Archiwa tagu: nadzieja

Porwana, część 17

Cześć,

przepraszam za swoją długą nieobecność, ale wróciłam i nadrabiam zaległości ;)

PORWANA, część 17

Czarodziejka radośnie podśpiewując „Hey Jude” zaraz po wstaniu z łóżka udała się do kuchni. Kolejny raz od bardzo dawna dopisywał jej dobry humor. Piosenkę znała wcześniej, miała ją nawet w swojej playliście, jednak od momentu, gdy zanucił ją Robert, nie mogła się jej pozbyć z głowy. Przy stole w kuchni siedział Jake, chłopak na chwile oderwał się od przeglądania porannej prasy i przywitał ją krótki cześć. Czarodziejka spojrzała na zegarek, było kilka minut po ósmej.

-Klaus jeszcze śpi? -zapytała podchodząc do lodówki, potem wyjmując z niej mleko. Zdziwił ją brak obecności zarówno mężczyzny, jak i Julii.

-Pojechał do pracy -blondyn złożył gazetę w pół, a następnie odsunął ją od siebie.

-Do pracy? Myślałam, że czarodzieje nie pracują -mówiąc to położyła na stole płatki śniadaniowe i ruszyła na poszukiwanie miski i łyżeczki.

-Nie muszą. Ale coś trzeba robić -młody McGhart wzruszył ramionami dopijając resztę kawy z kubka z zabawnym napisem: „Po herbatce wynieś śmieci”.

-A czym zajmuje się Klaus?

-Jest nauczycielem -chłopak wstał, umieścił kubek w zlewie.

-Nauczycielem?

-Tak, uczy historii.

-Nie spodziewałabym się po nim takiego hobby -odparła widząc jak blondyn zmierza w kierunku drzwi -Jake -dodała nieśmiało, sama nie wiedząc dlaczego. Chłopak odwrócił się w jej stronę -Nie ważne -nie chciała, aby zostawiał ją samą. Przez ostatnie dwa dni dzięki Klausowi i Julii krzątającym się po kuchni czuła się bliżej domu. Przywykła do dużej liczby osób przewijających się przez jej rodzinne domostwo. Wszystko dlatego, że jej mama jest niezwykle otwartą i towarzyską kobietą. Przyciąga do siebie ludzi. Nie raz bywało, że niespodziewanie pojawiali się wujowie i ciotki Jude z jej kuzynostwem w środku tygodnia. Nikt nie przejmował się, że następnego dnia trzeba iść do pracy czy szkoły i siedzieli do późnych godzin nocnych debatując i śmiejąc się. Po prostu spędzając wspólnie czas. W domu Jack’a czuła się samotna, będąc tutaj, nawet tak krótko, przypomniała sobie jak to jest być szczęśliwym mając wokół siebie ludzi i cały ten cudowny chaos z nimi związany. Obawiała się znowu to stracić. Jednak jeszcze bardziej nie chciała się narzucać. Jude sięgnęła po płatki, które następnie wsypała do miski przyglądając się jak blondyn robi kolejny krok w stronę drzwi, gdy niespodziewanie zatrzymał się.

-Wybieram się na spacer w poszukiwaniu spokojnego miejsca, w którym mógłbym porysować. Może masz ochotę mi towarzyszyć?

-Chętnie -na jej twarzy na powrót zagościł uśmiech, cieszyła się jak dziecko.

***

Słońce przedzierało się przez kołyszące się na wietrze korony drzew, ogrywając teatrzyk cieni i światła na jeszcze zielonej trawie. Z oddali dało się słyszeć jedynie dźwięk fali uderzających rytmicznie o brzeg, a także śpiew wybudzonych ze snu ptaków. Pośród tych zapierających dech zjawisk przyrody siedział Jake oparty o pień starego dębu. Napawał się chwilą spokoju, wdychając do płuc świeże poranne powietrze naznaczone zapachem lasu, jednocześnie starając się uwiecznić na papierze wszystko to, co tylko miał w zasięgu wzroku. Chłopak po raz pierwszy od dwóch lat czuł się naprawdę wolny, nieograniczony przez czas i miejsce. Zupełnie jakby odkrywał świat na nowo. Całe piękno, które w sobie kryje. Wszystkie jego obawy zniknęły, a w ich miejsce pojawiła się nadzieja.

-Ładne -usłyszał głos dziewczyny, która szczelniej okryła się kurtką.

-Jak ci idzie? -zapytał przyglądając się białej kartce w jej dłoniach.

-Dobrze -odparła składając swój rysunek na pół.

-Pokaż -wyciągnął w jej stronę rękę.

-Nie ma mowy! -rzuciła oburzona -Będziesz się śmiał.

-Skądże -czekał, aż ona poda mu swoją pracę, dziewczyna pokiwała głową na boki -Proszę -blondyn nie dawał za wygraną.

-No dobra! Ale oglądasz to na własne życzenie, nie ponoszę żadnej odpowiedzialności za ewentualne uszczerbki na twojej psychice! -podała mu kartkę, Jake rozłożył ją, a jego oczom ukazał się okrąg z uśmiechniętą buźką i oczyma, wokół którego znajdowało się kilka kresek, na przemian cały i przerywanych.

-Bardzo ładne słoneczko -odparł z bananem na twarzy.

-Nabijasz się ze mnie!

-Nie, naprawdę mi się podoba -dodał nie mogąc dłużej powstrzymać śmiechu, głównie ze względu oburzenia malującego się na twarzy dziewczyny i jej złożonym na piersiach dłonią sugerującym, że jest na niego bardzo zła.

-To twoja wina.

-Co jest moją winą? To, że malujesz jak sześciolatka?

-Ej! -uderzyła go w ramię -Przyglądałam się jak malujesz, nie mogłam się powstrzymać -zmarszczyła czoło robiąc przy tym dość dziwną minę -Zabrzmiało jakbym była szalona, a nie jestem -zmrużyła oczy -Dokładnie to powiedziałby ktoś kto jest szalony -westchnęła ciężko -Po prostu zamilknę nim powiem jeszcze coś głupiego -”BRAWO!” rzuciła do siebie w myślach. „Jak zwykle robisz z siebie idiotkę w towarzystwie chłopaka, który ci się podoba”.

-Spójrz -blondyn wskazał na drzewa nieopodal nich, po których zmiennie przeskakiwała mała ruda wiewiórka, a następnie sięgnął do kieszeni kurtki. Pamiętał, że przed wyjściem włożył do niej kilka kawałków czekolady z orzechami. Wyciągnął rękę z łakociami w stronę rudzielca, stworzenie początkowo stawiało niepewne kroki, ostrożnie zbliżając się do blondyna. Im bliżej chłopaka się była tym czuła się pewniej, a gdy znalazła się dostatecznie blisko zwinęła orzeszka, uciekła na bezpieczną odległość i zabrała się za jego pałaszowanie. Zwabione zapachem, a może zawołane przez pierwszą wiewiórkę, pojawiły się jeszcze dwa rudzielce. Blondyn podał kilka kawałów czekolady Jude, dziewczyna biorąc przykład z Jake’a wydłubała orzechy i wystawiła rękę w stronę stworzonek. Wiewiórki powtarzały kolejno trzy czynności: ostrożne podejście, zabranie łakoci i ucieczkę ze zdobyczą. Działo się tak do momentu, aż zabrakło jedzenia dla nich. Czarodziejka promiennie uśmiechnęła się w stronę młodego McGharta, jednocześnie otrzepując dłonie z okruszków. Przypomniała sobie te wszystkie miłe chwile jakie spędziła razem z nim będąc zamknięta w domu Jack’a. Wspólnego oglądanie filmów, to jak pokazał jej zorzę na tle granatowego deszczowego nieba. Wciąż nie rozumiała dlaczego są momenty, gdy jest dla niej jak najlepszy przyjaciel, a zaraz potem wręcz nie chce jej znać.

-Ja także zgłodniałem -odparł Jake wstając najciszej jak potrafi, nie chcąc spłoszyć rudych mieszkańców lasu. To sama zrobiła Jude ponownie otulając się kurtką. Mieli właśnie udać się do domu, gdy naprzeciwko nich pojawił mężczyzna.

-Jack -wydobyło się z ust blondyna, dziewczyna podskoczyła przestraszona nie na żarty, ledwo powstrzymując się od krzyku.

-Chciałem pogratulować wam ucieczki, a także dać wam impuls do podążania właściwą ścieżką -czarodziej skierował się w stronę Jude, Jake postępując zgodnie z intuicją zagrodził drogę ojcu, stając między nim a brunetką.

-Zostaw nas w spokoju! -odparł dość ostrym tonem.

-Jake -wymawiając jego imię pstryknął palcami, a chwilę później cała ich trójka znalazła się w jego pałacu, w pokoju należącym niegdyś do jego ukochanej córki -Ty i Cadence, byliście bardzo blisko. Bliżej niż jakiekolwiek typowe rodzeństwo -dodał sięgając po ramkę z zdjęciem dzieci. Rodzeństwo stało w tłumie ludzi, oboje uśmiechnięci.

-Nie zamierzam z tobą rozmawiać -zwrócił się najpierw do czarodzieja, a następnie do dziewczyny -Jude wychodzimy.

-Wpierw mnie wysłuchasz -odłożył fotografię z powrotem na swojej miejsce.

Pokój sprawiał wrażenie jakby jego właścicielka miała się lada moment znów w nim pojawić. Wysunięta pierwsza szuflada komody, a z niej zwieszone ubrania Cadence. Na małym stoliku naprzeciwko wielkiej szafy ubraniowej stało lusterko, a wokół niego leżały różne kosmetyki, a także ulubiony niebieski kubek czarodziejki z kotką Marie z bajki Aryskotraci. Na łóżku koło poduszki leżał jasno brązowy miś z żółtą kokardą, którego dostała od niego na urodziny. Wszystko to przywoływało wspomnienia.

-Czego od nas chcesz? -rzuciła dziewczyna, gdyż blondyn nie był chwilowo wypowiedzieć ani jednego słowa.

-Przede wszystkim przypomnieć Jake’owi jak bardzo kochał siostrę i jak bardzo ona kochała jego. Spędzaliście razem dużo czasu, mieliście wspólnych znajomych…

-Nie zamierzam tego słuchać -podszedł do wyjścia, nacisnął na klamkę, drzwi były zamknięte. Blondyn był uwięziony w pokoju siostry razem z ojcem, którego nienawidził.

-Nie tęsknisz za nią?

Jude widziała na twarzy Jake tą samą złość co dzień wcześniej w momencie, gdy oglądał zdjęcia, które przyniósł Robert wraz z listem od Nicki. Jego mięśnie pracowały, zaciskały i rozluźniały szczękę. Nic jednak nie mówił.

-Nie chciałbyś, aby wróciła? -kontynuował jego ojciec -Wspólne imprezy, wymykanie się z domu. Koncerty. Narkotyki. Przecież to lubiłeś.

-Dobrze wiesz, że to niemożliwe -chłopak mówił spokojnie, jednak Jude wiedziała, że jest wściekły. Zaciskał pięści tak mocno, aż zbielały mu kłykcie.

-Mylisz się…

-Nie pomogę ci jej wskrzesić. Nie zmienię zdania.

-Zawsze zastanawiałem się, które jako pierwsze sięgnęło po narkotyki. To ty namówiłeś siostrę czy ona ciebie. Pierwszy tatuaż? Ona czy ty? -czarodziejka zastanawiała się do czego zmierza Jack, co to wszystko ma na celu -Odtrąciłeś ją, gdy poznałeś Nicki…

-Nieprawda.

-Dobra uczelnia. Randki z dziewczyną. Planowanie przyszłości. Zmieniłeś się. Chciałeś też zmienić ją. Czy tak się postępuje wobec osoby, którą się kocha?

-Nicki pokazała mi świat od innej strony. Od tej, której nigdy go nie znałem. Chciałem, aby Cadence także zobaczyła, że można żyć inaczej. Nigdy jednak jej do niczego nie zmuszałem.

-Jesteś pewien? Bo mi wydaje się, że tak bardzo bała się ciebie stracić, że była gotowa ślepo podążać za tobą.

-To ty bałeś się, że spodoba się jej normalne życie.

-Nie czujesz się odpowiedzialny za to, co się stało? -czarodziej szybko i zręcznie zmienił temat. Jude już wiedziała, że całe to przedstawienie ma wywołać u blondyna wyrzuty sumienia. Sprawić, aby ugiął się pod naciskiem ojca i pomógł mu w realizacji jego planów.

-Dobrze wiesz, że tak. Po co pytasz?

-Nie chciałbyś mieć jej przy sobie? -nie czekał jednak na odpowiedź syna -Jude, czy gdybyś miała możliwość przywrócić do życia osobę, którą kochasz nie skorzystałabyś z tej możliwości?

-Nie -odparła stanowczo -Nie zdajesz sobie sprawy, że Cadence nie byłaby sobą. Córką, którą znałeś i kochałeś. Tylko jakimś bezdusznym potworem. Czy historia Wilhelma i Zacharego niczego ciebie nie nauczyła?

-A co jeżeli odkryłem, gdzie Wilhelm popełnił błąd sprowadzając Eustachego z zaświatów i istnieje możliwość przywrócenia do życia osoby dokładnie takiej jaką była. Nie zaryzykowałabyś?

***

Zdezorientowani młodzi obejrzeli się wokół siebie, jeszcze sekundę temu znajdowali się w pałacu Jack’a, rozmawiali z nim, a teraz nie mieli najmniejszych wątpliwości, że są w korytarzu w domu Klausa. Dziewczyna przetarła dłonią twarz, jednocześnie oddychając z ulgą. Obawiała się, że skoro czarnoksiężnik ich odnalazł i porwał to przyjdzie im ponownie przeżywać koszmar bycia jego więźniami. Spojrzała na blondyna, który podobnie jak ona stał bezruchu, pogrążony w myślach. Stwierdziła, że dałaby naprawdę wiele, aby poznać choć jedną z nich.

-Jake -chłopak odwrócił się w jej stronę -Zdaję sobie sprawę, że przywrócenie Cadence do życia jest kuszące. Jednak… -blondyn ujął jej twarz w dłonie, a następnie ją pocałował. Dziewczyna początkowo była w szoku, ręce trzymała wzdłuż ciała. Trwało to jednak tylko chwilę, smak jego ust, ich miękkość. Nie mogła pozwolić, aby to się skończyło. Wplotła swoje palce w jego blond włosy, przylgnęła do niego całym swoim ciałem. Spojrzała w jego niebieskie oczy, czuła jak w nich tonie. Od dawna myślała o nim jako o kimś więcej niż synu Jack’a, swojego największego wroga czy tylko koledze, przyjacielu. Tyle razy próbowała się do niego zbliżyć, za każdym razem jednak spotykała się z odrzuceniem. Nigdy nie sądziła, że ta chwila może mieć miejsce. Jego dłonie znalazły się na jej pośladkach, ona oplotła się nogami wokół jego tali. Czuła jego oddech na szyi. Zadrżała. Pocałował ją tuż za uchem, odrzuciła głowę do tyłu. Pospiesznie zrzuciła z siebie kurtkę. Jake posadził ją na szafce do butów, wcześniej zrzucając z niej jakieś klucze, rękawiczki i inne drobiazgi. Pomogła mu pozbyć się jego okrycia wierzchniego i koszulki. Jej oczom ukazała się jego klatka piersiowa ozdobiona licznymi tatuażami, przejechała palcem po napicie „We could be heroes just for one day” tuż pod linią jego żeber. Ujął jej podbródek w swoją dłoń, zmusił, aby spojrzał mu w oczy. Przysunęła swoje usta do jego ust, delikatnie ugryzła jego dolną wargę.

-Kim jesteście? -w korytarzu pojawił się około 60 letni mężczyzna, w ręku trzymał broń -Co robicie w moim domu? -młodzi wymienili między sobą zdziwione spojrzenia, pospiesznie zbierając swoje ubrania rzucone na podłogę.

-Przepraszamy, my… -próbowała wyjaśnić sytuację Jude, jednak sama nie miała pojęcia co się działo -My… -poczuła dłoń Jake na swojej. Przyjrzała się pomieszczeniu, wyglądało zupełnie inaczej. Duże lustro zastąpiła ciemno drewniana szafa z wieszakiem, kremowe ściany ustąpiły miejsca tapecie w złotozielone pasy. 

-Jude? -z kuchni wyszedł Robert, unoszące ręce ku górze na widok uzbrojonego mężczyzny -Co się tutaj dzieje?

-Wynocha z mojego domu! -zabrzmiał wściekły sześćdziesięciolatek.

-Bardzo pana przepraszamy, my… -dziewczyna poczuła jak Jake ciągnie ją w stronę wyjścia, koszykarz również w kierował się w tamtym kierunku.

-Żebym więcej was tutaj nie widział! -krzyknął mężczyzna zamykając za nimi drzwi, Jude i jej dwaj towarzysze oddalili się nieco od budynku. Mogli jednak dostrzec złote cyfry na kremowym tynku.

-Wyjaśnicie mi co się stało? Minąłem się z Klausem w drzwiach, powiedział, że mogę na was poczekać w domu. Zajrzałem do lodówki w poszukiwaniu wody, gdy usłyszałem hałas w korytarzu. A kuchnia… wszystko było inne. Potem dobiegł mnie męski głos, postanowiłem sprawdzić co się dzieje i… Resztę znacie.

-To na pewno sprawka Jack’a -dziewczyna spojrzała na blondyna, który uważnie rozglądał się po okolicy -To przecież dom Klausa, numer przy wejściu jest ten sam. Budynek jest ten sam.

 

/Miłośniczka kryminałów

PS. Postaram się Wam wynagrodzić brak notki w zeszłym tygodniu i w piątek dodać kolejną ;)

Porwana, część 8

Cześć,

właśnie skończyłam przygotowywać zadania z budowy atomu dla jednej z moich uczennic :P A teraz korzystam z wolnej chwili w pracy -czytam Wasze opowiadania i publikuje dla Was kolejną część ”Porwanej” :) Nie ma to jak wielozadaniowość :P
Dzisiaj nieco dłużej niż ostatnio. Niedługo pojawi się nowa postać, a właściwie to dwie, takie urozmaicenie -mam nadzieje, że polubicie nowych bohaterów ;)

W zakładce „O mnie” dodałam „Złą królową”, jakby ktoś miał ochotę -zapraszam ;)


PORWANA, część 8

Jude wróciła do swojego pokoju, schowała bransoletkę pośród książek na regale. Ręce jej się trzęsły, a serce nadal biło jak szalone. Usiadła na łóżku, wyjęła z bluzy stronę wyrwaną z księgi. Raz jeszcze się jej przyjrzała. Rodzina McGhart na zdjęciu wydawała się prawdziwie szczęśliwa. Jude wyobraziła sobie radosny śmiech dziecka, męża całującego żonę w policzek. Jednak prawda okazała się zupełnie inna. Matka i córka nie żyją, a ojciec i syn są dla siebie zupełnie obcymi ludźmi. Świat, do którego zaprosił ją Jack, okazał się niezwykle mroczny i zakłamany. Teraz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej pragnęła wrócić do swojego nudnego i spokojnego życia.

-Najbardziej tęsknimy za tym, co utraciliśmy -westchnęła.

Gdy zaczynała zajęcia z czarodziejem, gdy uczyła się jak korzystać z magii, wszystko wydawało się takie niezwykłe. Miała wrażenie, że wszystko jest możliwe, że świat czarów jest tym, o czym zawsze marzyła. Pragnęła poznać go lepiej, chciała stać się jego częścią. Teraz żałowała, że do niego należy. Sporo czasu zajęło jej opanowanie nerwów, gdy w końcu udało się jej uspokoić zdała sobie sprawę, że źle postąpiła okłamując Jake’a. Powinna była mu powiedzieć, że w swoim śnie widziała śmierć Nicki. Zawsze uważała, że najgorsza prawda jest odpowiedniejsza niż najlepsze kłamstwo. Wstała z łóżka, z szafy wybrała czarne dżinsy oraz t-shirt. Przebrała się, uczesała. Schowała z powrotem do bluzy zdjęcie rodziny McGhart. Zatrzymała się przy regale. Wyjęła zza książek bransoletkę Nicki, przez chwilę jej się przyglądała. Jej imię umieszczone w srebrnym serduszku tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że blondyn zasłużył, aby poznać prawdę. Nadal była na niego wściekła za wszystkie kłamstwa. Jednak ponad wszystko chciała być sobą, uczciwą i prawdomówną dziewczyną. Nie mogła pozwolić, aby ten zakłamany świat ją zmienił. Miała nadzieję, że spotka chłopaka w pokoju z obrazami, przebiega przez korytarz na parterze. Zatrzymując się i otwierając, w jej ocenie właściwe drzwi, jednak gdy znalazła się w pomieszczeniu zdała sobie sprawę, że to nie ten pokój. Stała w progu zwyczajnej prostej sypialni. Przy oknie znajdowało się zwyczaje drewniane łóżko, po przeciwnej stronie komoda i szafa. Kremowe ściany i ciemna podłoga, a po środku jasny dywanik. Już miała się wycofać, gdy postać śpiąca na łóżku obróciła się w jej stronę. To był Jake. Przyjął pozycję siedzącą na widok dziewczyny. Miał na sobie szarą bokserkę, Jude dostrzegła fragment tatuażu na torsie wyłaniający się spod ubrania. Zaskoczyło ją to, sama nie wiedziała dlaczego.

-Coś się stało? -zapytał widząc zdumienie malujące się na twarzy Jude.

Dziewczyna sięgnęła po przedmiot do kieszeni szarej bluzy, przez chwilę trzymała go w dłoni, jakby zastanawiając się, czy na pewno postępuje właściwie. Po krótkiej chwili wahania brunetka podała chłopakowi stronę wyrwaną z księgi. Jake rozwinął złożony dwukrotnie kawałek starego papieru.

-Skąd to masz? -zapytał widząc rodzinne zdjęcie. Gdy chłopak wyciągał po nie rękę dostrzegła drugi tatuaż, znajdował pod prawą pachą. Był to jakiś napis, nie zdążyła go przeczytać.

-Z biblioteki -odparła opierając się o ścianę.

-To znasz już całą prawdę -oddał jej zdjęcie, następnie przecierając twarz dłonią.

-To znasz już cała prawdę?” -powtórzyła nie dowierzając w to, co właśnie usłyszała.

-Naprawdę uważasz mnie za skończonego idiotę? Okłamałem cię w sprawie pokoju z obrazami, oszukałem cię w związku Cadence, a także tego kim naprawdę jestem. Po tym wszystkim miałbym wierzyć, że jesteś zdolna po raz kolejny uwierzyć w moje słowa? -spojrzał na nią w ten sam sposób, jak w dzień, gdy zapytał ją co wie o Nicki. W tym właśnie momencie uświadomiła sobie, że Jake obawiał się tego, co może od niej usłyszeć. Zupełnie jakby, gdzieś w głębi serca wiedział, że dziewczynie przydarzyło się coś złego.

-Jest jeszcze coś – dziewczyna wyjęła z kieszeni srebrną bransoletkę, okropnie się czuła odbierając mu resztki nadziei.

-Nicki… -słowa zabrzmiały nienaturalnie w jego ustach -Skąd to masz?

-Znalazłam w biurze Jack’a.

Chłopak wziął bransoletkę do ręki. Od razu rozpoznał przedmiot. Wybiegł z pokoju jak oparzony. Jude nie wiedząc co się dzieje popędziła za nim. Gdy dostrzegła jak blondyn wbiega na kręte schody, zorientowała się, że Jake zmierza do gabinetu Jack’a. Wpadł do pokoju czarodzieja wykrzykując: „Co jej zrobiłeś? Chcę znać prawdę!”. Oczy chłopaka zaszkliły się, jednak żadna łza nie spłynęła po jego policzku.

-Przede wszystkim uspokój się -odparł siedzący za biurkiem Jack, kładąc dłonie na blacie mebla.

-Uspokój się? Tyle masz mi do powiedzenia?

-Chcę wiedzieć, jak to -mówiąc to chłopak położył na biurku bransoletkę -trafiło w twoje ręce. Oboje wiemy, że należy do Nicki, dostała ją ode mnie na urodziny.

-Powinienem zadać ci to samo pytanie, skąd wzięła się u ciebie?

Dziewczyna przyjrzała się uważnie obu mężczyznom, nie wiedziała czego się spodziewać.

-Jude, pamiętasz jak opowiadałem ci, że gdy rodzi się dziecko z magicznymi zdolnościami na świat przychodzi również osoba pozbawiona takich zdolności, ale co więcej odporna na magię. Nie działają na nią żadne czary, nie można rzucić na nią żadnego zaklęcia. Dokładnie tego samego dnia, którego narodziłaś się ty, urodziła się Nicki. Ona była tą odporną na magię, a ty jej przeciwwagą, tą władającą magią.

-Zabiłeś ją! Zabiłeś… -Jake rzucił się w stronę Jack’a, jednak mag powstrzymał go jednym prostym zaklęciem. Niewidzialna siła przyparła chłopaka do ściany i go unieruchomiła. Chłopak spróbował się uwolnić, jednak na próżno. Jack spojrzał na blondyna, wstał z fotela, a następnie zrobił kilka korków w jego stronę.

-Mogę ci wszystko wyjaśnić, synu…

-Nie nazywaj mnie tak! Nie masz prawa! -krzyczał nadal unieruchomiony przez zaklęcie Jake, mag wykonał szybki ruch ręką. Chłopak upadł na podłogę. Jude dostrzegła jak po jego policzku spływa pojedyncza łza. Zrobiła krok w stronę blondyna, chciała go pocieszyć. Wyciągnęła przed siebie dłoń, w celu położenia jej na ramieniu Jake, jednak jej ręka przeszła przez ciało chłopaka, zupełnie jakby był on duchem. Chciała raz jeszcze spróbować, gdy blondyn gwałtownie podniósł się z podłogi. Pospiesznie zrobiła kilka kroków w tył. Jake pchnął regał znajdujący się obok niego, z półek posypały się książki. Jedną, która pozostała na swoim miejscu, blondyn wziął w rękę, a następnie z całych sił rzucił ją przed siebie. Jude osłoniła twarz w obawie przed spotkaniem pierwszego stopnia z przedmiotem. Książka przeszła przez jej dłoń, a następnie głowę. Zaraz potem z hukiem uderzyła w ścianę po przeciwnej stronie pomieszczenia, zahaczyła o wazon i upadła na podłogę. Obok niej znalazł się rozbity w drobny mak szklany przedmiot. Dziewczyna nie miała pojęcia co się dzieje. Książka powinna była trafić prosto w nią. Dlaczego nie poczuła bólu? Nim w jej głowie pojawiła się kolejna myśl, zauważyła jak blondyn zabiera z biurka bransoletkę, a następnie pospiesznie opuszcza pomieszczenie, trzaskając za sobą energicznie drzwiami. Krzyknęła jego imię, jednak chłopak nawet się nie obejrzał.

-Nie słyszy cię, ani też nie widzi -odwróciła się w stronę czarodzieja -Jesteśmy niczym duchy, możemy tylko obserwować zdarzenia, nie możemy w nie ingerować. On nie wie, że tu jesteśmy -wyjaśnił dziewczynie Jack.

-Widziałam śmierć Nicki -nim wypowiedziała te słowa wzięła głęboki oddech.

-Musisz wiedzieć, że w naszym świecie nie wszystko jest takie jakie się wydaje.

-Naszym świecie? -zapytała nie rozumiejąc, co Jack ma na myśli.

-W świecie, którym rządzi magia. Tutaj wszystko jest możliwe.

-Czyli Nicki żyje? -zapytała robiąc krok w stronę swojego rozmówcy.

-Zrobiłem, co było konieczne, aby chronić nas. A także jego.

-Chronić przed czym? W jaki sposób? -Jude była coraz bardziej przekonana, że to Jack zamordował Nicki. Nie wiedziała tylko dlaczego to zrobił.

-Jak myślisz, dlaczego Nicki wybrała właśnie Jake’a?

-Bo go kochała -dziewczyna spiorunowała spojrzeniem swojego rozmówcę.

-Mylisz się. Wybrała go, bo jest moim synem. Synem czarodzieja.

Jack westchnął, a następnie pstryknął palcami. Na pierwszy rzut oka nic się nie wydarzyło, jednak chwilę później Jude rozumiała, że powrócili oni do świata rzeczywistego. Czarodziej podniósł z podłogi książkę leżącą pośród odłamków szkła. Położył ją na biurku, kilka razy postukując w nią palcem.

-Zapewne zastanawiasz się, dlaczego nie powiedziałem ci, że Jake jest moim synem -nie to teraz zaprzątało głowę dziewczyny, nie rozumiała tej nagłej zmiany tematu -On ma pewne zasady. Zasady, których choćby nie wiem co się działo nigdy nie złamie -Jude chciała się wtrącić, ponownie zapytać o Nicki, jednak czarodziej nie pozwolił jej na to, kontynuując swój wywód -Jedna z nich brzmi: „Nigdy nie prowadzę po alkoholu”. W dniu, w którym zginęła Cadence -imię zmarłej córki Jack’a obiło się jakby echem w pomieszczeniu, Jude skupiła całą swoją uwagę na słowach maga -przed koncertem, Jake imprezował z kolegami. Przeważnie w weekendy wymykał się z domu i całe wieczory spędzał ze znajomymi pijąc, włócząc się po mieście, czy cokolwiek jeszcze robili. Chyba nie zdawał sobie sprawy, że wiem o jego wybrykach i o tym, że tamtego dnia nie wsiadł za kółko. Skłamał mówiąc, że to on prowadził. Kłamał za każdym razem, gdy go o to pytałem.

-Dlaczego Jake nie powiedział ci prawdy? Dlaczego ty nie powiedziałeś mu o tym, że wiesz, że to nie on prowadził? -Jude potarła dłonią o czoło, to wszystko powoli zaczynało ją przerastać, po raz kolejny zamarzyła o powrocie do przeszłości, kiedy jej życie było prostsze, bez tych wszystkich spraw związanych z magią.

-Wiem, że zabrzmi to okropnie, ale byłem na niego wściekły za to, że wciągnął Cadence w swoje hulaszcze i beztroskie życie. Nienawidziłem go za to, że namówił moją ukochaną córeczkę tamtego wieczora na wspólny wypad na koncert. Bardzo długo po tym wydarzeniu nie odzywałem się do niego.

-Dlaczego nie próbowałeś ponownie się z nim porozumieć?

-Próbowałem. Było jednak za późno. Wybudował między nami mur nie do przebycia -Jack usiadł na krześle za biurkiem, wydawał się niezwykle zmęczony -Popełniłem wiele błędów -dodał dłonią przecierając szarą twarz -Muszę wracać do swoich obowiązków, kiedyś wrócimy do tej rozmowy -po wypowiedzeniu tych słów zniknął, jak to miał w zwyczaju. Dziewczyna schowała twarz w dłoniach, energicznie kręcąc głową na boki.

-Nie! Nie! -powtarzała z wściekłością -Niech cię i twój magiczny świat szlag trafi! -wycedziła przez zaciśnięte zęby -Jeżeli mnie słyszysz, wiedz, że nienawidzę cię! -jej spojrzenie przykuła książka leżąca na biurku czarodzieja. Wzięła ją do ręki. Oprawiona była w brązową skórę, zdobiona złotymi napisami. Tytuł głosił: „Magia dla średniozaawansowanych„. Jude otworzyła ją na pierwszej stronie, w dolnym prawym rogu odręcznie zostało zapisane: „własność Cadence McGhart„. Dziewczyna spostrzegła zieloną zakładkę, gdzieś w 1/3 zawartości księgi. Przerzuciła pożółkłe karty, aby znaleźć się na odpowiedniej stronie. Znajdował się tam krótki akapit o zaklęci lewitacji, nic co mogłoby zainteresować czarodziejkę. Miała właśnie zamknąć książkę, gdy spostrzegła ręcznie zapisane słowo „bariera” na marginesie przebijające przez kartę. Przerzuciła stronę,  a na kolejnej znalazła dokładnie to, czego potrzebowała.

/Miłośniczka kryminałów