Archiwa tagu: nieznajomy

Porwana, część 11

Cześć,
ostatnio cierpię na chroniczny brak czasu, jutro czeka mnie 12 godzin w pracy, a zaraz potem korepetycje. Dlatego też musiałam sobie dzisiaj na siłę wygospodarować chwilę, aby napisać kolejną część. W połowie notki jest obrazek, wydawał mi się pasować do opisanej sytuacji :P Chciałam też dodać piosenkę, ale jeszcze nie udało mi się dojść do tego jak to zrobić, może przy następnej notce. W weekend nadrobię zaległości na Waszych blogach :)
Mam nadzieje, że opowiadanie się Wam spodoba, dziękuję za wszystkie komentarze. Każdy motywuje mnie do dalszego pisania :)

PORWANA, część 11

Klaus przyjrzał się Jude, zaraz potem zwrócił swój wzrok na Jake’a. Miał przed sobą dwoje młodych zagubionych ludzi. Nie mieli oni pojęcia komu zaufać, gdzie się podziać. Niby wolni, a wciąż niczym ptaszki w klatce. Magiczna bariera stworzona przez Jack’a opadła, pojawiła się jednak kolejna. Niewidoczna, niewyczuwalna. Wydawałoby się nieistniejąca. Bariera stworzona przez nich samym w ich własnych głowach. Ograniczająca ich życie do tu i teraz, daleko od Jack’a.

-Pewnie jesteście głodni. Został mi sos do spaghetti, wystarczy ugotować makaron -Klaus nagle wstał z miejsca, podszedł do lodówki, zajrzał do środka.

Dziewczyna odwróciła się w stronę swojego towarzysza, w brzuchu kiszki grały jej marsza. Nic od rana nie jedna, a za oknem powoli zmierzchało.

-Jeżeli chcecie możecie też u mnie przenocować, mam wolny pokój.

-Dziękujemy, to bardzo miłe z twojej strony -Jude wysiliła się na uśmiech, nie wiedziała co sądzić o czarodzieju, liczyła na opinię blondyna, on w końcu kiedyś już spotkał Klausa. Jednak chłopak milczał jak zaklęty.

-Ewentualnie mogę zaproponować kanapki -odparł wyjmując z lodówki dojrzałego pomidora, a także przezroczysty pojemniczek z pokrojonym w plastry serem -To jak?

-Spaghetti brzmi nieźle -czarodziejka stwierdziła, że nie wytrzyma do rana nie włożywszy nic do ust.

-Jake? -Klaus spojrzał wymownie na chłopaka.

-Dziękuję, nie jestem głodny. Jeżeli nie masz nic przeciwko to zajmę kanapę w salonie -odparł drapiąc się za uchem.

-To wy… -zaczął niepewnie czarodziej.

-Nie, nie jesteśmy parą -wtrącił Jake przewracając oczyma, zupełnie jakby ta uwaga ze strony maga była czymś kompletnie nie na miejscu.

-W porządku, Jude zajmie wolny pokój -uśmiechnął się do dziewczyny, która wciąż spoglądała na swojego towarzysza. Zupełnie jakby miała nadzieje, że ugnie się pod jej czujnym spojrzeniem i raczy w końcu przemówić, nic takiego jednak się nie stało.

-Możemy zamienić słówko -zwróciła się do blondyna, skoro nie chciał udzielić jej żadnych informacji po dobroci, musiała zmusić go do mówienia.

-Słucham cię.

-Na osobności -wycedziła przez zaciśnięte zęby.

Młodzi powędrowali korytarzem prosto do salonu, pokój był przestronny. Duży telewizor wisiał na ścianie na przeciwko białej kanapy z fioletowymi poduszkami. Przed nią stał mały stolik, na którym znajdowała się szklana waza, a obok niej pilot. Pod oknem stał ogromny stół, a dookoła niego obite fioletowym materiałem krzesła.

-Możemy mu zaufać? -zapytała Jude oglądając się za siebie, chciała się upewnić, że są sami.

Jake zmarszczył czoło. Z jego ust nie padło jednak ani jedno słowo, spoglądał ponad jej ramieniem. Czarodziejkę coraz bardziej irytowało jego zachowanie.

-Musisz coś o nim wiedzieć, on ciebie zna. Powiedział, że się zmieniłeś. Ty też go na pewno znasz, pamiętam jak powiedziałeś mi w bibliotece, że bywał kiedyś gościem w waszym domu.

-Oczekujesz ode mnie odpowiedzi, których nie znam.

-Nie jesteś mi w stanie nic o nim powiedzieć? Nic, a nic?

Blondyn pokręcił przecząco głową. Jude czuła jak wzrasta w niej uczucie bezradności, a także złość. Mogła go w tym momencie udusić gołymi rękoma. Liczyła, że będzie miała w nim oparcie, tymczasem była zdana tylko na siebie.

-A jak czujesz? Co powinniśmy zrobić?

-Nie wiem co powinniśmy zrobić -odparł oburzonym tonem kierując się z powrotem w stronę korytarza, dziewczyna udała się za nim, nie miała pojęcia co się dzieje. Chłopak zmierzał w kierunku ciemno brązowych drzwi ze szklaną witryną.

-Jake! -złapała do za nadgarstek -Dokąd idziesz? -zapytała, gdy znaleźli się przy drzwiach wejściowych.

-Muszę się przewietrzyć.

-Dlaczego ze mną nie porozmawiasz? Na pewno coś wiesz! Kłamstwo weszło ci w krew, pod tym względem jesteś dokładnie taki sam jak ojciec -rzuciła wściekła Jude, nie mogła znieść braku jakichkolwiek odpowiedzi ze strony blondyna. Faktu, że chce zostawić ją samą z czarodziejem, którego nie zna. Mężczyzną, po którym kompletnie nie wie czego się spodziewać.

-Nie waż się więcej tak mówić -Jake wyrwał się z jej uścisku -Nigdy więcej. Możesz nazwać mnie kłamcą, możesz nazwać mnie oszustem. Ale nigdy więcej nie porównuj mnie do Jack’a -czarodziejka dostrzegła w jego niebieskich oczach gniew, ponad który przebijał się smutek i żal.

Blondyn wyszedł z domu, trzaskając za sobą drzwiami. Dziewczyna stała przez chwilę bez ruchu, próbując poukładać sobie myśli w głowie.

Ostatnio zaktualizowane1

***

Jude opróżniła połowę miski spaghetti, była bardzo głodna, a danie było wyjątkowo dobre. W pewnym momencie dostrzegła, że czarodziej uważnie się jej przygląda.

-Co łączy cię z Jack’em? -dziewczyna nie mogła się powstrzymać przed zadaniem tego pytania, była zmęczona zastanawianiem się co wypada, a co nie. Znajdowała się w takiej sytuacji, w której grzeczność i takt postanowiła odłożyć na bok.

-Jego żona, Nicole, była niezwykle ciepłą kobietą -dostrzegła jak kącik jego ust unosi się w uśmiechu -Jednak związek z Jack’em ją wypalał, patrzałem jak w jej oczach blakną iskierki. Jak jej dobroć powoli wygasa. Miała w sobie wiele energii, pomagała ogrodnikom w sadzeniu kwiatów, przycinaniu krzewów. Służba bardzo ją lubiła, zawsze dobrze ich traktowała. Uwielbiała przyjęcia, często sama je urządzała. Dopóki żyła Cadence wszystko jakoś się kręciło, trzymała się resztek swego człowieczeństwa. Potem wszystko się posypało. Dopadła ją depresja. Przestała zajmować się ogrodem, nie opuszczała w ogóle domu. Jack zwolnił służbę, on ich nie potrzebował. Wszyscy ci ludzie, sprzątaczki, kucharze, kamerdynerzy byli ratunkiem dla Nicole. Byli jej ucieczką przed obłędem, który niósł ze sobą Jack. Podupadła na zdrowiu, w ogóle nie wstawała z łóżka -Klaus westchnął -Lubiłem z nią rozmawiać, miała ciekawe poglądy na prozaiczne sprawy.

-Jake uważa, że jego ojciec chce wskrzesić Cadence.

-Nie zdziwiłoby mnie to.

-Czy to w ogóle możliwe? Czy można przywrócić do życia kogoś kto już nie żyje?

-Jack odkąd pamiętam interesował się czarną magią. Zawsze coś go ciągnęło w tą stronę, to bardzo potężny rodzaj czarów. Nieprzewidywalny -przerwał, gdy Jude odsunęła od siebie pusty talerz -Nicole dusiła w sobie emocje. Strach i samotność zżerały ją od środka. Jake jest pod tym względem do niej podobny. Nie powie ci, że czuje się zagubiony, a na pewno tak jest.

-Dlaczego od niego nie odeszła? Dlaczego go nie zostawiła skoro był dla niej niczym trucizna…

-Nie zawsze tak było. Początkowo darzyli siebie prawdziwą miłością, dopiero potem do ich życia wkradła się szara codzienność, Uczucie wygasło…

-Dlaczego potem go nie zostawiła?

-Ze względu na dzieci, bardzo je kochała.

-Mogła wziąć je ze sobą. Byłoby im lepiej bez takiego ojca.

-Cadence była oczkiem w głowie Jack’a. Nie pozwoliłby jej odejść. Prędzej zabiłby swoją żonę niż zrezygnował z córki.

/Miłośniczka kryminałów

Porwana, część 10

Cześć,
udało mi się dzisiaj znaleźć chwilę, więc publikuję kolejną część ;)
Zaczął się październik, zaczęły się studia, ech… Notki będą ukazywały się raczej raz w tygodniu, pewnie jakoś pod koniec tygodnia czwartek-piątek.
A z dobrych wiadomości: już dzisiaj poznacie nowego bohatera :D przelotnie, bo przelotnie, więcej o nim w kolejnych częściach :D

PORWANA, część 10

Jude i jake znaleźli się na rynku, promienie słońca ogrzewały ich twarze. po błękitnym niebie błąkały się zaledwie pojedyncze białe obłoczki. Blondyn uważnie przyglądał się ludziom, starając się zapamiętać twarze i sytuacje. Matkę obdarowującą uroczą córeczkę lizakiem, rodzeństwo goniące się dookoła fontanny. Dwie uśmiechnięte dziewczyny siedzące na ławce, prawdopodobnie omawiające plany na zbliżające się wakacje. Jude natomiast zastanawiała się jak daleko znajduje się od domu, od przyjaciół. Bywały chwile, takie jak ta, gdy dziewczyna wciąż traktowała całą tą sytuację jako sen. Magiczne moce, wielka ucieczka, to wszystko przecież nie mogło być prawdziwe. Kiedyś wprawdzie marzyła o spotkaniu prawdziwego wampira, ale tylko dlatego, że naczytała się książek i naoglądała seriali o tej tematyce. Jako nastolatka czekała na list z Hogwartu, była wielką fanka Harry’ego Potter’a. Ale mimo wielkich nadziei, zawsze wiedziała, że cała ta bajkowa otoczka to tylko wytwory wyobraźni wielkich umysłów. Pragnienia zwykłych ludzi.

Jude miała coś powiedzieć, gdy wpadł na nią nieznajomy. Potrącił ją ramieniem, wytrącając jej z ręki otwartą butelkę wody. Przezroczysta ciecz ochlapała jej buty, chwilę później tworząc kałużę u jej stóp.

-Ej! -krzyknęła rozgniewana.

Chłopak nie zareagował, miał iść dalej w sobie tylko znanym kierunku, gdy Jake chwycił go za ramię.

-Wpadłeś na moją koleżankę, zapomniałeś przeprosić -odparł karcąco blondyn.

-Daj mi spokój! -chłopak trącił Jake’a barkiem, próbując odejść.

Młody McGhart zacisnął mocniej dłoń na ramieniu nieznajomego. Sprawił, że chłopak obdarzył go oburzonym spojrzeniem. Nie spodobało się to blondynowi, w przypływie złości uderzył nieznajomego pięścią w twarz. Brunet zatoczył się. Wykonał krok w tył, a gdy odzyskał równowagę rzucił się na przeciwnika. Obaj wylądowali na ziemi, szarpiąc się i okładając pięściami.

-Jake! Przestań! -krzyczała stojąca nad nimi Jude. Nie wiedziała co robić. Skoncentrowała się na nieznajomym, wyobraziła sobie, że odciąga go od blondyna. Że młody brunet upada na ziemię kilka metrów dalej. Nic się jednak nie stało. Spróbowała raz jeszcze. W myślach zobrazowała sobie całą sytuację, to jak chłopak znajduje się w powietrzu, nie dotykając stopami ziemi, a następnie upada daleko od Jake’a. Tym razem także nic się nie wydarzyło. Przerażona dziewczyna wyobraziła sobie to samo zdarzenie, z jednym tylko wyjątkiem, tym razem to blondyn padł na ziemię kilka metrów od nieznajomego. I tym razem tak też się stało. Jej towarzysz uderzył ręką o pustą ławkę, tą samą, na której wcześniej siedziały dwie radosne dziewczyny, na której wcześniej zwrócił uwagę. Jude szybko do niego podbiegła. Ukradkiem spojrzała na nieznajomego, nie rozumiała dlaczego czary nie zadziałały. Przez chwilę pomyślała o odpornych na magię, ale wierząc słowom Jack’a -wszystkich się pozbył. Ostatnią taką osobą była ukochana Jake’a -Nicki.

-Wszystko w porządku? -zapytała kucając przy blondynie.

-Ucierpiała tylko moja duma -odparł siląc się na uśmiech.

-Jesteś pewien? -spojrzała na niego zatroskanym spojrzeniem. Dostrzegła grymas bólu, który za wszelką cenę starał się przed nią ukryć.

-Jestem tylko trochę potłuczony -dodał łapiąc się za rękę.

Jude pomogła mu wstać mimo jego licznych protestów.

-Widziałam gdzieś aptekę, kupię coś przeciwbólowego i na stłuczenia -dziewczyna nie zdążyła skończyć zdania, gdy pojawił się przed nimi wysoki mężczyzna. Miał na sobie długi czarny płaszcz, przyglądał się im uważnie swoimi zielonymi oczyma.

-Klaus -wyrwało się z ust Jake’a. Mężczyzna położył swoją dłoń na jego ramieniu, a zaraz potem na ramieniu Jude. Otaczający ją świat zaczął powoli popadać w nicość, kształty stawały się coraz mniej wyraźne, kolory zlewały się w szarość. Chwilę później ujrzała już tylko ciemność.

***

Dziewczyna powoli otworzyła oczy. Dostrzegła biały sufit. Poderwała się gwałtownie z miejsca, zakręciło się jej w głowie. Znajdowała się w małym pokoiku o kremowych ścianach. Siedziała na łóżku, obok niej leżał nadal nieprzytomny blondyn. Pokiwała na boki głową, czyżby znów została uprowadzona? Cóż za absurd -pomyślała ledwo powstrzymując się od śmiechu.

-Jake -wyszeptała lekko potrząsając towarzyszem, pocieszała ją myśl, że tym razem nie jest sama -Jake, obudź się! -dodała.

Twarz chłopaka wykrzywiła się z bólu. Dziewczyna momentalnie puściła jego ramię.

-Przepraszam -odparła przygryzając dolną wargę, całkowicie zapomniała o incydencie, który miał miejsce na rynku w ich pierwszych, i wydawało się brunetce, ich ostatnich chwilach wolności.

-Już się obudziliście -na dźwięk głosu Klausa Jude gwałtownie obróciła głowę w stronę drzwi -Przepraszam za wszelkie niedogodności -uśmiechnął się -Jake, zmieniłeś się odkąd widziałem cię ostatnio. Zmężniałeś. Ledwo cię poznałem bez twojej świty, buntowniczego wyglądu i gitary pod ręką.

-Czego od nas chcesz? -zapytał dość ostro blondyn.

-Chcę pomóc.

-Pomóc? -w głosie dziewczyny słychać było zdziwienie -Porwałeś nas!

-Zaskoczyła mnie obecność Jake, musiałem improwizować. Poza tym możecie w każdej chwili wyjść, nie zatrzymuję was.

-Czy to prawda? -zapytał chłopak wciąż nie zmieniając pozycji.

-Nie rozumiem pytania.

-Doskonale rozumiesz -odparł opryskliwym tonem Jake.

-Jeżeli pytasz o Nicki, przykro mi…

Dosłownie minutę później chłopak poderwał się z miejsca, przebiegł przez pokój, Klaus obejrzał się za nim. Jude także podniosła się z łóżka, udała się za blondynem, który wybiegł na korytarz, otworzył najbliżej niego znajdujące się drzwi, zajrzał do środka, zaraz potem popędził do kolejnych. Wszedł do drugiego pomieszczenia, dziewczyna tuż za nim. Znaleźli się w łazience, na podłodze znajdowały się zielone kafelki, na ścianach białe z zielonym motywem kwiatowym. W rogu znajdował się prysznic, obok niego ubikacja, po przeciwnej stronie umywalka. Zielony ręcznik leżał starannie złożony na białej szafce koło zlewu. Pomieszczenie lśniło czystością. Jake padł na kolana przed toaletą, a następnie zwymiotował. W drzwiach pojawił się Klaus, wymienił z Jude spojrzenia.

-Zostawmy go -zabrzmiał spokojny głos czarodzieja -Może przejedziemy do kuchni, zrobię ci herbatę, albo coś innego do picia -dziewczyna przytaknęła, nie chciała wprawdzie być sam na sam z Klausem, martwiła się także o swojego towarzysza, jednak nie widziała innego rozwiązania, a to zaproponowane przez mężczyznę wydało jej się sensownym.

***

Jude siedziała na przeciwko czarodzieja w jego zadbanej kuchni. Tak jak w łazience wszystko miało swoje miejsce, kolorowe kubki wisiały na metalowych haczykach nad zlewem. Dwie niebieskie ściereczki starannie złożone i przewieszone przez rączkę od piekarnika. Na blatach nie znajdowała się nic z wyjątkiem kuchenki mikrofalowej oraz ekspresu do kawy. To samo dotyczyło wypolerowanego na błysk stołu, na którym nie odważyła się położyć dłoni z obawy, że pozostawi smugi. Nie miała pojęcia czego spodziewać się po czarodzieju, czy jest równie ułożony, jeżeli chodzi o pozostałe aspekty życia. Niegdyś oceniła Jack’a jako porządnego mężczyznę, wtedy się pomyliła.

-To czego się napijesz? -zapytał Klaus przerywając ciszę.

-Wody -Jude poprawiła niesforny kosmyk włosów opadający jej na czoło.

Miała tak wiele pytań, ledwo powstrzymała się przed zasypaniem nimi Klausa. Wszystko dlatego, że nie miała pewności czy jest on dobrym czy złym bohaterem tej historii. A miała serdecznie dość kłamstw i tajemnic. Dziewczyna obserwowała jak Klaus wyciąga z szafki nad zlewem szklankę, a następnie kładzie ją na blacie. Zaraz potem kieruje się w stronę lodówki, wyjmuje z niej butelkę wody mineralnej. Napełnia przezroczystym płynem szklankę, a później odkłada wodę na swoje miejsce.

-Jude, ładne imię… -mówi z uśmiechem na twarzy kładąc na stole przed dziewczyną pełną szklankę.

-Dziękuję -czarodziejka nie miała pojęcia do czego zmierza Klaus, wydawało się jej, że plecie co mu ślina na język przyniesie, tylko po to, aby uniknąć niezręcznej ciszy.

-Ciężko jest być daleko od domu, prawda?

-Do czego zmierzasz? -miała dość tego owijania w bawełnę, tych wszystkich tematów zastępczych. Chciała w końcu dowiedzieć się, o co chodzi. Dlaczego siedzi teraz w kuchni Klausa. Dlaczego zdecydował się porwać ją i Jake’a z rynku.

-Nie okłamuj jej -usłyszała za swoimi plecami głos blondyna, obróciła się w jego stronę, stał oparty o framugę drzwi -Ma talent w odkrywaniu prawy -dodał marszcząc nos.

-Miło, że postanowiłeś do nas dołączyć -czarodziej wskazał na wolne krzesło obok Jude, chłopak pokręcił przecząco głową. Zdecydował, że dobrze mu tam, gdzie jest.

-Magiczne obrażenia? -zapytał przyglądając się jak chłopak masuje lewe ramie.

-Słucham? -wypaliła czarodzieja, nie rozumiejąc jak Klaus w ogóle śmie podejrzewać ją, że mogła skrzywdzić swojego towarzysza przy użyciu magii. To, co się wydarzyło na rynku było dziełem przypadku, nie miała innego wyjścia. Gdyby czar zadziałał na tamtego chłopaka, nigdy nie rzuciłaby go na blondyna. Poza tym stłuczona ręka  chłopaka to nie wynik zaklęcia, tylko skutek upadku.

-Jeżeli obrażenie nie powstało w wyniku użycia czarów, mogę uleczyć rękę Jake’a -wyjaśnił mężczyzna, widząc bojową postawę Jude.

-Nie, dziękuję -odparł bez chwili zastanowienia blondyn.

-Skoro tego właśnie chcesz -Klaus wzruszył obojętnie ramionami, skoro chłopak chciał się męczyć, nie jego sprawa, nie jego obrażenia, ani ból.

-Czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć o co chodzi?

-Jack nie nauczył cię zaklęcia „uleczania„.

-Nie. Pewnie nie zdążył -tym razem to ona wzruszyła ramionami.

-Zaklęcie zadziała poprawnie tylko jeżeli uraz powstał bez udziału magii -Klaus brzmiał jak typowy profesor prowadzący wykład dla swoich nie tyle uczniów, co uczestników koła naukowego, chcąc ich zainteresować tematem, ale także zachęcić do zadawania pytań.

-A co jeżeli powstanie w wyniku użycia czarów? -Jude nie mogła powstrzymać się od zadania pytania.

-To zależy od czaru -wtrącił się zniecierpliwiony tą rozmową blondyn -Najprawdopodobniej dojdzie do ponownego doznania urazu, jaki nastąpił w wyniku rzucenia czaru.

-Jake -odparł zachwycony Klaus -Zawsze podziwiałem twoją widzę o świecie magii i czarów -westchnął, kręcąc głową na boki -Tak bardzo się starałeś, aby ojciec cię docenił…

-Jack od dawna nie jest mi ojcem, o ile kiedykolwiek w ogóle nim był -blondyn nie pozwolił dokończyć czarodziejowi myśli, miał wrażenie, że mężczyzna i tak już za dużo powiedział.

 

/Miłośniczka kryminałów