Archiwa tagu: agenci

Porwana, część 13

Cześć,
zmieniłam nagłówek ze względu na nowego bohatera, który się pojawił i będzie pojawiał częściej. Mam nadzieje, że polubicie go bardziej niż Jake’a. Pierwszy raz łączyłam różne zdjęcia w jedno, więc z góry przepraszam za niedoskonałość.
Dzisiaj zero chemii w rozdziale, jesteśmy chwilowo w separacji, a dokładniej: muszę poszukać innego opiekuna pracy dyplomowej, bo ten na którego liczyłam odmówił mi :( Postaram się, aby mój posępny humor nie odcisnął się piętnem na notce, z góry przepraszam, jeżeli mi się nie uda.

Jeszcze piosenka, jak macie ochotę posłuchać:

PORWANA, część 13

-Cześć, może byłabyś w stanie mi pomóc, szukam tego chłopaka -Jake zwrócił się do wychodzącej z cukierni wysokiej blondynki.

-Przykro mi. Nie znam -odparła wtulając się w swojego partnera, który przecząco pokiwał głową ledwo spoglądając na kartkę, którą pokazał mu Jake’a.

Młody McGhart obserwował przez chwilę jak odchodzą. Blond włosy dziewczyny powiewały na chłodnym wieczornym wietrze, jej towarzysz otulił ją ramieniem. Jake pomyślał o Nicki, bardzo mu jej brakowało. Tęsknił za nią każdego dnia. A od momentu, w którym dowiedział się, że dziewczyna została zamordowana, w jego sercu powstała pustka, której nie mógł niczym wypełnić. Nawet wolność od Jack’a nie przynosiła ukojenia.

-Masz coś? -obok blondyna pojawiła się Jude.

-Niestety.

-Powinniśmy wracać, robi się późno -odparła pocierając dłońmi o siebie.

-Spytajmy jeszcze te dzieciaki -wskazał głową na grupkę sześciu chłopców w wieku mniej więcej 10-11 lat. Zajmowali oni ławkę przy latarni, dwoje z nich trzymało w ręku deskorolkę, jeden stał podparty o rower. Żywo o czymś dyskutowali.

-Cześć -Jude wysiliła się na uśmiech, miała dość całodziennych bezowocnych poszukiwań chłopaka, który mógł im pomóc, inną sprawą było czy faktycznie pomoże.

-Może widzieliście tego chłopaka? -Jake pokazał im rysunek przedstawiający tajemniczego nieznajomego.

-Jesteście z policji? -zapytał jeden z chłopców, poprawiając swoją czapkę z daszkiem, jednocześnie mierząc blondyna i jego partnerkę uważnym spojrzeniem.

-Tak -czarodziejka wyprzedziła Jake, który zdążył jedynie otworzyć usta, nie popłynęły z nich jednak żadne słowa -Nazywam się Kat White, jestem agentką -mówiąc to sięgnęła do kieszeni, równocześnie wyobrażając sobie odznakę jaką legitymują się funkcjonariusze we wszystkich serialach kryminalnych i thrillerach. Odetchnęła z ulgą, gdy przedmiot był tam gdzie być powinien, pokazała chłopcom przedmiot -A to mój partner, agent Sam Black.

-Chcę zobaczyć twoja odznakę -odparł inny chłopiec nie mogąc doczekać się, aż w jego ręce dostanie się fałszywa legitymacja Jude. Blondyn spojrzał na swoją koleżankę, brunetka przytaknęła głową, jednocześnie po raz kolejny obrazując sobie przedmiot, tym razem w kieszeni kurtki Jake.

-Super! -krzyknął chłopiec oglądając odznakę agenta Sam’a Black’a.

-Dlaczego go szukacie? -zapytał inny opierając deskorolkę o ławkę i krzyżując ręce na klatce piersiowej.

-Zrobił coś złego? -padło z ust innego.

-Nie, nie zrobił nic złego. Ale może nam pomóc w złapaniu kogoś bardzo złego -Jude nie była pewna jak rozmawiać z tymi dzieciakami, aby nie odkryły, że wcale nie są policjantami, ale jednocześnie, aby się przed nimi otworzyły. Nie mogła przecież powiedzieć, że szuka chłopaka z rysunku, gdyż jest odporny na magię i chce go ostrzec przez złym czarodziejem, Jack’em.

-Dlaczego nie macie pistoletów? -zapytał szczupły brunet z grzywką zaczesaną na bok.

-Mamy -odparła spokojnym głosem, szybko wyobrażając sobie kaburę z bronią za paskiem swoich spodni i Jake’a. Czarodziejka ręką podwinęła kurtkę odsłaniając przedmiot, chłopcy wydali okrzyk zachwycenia, blondyn wykonał tę samą czynność.

-Wow!

-To Robert -odparł dzieciak w czapce z daszkiem.

-Wiesz gdzie go znaleźć? -Jake ożywił się na tę informację.

-Często widujemy go wieczorami na boisku przy szkole -kontynuował drugi z chłopców posiadający deskorolkę.

-Dziękujemy za waszą pomoc -Jude uśmiechnęła się, w końcu doczekała się jakiejś przydatnej informacji.

-Dostaniemy wizytówkę na wszelki wypadek? -zapytał chłopiec z grzywką zaczesaną na bok nim czarodziejka i jej towarzysz zdążyli odejść.

-Jasne -dziewczyna podała mu mały biały prostokącik zadrukowany czarnymi napisami z fałszywym nazwiskiem oraz zmyślonym numerem telefonu. Była zdziwiona, że trzykrotnie zupełnie bezbłędnie udało jej się użyć czarów. Jednocześnie czuła jak wewnątrz niej rośnie bliżej nieokreślone, ale przyjemne uczucie. Było to zadowolenie, a może raczej duma z własnych osiągnięć. Przygotowując się do matury z chemii wielokrotnie słyszała z ust nauczycielki, że im więcej zadań przeliczy tym łatwiej będzie jej zdać egzamin. Wtedy podchodziła do tego jak każdy inny uczeń, z przymrużeniem oka. Teraz gdy jest studentką, a także początkującą czarodziejką doskonale pojmuje sens słów: „Praktyka czyni mistrza”.

 ***

 Jake i Jude żwawym marszem pokonali drogę dzielącą ich od miejsca, w którym rozmawiali z dzieciakami do szkoły mieszczącej się na przeciwko parku. Początkowo oboje milczeli, a im dłużej panowała między nimi cisza, tym trudniej było ją przełamać.

-Dobra robota, agentko Kat -pochwalił dziewczynę blondyn, posyłając jej uśmiech, który nie tak dawni temu wręcz zwalał Jude z nóg.

-To, że zgodziłam się na twoją pomoc wcale nie znaczy, że ci wybaczyłam, ani że między nami wszystko jest okey -odparła pewnym krokiem podążając w stronę dwóch chłopaków siedzących na trybunach.

-Szukam Roberta -odparła pewnie brunetka, chowając dłonie w kieszeniach cieniutkiej przejściówki. Żałowała, że nie wyczarowała sobie czegoś cieplejszego.

-Powinien się lada chwila pojawić -odparł niższy, wyjmując z granatowej sportowej torby bidon.

-Zaczekamy na niego -blondyn zdjął swoją kurtkę, a następnie podał ją Jude -Wyglądasz na zmarzniętą.

-Nie trzeba -zajęła miejsce na trybunach, chowając dłonie między uda.

-Może do nas dołączycie, rozgrzejecie się -zwrócił się do nich ten sam chłopak co wcześniej -Tak w ogóle jestem Mick. -dodał podając blondynowi rękę.

-Cześć, Jake -uścisnął dłoń nowo poznanego towarzysza.

-To jak? Grasz? -zapytał wyższy wskazując głową na boisko.

-Koszmarny ze mnie sportowiec -kiedy Jake wypowiadał te słowa Mick rzucił w jego stronę piłkę do koszykówki, blondynowi udało się w ostatnim momencie ją złapać.

-Refleks masz całkiem niezły -odezwał się niższy chłopak.

-Cześć, chłopaki. Widzę, że załatwiliście brakującego gracza -na boisku pojawiło się kolejnych trzech koszykarzy -Brian -przedstawił się blondyn w koszulce z numerem 7 -a to są Oleg i Feliks -podał imiona kolegów.

-Już mówiłem marny ze mnie koszykarz -Jake wyciągnął dłonie z piłką w stronę Mick’a.

-Przekonajmy się -gracz z numerem 7 rzucił na bok torbę i powędrował na środek boiska -Pokaż co potrafisz -dodał, przyjmując pozycję wyjściową z lekko ugiętymi kolanami.

Jake zawahał się, z jednej strony chciał zagrać z chłopakami, chociaż z drugiej miał wrażenie, że to nie jest odpowiednia chwila na rozrywkę. Spojrzał w stronę Jude, dziewczyna siedziała z założonymi rękoma kompletnie go ignorując. Nie miał jej tego za złe, zasłużył sobie. Ostatecznie puścił piłkę, odbiła się od podłoża. Kozłując, a raczej przypominając sobie jak to się robi, udał się w stronę Brian’a. Stanął przed chłopakiem zastanawiając się jak powinien go wyminąć, postąpił odruchowo i wziął gracza z numerem 7 od lewej strony. Złapał piłkę w obie dłonie, wykonał dwa kroki, wyskoczył do góry i rzucił w stronę kosza. Piłka nie trafiła do celu, uderzyła w tarczę, odbiła się od poręczy i spadła na ziemię. Chwycił ją Brian.

-Jeszcze raz, tym razem postaraj się zostawić ręce wyprostowane po rzucie i celuj w kwadrat na płycie kosza -gracz z numerem 7 podał Jake’owi piłkę i wrócił na środek boiska.

Blondyn zaczął kozłować, Brian wyciągnął prawą rękę chcąc przeszkodzić przeciwnikowi, spodziewając się, że znowu spróbuje go okrążyć z lewej, jednak Jake tym razem odbił w prawo. Skorzystał z wskazówek koszykarza, wykonał dwutakt i tym razem trafił do kosza.

Jude zauważyła, że na twarzy Jake’a pojawił się uśmiech. Mimo, że chciała być na niego zła, nie potrafiła. Mimowolnie kąciki jej ust powędrowały ku górze. Sięgnęła po jego kurtkę, którą zostawił na ławce obok niej. Było jej koszmarnie zimno. Miała nadzieję, że Robert pojawi się szybciej niż później.

-Jak chłopaki? -Brian zwrócił się do siedzących na trybunach.

-Jak na nieumiejącego grać, gra całkiem nieźle -odezwał się Mick.

-To zagrajmy na serio, bez żadnej taryfy ulgowej -odparł z uśmiechem na twarzy gracz z numerem 7 -Mick, Feliks, Oleg i ty Jake, przeciwko mnie, Steve’owi -Brian wskazał na chłopaka, który właśnie przybył na boisko -oraz Tom’owi -mówił o koszykarzu, który siedział z Mick’em, gdy blondyn pojawił się na boisku. Piłka poszybowała do góry, a chłopcy rozbiegli się po polu do gry.

 ***

 -Cześć -dziewczyna zwróciła się do chłopaka w szarej czapce, który pojawił się przy trybunach jakieś 20 minut po tym jak jego przyjaciele postanowili rozegrać mecz koszykówki z Jake’m -Czekałam na ciebie.

-Cześć -odparł mrużąc oczy -Dziewczyna z rynku -jego wzrok powędrował ku grającym kolegom -I jej rycerz w lśniącej zbroi -dodał wypatrując blondyna pośród rozbieganych zawodników, odłożył torbę na ławkę -Jak mnie znaleźliście?

-Nie było to takie trudne, wystarczyło wpisać w pole adresu wyszukiwarki www.jestempepkiemswiata.com.Jesteś liderem w klasyfikacji na tej stronie.

-Zabawne. Jeżeli cię przeproszę, dasz mi spokój?

-Potrącenie i ucieczka z miejsca zdarzenia… wydaje mi się, że przeprosiny nie wystarczą.

-Wypiszesz mi mandat? -odparł ledwo powstrzymując się od śmiechu.

Jude pokręciła głową na boki, już raz tego dnia udawała funkcjonariusza policji. Wykorzystała naiwność młodych umysłów, w tym przypadku nie miała raczej szans na wmówienie brunetowi, że pełni służbę na rzecz obywateli tego miasta.

-Potrzebuję twojej pomocy -odparła poprawiając kurtkę Jake’a na ramionach.

-Mojej pomocy? W czym miałbym ci pomóc?

-W powrocie do domu.

-Twój wybawca nie może zamówić ci taksówki? -mówiąc to głową wskazał na boisko.

-To nie takie proste.

-No, tak. Wybór odpowiedniego kierowcy i samochodu może być kłopotliwy…-dziewczyna spiorunowała go spojrzeniem -To jak Jude…

-Skąd wiesz jak mam na imię? Nie przedstawiłam się -wtrąciła się w jego wypowiedź.

-Strzelałem.

-W takie cuda nie uwierzę. Spośród miliona możliwości, akurat to jako pierwsze przyszło ci do głowy? -brunet ponownie zmrużył oczy, przyglądając się dziewczynie.

-Jude -podszedł do nich blondyn, nieco zdyszany, ale na jego twarzy wciąż gościł uśmiech.

-Jake -Robert wyszczerzył ząbki zadowolony z siebie wypowiadając imię młodego McGharta.

-Wiesz kim jesteśmy -czarodziejka raczej stwierdziła fakt niż zadała pytanie.

-Syn czarnoksiężnika i dziewczyna, która ma ocalić świat -wypowiadając te słowa ani na chwile nie oderwał wzroku od Jude.

 

/Miłośniczka kryminałów