Archiwa tagu: oczekiwania

Porwana, część 12

Cześć,
obiecałam notkę raz w tygodniu, a że chce dotrzymać obietnicy, to notka wyjątkowo dzisiaj. Jak poprzednia pisana w biegu, może trochę mniejszym, liczę, że spodoba Wam się bardziej niż ostatnia ;)
Mam też nadzieję, że nie zabijecie mnie za kilka chemicznych odniesień, nie mogłam się powstrzymać, za dużo jej ostatnio w moim otoczeniu -głupieję :P

PORWANA, część 12

Jude obudziły promienie słońca wdzierające się do pokoju przez okno. Dziewczyna przetarła oczy, a następnie rozejrzała się dookoła. Widok początkowo ją przeraził, dopiero kilka sekund później przypomniał sobie, że nie jest już zamknięta w domu Jack’a, a noc spędziła u Klausa. Usiadła na łóżku, odtworzyła sobie w pamięci wczorajszą rozmowę z gospodarzem, przed oczyma miała namalowany przez Jake’a portret Nicole. Jej historia wydała się czarodziejce niezwykle smutna. Mimowolnie pomyślała o swojej rodzinie. Przypomniała sobie uśmiech na twarzy mamy, sposób w jaki wymuszała na ojcu, aby ją przytulił, a także jak lubiła się przekomarzać z bratem. Bardzo za nimi tęskniła. Wyobraziła sobie pokój telewizyjny w jej rodzinnym domu, na szafce pomiędzy wysokim srebrnym wazonem a dekoderem stało ich rodzinne zdjęcie. Skupiła się na każdym jego szczególe, a po chwili trzymała w ręku identyczną fotografię oprawioną w drewnianą ramkę. Przez chwilę przyglądała się czterem uśmiechniętym osobom uwiecznionym na kawałku błyszczącego papieru za szkiełkiem. Położyła zdjęcie na stoliku tuż koło łóżka. W domu Klausa czuła się bliżej swojego własnego. Głównie dlatego, że nie była tutaj niczyim więźniem. Nie mogła wprawdzie wrócić do domu przez wzgląd na Jack’a. Nie chciała narażać swoich bliskich. Wystarczyło, że ona musi zmagać się z mrokiem i kłamstwem. Westchnęła. Niespodziewanie w jej głowie zabrzmiały słowa Jake’a: „Możemy stąd wyjść tylko dlatego, że Jack tego chce”. Teraz była bardziej niż pewna, że blondyn miał rację. Szczególnie po tym jak Klaus opowiedział jej, że czarodziej wolałby zabić żonę niż pozwolić córce odejść. Jack powiedział jej kiedyś, że jest dla niego cennym nabytkiem, jego DZIEDZICZKĄ. Jeżeli miała wierzyć słowom swojego byłego nauczyciela, a zarazem jedynego i najzacieklejszego wroga, czarodziej nigdy dobrowolnie nie pozwoliłby jej odejść. Poczuła jak ogarnia ją smutek, wstała z łóżka. Założyła na siebie szarą bluzę, tę samą, która miała na sobie dzień wcześniej. Wyczarowała sobie czyste ciemne dżinsy, a włosy upięła pospiesznie, bez większego ładu i składu w kucyk. Zaraz potem opuściła pokój. W kuchni Jude dostrzegła Klausa, stał przy kuchence, w ręku trzymał patelnie. Przekroczyła próg pomieszczenia, mężczyzna przywitał ją uśmiechem.

-Masz ochotę na naleśniki? -zapytał odkładając patelnie na podgrzewaną płytę, a następnie sięgając do szafki po dodatkowy talerz.

-Pomogę ci -szczupła kobieta o krótkich ciemnych włosach wzięła od czarodzieja talerz, a także sztućce, które następnie położyła przed dziewczyną.

-Jude, poznaj Julię -odparł wielką chochlą wylewając ciasto naleśnikowe na patelnię.

-Mogą być zimne napoje? -kobieta wyjęła z lodówki sok pomarańczowy oraz wodę.

Czarodziejka skinęła głową. Nie spodziewała się takiego gwaru przy śniadaniu, odwykła od większej niż dwie liczby osób w kuchni przy posiłku.

-Jake nie wrócił? -zapytała brunetka przyglądając się wystawce dżemów.

-Śpi -czarodziej podszedł do dziewczyny i nałożył jej ciepłego naleśnika na talerz -Smacznego! -dodał wracając do kuchenki, a zaraz potem ponownie nalewając płynne ciasto naleśnikowe z wysokiej plastikowej miski na patelnię. Julia natomiast usiadła po przeciwnej stronie stołu, zaraz potem sięgnęła po cukier, wsypała dwie łyżeczki białej krystalicznej substancji do swojego kubka z kawą -Może chcesz coś ciepłego?

-Nie dziękuję -dziewczyna sięgnęła po szklankę, do której nalała wody -Jesteście małżeństwem? -nie mogła już dłużej powstrzymać się przed zadaniem tego pytania.

-Oficjalnie nie -kobieta zamieszała łyżeczką w kawie, powodując rozpuszczenie krystalicznej sacharozy w całej objętości cieczy -Jednak jesteśmy razem jakieś 25 lat, więc nieoficjalnie można powiedzieć, że jest z nas stare dobre małżeństwo.

-Julia wie o Jack’u, o świecie czarów i całej reszcie -Jude miała wrażenie jakby mag czytał jej w myślach. Dokładnie o to chciała go zapytać tylko nie wiedziała jak to zrobić, nie wzbudzając podejrzeń kobiety, gdyby jednak o niczym nie wiedziała.

-Rozmawiałeś z Jake’m? -zwróciła się bezpośrednio do czarodzieja.

-Chwilę.

-Jest na mnie bardzo zły? -zapytała przerywając smarowanie naleśnika jej ulubioną konfiturą truskawkową.

-Nie ty powinnaś czuć się winna -oświadczył czarodziej jednocześnie nakładając świeżo upieczonego naleśnika na talerz ukochanej, która skradła mu pocałunek nim wrócił do pichcenia.

-Wychodził wściekły na mnie. Powiedziałam mu, że jest kłamcą jak jego ojciec.

-Zmusił cię do tego swoim zachowaniem.

-Czasami wydaje mi się, że potrafię do niego dotrzeć. Zaraz potem przekonuję się, że to wszystko tylko złudzenie -dziewczyna westchnęła -Wydajecie się być szczęśliwi, dlaczego nie zdecydowaliście się na małżeństwo?

-Taki mamy układ -oprała obojętnie kobieta wkładając do ust porcję naleśnika z marmoladą -Kiedy chcę zobaczyć się z Klausem przychodzę do niego, kiedy on potrzebuje ze mną porozmawiać, wpada do mnie -dodała, gdy przełknęła jedzenie.

-Nie mieszkacie razem?

-Nie.

-Uważasz, że to zdrowy związek? -wypaliła Jude sięgając po szklankę z wodą.

-Nie kłócimy się. Przynajmniej nie tyle co mieszkające razem pary czy małżeństwa. Ponadto nie ma możliwości, abyśmy się sobą znudzili.

-A czy w miłości nie chodzi o to, aby być ze sobą na dobre i na złe?

-Zgadzam się z Jude, nie można być z kim jednocześnie nie będąc -do rozmowy włączył się Jake, chłopak jak dzień wcześniej stał w drzwiach oparty o ich framugę.

-Pewnie jesteś głodny -Julia wstała od stołu, a chwilę później położyła na stole czwarty talerz i sztućce, chłopak jednak nie ruszył się z miejsca.

-Jude, chciałem cię przeprosić za wczoraj -odparł przerywając milczenie, które zagościło w pomieszczeniu wraz z jego pojawieniem się -Nie mam wytłumaczenia na swoje zachowanie -mówiąc to wyjął z kieszeni spodni zgiętą kilkukrotnie kartkę -W ramach przeprosin chciałem ci to dać.

-Co to? -zapytała zdziwiona dziewczyna, rozkładając pomiętą stronę.

-To powinno ci pomóc w znalezieniu bruneta z rynku -widniał na niej portret chłopaka, który wpadł na nią w centrum. Niezwykle staranny szkic, oddający każdy szczegół: rysy twarzy, rozmieszczenie oczu, ust -Miał tuż nad obojczykiem znamię, takie samo jakie miała Nicki tuż pod łopatką. Mają je wszyscy odporni na magię.

-Jack wszystkich nie zabił? -Jude przypomniała sobie jak chciała zastosować na chłopaku magię, bezskutecznie.

-Widocznie nie -młody McGhart wzruszył ramionami -Jeżeli chcesz po śniadaniu mogę ci pomóc w poszukiwaniu tego chłopaka -zaproponował kierując się w stronę stołu.

-Nie rozumiem. Wczoraj zostawiłeś mnie samą z mężczyzną, którego nie znam, a dzisiaj chcesz mi pomóc? Cierpisz na rozdwojenie jaźni czy jak?

Jake ponownie wzruszył obojętnie ramionami, brunetka nienawidziła u niego tego gestu bardziej niż swojej wykładowczyni od chemii organicznej, a całkiem niedawno wydawało się jej, że nie można niczego, ani nikogo nienawidzić bardziej niż profesor „papier wszystko zniesie”*.

-Jestem egoistą -dodał czując na sobie jej mordercze spojrzenie -Masz pełne prawo mnie nienawidzić. Ty jesteś inna. Dobra. I odwołuję się do twojej wrażliwej strony: Proszę, nie odmawiaj mi pomocy w odszukaniu tajemniczego odpornego na magię, który zapewni drużynie „dobro” przewagę nad złym Jack’em. Bo niczego innego nie pragnę bardziej niż zobaczyć jak jego „królestwo” upada.

 

*ulubione powiedzenie mojej znienawidzonej wykładowczyni :P

/Miłośniczka kryminałów