię! -jej spojrzenie przykuła książka leżąca na biurku czarodzieja. Wzięła ją do ręki. Oprawiona była w brązową skórę, zdobiona złotymi napisami. Tytuł głosił: „Magia dla średniozaawansowanych„. Jude otworzyła ją na pierwszej stronie, w dolnym prawym rogu odręcznie zostało zapisane: „własność Cadence McGhart„. Dziewczyna spostrzegła zieloną zakładkę, gdzieś w 1/3 zawartości księgi. Przerzuciła pożółkłe karty, aby znaleźć się na odpowiedniej stronie. Znajdował się tam krótki akapit o zaklęci lewitacji, nic co mogłoby zainteresować czarodziejkę. Miała właśnie zamknąć książkę, gdy spostrzegła ręcznie zapisane słowo „bariera” na marginesie przebijające przez kartę. Przerzuciła stronę,  a na kolejnej znalazła dokładnie to, czego potrzebowała.

/Miłośniczka kryminałów

Porwana, część 7

Cześć,

dziękuję za Wasze wsparcie :* Wiele dla mnie znaczy.
Dzisiaj krótko, obiecuję poprawę następnym razem ;)

PORWANA, część 7

Jude zatrzymała się w połowie korytarza prowadzącego do jej pokoju. Zastanawiała się czy Nicki rzeczywiście została zamordowana, a jeżeli tak to kto mógł to zrobić. Jake? Jack? A może ktoś zupełnie inny, przecież kiedyś, zgodnie z tym co powiedział jej blondyn, przez ten dom przewijało się wiele osób. Musiała dowiedzieć się czegoś więcej o Jack’u, o przeszłości. Pomyślała o bibliotece, tam może znaleźć trochę informacji. Bez problemu znalazła wazon, pod którym Jake schował klucz. W ciemnym pokoju przesunęła sowę, wcześniej wyczarowawszy ognistą kulę, którą zaczarowała w taki sposób, aby lewitowała kilka kroków przed nią. A wszystko po to, aby bezpiecznie pokonać strome schody. Gdy znalazła się w bibliotece, westchnęła ze zwątpieniem.

-Jak znajdę właściwą księgę -Jude stanęła przed jednym z regałów.

Dziewczyna zrobiła krok w tył. Nie przewidziała jednego, otóż tego, że ta biblioteka jest naprawdę wielka. Gdy miała już zrezygnować wpadła na pewien dość szalony pomysł.

-Chcę dowiedzieć się więcej na temat Jack’a, a także jego córki Cadence -wypowiedziała te słowa szeptem, a następnie skoncentrowała się na tej myśli. Chwilę później z kilku regałów spadły na podłogę książki. Jude podskoczyła przestraszona. Przyłożyła dłonie do ust, powstrzymując krzyk. Zachowując ciszę nasłuchiwała. Miała nadzieję, że czarodzieja nie ma w gabinecie. Nic się nie wydarzyło, nikt nie pojawił się w bibliotece. Jude podeszła do jednej z ksiąg, leżała otwarta. Dziewczyna wzięła ją do ręki. „Jack McGhart jedyny syn Emily DeLov oraz Victora McGhart. Urodził się w miasteczku Ocvotor, niedaleko Werturu”. Dziewczyna dowiedziała się z tej księgi niewiele, jeżeli chodzi o rzeczy, które ją interesowały. Zawarte w niej były informacje dotyczące dorastania Jack’a. Jude odłożyła ją na miejsce, a następnie sięgnęła po kolejną. „Cadence McGhart drugie dziecko Jack’a McGhart oraz Nicole Luise”. Brunetka raz jeszcze przeczytała to zdanie, zaintrygowało ją słowo ‚drugie‚. Jednak w tej księdze nie było żadnych informacji o pierwszym dziecku Jack’a. Jude przejrzała jeszcze kilka książek. Znalazła informacje o matce Cadence, kobieta ciężko zachorowała i zmarła 2 lata po śmierci córki. W tym momencie uzyskała odpowiedź na jedno z wielu dręczących ją pytań. Śmierć żony spowodowała, że Jack otoczył pałac magiczną barierą. W jednej z ksiąg znalazła informacje o dziadku, zapisy potwierdziły wszystko to, co powiedział jej Jack. Brunetka już miała opuszczać pomieszczenie, gdy dostrzegła jeszcze jedną książkę na ziemi. „Jack McGhart mąż Nicole Luise. Ojciec Jake’a oraz Cadence McGhart”. Jude spojrzała na zdjęcie nad podpisem. Znajdowała się na nim kobieta z portretu Jake’a, obok niej stał około 4 letni chłopiec, a także Jack, który trzymał na rękach małą dziewczynę.

-Potrzebuję więcej informacji o Jake’u McGhart -Jude ponownie skupiła się na wyszeptanym zdaniu, tym razem jednak nic się nie stało. Nie spadła żadna książka.

Dziewczyna doszła do wniosku, że to zapewne dlatego, że blondyn nie jest czarodziejem. Dlatego nie ma o nim nic więcej w księgach. To odkrycie było nie małym zaskoczeniem. Jude nigdy nie pomyślałaby, że Jack jest ojcem Jake. Miała wrażenie, że są dla siebie obcy. Na ścianie w pokoju wypełnionym obrazami nie było portretu Jack’a. Pierwszego dnia, gdy brunetka pojawiła się w tym pałacu, gdy wraz z chłopakiem udała się na wieżę do czarodzieja, blondyn nie zwrócił się do niego „tato” tylko po imieniu. Była ciekawa czy Jack zna prawdę o śmierci Cadence. Czy wie, że to dziewczyna straciła panowanie nad kierownicą. Wtedy też zdała sobie sprawę, że to Jake nie chciał rozmawiać z ojcem, a nie odwrotnie. Jude zrozumiała, że przez cały pobyt tutaj jest oszukiwana. Wyrwała stronę z księgi, złożyła dwukrotnie i włożyła do kieszeni szarej bluzy. Odłożyła książkę z powrotem na miejsce i już miała się udać do tunelu, gdy pomyślała, że może znajdzie coś jeszcze w gabinecie czarodzieja. Podeszła do drzwi, przyłożyła do nich ucho. Przez chwilę nasłuchiwała. Z pokoju obok nie dochodziły żadne odgłosy. Położyła dłoń na klamce, a zaraz potem ostrożnie na nią nacisnęła. W gabinecie czarodzieja było ciemno, na szczęście ognista kula oświetlała to, co było przed Jude. Dziewczyna usiadła na fotelu czarodzieja, a zaraz potem przeszukała blat biurka. Nie znalazła na nim nic, co by ją zainteresowało. Czuła jak szybko bije jej serce, robiła właśnie coś wbrew sobie. Nie dość, że włamała się do cudzego pokoju, to na dodatek grzebała w cudzych rzeczach. Ale to był jedyny sposób, aby się czegoś dowiedziała. Wiedziała, że ani Jack, ani Jake nic jej nie powiedzą. W każdym razie nic co byłoby prawdą, a kolejne kłamstwa jej nie interesują. Jude spróbowała otworzyć pierwszą od góry szufladę, była zamknięta. Rozejrzała się po pokoju w poszukiwaniu klucza. Nie znalazła go na biurku, ani w żadnej wazie czy wazoniku. Sprawdziła między książkami na regale, tam także nic nie znalazła. Nie było żadnej gablotki z kluczami. Zrezygnowana opadła z powrotem na fotel, gdy po raz kolejny uświadomiła sobie, że ma moce. Skoncentrowała się na zamku. Chwilę później usłyszała jak mechanizm się przesuwa. Zaraz potem otworzyła szufladę, znajdowało się w niej trochę długopisów, małe kolorowe karteczki, a nawet linijka. Stara mapa, Jude przyjrzała się jej, pochodziła z okresu, w którym rządził Wilhelm. Były tam też prywatne zapiski maga, znajdowała się w nich także jakaś notka w języku, którego brunetka nie rozumiała. Jude za pomocą magii otworzyła kolejną szufladę. Od razu w oczy rzuciła się jej srebrna bransoletka. Zdziwiło to dziewczynę, po co czarodziejowi damskie akcesoria. Wzięła ją do ręki, aby móc się jej bliżej przyjrzeć. Dwa doczepione do niej serduszka zawierały wygrawerowane napisy. Na jednym: Jake, a na drugim: Nicki. Jude przypomniała sobie blondynę ze snu, a także tą z portretu chłopaka. Przypomniała sobie, że podczas ostatniej rozmowy z Jake’m, chłopak zapytał ją „w jakiej sytuacji śniła ci się Nicki?”. W jej głowie pojawiły się kolejne pytania. Jednego była pewna w 100%. Otóż tego, że w tym domu dzieje się coś dziwnego. Musiała za wszelką cenę dowiedzieć się, w czym bierze tak naprawdę udział. Schowała bransoletkę do kieszeni. Zamknęła szufladę, a zaraz potem opuściła gabinet czarodzieja.

 /Miłośniczka kryminałów