Archiwa tagu: pisarstwo

Porwana, część 18

Cześć,
notka byłaby szybciej, gdyby nie strajk ze strony internetu. To niestety się nazywa złośliwość rzeczy martwych… Na szczęście wrócił nim minął piątek ;)
Uwaga, nakręciłam i namieszałam (sorry :D) Mam nadzieję, że się połapiecie w stworzonej przez mój chory umysł historii :P

PORWANA, część 18

Młody McGhart bez słowa skierował się w stronę rynku, Robert spojrzał na Jude, dziewczyna wzruszyła ramionami, a zaraz potem udała się w ślad za blondynem.

-Jake -krzyknęła będąc wciąż kilka korków za nim, chcąc zwrócić na siebie jego uwagę, bezskutecznie. „Kiedyś nie wytrzymam i naprawdę go zabije” -dodała w myślach.

Chwilę później zaleźli się na deptaku, wokół kręciło się mnóstwo ludzi. Obok nich przebiegła grupka roześmianych dzieci bawiąca się w berka. Blondyn zwrócił uwagę na elegancko ubraną kobietę w koku, który przykucnęła przy małej blondyneczce. Uśmiechnęła się do niej, pogłaskała po głowie, a następnie sięgnęła po torebkę. Wyjęła z niej kolorowego lizaka. Dziewczyna otarła łzy spływające jej po policzkach, wzięła do jednej ręki słodycz, a drugą podała mamie.

-Jake -raz jeszcze zwróciła się do niego czarodziejka, liczą tym razem na jakiś dialog z jego strony -Co się dzieje?

-Co widzisz? -Jude zmarszczyła czoło nie rozumiejąc jego pytania, przyjrzała się jego skupionej twarzy wędrującej od jednego końca rynku do drugiego.

-Chyba powinieneś zapytać czego nie widzi -usłyszała głos bruneta, odwróciła się w jego stronę, on także przeczesywał okolicę wzrokiem.

-Skąd mam wiedzieć. Nigdy tu nie byłam! -odparła podirytowana.

-Zabrał nas stąd Klaus… -zaczął Jake.

-Wpadłem tutaj na ciebie -kontynuował koszykarz.

-Fontanna. Nie ma jej -dodała przypominając sobie ten słoneczny dzień, gdy co jakiś czas kropelki wody niesione przez wiatr lądowały na jej twarzy. -Co się z nią stało? -dopytywała na przemian spoglądając to na blondyna to na bruneta.

Tuż obok nich przeszedł mężczyzna w okrągłych okularach, pod pachą trzymał gazetę, a w dłoni papierosa, z końca którego unosił się szary dymek.

-Dzisiejsza? -nieznajomy skinął twierdząco głową -Mogę pożyczyć? -zapytał Jake.

-Już ją przejrzałem, możesz zatrzymać -podał mu przedmiot, zaraz potem poprawił oprawki na nosie i udał się tylko w sobie znanym kierunku. Młody McGhart spojrzał na nagłówek, jego uwagę od razu przykuła data.

-Powiesz mi co się dzieje?

-Powinnaś zapytać kiedy -odparł blondyn podając jej gazetę.

-23 wrzesień 1938 -przeczytał ponad jej ramieniem koszykarz.

-To jakiś żart. Podróże w czasie są przecież niemożliwe… -zmarszczyła czoło szybko przypominając sobie, że jeszcze nie tak dawno temu nie wierzyła w istnienie magii -Są możliwe? -w jej głosie zabrzmiała niepewność.

-Jak inaczej wytłumaczysz brak fontanny, wszystkie te zmiany w urbanistyce miasta. Jeszcze kilka godzin temu tam -wskazał na budynek znajdujący się na wprost nich -znajdował się punkt jednej ze znanych sieci telefonii komórkowej zamiast sklepu obuwniczego. A obok niego stała budka z lodami, której teraz brak. Mogę tak wymieniać dalej -spojrzał na Jude -Poza tym przyjrzyj się samym ludziom, ich ubraniom. Zauważyłaś kogoś w kolorowej koszulce lub podartych dżinsach?

Dziewczyna zwróciła uwagę na kobiety ubrane w proste sukienki w połowę łydki, mężczyzn w materiałowych spodniach prasowanych w kant i koszulach. Dzieci i młodzież bez słuchawek w uszach, dorośli bez telefonów w rękach. Żadnych reklam kredytów w bankach, wszelkiego rodzaju suplementów diety czy superszybkiego internetu.

-Musimy znaleźć Kalusa…

-Nie wydaje mi się, aby Jack zapewnił nam jego pomoc -przerwał jej blondyn.

-Czyli przeniósł w czasie tylko naszą trójkę? Dlaczego?

-Odpowiednie pytanie zadane nieodpowiedniej osobie -Jake wzruszył ramionami, jednocześnie spoglądając na nią swoimi niebieskimi oczyma, z których jak zwykle nie potrafiła kompletnie nic wyczytać. Młody McGhart był dla niej zagadką, której nie potrafiła rozwiązać. Nigdy nie wiedziała czego może się po nim spodziewać, co było chyba po części powodem tego, że tak bardzo ją do niego ciągnęło.

-To jak wrócimy do domu? -do rozmowy włączył się dotąd milczący koszykarz -Poza tym chciałbym zauważyć, że zaczynamy wzbudzać sensację -skinął głową w stronę chłopca, który mówił coś do starszego mężczyzny pod krawatem i z kapeluszem na głowie, prawdopodobnie swojego ojca, wskazując ich trójkę palcem -Raczej niecodziennie mają okazję widzieć takich dziwaków -Jude zrozumiała, że jej bluzka z imitującymi skórę wstawkami i dość sporym dekoltem, a także granatowa pikowana przejściówka i wysokie ponad kostkę sznurowane brązowe obuwie zdecydowanie wyróżnia się na tle kobiet ubranych w gustowne marynarki dopasowane w pasie oraz buty na słupku z okrągłym czubkiem. To samo dotyczyło się jej towarzyszy w sportowych bluzach z kapturem zamiast eleganckiego wierzchniego nakrycia.

-Skoro nie możemy liczyć na pomoc Klausa, chyba będziemy musieli poprosić o nią jego przodka -Jude wskazała na kremowy dom, z którego przed chwilą zostali wyproszeni.

-Pomysł dobry. Jednak mężczyzna, którego miesiliśmy okazję poznać bez wątpienia nie jest w żaden sposób z nim spokrewniony. Klaus przybył tutaj jakieś 30 lat temu z Europy, chyba z Anglii. Więc jeżeli chcemy szukać jego przodków to właśnie tam.

-To może znajdziemy moich krewnych? -dodała z nadzieją Jude.

-Twój pradziadek nie posiadał magicznych zdolności, a twój dziadek ma teraz pewnie jakieś 10 lat i myśli, że czarodzieje istnieją tylko w bajkach -te słowa blondyna były dla dziewczyny jak kubeł zimnej wody. Mimo, iż starała się zachować spokój miała wrażenie jak każdą część jej ciała powoli paraliżuje strach, a umysł opanowuje przerażenie.

-A co z twoimi przodkami? -koszykarz zwrócił się do Jake’a, czując na sobie uważne spojrzenia ludzi, chcąc jak najszybciej znaleźć się w bardziej ustronnym miejscu.

-Robert ma rację -podchwyciła z entuzjazmem czarodziejka -Pamiętam jak twój ojciec mówił, że w twojej rodzinie magia była od pokoleń. Tak samo jak dom, który został wybudowany, o ile dobrze pamiętam, w XVIII wieku.

-Nie sądzę, aby to był dobry pomysł -zaprotestował dość szybko młody McGhart.

-Dlaczego?

-Nie masz problemu z powrotem do miejsca, w którym byłaś przetrzymywana wbrew swojej woli przez łaknącego władzy nad światem czarodzieja?

-A mam inny wybór? -oboje mierzyli się przed dłuższą chwilę spojrzeniami -Nie możemy siedzieć z założonymi rękom, licząc, że może zdarzy się cud i wrócimy do naszych czasów. A co jeżeli nie wrócimy? Będziemy żyć tu i teraz, umrzemy zanim się narodzimy. A to i tak lepsza wersja. Mamy rok 1938, pamiętasz co wydarzyło się w 1939? -Jude czuła, że to wszystko powoli ją przerasta, miała dość wszystkich tych sztuczek czarnoksiężnika. Emocje już zaczynały przejmować kontrolę nad rozsądkiem. Łzy cisnęły się jej do oczy, wiedziała jednak, że płacz w niczym nie pomoże. Nie rozwiąże żadnego z jej problemów.

-Spokojnie, Jude. Oddychaj -zabrzmiał przepełniony troską głos blondyna, na jego twarzy zagościł delikatny uśmiech, który miał na celu dodać jej otuchy -Za bardzo się zapędzasz, coś wymyślimy.

-Tylko co? Ja znam zaledwie kilka prostych zaklęć. Jak poradzimy sobie bez księgi magii, bez pomocy jakiegoś doświadczonego czarodzieja?

-W porządku, zrobimy jak chcesz -chłopak miał nadzieję, że to będzie wyjątkowy dzień, podczas którego odpocznie od czarów, od całego tego cyrku związanego z Jack’em. Jednak jak zwykle został wciągnięty przez ojca w samo centrum wydarzeń.

***

Rytmiczny stukot kół pociągu działał na Jude usypiająco, siedziała przy oknie z głową opartą na ręce, obserwując krajobrazy za oknem. Obok niej znajdował się Robert, bawił się etykietą od butelki wody. Odklejając ją, a zaraz potem ponownie przyklejając. Natomiast naprzeciwko czarodziejki siedział Jake, miał zamknięte oczy jednak brunetka była pewna, że nie śpi. Denerwowało ją, że był taki milczący.

-Można? -wszechobecną ciszę przerwała niespodziewanie pojawiająca się w przedziale dziewczyna z walizką w jednej dłoni oraz białą tubą pod pachą, taką samą z jaką widziała kiedyś Jake’a. Nieznajoma miała blond włosy sięgające nieco za ramiona, rozkloszowaną kremową sukienkę za kolano, białą bluzkę z kołnierzykiem i sweterek.

-Jasne -odparła Jude wzruszając obojętnie ramionami. Złapała się na tym, że przejęła ten gest od blondyna, ponieważ sama nigdy wcześniej tak nie robiła.

-Jestem Liv -odparła dziewczyna próbując umieścić bagaż na półce ponad siedzeniami.

-Ja jestem Robert -koszykarz jak na dżentelmena przystało znalazł się tuż koło niej, aby pomóc jej z walizką -A to Jude i Jake -dodał koleżeńsko się uśmiechając.

-Dziękuję -nieśmiało założyła kosmyk włosów za ucho.

Na czole młodego McGharta pojawiły się bruzdy. Przyglądał się dziewczynie poprzez przymrużone oczy. Chłopak bez najmniejszych wątpliwości kojarzył skądś blondynkę, nie potrafił jednak stwierdzić gdzie wcześniej już widział jej twarz.

-Nie wyglądacie jakbyście byli stąd -Liv zwróciła szczególną uwagę na porwane na kolanach czarne dżinsy brunetki, kładąc w zasięgu swoich rąk białą tubę.

-Bo nie jesteśmy -odparła siląc się na uprzejmość czarodziejka -Przyjechaliśmy tutaj, aby odwiedzić dalekich krewnych.

-Artystka? -zabrał głos Jake, pochylając się delikatnie w jej stronę.

-Studiuję na wydziale sztuk pięknych -spojrzała w stronę swoich prac zwiniętych w rulony i umieszczonych w plastikowym stworzonym specjalnie do takich celów pojemniku.

-Mógłbym zobaczyć?

-Nie obraź się, ale wolałabym nie -przechyliła głowę, przygryzając dolną wargę -Nie jestem z nich zadowolona, mogły być lepsze. Zabrakło mi czasu na ich dopracowanie. To prace zaliczeniowe, a dzisiaj mija ostateczny termin ich składania.

-Na pewno są dobre.

-Skąd ta pewność? -posłała mu rozbawione spojrzenie -Interesujesz się sztuką?

Jude przyglądała się tej rozmowie z boku, nie rozumiejąc jak dziewczynie udało się tak łatwo nawiązać kontakt z blondynem. Rozmawiali tak swobodnie. Szybko zdała sobie sprawę, że chodzi o pasję. Łączyło ich zamiłowanie do sztuki. W tym momencie żałowała, że matka natura nie obdarzyła jej kompletnie żadnymi zdolnościami artystycznymi.

Miała ochotę powiedzieć chłopakowi, że raczej nie powinien podrywać dziewczyny starszej od siebie prawie o stulecie. Złapała się na tym, że jest zazdrosna. Szybko odsunęła od siebie wszystkie głupie myśli, równocześnie dyskretnie kręcąc głową na boki.

-Trochę -na ziemię sprowadził ją głos chłopaka -To nasz przystanek -Jake zwrócił się do pozostałej dwójki -Miło się rozmawiało -raz jeszcze posłał Liv promienny uśmiech.

***

Czarodziejka wychodząc z pociągu odwróciła się za siebie, chcąc upewnić się, że jej towarzysze podążają za nią. A także pragnąc jak najszybciej zapytać blondyna skąd u niego zainteresowanie tą dziewczyną, gdy straciła równowagę i runęła na ziemię.

-Jude -zobaczyła obok siebie Roberta, wyciągnął w jej stronę rękę, chcąc pomóc jej wstać.

Brunetka ujęła jego dłoń. Gdy spróbowała stanąć na nogach poczuła przeszywający ból, a na jej twarzy pojawił się grymas.

-Co się dzieje? -dopytywał koszykarz kucając naprzeciwko niej.

-Noga mnie boli -odparła dotykając delikatnie dłonią kostki.

-Pozwolisz, że zobaczę -nie czekając na odpowiedź zabrał się za rozsznurowywanie jej buta, który następnie bardzo ostrożnie zdjął jej z nogi -Myślę, że skręciłaś kostkę i raczej nie nałożysz buta z powrotem, szybko puchnie.

-Wszystko w porządku? -w zasięgu wzroku dziewczyny pojawił się Jake, na jego twarzy malowało się zdziwienie, zdecydowanie musiał przegapić moment jej upadku.

-Nie możesz się uleczyć? -padło z ust Roberta.

-Niestety Klaus nie zdążył mnie tego nauczyć.

-Daleko do Twojego domu? -do blondyna wciąż jakby nie docierało co się dzieje, jakby myślami był zupełnie gdzieś indziej.

-Jakieś 10, góra 15 minut.

-Chodź -zwrócił się do dziewczyny, brunet założył sobie jej rękę na szyję, a następnie wziął ją na ręce -Mam nadzieje, że twój pradziadek należy do drużyny dobro, a nie jak Jack zasila szeregi zła i uleczy nogę Jude, a także pomoże nam wrócić do domu -młody McGhart skinął kilka razy głową, starając się przekonać nie tylko Roberta, ale także siebie, że nie mogą mieć ciągle pod górkę i w końcu coś musi ułożyć się po ich myśli. Dziewczyna natomiast objęła rękoma szyję koszykarza ciesząc się, że ma w nim wsparcie i nie musi utykając na jedną nogę iść tak daleko. Żałowała jedynie, że nie znajduje się w ramionach blondyna.

/Miłośniczka kryminałów

Porwana, część 17

Cześć,

przepraszam za swoją długą nieobecność, ale wróciłam i nadrabiam zaległości ;)

PORWANA, część 17

Czarodziejka radośnie podśpiewując „Hey Jude” zaraz po wstaniu z łóżka udała się do kuchni. Kolejny raz od bardzo dawna dopisywał jej dobry humor. Piosenkę znała wcześniej, miała ją nawet w swojej playliście, jednak od momentu, gdy zanucił ją Robert, nie mogła się jej pozbyć z głowy. Przy stole w kuchni siedział Jake, chłopak na chwile oderwał się od przeglądania porannej prasy i przywitał ją krótki cześć. Czarodziejka spojrzała na zegarek, było kilka minut po ósmej.

-Klaus jeszcze śpi? -zapytała podchodząc do lodówki, potem wyjmując z niej mleko. Zdziwił ją brak obecności zarówno mężczyzny, jak i Julii.

-Pojechał do pracy -blondyn złożył gazetę w pół, a następnie odsunął ją od siebie.

-Do pracy? Myślałam, że czarodzieje nie pracują -mówiąc to położyła na stole płatki śniadaniowe i ruszyła na poszukiwanie miski i łyżeczki.

-Nie muszą. Ale coś trzeba robić -młody McGhart wzruszył ramionami dopijając resztę kawy z kubka z zabawnym napisem: „Po herbatce wynieś śmieci”.

-A czym zajmuje się Klaus?

-Jest nauczycielem -chłopak wstał, umieścił kubek w zlewie.

-Nauczycielem?

-Tak, uczy historii.

-Nie spodziewałabym się po nim takiego hobby -odparła widząc jak blondyn zmierza w kierunku drzwi -Jake -dodała nieśmiało, sama nie wiedząc dlaczego. Chłopak odwrócił się w jej stronę -Nie ważne -nie chciała, aby zostawiał ją samą. Przez ostatnie dwa dni dzięki Klausowi i Julii krzątającym się po kuchni czuła się bliżej domu. Przywykła do dużej liczby osób przewijających się przez jej rodzinne domostwo. Wszystko dlatego, że jej mama jest niezwykle otwartą i towarzyską kobietą. Przyciąga do siebie ludzi. Nie raz bywało, że niespodziewanie pojawiali się wujowie i ciotki Jude z jej kuzynostwem w środku tygodnia. Nikt nie przejmował się, że następnego dnia trzeba iść do pracy czy szkoły i siedzieli do późnych godzin nocnych debatując i śmiejąc się. Po prostu spędzając wspólnie czas. W domu Jack’a czuła się samotna, będąc tutaj, nawet tak krótko, przypomniała sobie jak to jest być szczęśliwym mając wokół siebie ludzi i cały ten cudowny chaos z nimi związany. Obawiała się znowu to stracić. Jednak jeszcze bardziej nie chciała się narzucać. Jude sięgnęła po płatki, które następnie wsypała do miski przyglądając się jak blondyn robi kolejny krok w stronę drzwi, gdy niespodziewanie zatrzymał się.

-Wybieram się na spacer w poszukiwaniu spokojnego miejsca, w którym mógłbym porysować. Może masz ochotę mi towarzyszyć?

-Chętnie -na jej twarzy na powrót zagościł uśmiech, cieszyła się jak dziecko.

***

Słońce przedzierało się przez kołyszące się na wietrze korony drzew, ogrywając teatrzyk cieni i światła na jeszcze zielonej trawie. Z oddali dało się słyszeć jedynie dźwięk fali uderzających rytmicznie o brzeg, a także śpiew wybudzonych ze snu ptaków. Pośród tych zapierających dech zjawisk przyrody siedział Jake oparty o pień starego dębu. Napawał się chwilą spokoju, wdychając do płuc świeże poranne powietrze naznaczone zapachem lasu, jednocześnie starając się uwiecznić na papierze wszystko to, co tylko miał w zasięgu wzroku. Chłopak po raz pierwszy od dwóch lat czuł się naprawdę wolny, nieograniczony przez czas i miejsce. Zupełnie jakby odkrywał świat na nowo. Całe piękno, które w sobie kryje. Wszystkie jego obawy zniknęły, a w ich miejsce pojawiła się nadzieja.

-Ładne -usłyszał głos dziewczyny, która szczelniej okryła się kurtką.

-Jak ci idzie? -zapytał przyglądając się białej kartce w jej dłoniach.

-Dobrze -odparła składając swój rysunek na pół.

-Pokaż -wyciągnął w jej stronę rękę.

-Nie ma mowy! -rzuciła oburzona -Będziesz się śmiał.

-Skądże -czekał, aż ona poda mu swoją pracę, dziewczyna pokiwała głową na boki -Proszę -blondyn nie dawał za wygraną.

-No dobra! Ale oglądasz to na własne życzenie, nie ponoszę żadnej odpowiedzialności za ewentualne uszczerbki na twojej psychice! -podała mu kartkę, Jake rozłożył ją, a jego oczom ukazał się okrąg z uśmiechniętą buźką i oczyma, wokół którego znajdowało się kilka kresek, na przemian cały i przerywanych.

-Bardzo ładne słoneczko -odparł z bananem na twarzy.

-Nabijasz się ze mnie!

-Nie, naprawdę mi się podoba -dodał nie mogąc dłużej powstrzymać śmiechu, głównie ze względu oburzenia malującego się na twarzy dziewczyny i jej złożonym na piersiach dłonią sugerującym, że jest na niego bardzo zła.

-To twoja wina.

-Co jest moją winą? To, że malujesz jak sześciolatka?

-Ej! -uderzyła go w ramię -Przyglądałam się jak malujesz, nie mogłam się powstrzymać -zmarszczyła czoło robiąc przy tym dość dziwną minę -Zabrzmiało jakbym była szalona, a nie jestem -zmrużyła oczy -Dokładnie to powiedziałby ktoś kto jest szalony -westchnęła ciężko -Po prostu zamilknę nim powiem jeszcze coś głupiego -”BRAWO!” rzuciła do siebie w myślach. „Jak zwykle robisz z siebie idiotkę w towarzystwie chłopaka, który ci się podoba”.

-Spójrz -blondyn wskazał na drzewa nieopodal nich, po których zmiennie przeskakiwała mała ruda wiewiórka, a następnie sięgnął do kieszeni kurtki. Pamiętał, że przed wyjściem włożył do niej kilka kawałków czekolady z orzechami. Wyciągnął rękę z łakociami w stronę rudzielca, stworzenie początkowo stawiało niepewne kroki, ostrożnie zbliżając się do blondyna. Im bliżej chłopaka się była tym czuła się pewniej, a gdy znalazła się dostatecznie blisko zwinęła orzeszka, uciekła na bezpieczną odległość i zabrała się za jego pałaszowanie. Zwabione zapachem, a może zawołane przez pierwszą wiewiórkę, pojawiły się jeszcze dwa rudzielce. Blondyn podał kilka kawałów czekolady Jude, dziewczyna biorąc przykład z Jake’a wydłubała orzechy i wystawiła rękę w stronę stworzonek. Wiewiórki powtarzały kolejno trzy czynności: ostrożne podejście, zabranie łakoci i ucieczkę ze zdobyczą. Działo się tak do momentu, aż zabrakło jedzenia dla nich. Czarodziejka promiennie uśmiechnęła się w stronę młodego McGharta, jednocześnie otrzepując dłonie z okruszków. Przypomniała sobie te wszystkie miłe chwile jakie spędziła razem z nim będąc zamknięta w domu Jack’a. Wspólnego oglądanie filmów, to jak pokazał jej zorzę na tle granatowego deszczowego nieba. Wciąż nie rozumiała dlaczego są momenty, gdy jest dla niej jak najlepszy przyjaciel, a zaraz potem wręcz nie chce jej znać.

-Ja także zgłodniałem -odparł Jake wstając najciszej jak potrafi, nie chcąc spłoszyć rudych mieszkańców lasu. To sama zrobiła Jude ponownie otulając się kurtką. Mieli właśnie udać się do domu, gdy naprzeciwko nich pojawił mężczyzna.

-Jack -wydobyło się z ust blondyna, dziewczyna podskoczyła przestraszona nie na żarty, ledwo powstrzymując się od krzyku.

-Chciałem pogratulować wam ucieczki, a także dać wam impuls do podążania właściwą ścieżką -czarodziej skierował się w stronę Jude, Jake postępując zgodnie z intuicją zagrodził drogę ojcu, stając między nim a brunetką.

-Zostaw nas w spokoju! -odparł dość ostrym tonem.

-Jake -wymawiając jego imię pstryknął palcami, a chwilę później cała ich trójka znalazła się w jego pałacu, w pokoju należącym niegdyś do jego ukochanej córki -Ty i Cadence, byliście bardzo blisko. Bliżej niż jakiekolwiek typowe rodzeństwo -dodał sięgając po ramkę z zdjęciem dzieci. Rodzeństwo stało w tłumie ludzi, oboje uśmiechnięci.

-Nie zamierzam z tobą rozmawiać -zwrócił się najpierw do czarodzieja, a następnie do dziewczyny -Jude wychodzimy.

-Wpierw mnie wysłuchasz -odłożył fotografię z powrotem na swojej miejsce.

Pokój sprawiał wrażenie jakby jego właścicielka miała się lada moment znów w nim pojawić. Wysunięta pierwsza szuflada komody, a z niej zwieszone ubrania Cadence. Na małym stoliku naprzeciwko wielkiej szafy ubraniowej stało lusterko, a wokół niego leżały różne kosmetyki, a także ulubiony niebieski kubek czarodziejki z kotką Marie z bajki Aryskotraci. Na łóżku koło poduszki leżał jasno brązowy miś z żółtą kokardą, którego dostała od niego na urodziny. Wszystko to przywoływało wspomnienia.

-Czego od nas chcesz? -rzuciła dziewczyna, gdyż blondyn nie był chwilowo wypowiedzieć ani jednego słowa.

-Przede wszystkim przypomnieć Jake’owi jak bardzo kochał siostrę i jak bardzo ona kochała jego. Spędzaliście razem dużo czasu, mieliście wspólnych znajomych…

-Nie zamierzam tego słuchać -podszedł do wyjścia, nacisnął na klamkę, drzwi były zamknięte. Blondyn był uwięziony w pokoju siostry razem z ojcem, którego nienawidził.

-Nie tęsknisz za nią?

Jude widziała na twarzy Jake tą samą złość co dzień wcześniej w momencie, gdy oglądał zdjęcia, które przyniósł Robert wraz z listem od Nicki. Jego mięśnie pracowały, zaciskały i rozluźniały szczękę. Nic jednak nie mówił.

-Nie chciałbyś, aby wróciła? -kontynuował jego ojciec -Wspólne imprezy, wymykanie się z domu. Koncerty. Narkotyki. Przecież to lubiłeś.

-Dobrze wiesz, że to niemożliwe -chłopak mówił spokojnie, jednak Jude wiedziała, że jest wściekły. Zaciskał pięści tak mocno, aż zbielały mu kłykcie.

-Mylisz się…

-Nie pomogę ci jej wskrzesić. Nie zmienię zdania.

-Zawsze zastanawiałem się, które jako pierwsze sięgnęło po narkotyki. To ty namówiłeś siostrę czy ona ciebie. Pierwszy tatuaż? Ona czy ty? -czarodziejka zastanawiała się do czego zmierza Jack, co to wszystko ma na celu -Odtrąciłeś ją, gdy poznałeś Nicki…

-Nieprawda.

-Dobra uczelnia. Randki z dziewczyną. Planowanie przyszłości. Zmieniłeś się. Chciałeś też zmienić ją. Czy tak się postępuje wobec osoby, którą się kocha?

-Nicki pokazała mi świat od innej strony. Od tej, której nigdy go nie znałem. Chciałem, aby Cadence także zobaczyła, że można żyć inaczej. Nigdy jednak jej do niczego nie zmuszałem.

-Jesteś pewien? Bo mi wydaje się, że tak bardzo bała się ciebie stracić, że była gotowa ślepo podążać za tobą.

-To ty bałeś się, że spodoba się jej normalne życie.

-Nie czujesz się odpowiedzialny za to, co się stało? -czarodziej szybko i zręcznie zmienił temat. Jude już wiedziała, że całe to przedstawienie ma wywołać u blondyna wyrzuty sumienia. Sprawić, aby ugiął się pod naciskiem ojca i pomógł mu w realizacji jego planów.

-Dobrze wiesz, że tak. Po co pytasz?

-Nie chciałbyś mieć jej przy sobie? -nie czekał jednak na odpowiedź syna -Jude, czy gdybyś miała możliwość przywrócić do życia osobę, którą kochasz nie skorzystałabyś z tej możliwości?

-Nie -odparła stanowczo -Nie zdajesz sobie sprawy, że Cadence nie byłaby sobą. Córką, którą znałeś i kochałeś. Tylko jakimś bezdusznym potworem. Czy historia Wilhelma i Zacharego niczego ciebie nie nauczyła?

-A co jeżeli odkryłem, gdzie Wilhelm popełnił błąd sprowadzając Eustachego z zaświatów i istnieje możliwość przywrócenia do życia osoby dokładnie takiej jaką była. Nie zaryzykowałabyś?

***

Zdezorientowani młodzi obejrzeli się wokół siebie, jeszcze sekundę temu znajdowali się w pałacu Jack’a, rozmawiali z nim, a teraz nie mieli najmniejszych wątpliwości, że są w korytarzu w domu Klausa. Dziewczyna przetarła dłonią twarz, jednocześnie oddychając z ulgą. Obawiała się, że skoro czarnoksiężnik ich odnalazł i porwał to przyjdzie im ponownie przeżywać koszmar bycia jego więźniami. Spojrzała na blondyna, który podobnie jak ona stał bezruchu, pogrążony w myślach. Stwierdziła, że dałaby naprawdę wiele, aby poznać choć jedną z nich.

-Jake -chłopak odwrócił się w jej stronę -Zdaję sobie sprawę, że przywrócenie Cadence do życia jest kuszące. Jednak… -blondyn ujął jej twarz w dłonie, a następnie ją pocałował. Dziewczyna początkowo była w szoku, ręce trzymała wzdłuż ciała. Trwało to jednak tylko chwilę, smak jego ust, ich miękkość. Nie mogła pozwolić, aby to się skończyło. Wplotła swoje palce w jego blond włosy, przylgnęła do niego całym swoim ciałem. Spojrzała w jego niebieskie oczy, czuła jak w nich tonie. Od dawna myślała o nim jako o kimś więcej niż synu Jack’a, swojego największego wroga czy tylko koledze, przyjacielu. Tyle razy próbowała się do niego zbliżyć, za każdym razem jednak spotykała się z odrzuceniem. Nigdy nie sądziła, że ta chwila może mieć miejsce. Jego dłonie znalazły się na jej pośladkach, ona oplotła się nogami wokół jego tali. Czuła jego oddech na szyi. Zadrżała. Pocałował ją tuż za uchem, odrzuciła głowę do tyłu. Pospiesznie zrzuciła z siebie kurtkę. Jake posadził ją na szafce do butów, wcześniej zrzucając z niej jakieś klucze, rękawiczki i inne drobiazgi. Pomogła mu pozbyć się jego okrycia wierzchniego i koszulki. Jej oczom ukazała się jego klatka piersiowa ozdobiona licznymi tatuażami, przejechała palcem po napicie „We could be heroes just for one day” tuż pod linią jego żeber. Ujął jej podbródek w swoją dłoń, zmusił, aby spojrzał mu w oczy. Przysunęła swoje usta do jego ust, delikatnie ugryzła jego dolną wargę.

-Kim jesteście? -w korytarzu pojawił się około 60 letni mężczyzna, w ręku trzymał broń -Co robicie w moim domu? -młodzi wymienili między sobą zdziwione spojrzenia, pospiesznie zbierając swoje ubrania rzucone na podłogę.

-Przepraszamy, my… -próbowała wyjaśnić sytuację Jude, jednak sama nie miała pojęcia co się działo -My… -poczuła dłoń Jake na swojej. Przyjrzała się pomieszczeniu, wyglądało zupełnie inaczej. Duże lustro zastąpiła ciemno drewniana szafa z wieszakiem, kremowe ściany ustąpiły miejsca tapecie w złotozielone pasy. 

-Jude? -z kuchni wyszedł Robert, unoszące ręce ku górze na widok uzbrojonego mężczyzny -Co się tutaj dzieje?

-Wynocha z mojego domu! -zabrzmiał wściekły sześćdziesięciolatek.

-Bardzo pana przepraszamy, my… -dziewczyna poczuła jak Jake ciągnie ją w stronę wyjścia, koszykarz również w kierował się w tamtym kierunku.

-Żebym więcej was tutaj nie widział! -krzyknął mężczyzna zamykając za nimi drzwi, Jude i jej dwaj towarzysze oddalili się nieco od budynku. Mogli jednak dostrzec złote cyfry na kremowym tynku.

-Wyjaśnicie mi co się stało? Minąłem się z Klausem w drzwiach, powiedział, że mogę na was poczekać w domu. Zajrzałem do lodówki w poszukiwaniu wody, gdy usłyszałem hałas w korytarzu. A kuchnia… wszystko było inne. Potem dobiegł mnie męski głos, postanowiłem sprawdzić co się dzieje i… Resztę znacie.

-To na pewno sprawka Jack’a -dziewczyna spojrzała na blondyna, który uważnie rozglądał się po okolicy -To przecież dom Klausa, numer przy wejściu jest ten sam. Budynek jest ten sam.

 

/Miłośniczka kryminałów

PS. Postaram się Wam wynagrodzić brak notki w zeszłym tygodniu i w piątek dodać kolejną ;)

Porwana, część 16

Cześć,

miało być dzisiaj bez zbędnych wstępów, powiem tylko krótko: Przepraszam za wszelkie literówki, jeżeli takie się pojawią i jakieś urwane w połowie zdania (mam nadzieje, że tych drugich nie ma), pisałam to opowiadanie na raty przez mój głupi komputer, który wymyślił sobie to aktualizację, to się przegrzał, to znowu coś innego i co chwilę się wyłączał.

PORWANA, część 16

Jude patrzyła na blondyna czekając na jakikolwiek wyjaśnienia. Wiedziała, że cokolwiek się stanie lub nie stanie, wyciągnie od niego kto jest autorem listu.

-Nicki to napisała -odparł obojętnym głosem, a cała złość, którą wcześniej widziała na jego twarzy po prostu zniknęła. Zastąpiło ją coś innego, brunetka starała się odnaleźć właściwie określenie, a jedyne które przychodziło jej do głowy było „odrętwienie”.

-Nicki? Przecież ona… -dziewczyna chciała powiedzieć „nie żyje”, powstrzymała się jednak w ostatniej chwili. Jake wcześniej podczas rozmowy zapytał Roberta kiedy otrzymał przesyłkę. Koszykarz odpowiedział, że jakieś dwa lata temu. Istniała więc realna możliwość, że to ukochana młodego McGharta napisała list i wysłała go do bruneta -Jesteś pewien, że to ona?

-Dwa razy użyła słowa „nierozumienie” zamiast „nieporozumienie”. To w jej stylu. A jej ulubiony cytat z jej ulubionej książki tylko potwierdził moje przypuszczenia -odparł wzruszając ramionami -Przy jednym z naszych ostatnich spotkań powiedziała, że muszę być otwarty na nieprzewidziane zdarzenia w życiu i mieć odwagę, że wszystko się uda. Wtedy nie rozumiałem o co jej chodzi. Zbyła mnie krótkim wyjaśnieniem, że tak jej się po prostu wzięło na rozmyślania. Wtedy mi to wystarczyło. Teraz jestem pewien, że ona wiedziała, że coś nadchodzi. Coś złego.

-Nie wydaje ci się dziwne to, że twoja ukochana mnie śledziła? Dlaczego?

-Na pewno miała swoje powody.

-Czy ty siebie słyszysz? -spojrzała na niego poprzez przymrużone oczy.

-Co chcesz usłyszeć? Że dziewczyna, której bezgranicznie ufałem, osoba, z którą chciałem spędzić resztę życia, miała przede mną tajemnice? Widocznie nie znałem jej tak dobrze jak sądziłem.

-Nie rozumiem co to za świat, w którym powiedzenie prawdy jest trudniejsze niż kłamstwo i zmierzenie się z jego konsekwencjami -blondyn nic nie powiedział, nie patrzał też na nią.

***

-Skomplikowane to wszystko -odparł Robert sięgając po swoją torbę w korytarzu -Podziwiam cię, że potrafisz się w tym odnaleźć.

-Jeżeli chcę wrócić do domu, muszę uwolnić się od Jack’a -potarła dłońmi o swoje ramiona, musiała być silna, nie miała innego wyboru -Musisz wiedzieć,że autor listu -westchnęła na samą myśl o ukochanej Jake’a -Nicki -poprawiła się -miała rację co do jednego. Potrzebujemy cię.

-Możesz liczyć na moją pomoc -uśmiechnął się, chcąc dodać jej otuchy -Może gdzieś razem wyskoczymy? Kawa, kino? Cokolwiek, abyś choć na chwilę zapomniała o Jack’u i jego pokręconym świecie.

Kilkadziesiąt minut później szła ramie w ramie z koszykarzem. Nie żałowała, że dała się namówić Robertowi na spacer. Pogoda wprawdzie nie dopisywała, pojedyncze promienie słońca sporadycznie przebijały się przez warstwę chmur, jednak drzewa we wszystkich odcieniach jesieni zapierały jej dech w piersiach. Mimowolnie pomyślała o Jake’u, spodobałoby mu się tutaj. Idealne miejsce do malowania. Zmierzali główną aleja w pobliskim parku w stronę znajdującego się w oddali niewielkiego stawu. Z miejsca, w którym stała słyszała szum wody, widziała kaczki przemierzające zbiornik z jednej strony na drugą. Żałowała, że nie miała przy sobie chleba, ani jakichkolwiek resztek jedzenia. W związku z niesprzyjającą do spacerów aurą przez park nie przewijało się zbyt wielu ludzi. Dziewczynie to nie przeszkadzało, napawała się tą chwilą ciszy i spokoju.

-Tak właściwie to się cieszę -brunet szedł tuż obok niej, z torbą przerzuconą przez ramię.

-Z jakiego powodu? -zapytała wdychając do płuc świeże powietrze.

-Że wtedy na ciebie wpadłem -odparł z uśmiechem na twarzy.

Czarodziejka przez chwilę zastanowiła się skąd w nim tyle optymizmu. Chciała go nawet zapytać, czy nie ma zakwasów od uśmiechania się. Szybko jednak zdała sobie sprawę, że wcale nie tak dawno temu, także i ona miała wiele powodów do radości.

-Nie przeraża cię cały ten świat magii czy też perspektywa zmierzenia się z czarnoksiężnikiem pragnący przejąć rządy nad światem?

-Nie szczególnie.

-Nie szczególnie? -spojrzała na niego zdziwiona, chociaż to mało powiedziane -Ja do tej pory nie oswoiłam się z myślą, że jestem czarodziejką i prawdopodobnie prędzej niż później przyjdzie mi stanąć do walki z okrutnym Jack’em, ty natomiast wiesz o tym od kilku godzin i nie masz żadnych obaw? Żadnych pytań?

-Mam po swojej stronie trzech muszkieterów -puścił do niej oczko.

-Słucham? -spojrzała na niego jak na kosmitę, mówiącego do niej w zupełnie obcym jej języku.

-Jesteś jak Athos, niezłomny dowódca z dwójką swych wiernych kompanów, Aramisem i Portosem.

-Mówisz o Jake’u i Klausie? A ty to? -zmarszczyła czoło starając się pojąc jego tok myślenia.

-Ja jestem D’Artagnan -odparł unosząc dumne podbródek.

-Nie zgadzam się -zaprotestowała zakładając ręce na piersi.

-Dlaczego?

-Dlaczego mam być mężczyzną. Wolałabym kobiecy odpowiednik.

-Skoro tak bardzo nalegasz, Constance -mówiąc to odłożył torbę na ziemi, a następnie wyciągnął w jej stronę rękę -Można prosić panią do tańca? -teatralnie pokłonił się.

-Co? -rozejrzała się dookoła -Jesteśmy w parku. Ludzie będą się dziwnie na nas patrzeć -dodała wskazując na zmierzające w ich stronę małżeństwo z żwawo kroczącą przed nimi małą blond dziewczynką ubraną w różową kurtkę.

-To niech patrzą -stał niewzruszony jej słowami.

-Nie ma muzyki -przerażała ją myśl robienia czegokolwiek przed ludźmi, od zawsze stresowała się przed publicznymi wystąpieniami.

-Jesteś czarodziejką.

Westchnęła. Od samego początku była na przegranej pozycji. W myślach powtarzała sobie, że jest w obcym mieście, daleko od domu. Nikogo tutaj nie zna, nikt nie zna jej. Pewnie nigdy więcej nie zobaczy tego małżeństwa, ani dwóch nastolatek, które dokładnie w tym momencie jak na złość pojawiły się w zasięgu jej wzorku. Zamknęła oczy, wyobrażając sobie dźwięki. Refren jednej z jej ulubionych piosenek, nie było to takie trudne. Słuchała jej wielokrotnie, znała na pamięć tekst i melodię. Poczuła dłonie Roberta, jedną w talii, drugą chwycił ją za rękę. Mimowolnie uśmiechnęła się, kręcąc jednocześnie z niedowierzaniem głową na boki. Dała się mu poprowadzić, wciąż z zamkniętymi powiekami. Krok w przód, krok w tył. Pomyślała, że jest równie stuknięta co brunet. W końcu tańczyła pośrodku głównej alei w jakimś parku z chłopakiem, którego widziała trzeci raz w życiu na oczy, z czego dwa wcześniejsze „przelotnie” i o którym wiedziała właściwie tylko tyle, że dostał od nieżyjącej ukochanej Jake’a list z jej zdjęciami z informacją, że mają sobie w przyszłości pomóc. W tym samym momencie, gdy uświadomiła sobie jak absurdalnie to brzmi, jego dłoń zniknęła z jej talii. Otworzyła oczy będąc w połowie obrotu.

-Dałabyś radę wyczarować nam jeszcze stroje z epoki? -zapytał przyciągając ją do siebie.

Jude położyła wolną dłoń na jego torsie. Była tak blisko niego, czuła jego ciepło. Spojrzała w jego oczy, błyszczały w nich iskierki radości.

-Jesteś szalony -wyszeptała odsuwając się od niego.

-Ale przyznaj, że chociaż na chwilę zapomniałaś o wszystkich problemach.

-Tak -zdała sobie sprawę, że już dawno tak dobrze się nie bawiła -Dziękuję.

***

Jude zajęła miejsce na kanapie obok Klaus, na ekranie telewizora przewijały się napisy końcowe. W drzwiach minęła się z Julią, szybko połączyła oba fakty w jedno. Czarodziej spędził miły wieczór ze swoją ukochaną.

-Co oglądaliście? -zapytała sięgając po kawałek czekolady z misy słodkości położonej na stole między po części opróżnioną butelką wina, a kubkami po kawie.

-Jake wybrał dla nas jakiś kryminał -wstał z miejsca, wyjął płytę z odtwarzacza -Labirynt -przeczytał tytuł znajdujący się na pudełku, do którego włożył krążek -Dobry.

-A gdzie Jake? -zapytała nie mogąc powstrzymać się przed sięgnięciem po kolejną porcję łakoci.

-Wyszedł jak przyszła Julia, wziął blok i ołówek. Pewnie gdzieś się zaszył i rysuje -spojrzał w stronę dziewczyny -A jak udał się twój spacer?

-Było miło -odparła promiennie się uśmiechając -Pomoże nam -dzięki temu wypadowi na miasto miała okazję go poznać.

Okazał się taki, jakim miała nadzieje, że będzie. Normalnym chłopakiem, bez pokręconej przeszłości czy niezrozumiałej teraźniejszości. Posiada prawie normalną rodzinę, rodziców po rozwodzie i młodszego brata. Jednak z tego, co mówił jego ojciec i matka potrafią się dogadać, nie ma między nimi wojny. Po prostu ich uczcie wygasło. Chłopak ma stypendium sportowe, a w przyszłości chce zostać agentem i reprezentować wiele znanych osobistości, nie tylko ze świata koszykówki.

-Zastanawia mnie brak reakcji ze strony Jack’a. To jak cisza przed burzą.

-Gdy nadejdzie będziemy gotowi -odparł z pewnością w głosie Klaus.

-Zastanawiała mnie sprawa tego listu -oczyma wyobraźni widziała zdjęcia, które pokazał jej Robert, siebie na nich, swoich przyjaciół, a także blondyna -Nicki wysłała go, aby chronić Jake -była to jedyna stała w tym skomplikowanym równaniu -Zastanawiam się dlaczego nie powiedziała wprost o grożącym mu niebezpieczeństwie?

-Czasami, aby chronić osobę, na której nam zależy decydujemy się na kłamstwo…

-Nie uznaję czegoś takiego jak kłamstwo w dobrej wierze -wiedziała co chce powiedzieć czarodziej, dlatego też zdecydowała się mu przerwać -Kłamstwo to kłamstwo.

-Niekiedy ucieczka jest lepszą opcją niż udział w spisanej na porażce walce. Wydaje mi się, że z kłamstwem jest podobnie. Szanuje twoje poglądy, jednak proszę, abyś miała otwarty umysł.

-Skąd Nicki wiedziała o mnie? -dziewczyna miała wrażenie, że Klaus próbuje tłumaczyć Jake’a. Sama w sumie już wybaczyła blondynowi, nie potrafiła być długo na niego zła. Nie wiedziała dlaczego, jednak za każdym razem, gdy zawiódł jej zaufanie, ona wciąż miała nadzieję, że potrafi się zmienić. Nie całkowicie, bo lubiła jego artystyczną stronę, zamiłowanie do kryminałów, które także podzielała. Dobrze czuła się w jego towarzystwie, jednak pragnęła, aby się przed nią otworzył. By podzielił się z nią swoimi myślami, a także obawami. Tylko tyle, nic więcej. Wydawało się, że jednak wciąż za dużo.

-Odnalezienie osoby z magicznymi zdolnościami urodzonej dokładnie tego samego dnia, tego samego roku w tej samej godzinie i minucie nie wydaje się takim trudnym zadaniem, szczególnie gdy posiada się wszystkie niezbędne do tego środki. Nie zapominaj, że była dziewczyną Jake’a, miała dostęp do ksiąg w bibliotece jego ojca -Jude przytaknęła, było to logiczne wyjaśnienie.

-A jak znalazła Roberta?

-Na to pytanie jeszcze nie udało mi się znaleźć odpowiedzi.

/Miłośniczka kryminałów

Porwana, część 12

Cześć,
obiecałam notkę raz w tygodniu, a że chce dotrzymać obietnicy, to notka wyjątkowo dzisiaj. Jak poprzednia pisana w biegu, może trochę mniejszym, liczę, że spodoba Wam się bardziej niż ostatnia ;)
Mam też nadzieję, że nie zabijecie mnie za kilka chemicznych odniesień, nie mogłam się powstrzymać, za dużo jej ostatnio w moim otoczeniu -głupieję :P

PORWANA, część 12

Jude obudziły promienie słońca wdzierające się do pokoju przez okno. Dziewczyna przetarła oczy, a następnie rozejrzała się dookoła. Widok początkowo ją przeraził, dopiero kilka sekund później przypomniał sobie, że nie jest już zamknięta w domu Jack’a, a noc spędziła u Klausa. Usiadła na łóżku, odtworzyła sobie w pamięci wczorajszą rozmowę z gospodarzem, przed oczyma miała namalowany przez Jake’a portret Nicole. Jej historia wydała się czarodziejce niezwykle smutna. Mimowolnie pomyślała o swojej rodzinie. Przypomniała sobie uśmiech na twarzy mamy, sposób w jaki wymuszała na ojcu, aby ją przytulił, a także jak lubiła się przekomarzać z bratem. Bardzo za nimi tęskniła. Wyobraziła sobie pokój telewizyjny w jej rodzinnym domu, na szafce pomiędzy wysokim srebrnym wazonem a dekoderem stało ich rodzinne zdjęcie. Skupiła się na każdym jego szczególe, a po chwili trzymała w ręku identyczną fotografię oprawioną w drewnianą ramkę. Przez chwilę przyglądała się czterem uśmiechniętym osobom uwiecznionym na kawałku błyszczącego papieru za szkiełkiem. Położyła zdjęcie na stoliku tuż koło łóżka. W domu Klausa czuła się bliżej swojego własnego. Głównie dlatego, że nie była tutaj niczyim więźniem. Nie mogła wprawdzie wrócić do domu przez wzgląd na Jack’a. Nie chciała narażać swoich bliskich. Wystarczyło, że ona musi zmagać się z mrokiem i kłamstwem. Westchnęła. Niespodziewanie w jej głowie zabrzmiały słowa Jake’a: „Możemy stąd wyjść tylko dlatego, że Jack tego chce”. Teraz była bardziej niż pewna, że blondyn miał rację. Szczególnie po tym jak Klaus opowiedział jej, że czarodziej wolałby zabić żonę niż pozwolić córce odejść. Jack powiedział jej kiedyś, że jest dla niego cennym nabytkiem, jego DZIEDZICZKĄ. Jeżeli miała wierzyć słowom swojego byłego nauczyciela, a zarazem jedynego i najzacieklejszego wroga, czarodziej nigdy dobrowolnie nie pozwoliłby jej odejść. Poczuła jak ogarnia ją smutek, wstała z łóżka. Założyła na siebie szarą bluzę, tę samą, która miała na sobie dzień wcześniej. Wyczarowała sobie czyste ciemne dżinsy, a włosy upięła pospiesznie, bez większego ładu i składu w kucyk. Zaraz potem opuściła pokój. W kuchni Jude dostrzegła Klausa, stał przy kuchence, w ręku trzymał patelnie. Przekroczyła próg pomieszczenia, mężczyzna przywitał ją uśmiechem.

-Masz ochotę na naleśniki? -zapytał odkładając patelnie na podgrzewaną płytę, a następnie sięgając do szafki po dodatkowy talerz.

-Pomogę ci -szczupła kobieta o krótkich ciemnych włosach wzięła od czarodzieja talerz, a także sztućce, które następnie położyła przed dziewczyną.

-Jude, poznaj Julię -odparł wielką chochlą wylewając ciasto naleśnikowe na patelnię.

-Mogą być zimne napoje? -kobieta wyjęła z lodówki sok pomarańczowy oraz wodę.

Czarodziejka skinęła głową. Nie spodziewała się takiego gwaru przy śniadaniu, odwykła od większej niż dwie liczby osób w kuchni przy posiłku.

-Jake nie wrócił? -zapytała brunetka przyglądając się wystawce dżemów.

-Śpi -czarodziej podszedł do dziewczyny i nałożył jej ciepłego naleśnika na talerz -Smacznego! -dodał wracając do kuchenki, a zaraz potem ponownie nalewając płynne ciasto naleśnikowe z wysokiej plastikowej miski na patelnię. Julia natomiast usiadła po przeciwnej stronie stołu, zaraz potem sięgnęła po cukier, wsypała dwie łyżeczki białej krystalicznej substancji do swojego kubka z kawą -Może chcesz coś ciepłego?

-Nie dziękuję -dziewczyna sięgnęła po szklankę, do której nalała wody -Jesteście małżeństwem? -nie mogła już dłużej powstrzymać się przed zadaniem tego pytania.

-Oficjalnie nie -kobieta zamieszała łyżeczką w kawie, powodując rozpuszczenie krystalicznej sacharozy w całej objętości cieczy -Jednak jesteśmy razem jakieś 25 lat, więc nieoficjalnie można powiedzieć, że jest z nas stare dobre małżeństwo.

-Julia wie o Jack’u, o świecie czarów i całej reszcie -Jude miała wrażenie jakby mag czytał jej w myślach. Dokładnie o to chciała go zapytać tylko nie wiedziała jak to zrobić, nie wzbudzając podejrzeń kobiety, gdyby jednak o niczym nie wiedziała.

-Rozmawiałeś z Jake’m? -zwróciła się bezpośrednio do czarodzieja.

-Chwilę.

-Jest na mnie bardzo zły? -zapytała przerywając smarowanie naleśnika jej ulubioną konfiturą truskawkową.

-Nie ty powinnaś czuć się winna -oświadczył czarodziej jednocześnie nakładając świeżo upieczonego naleśnika na talerz ukochanej, która skradła mu pocałunek nim wrócił do pichcenia.

-Wychodził wściekły na mnie. Powiedziałam mu, że jest kłamcą jak jego ojciec.

-Zmusił cię do tego swoim zachowaniem.

-Czasami wydaje mi się, że potrafię do niego dotrzeć. Zaraz potem przekonuję się, że to wszystko tylko złudzenie -dziewczyna westchnęła -Wydajecie się być szczęśliwi, dlaczego nie zdecydowaliście się na małżeństwo?

-Taki mamy układ -oprała obojętnie kobieta wkładając do ust porcję naleśnika z marmoladą -Kiedy chcę zobaczyć się z Klausem przychodzę do niego, kiedy on potrzebuje ze mną porozmawiać, wpada do mnie -dodała, gdy przełknęła jedzenie.

-Nie mieszkacie razem?

-Nie.

-Uważasz, że to zdrowy związek? -wypaliła Jude sięgając po szklankę z wodą.

-Nie kłócimy się. Przynajmniej nie tyle co mieszkające razem pary czy małżeństwa. Ponadto nie ma możliwości, abyśmy się sobą znudzili.

-A czy w miłości nie chodzi o to, aby być ze sobą na dobre i na złe?

-Zgadzam się z Jude, nie można być z kim jednocześnie nie będąc -do rozmowy włączył się Jake, chłopak jak dzień wcześniej stał w drzwiach oparty o ich framugę.

-Pewnie jesteś głodny -Julia wstała od stołu, a chwilę później położyła na stole czwarty talerz i sztućce, chłopak jednak nie ruszył się z miejsca.

-Jude, chciałem cię przeprosić za wczoraj -odparł przerywając milczenie, które zagościło w pomieszczeniu wraz z jego pojawieniem się -Nie mam wytłumaczenia na swoje zachowanie -mówiąc to wyjął z kieszeni spodni zgiętą kilkukrotnie kartkę -W ramach przeprosin chciałem ci to dać.

-Co to? -zapytała zdziwiona dziewczyna, rozkładając pomiętą stronę.

-To powinno ci pomóc w znalezieniu bruneta z rynku -widniał na niej portret chłopaka, który wpadł na nią w centrum. Niezwykle staranny szkic, oddający każdy szczegół: rysy twarzy, rozmieszczenie oczu, ust -Miał tuż nad obojczykiem znamię, takie samo jakie miała Nicki tuż pod łopatką. Mają je wszyscy odporni na magię.

-Jack wszystkich nie zabił? -Jude przypomniała sobie jak chciała zastosować na chłopaku magię, bezskutecznie.

-Widocznie nie -młody McGhart wzruszył ramionami -Jeżeli chcesz po śniadaniu mogę ci pomóc w poszukiwaniu tego chłopaka -zaproponował kierując się w stronę stołu.

-Nie rozumiem. Wczoraj zostawiłeś mnie samą z mężczyzną, którego nie znam, a dzisiaj chcesz mi pomóc? Cierpisz na rozdwojenie jaźni czy jak?

Jake ponownie wzruszył obojętnie ramionami, brunetka nienawidziła u niego tego gestu bardziej niż swojej wykładowczyni od chemii organicznej, a całkiem niedawno wydawało się jej, że nie można niczego, ani nikogo nienawidzić bardziej niż profesor „papier wszystko zniesie”*.

-Jestem egoistą -dodał czując na sobie jej mordercze spojrzenie -Masz pełne prawo mnie nienawidzić. Ty jesteś inna. Dobra. I odwołuję się do twojej wrażliwej strony: Proszę, nie odmawiaj mi pomocy w odszukaniu tajemniczego odpornego na magię, który zapewni drużynie „dobro” przewagę nad złym Jack’em. Bo niczego innego nie pragnę bardziej niż zobaczyć jak jego „królestwo” upada.

 

*ulubione powiedzenie mojej znienawidzonej wykładowczyni :P

/Miłośniczka kryminałów

Porwana, część 11

Cześć,
ostatnio cierpię na chroniczny brak czasu, jutro czeka mnie 12 godzin w pracy, a zaraz potem korepetycje. Dlatego też musiałam sobie dzisiaj na siłę wygospodarować chwilę, aby napisać kolejną część. W połowie notki jest obrazek, wydawał mi się pasować do opisanej sytuacji :P Chciałam też dodać piosenkę, ale jeszcze nie udało mi się dojść do tego jak to zrobić, może przy następnej notce. W weekend nadrobię zaległości na Waszych blogach :)
Mam nadzieje, że opowiadanie się Wam spodoba, dziękuję za wszystkie komentarze. Każdy motywuje mnie do dalszego pisania :)

PORWANA, część 11

Klaus przyjrzał się Jude, zaraz potem zwrócił swój wzrok na Jake’a. Miał przed sobą dwoje młodych zagubionych ludzi. Nie mieli oni pojęcia komu zaufać, gdzie się podziać. Niby wolni, a wciąż niczym ptaszki w klatce. Magiczna bariera stworzona przez Jack’a opadła, pojawiła się jednak kolejna. Niewidoczna, niewyczuwalna. Wydawałoby się nieistniejąca. Bariera stworzona przez nich samym w ich własnych głowach. Ograniczająca ich życie do tu i teraz, daleko od Jack’a.

-Pewnie jesteście głodni. Został mi sos do spaghetti, wystarczy ugotować makaron -Klaus nagle wstał z miejsca, podszedł do lodówki, zajrzał do środka.

Dziewczyna odwróciła się w stronę swojego towarzysza, w brzuchu kiszki grały jej marsza. Nic od rana nie jedna, a za oknem powoli zmierzchało.

-Jeżeli chcecie możecie też u mnie przenocować, mam wolny pokój.

-Dziękujemy, to bardzo miłe z twojej strony -Jude wysiliła się na uśmiech, nie wiedziała co sądzić o czarodzieju, liczyła na opinię blondyna, on w końcu kiedyś już spotkał Klausa. Jednak chłopak milczał jak zaklęty.

-Ewentualnie mogę zaproponować kanapki -odparł wyjmując z lodówki dojrzałego pomidora, a także przezroczysty pojemniczek z pokrojonym w plastry serem -To jak?

-Spaghetti brzmi nieźle -czarodziejka stwierdziła, że nie wytrzyma do rana nie włożywszy nic do ust.

-Jake? -Klaus spojrzał wymownie na chłopaka.

-Dziękuję, nie jestem głodny. Jeżeli nie masz nic przeciwko to zajmę kanapę w salonie -odparł drapiąc się za uchem.

-To wy… -zaczął niepewnie czarodziej.

-Nie, nie jesteśmy parą -wtrącił Jake przewracając oczyma, zupełnie jakby ta uwaga ze strony maga była czymś kompletnie nie na miejscu.

-W porządku, Jude zajmie wolny pokój -uśmiechnął się do dziewczyny, która wciąż spoglądała na swojego towarzysza. Zupełnie jakby miała nadzieje, że ugnie się pod jej czujnym spojrzeniem i raczy w końcu przemówić, nic takiego jednak się nie stało.

-Możemy zamienić słówko -zwróciła się do blondyna, skoro nie chciał udzielić jej żadnych informacji po dobroci, musiała zmusić go do mówienia.

-Słucham cię.

-Na osobności -wycedziła przez zaciśnięte zęby.

Młodzi powędrowali korytarzem prosto do salonu, pokój był przestronny. Duży telewizor wisiał na ścianie na przeciwko białej kanapy z fioletowymi poduszkami. Przed nią stał mały stolik, na którym znajdowała się szklana waza, a obok niej pilot. Pod oknem stał ogromny stół, a dookoła niego obite fioletowym materiałem krzesła.

-Możemy mu zaufać? -zapytała Jude oglądając się za siebie, chciała się upewnić, że są sami.

Jake zmarszczył czoło. Z jego ust nie padło jednak ani jedno słowo, spoglądał ponad jej ramieniem. Czarodziejkę coraz bardziej irytowało jego zachowanie.

-Musisz coś o nim wiedzieć, on ciebie zna. Powiedział, że się zmieniłeś. Ty też go na pewno znasz, pamiętam jak powiedziałeś mi w bibliotece, że bywał kiedyś gościem w waszym domu.

-Oczekujesz ode mnie odpowiedzi, których nie znam.

-Nie jesteś mi w stanie nic o nim powiedzieć? Nic, a nic?

Blondyn pokręcił przecząco głową. Jude czuła jak wzrasta w niej uczucie bezradności, a także złość. Mogła go w tym momencie udusić gołymi rękoma. Liczyła, że będzie miała w nim oparcie, tymczasem była zdana tylko na siebie.

-A jak czujesz? Co powinniśmy zrobić?

-Nie wiem co powinniśmy zrobić -odparł oburzonym tonem kierując się z powrotem w stronę korytarza, dziewczyna udała się za nim, nie miała pojęcia co się dzieje. Chłopak zmierzał w kierunku ciemno brązowych drzwi ze szklaną witryną.

-Jake! -złapała do za nadgarstek -Dokąd idziesz? -zapytała, gdy znaleźli się przy drzwiach wejściowych.

-Muszę się przewietrzyć.

-Dlaczego ze mną nie porozmawiasz? Na pewno coś wiesz! Kłamstwo weszło ci w krew, pod tym względem jesteś dokładnie taki sam jak ojciec -rzuciła wściekła Jude, nie mogła znieść braku jakichkolwiek odpowiedzi ze strony blondyna. Faktu, że chce zostawić ją samą z czarodziejem, którego nie zna. Mężczyzną, po którym kompletnie nie wie czego się spodziewać.

-Nie waż się więcej tak mówić -Jake wyrwał się z jej uścisku -Nigdy więcej. Możesz nazwać mnie kłamcą, możesz nazwać mnie oszustem. Ale nigdy więcej nie porównuj mnie do Jack’a -czarodziejka dostrzegła w jego niebieskich oczach gniew, ponad który przebijał się smutek i żal.

Blondyn wyszedł z domu, trzaskając za sobą drzwiami. Dziewczyna stała przez chwilę bez ruchu, próbując poukładać sobie myśli w głowie.

Ostatnio zaktualizowane1

***

Jude opróżniła połowę miski spaghetti, była bardzo głodna, a danie było wyjątkowo dobre. W pewnym momencie dostrzegła, że czarodziej uważnie się jej przygląda.

-Co łączy cię z Jack’em? -dziewczyna nie mogła się powstrzymać przed zadaniem tego pytania, była zmęczona zastanawianiem się co wypada, a co nie. Znajdowała się w takiej sytuacji, w której grzeczność i takt postanowiła odłożyć na bok.

-Jego żona, Nicole, była niezwykle ciepłą kobietą -dostrzegła jak kącik jego ust unosi się w uśmiechu -Jednak związek z Jack’em ją wypalał, patrzałem jak w jej oczach blakną iskierki. Jak jej dobroć powoli wygasa. Miała w sobie wiele energii, pomagała ogrodnikom w sadzeniu kwiatów, przycinaniu krzewów. Służba bardzo ją lubiła, zawsze dobrze ich traktowała. Uwielbiała przyjęcia, często sama je urządzała. Dopóki żyła Cadence wszystko jakoś się kręciło, trzymała się resztek swego człowieczeństwa. Potem wszystko się posypało. Dopadła ją depresja. Przestała zajmować się ogrodem, nie opuszczała w ogóle domu. Jack zwolnił służbę, on ich nie potrzebował. Wszyscy ci ludzie, sprzątaczki, kucharze, kamerdynerzy byli ratunkiem dla Nicole. Byli jej ucieczką przed obłędem, który niósł ze sobą Jack. Podupadła na zdrowiu, w ogóle nie wstawała z łóżka -Klaus westchnął -Lubiłem z nią rozmawiać, miała ciekawe poglądy na prozaiczne sprawy.

-Jake uważa, że jego ojciec chce wskrzesić Cadence.

-Nie zdziwiłoby mnie to.

-Czy to w ogóle możliwe? Czy można przywrócić do życia kogoś kto już nie żyje?

-Jack odkąd pamiętam interesował się czarną magią. Zawsze coś go ciągnęło w tą stronę, to bardzo potężny rodzaj czarów. Nieprzewidywalny -przerwał, gdy Jude odsunęła od siebie pusty talerz -Nicole dusiła w sobie emocje. Strach i samotność zżerały ją od środka. Jake jest pod tym względem do niej podobny. Nie powie ci, że czuje się zagubiony, a na pewno tak jest.

-Dlaczego od niego nie odeszła? Dlaczego go nie zostawiła skoro był dla niej niczym trucizna…

-Nie zawsze tak było. Początkowo darzyli siebie prawdziwą miłością, dopiero potem do ich życia wkradła się szara codzienność, Uczucie wygasło…

-Dlaczego potem go nie zostawiła?

-Ze względu na dzieci, bardzo je kochała.

-Mogła wziąć je ze sobą. Byłoby im lepiej bez takiego ojca.

-Cadence była oczkiem w głowie Jack’a. Nie pozwoliłby jej odejść. Prędzej zabiłby swoją żonę niż zrezygnował z córki.

/Miłośniczka kryminałów

Porwana, część 10

Cześć,
udało mi się dzisiaj znaleźć chwilę, więc publikuję kolejną część ;)
Zaczął się październik, zaczęły się studia, ech… Notki będą ukazywały się raczej raz w tygodniu, pewnie jakoś pod koniec tygodnia czwartek-piątek.
A z dobrych wiadomości: już dzisiaj poznacie nowego bohatera :D przelotnie, bo przelotnie, więcej o nim w kolejnych częściach :D

PORWANA, część 10

Jude i jake znaleźli się na rynku, promienie słońca ogrzewały ich twarze. po błękitnym niebie błąkały się zaledwie pojedyncze białe obłoczki. Blondyn uważnie przyglądał się ludziom, starając się zapamiętać twarze i sytuacje. Matkę obdarowującą uroczą córeczkę lizakiem, rodzeństwo goniące się dookoła fontanny. Dwie uśmiechnięte dziewczyny siedzące na ławce, prawdopodobnie omawiające plany na zbliżające się wakacje. Jude natomiast zastanawiała się jak daleko znajduje się od domu, od przyjaciół. Bywały chwile, takie jak ta, gdy dziewczyna wciąż traktowała całą tą sytuację jako sen. Magiczne moce, wielka ucieczka, to wszystko przecież nie mogło być prawdziwe. Kiedyś wprawdzie marzyła o spotkaniu prawdziwego wampira, ale tylko dlatego, że naczytała się książek i naoglądała seriali o tej tematyce. Jako nastolatka czekała na list z Hogwartu, była wielką fanka Harry’ego Potter’a. Ale mimo wielkich nadziei, zawsze wiedziała, że cała ta bajkowa otoczka to tylko wytwory wyobraźni wielkich umysłów. Pragnienia zwykłych ludzi.

Jude miała coś powiedzieć, gdy wpadł na nią nieznajomy. Potrącił ją ramieniem, wytrącając jej z ręki otwartą butelkę wody. Przezroczysta ciecz ochlapała jej buty, chwilę później tworząc kałużę u jej stóp.

-Ej! -krzyknęła rozgniewana.

Chłopak nie zareagował, miał iść dalej w sobie tylko znanym kierunku, gdy Jake chwycił go za ramię.

-Wpadłeś na moją koleżankę, zapomniałeś przeprosić -odparł karcąco blondyn.

-Daj mi spokój! -chłopak trącił Jake’a barkiem, próbując odejść.

Młody McGhart zacisnął mocniej dłoń na ramieniu nieznajomego. Sprawił, że chłopak obdarzył go oburzonym spojrzeniem. Nie spodobało się to blondynowi, w przypływie złości uderzył nieznajomego pięścią w twarz. Brunet zatoczył się. Wykonał krok w tył, a gdy odzyskał równowagę rzucił się na przeciwnika. Obaj wylądowali na ziemi, szarpiąc się i okładając pięściami.

-Jake! Przestań! -krzyczała stojąca nad nimi Jude. Nie wiedziała co robić. Skoncentrowała się na nieznajomym, wyobraziła sobie, że odciąga go od blondyna. Że młody brunet upada na ziemię kilka metrów dalej. Nic się jednak nie stało. Spróbowała raz jeszcze. W myślach zobrazowała sobie całą sytuację, to jak chłopak znajduje się w powietrzu, nie dotykając stopami ziemi, a następnie upada daleko od Jake’a. Tym razem także nic się nie wydarzyło. Przerażona dziewczyna wyobraziła sobie to samo zdarzenie, z jednym tylko wyjątkiem, tym razem to blondyn padł na ziemię kilka metrów od nieznajomego. I tym razem tak też się stało. Jej towarzysz uderzył ręką o pustą ławkę, tą samą, na której wcześniej siedziały dwie radosne dziewczyny, na której wcześniej zwrócił uwagę. Jude szybko do niego podbiegła. Ukradkiem spojrzała na nieznajomego, nie rozumiała dlaczego czary nie zadziałały. Przez chwilę pomyślała o odpornych na magię, ale wierząc słowom Jack’a -wszystkich się pozbył. Ostatnią taką osobą była ukochana Jake’a -Nicki.

-Wszystko w porządku? -zapytała kucając przy blondynie.

-Ucierpiała tylko moja duma -odparł siląc się na uśmiech.

-Jesteś pewien? -spojrzała na niego zatroskanym spojrzeniem. Dostrzegła grymas bólu, który za wszelką cenę starał się przed nią ukryć.

-Jestem tylko trochę potłuczony -dodał łapiąc się za rękę.

Jude pomogła mu wstać mimo jego licznych protestów.

-Widziałam gdzieś aptekę, kupię coś przeciwbólowego i na stłuczenia -dziewczyna nie zdążyła skończyć zdania, gdy pojawił się przed nimi wysoki mężczyzna. Miał na sobie długi czarny płaszcz, przyglądał się im uważnie swoimi zielonymi oczyma.

-Klaus -wyrwało się z ust Jake’a. Mężczyzna położył swoją dłoń na jego ramieniu, a zaraz potem na ramieniu Jude. Otaczający ją świat zaczął powoli popadać w nicość, kształty stawały się coraz mniej wyraźne, kolory zlewały się w szarość. Chwilę później ujrzała już tylko ciemność.

***

Dziewczyna powoli otworzyła oczy. Dostrzegła biały sufit. Poderwała się gwałtownie z miejsca, zakręciło się jej w głowie. Znajdowała się w małym pokoiku o kremowych ścianach. Siedziała na łóżku, obok niej leżał nadal nieprzytomny blondyn. Pokiwała na boki głową, czyżby znów została uprowadzona? Cóż za absurd -pomyślała ledwo powstrzymując się od śmiechu.

-Jake -wyszeptała lekko potrząsając towarzyszem, pocieszała ją myśl, że tym razem nie jest sama -Jake, obudź się! -dodała.

Twarz chłopaka wykrzywiła się z bólu. Dziewczyna momentalnie puściła jego ramię.

-Przepraszam -odparła przygryzając dolną wargę, całkowicie zapomniała o incydencie, który miał miejsce na rynku w ich pierwszych, i wydawało się brunetce, ich ostatnich chwilach wolności.

-Już się obudziliście -na dźwięk głosu Klausa Jude gwałtownie obróciła głowę w stronę drzwi -Przepraszam za wszelkie niedogodności -uśmiechnął się -Jake, zmieniłeś się odkąd widziałem cię ostatnio. Zmężniałeś. Ledwo cię poznałem bez twojej świty, buntowniczego wyglądu i gitary pod ręką.

-Czego od nas chcesz? -zapytał dość ostro blondyn.

-Chcę pomóc.

-Pomóc? -w głosie dziewczyny słychać było zdziwienie -Porwałeś nas!

-Zaskoczyła mnie obecność Jake, musiałem improwizować. Poza tym możecie w każdej chwili wyjść, nie zatrzymuję was.

-Czy to prawda? -zapytał chłopak wciąż nie zmieniając pozycji.

-Nie rozumiem pytania.

-Doskonale rozumiesz -odparł opryskliwym tonem Jake.

-Jeżeli pytasz o Nicki, przykro mi…

Dosłownie minutę później chłopak poderwał się z miejsca, przebiegł przez pokój, Klaus obejrzał się za nim. Jude także podniosła się z łóżka, udała się za blondynem, który wybiegł na korytarz, otworzył najbliżej niego znajdujące się drzwi, zajrzał do środka, zaraz potem popędził do kolejnych. Wszedł do drugiego pomieszczenia, dziewczyna tuż za nim. Znaleźli się w łazience, na podłodze znajdowały się zielone kafelki, na ścianach białe z zielonym motywem kwiatowym. W rogu znajdował się prysznic, obok niego ubikacja, po przeciwnej stronie umywalka. Zielony ręcznik leżał starannie złożony na białej szafce koło zlewu. Pomieszczenie lśniło czystością. Jake padł na kolana przed toaletą, a następnie zwymiotował. W drzwiach pojawił się Klaus, wymienił z Jude spojrzenia.

-Zostawmy go -zabrzmiał spokojny głos czarodzieja -Może przejedziemy do kuchni, zrobię ci herbatę, albo coś innego do picia -dziewczyna przytaknęła, nie chciała wprawdzie być sam na sam z Klausem, martwiła się także o swojego towarzysza, jednak nie widziała innego rozwiązania, a to zaproponowane przez mężczyznę wydało jej się sensownym.

***

Jude siedziała na przeciwko czarodzieja w jego zadbanej kuchni. Tak jak w łazience wszystko miało swoje miejsce, kolorowe kubki wisiały na metalowych haczykach nad zlewem. Dwie niebieskie ściereczki starannie złożone i przewieszone przez rączkę od piekarnika. Na blatach nie znajdowała się nic z wyjątkiem kuchenki mikrofalowej oraz ekspresu do kawy. To samo dotyczyło wypolerowanego na błysk stołu, na którym nie odważyła się położyć dłoni z obawy, że pozostawi smugi. Nie miała pojęcia czego spodziewać się po czarodzieju, czy jest równie ułożony, jeżeli chodzi o pozostałe aspekty życia. Niegdyś oceniła Jack’a jako porządnego mężczyznę, wtedy się pomyliła.

-To czego się napijesz? -zapytał Klaus przerywając ciszę.

-Wody -Jude poprawiła niesforny kosmyk włosów opadający jej na czoło.

Miała tak wiele pytań, ledwo powstrzymała się przed zasypaniem nimi Klausa. Wszystko dlatego, że nie miała pewności czy jest on dobrym czy złym bohaterem tej historii. A miała serdecznie dość kłamstw i tajemnic. Dziewczyna obserwowała jak Klaus wyciąga z szafki nad zlewem szklankę, a następnie kładzie ją na blacie. Zaraz potem kieruje się w stronę lodówki, wyjmuje z niej butelkę wody mineralnej. Napełnia przezroczystym płynem szklankę, a później odkłada wodę na swoje miejsce.

-Jude, ładne imię… -mówi z uśmiechem na twarzy kładąc na stole przed dziewczyną pełną szklankę.

-Dziękuję -czarodziejka nie miała pojęcia do czego zmierza Klaus, wydawało się jej, że plecie co mu ślina na język przyniesie, tylko po to, aby uniknąć niezręcznej ciszy.

-Ciężko jest być daleko od domu, prawda?

-Do czego zmierzasz? -miała dość tego owijania w bawełnę, tych wszystkich tematów zastępczych. Chciała w końcu dowiedzieć się, o co chodzi. Dlaczego siedzi teraz w kuchni Klausa. Dlaczego zdecydował się porwać ją i Jake’a z rynku.

-Nie okłamuj jej -usłyszała za swoimi plecami głos blondyna, obróciła się w jego stronę, stał oparty o framugę drzwi -Ma talent w odkrywaniu prawy -dodał marszcząc nos.

-Miło, że postanowiłeś do nas dołączyć -czarodziej wskazał na wolne krzesło obok Jude, chłopak pokręcił przecząco głową. Zdecydował, że dobrze mu tam, gdzie jest.

-Magiczne obrażenia? -zapytał przyglądając się jak chłopak masuje lewe ramie.

-Słucham? -wypaliła czarodzieja, nie rozumiejąc jak Klaus w ogóle śmie podejrzewać ją, że mogła skrzywdzić swojego towarzysza przy użyciu magii. To, co się wydarzyło na rynku było dziełem przypadku, nie miała innego wyjścia. Gdyby czar zadziałał na tamtego chłopaka, nigdy nie rzuciłaby go na blondyna. Poza tym stłuczona ręka  chłopaka to nie wynik zaklęcia, tylko skutek upadku.

-Jeżeli obrażenie nie powstało w wyniku użycia czarów, mogę uleczyć rękę Jake’a -wyjaśnił mężczyzna, widząc bojową postawę Jude.

-Nie, dziękuję -odparł bez chwili zastanowienia blondyn.

-Skoro tego właśnie chcesz -Klaus wzruszył obojętnie ramionami, skoro chłopak chciał się męczyć, nie jego sprawa, nie jego obrażenia, ani ból.

-Czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć o co chodzi?

-Jack nie nauczył cię zaklęcia „uleczania„.

-Nie. Pewnie nie zdążył -tym razem to ona wzruszyła ramionami.

-Zaklęcie zadziała poprawnie tylko jeżeli uraz powstał bez udziału magii -Klaus brzmiał jak typowy profesor prowadzący wykład dla swoich nie tyle uczniów, co uczestników koła naukowego, chcąc ich zainteresować tematem, ale także zachęcić do zadawania pytań.

-A co jeżeli powstanie w wyniku użycia czarów? -Jude nie mogła powstrzymać się od zadania pytania.

-To zależy od czaru -wtrącił się zniecierpliwiony tą rozmową blondyn -Najprawdopodobniej dojdzie do ponownego doznania urazu, jaki nastąpił w wyniku rzucenia czaru.

-Jake -odparł zachwycony Klaus -Zawsze podziwiałem twoją widzę o świecie magii i czarów -westchnął, kręcąc głową na boki -Tak bardzo się starałeś, aby ojciec cię docenił…

-Jack od dawna nie jest mi ojcem, o ile kiedykolwiek w ogóle nim był -blondyn nie pozwolił dokończyć czarodziejowi myśli, miał wrażenie, że mężczyzna i tak już za dużo powiedział.

 

/Miłośniczka kryminałów

Porwana, część 9

Cześć,
dzisiaj zakończę jakby 1 z 3 głównych części „Porwanej”.
Na pocieszenie dodam, że już przy kolejnym wpisie pojawi się nowa postać, czarodziej… Pomoże on czy tylko zaszkodzi głównej bohaterce? Jak myślicie? ;)
Nie jestem jakoś szczególnie zadowolona z tej części, czegoś mi w niej brakuje. Obiecuję poprawę. Następna część raczej nie pojawi szybciej niż 5 września, mam trochę spraw do pozałatwiania. Ale postaram się być na bieżąco z Waszą twórczością ;)

PORWANA, część 9

Drzwi do pokoju Jake’a były zamknięte. Jude zapukała. Nie uzyskała żadnej odpowiedzi. W sumie czego innego mogła się spodziewać. Raz jeszcze zastukała w drzwi i poprosiła, aby chłopak ją wpuścił. Nic. Zagroziła, że jeżeli dobrowolnie nie otworzy drzwi, użyje magii. Nadal nic się nie wydarzyło. Nie mając wyboru rzuciła zaklęcie, chwilę później stała po środku pokoju z obrazami. Chłopak siedział na parapecie, spoglądał przez okno. Ani na chwile nie odwrócił się w jej stronę, pogrążony był w myślach.

-Jake -odparło nieśmiało, zbliżając się krok po kroku, powoli do blondyna.

Chłopak przetarł dłonią twarz, gdy odwrócił się w jej stronę dostrzegła, że w jego oczach smutek i ból. Były czerwone i podpuchnięte. W dłoni trzymał bransoletkę.

-Pomyślałam, że powinniśmy porozmawiać -dodała zatrzymując się dosłownie na wyciągniecie ręki przed Jake’m. Chciała go przytulić, pocieszyć, ale nie była pewna, czy on właśnie tego w tej chwili potrzebuje.

-O czym chcesz rozmawiać? -zapytał zachrypniętym głosem.

-Kochasz ją -słowa te zawisły w powietrzu. Przez dłuższą chwilę żadne z nich nie odważyło się odezwać.

-Kochałem -odparł Jake spoglądając w stronę namalowanych przez siebie obrazów -Gdy Jack stworzył barierę wokół domu, kilkukrotnie prosiłem go, błagałem, aby pozwolił mi zobaczyć się z Nicki. Za każdym razem odmawiał. Miałem wtedy takie wrażenie, uczucie, że stało się coś złego. Rozumiesz co mam na myśli? -Jude przytaknęła -Gdy dziś dałaś mi jej bransoletkę, potwierdziły się moje najgorsze obawy…

-Możesz mi coś więcej o niej powiedzieć?

-Była podobna do ciebie. Odważna, mądra, a przede wszystkim wrażliwa -wypowiadając te słowa przyjrzał się portretowi uśmiechniętej blondynki w kremowej bluzce i katanie, ze srebrną bransoletką na ręku.

-Twój ojciec… -chłopak gwałtownie pokręcił głową na boki.

-Ja nie mam ojca -odparł stanowczym tonem.

-Jack cię kocha, jesteś jego synem -Jude sama nie do końca wiedziała do czego zmierza, co tak właściwie chce powiedzieć blondynowi.

-Świetnie to okazuje. Zabił moją dziewczynę, bo ubzdurał sobie, że stanowi ona dla niego zagrożenie. Zamknął mnie w tym wielkim domu daleko od przyjaciół, od studiów, które były moją pasją. Czy na tym polega miłość? Na niszczeniu osoby, którą się kocha?

-Ubieraj się -odparła przyglądając się blondynowi, gdy chłopak nie ruszył się z miejsca, podeszła do szafy ubraniowej w jego pokoju, a następnie ją otworzyła -Nie spodziewałam się, że zobaczę to pośród twoich ubrań -trzymała w ręku wieszak, na którym wisiała czarna skórzana kurtka. Jake jakby jej nie słyszał. Jude zajrzała do komody, znalazła tam czarne dżinsy i szarą koszulkę z długim rękawem i guzikami pod szyją.

-Nie będę drugi raz powtarzać -mówiąc to podała mu wybrane przez siebie ubrania.

-Po co? Jaki w tym sens…

-Nie dramatyzuj, tylko się ubieraj -Jude obdarzyła go nieznoszącym sprzeciwu spojrzeniem -Chcę ci coś pokazać. Kiedyś bez żadnych pytań wyszłam za tobą na ulewny deszcz. Nie żałuję, że ci wtedy zaufałam, ty także nie będziesz.

Chłopak wstał z parapetu, następnie zdjął bokserkę. Dziewczyna przyjrzała się uważnie jego nagiemu torsowi. Blondyn był szczupły, dobre zbudowany, a oprócz dwóch tatuaży, które widziała wcześniej na jego ciele dostrzegła jeszcze trzy inne.

-Nie grasz przypadkiem na gitarze? -zapytała, gdy Jake ubrał koszulkę.

-Skąd to pytanie? -na jego twarzy malowało się zdziwienie.

-Wypowiedziałam je na głos? -odparła lekko speszona.

-Kiedyś trochę grałem -dodał zamieniając spodnie od piżamy na dżinsy.

-Dlaczego już nie grasz?

-Jak już mówiłem, jestem teraz innym człowiekiem niż byłem kiedyś.

-Nie można przecież tak po prostu zapomnieć o przeszłości.

-Można próbować -mówiąc to podwinął rękawy koszulki pod same łokcie -Dowiem się w końcu po co tak właściwie miałem się ubrać?

-Wychodzimy -odparła z promiennym uśmiechem na twarzy.

-Przecież nie przejdziemy poza barierę stworzoną przez Jack’a.

-Wyjdziemy dzięki temu -mówiąc to Jude pokazała blondynowi książkę oprawioną w brązową skórę.

-Skąd to masz?

-Pożyczyłam z gabinetu Jack’a, należała do Cadence.

Dziewczyna nie do końca była pewna czy właściwie postępuje. Jednak ponad wszystko potrzebowała przestrzeni, nie mogła już dłużej znieść zamknięcia w tym wielkim pałacu.

-Dasz radę zniszczyć magiczną barierę? -zapytał z nadzieją chłopak.

-Dopóki nie spróbuję to się nie dowiem -wyjaśniła wzruszając ramionami -Gotowy na przygodę?

Kilka minut później znajdowali się na podwórku, na tyłach ogromnej posesji Jack’a. Tuż przed nimi znajdowała się magiczna bariera. Jake stał półkroku za czarodziejką. Dziewczyna spojrzała na niego, wydał się jej nieco przestraszony.

-Wszystko w porządku?

-Czyń swoją powinność -wysilił się na uśmiech.

Jude wyciągnęła przed siebie prawą dłoń, palcami dotknęła zimnej i w dotyku przypominającej taflę szkła bariery, a następnie szeptem przeczytała odręcznie zapisane słowa w księdze kiedyś należącej do Cadence, córki czarodzieja. Zaraz po wypowiedzeniu ostatniego wyrazu opór pod palcami zniknął. Zdziwiła się, nie mogło jej się udać, nie za pierwszym razem. Dziewczyna z ręką wyciągniętą przed siebie zrobiła krok do przodu, nie natrafiła na żadną przeszkodę. Śmiało przebiegła kilka metrów przed siebie, odetchnęła z ulgą, gdy znalazła się poza posesją Jack’a. Na jej twarzy zagościł uśmiech, który znikł równie szybko jak się pojawił, gdy tylko spojrzała na chłopaka. Blondyn nie ruszył się z miejsca, stał jak sparaliżowany.

-Jake? -dziewczyna nie do końca rozumiała jego zachowanie. Przecież tego właśnie chciał, opuścić dom. Uciec od samotności. Nagle zrozumiała coś jeszcze. Chłopak spędził ponad dwa lata w zamknięciu, z dala od zewnętrznego świata.

-Jesteśmy w tym razem -odparła wyciągając w jego stronę rękę, w ten właśnie sposób chciała dodać mu odwagi -Jesteś wolny, jesteśmy wolni -dodała zakładając za ucho kosmyk włosów.

-Bariera opadła, bo Jack tego chciał. Możemy opuścić to miejsce, bo on tego chce -zabrzmiał jego wyzuty z wszelkich emocji głos.

-Nie przesadzaj, Jack jest tylko człowiekiem.

-Nie znasz go tak dobrze jak ja znam -potarł dłonią brodę -To nie wróży nic dobrego. Nie jestem pewien czy powinniśmy…

-Może poszedł po rozum do głowy i zdał sobie sprawę, że przetrzymując nas wbrew naszej woli tylko nas rani -Jude chciała wierzyć w swoje słowa, jednak gdy je wypowiadała przypomniała sobie jak Jack podniósł księgę, którą teraz trzymała w dłoniach, jak położył ją na biurku i zastukał w nią kilkukrotnie palcami. Zupełnie jakby bez użycia słów chciał podświadomie jej przekazać, że ma po nią sięgnąć.

-Chciałbym w to wierzyć…

-Chodź -wysiliła się na uśmiech -Przekonajmy się co szykuje dla nas przyszłość -dodała wciąż mając wyciągniętą przed siebie rękę.

Jake ujął jej dłoń, a następnie przekroczył barierę niegdyś wyznaczającą granicę posesji Jack’a.

 

/Miłośniczka kryminałów

Porwana, część 8

Cześć,

właśnie skończyłam przygotowywać zadania z budowy atomu dla jednej z moich uczennic :P A teraz korzystam z wolnej chwili w pracy -czytam Wasze opowiadania i publikuje dla Was kolejną część ”Porwanej” :) Nie ma to jak wielozadaniowość :P
Dzisiaj nieco dłużej niż ostatnio. Niedługo pojawi się nowa postać, a właściwie to dwie, takie urozmaicenie -mam nadzieje, że polubicie nowych bohaterów ;)

W zakładce „O mnie” dodałam „Złą królową”, jakby ktoś miał ochotę -zapraszam ;)


PORWANA, część 8

Jude wróciła do swojego pokoju, schowała bransoletkę pośród książek na regale. Ręce jej się trzęsły, a serce nadal biło jak szalone. Usiadła na łóżku, wyjęła z bluzy stronę wyrwaną z księgi. Raz jeszcze się jej przyjrzała. Rodzina McGhart na zdjęciu wydawała się prawdziwie szczęśliwa. Jude wyobraziła sobie radosny śmiech dziecka, męża całującego żonę w policzek. Jednak prawda okazała się zupełnie inna. Matka i córka nie żyją, a ojciec i syn są dla siebie zupełnie obcymi ludźmi. Świat, do którego zaprosił ją Jack, okazał się niezwykle mroczny i zakłamany. Teraz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej pragnęła wrócić do swojego nudnego i spokojnego życia.

-Najbardziej tęsknimy za tym, co utraciliśmy -westchnęła.

Gdy zaczynała zajęcia z czarodziejem, gdy uczyła się jak korzystać z magii, wszystko wydawało się takie niezwykłe. Miała wrażenie, że wszystko jest możliwe, że świat czarów jest tym, o czym zawsze marzyła. Pragnęła poznać go lepiej, chciała stać się jego częścią. Teraz żałowała, że do niego należy. Sporo czasu zajęło jej opanowanie nerwów, gdy w końcu udało się jej uspokoić zdała sobie sprawę, że źle postąpiła okłamując Jake’a. Powinna była mu powiedzieć, że w swoim śnie widziała śmierć Nicki. Zawsze uważała, że najgorsza prawda jest odpowiedniejsza niż najlepsze kłamstwo. Wstała z łóżka, z szafy wybrała czarne dżinsy oraz t-shirt. Przebrała się, uczesała. Schowała z powrotem do bluzy zdjęcie rodziny McGhart. Zatrzymała się przy regale. Wyjęła zza książek bransoletkę Nicki, przez chwilę jej się przyglądała. Jej imię umieszczone w srebrnym serduszku tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że blondyn zasłużył, aby poznać prawdę. Nadal była na niego wściekła za wszystkie kłamstwa. Jednak ponad wszystko chciała być sobą, uczciwą i prawdomówną dziewczyną. Nie mogła pozwolić, aby ten zakłamany świat ją zmienił. Miała nadzieję, że spotka chłopaka w pokoju z obrazami, przebiega przez korytarz na parterze. Zatrzymując się i otwierając, w jej ocenie właściwe drzwi, jednak gdy znalazła się w pomieszczeniu zdała sobie sprawę, że to nie ten pokój. Stała w progu zwyczajnej prostej sypialni. Przy oknie znajdowało się zwyczaje drewniane łóżko, po przeciwnej stronie komoda i szafa. Kremowe ściany i ciemna podłoga, a po środku jasny dywanik. Już miała się wycofać, gdy postać śpiąca na łóżku obróciła się w jej stronę. To był Jake. Przyjął pozycję siedzącą na widok dziewczyny. Miał na sobie szarą bokserkę, Jude dostrzegła fragment tatuażu na torsie wyłaniający się spod ubrania. Zaskoczyło ją to, sama nie wiedziała dlaczego.

-Coś się stało? -zapytał widząc zdumienie malujące się na twarzy Jude.

Dziewczyna sięgnęła po przedmiot do kieszeni szarej bluzy, przez chwilę trzymała go w dłoni, jakby zastanawiając się, czy na pewno postępuje właściwie. Po krótkiej chwili wahania brunetka podała chłopakowi stronę wyrwaną z księgi. Jake rozwinął złożony dwukrotnie kawałek starego papieru.

-Skąd to masz? -zapytał widząc rodzinne zdjęcie. Gdy chłopak wyciągał po nie rękę dostrzegła drugi tatuaż, znajdował pod prawą pachą. Był to jakiś napis, nie zdążyła go przeczytać.

-Z biblioteki -odparła opierając się o ścianę.

-To znasz już całą prawdę -oddał jej zdjęcie, następnie przecierając twarz dłonią.

-To znasz już cała prawdę?” -powtórzyła nie dowierzając w to, co właśnie usłyszała.

-Naprawdę uważasz mnie za skończonego idiotę? Okłamałem cię w sprawie pokoju z obrazami, oszukałem cię w związku Cadence, a także tego kim naprawdę jestem. Po tym wszystkim miałbym wierzyć, że jesteś zdolna po raz kolejny uwierzyć w moje słowa? -spojrzał na nią w ten sam sposób, jak w dzień, gdy zapytał ją co wie o Nicki. W tym właśnie momencie uświadomiła sobie, że Jake obawiał się tego, co może od niej usłyszeć. Zupełnie jakby, gdzieś w głębi serca wiedział, że dziewczynie przydarzyło się coś złego.

-Jest jeszcze coś – dziewczyna wyjęła z kieszeni srebrną bransoletkę, okropnie się czuła odbierając mu resztki nadziei.

-Nicki… -słowa zabrzmiały nienaturalnie w jego ustach -Skąd to masz?

-Znalazłam w biurze Jack’a.

Chłopak wziął bransoletkę do ręki. Od razu rozpoznał przedmiot. Wybiegł z pokoju jak oparzony. Jude nie wiedząc co się dzieje popędziła za nim. Gdy dostrzegła jak blondyn wbiega na kręte schody, zorientowała się, że Jake zmierza do gabinetu Jack’a. Wpadł do pokoju czarodzieja wykrzykując: „Co jej zrobiłeś? Chcę znać prawdę!”. Oczy chłopaka zaszkliły się, jednak żadna łza nie spłynęła po jego policzku.

-Przede wszystkim uspokój się -odparł siedzący za biurkiem Jack, kładąc dłonie na blacie mebla.

-Uspokój się? Tyle masz mi do powiedzenia?

-Chcę wiedzieć, jak to -mówiąc to chłopak położył na biurku bransoletkę -trafiło w twoje ręce. Oboje wiemy, że należy do Nicki, dostała ją ode mnie na urodziny.

-Powinienem zadać ci to samo pytanie, skąd wzięła się u ciebie?

Dziewczyna przyjrzała się uważnie obu mężczyznom, nie wiedziała czego się spodziewać.

-Jude, pamiętasz jak opowiadałem ci, że gdy rodzi się dziecko z magicznymi zdolnościami na świat przychodzi również osoba pozbawiona takich zdolności, ale co więcej odporna na magię. Nie działają na nią żadne czary, nie można rzucić na nią żadnego zaklęcia. Dokładnie tego samego dnia, którego narodziłaś się ty, urodziła się Nicki. Ona była tą odporną na magię, a ty jej przeciwwagą, tą władającą magią.

-Zabiłeś ją! Zabiłeś… -Jake rzucił się w stronę Jack’a, jednak mag powstrzymał go jednym prostym zaklęciem. Niewidzialna siła przyparła chłopaka do ściany i go unieruchomiła. Chłopak spróbował się uwolnić, jednak na próżno. Jack spojrzał na blondyna, wstał z fotela, a następnie zrobił kilka korków w jego stronę.

-Mogę ci wszystko wyjaśnić, synu…

-Nie nazywaj mnie tak! Nie masz prawa! -krzyczał nadal unieruchomiony przez zaklęcie Jake, mag wykonał szybki ruch ręką. Chłopak upadł na podłogę. Jude dostrzegła jak po jego policzku spływa pojedyncza łza. Zrobiła krok w stronę blondyna, chciała go pocieszyć. Wyciągnęła przed siebie dłoń, w celu położenia jej na ramieniu Jake, jednak jej ręka przeszła przez ciało chłopaka, zupełnie jakby był on duchem. Chciała raz jeszcze spróbować, gdy blondyn gwałtownie podniósł się z podłogi. Pospiesznie zrobiła kilka kroków w tył. Jake pchnął regał znajdujący się obok niego, z półek posypały się książki. Jedną, która pozostała na swoim miejscu, blondyn wziął w rękę, a następnie z całych sił rzucił ją przed siebie. Jude osłoniła twarz w obawie przed spotkaniem pierwszego stopnia z przedmiotem. Książka przeszła przez jej dłoń, a następnie głowę. Zaraz potem z hukiem uderzyła w ścianę po przeciwnej stronie pomieszczenia, zahaczyła o wazon i upadła na podłogę. Obok niej znalazł się rozbity w drobny mak szklany przedmiot. Dziewczyna nie miała pojęcia co się dzieje. Książka powinna była trafić prosto w nią. Dlaczego nie poczuła bólu? Nim w jej głowie pojawiła się kolejna myśl, zauważyła jak blondyn zabiera z biurka bransoletkę, a następnie pospiesznie opuszcza pomieszczenie, trzaskając za sobą energicznie drzwiami. Krzyknęła jego imię, jednak chłopak nawet się nie obejrzał.

-Nie słyszy cię, ani też nie widzi -odwróciła się w stronę czarodzieja -Jesteśmy niczym duchy, możemy tylko obserwować zdarzenia, nie możemy w nie ingerować. On nie wie, że tu jesteśmy -wyjaśnił dziewczynie Jack.

-Widziałam śmierć Nicki -nim wypowiedziała te słowa wzięła głęboki oddech.

-Musisz wiedzieć, że w naszym świecie nie wszystko jest takie jakie się wydaje.

-Naszym świecie? -zapytała nie rozumiejąc, co Jack ma na myśli.

-W świecie, którym rządzi magia. Tutaj wszystko jest możliwe.

-Czyli Nicki żyje? -zapytała robiąc krok w stronę swojego rozmówcy.

-Zrobiłem, co było konieczne, aby chronić nas. A także jego.

-Chronić przed czym? W jaki sposób? -Jude była coraz bardziej przekonana, że to Jack zamordował Nicki. Nie wiedziała tylko dlaczego to zrobił.

-Jak myślisz, dlaczego Nicki wybrała właśnie Jake’a?

-Bo go kochała -dziewczyna spiorunowała spojrzeniem swojego rozmówcę.

-Mylisz się. Wybrała go, bo jest moim synem. Synem czarodzieja.

Jack westchnął, a następnie pstryknął palcami. Na pierwszy rzut oka nic się nie wydarzyło, jednak chwilę później Jude rozumiała, że powrócili oni do świata rzeczywistego. Czarodziej podniósł z podłogi książkę leżącą pośród odłamków szkła. Położył ją na biurku, kilka razy postukując w nią palcem.

-Zapewne zastanawiasz się, dlaczego nie powiedziałem ci, że Jake jest moim synem -nie to teraz zaprzątało głowę dziewczyny, nie rozumiała tej nagłej zmiany tematu -On ma pewne zasady. Zasady, których choćby nie wiem co się działo nigdy nie złamie -Jude chciała się wtrącić, ponownie zapytać o Nicki, jednak czarodziej nie pozwolił jej na to, kontynuując swój wywód -Jedna z nich brzmi: „Nigdy nie prowadzę po alkoholu”. W dniu, w którym zginęła Cadence -imię zmarłej córki Jack’a obiło się jakby echem w pomieszczeniu, Jude skupiła całą swoją uwagę na słowach maga -przed koncertem, Jake imprezował z kolegami. Przeważnie w weekendy wymykał się z domu i całe wieczory spędzał ze znajomymi pijąc, włócząc się po mieście, czy cokolwiek jeszcze robili. Chyba nie zdawał sobie sprawy, że wiem o jego wybrykach i o tym, że tamtego dnia nie wsiadł za kółko. Skłamał mówiąc, że to on prowadził. Kłamał za każdym razem, gdy go o to pytałem.

-Dlaczego Jake nie powiedział ci prawdy? Dlaczego ty nie powiedziałeś mu o tym, że wiesz, że to nie on prowadził? -Jude potarła dłonią o czoło, to wszystko powoli zaczynało ją przerastać, po raz kolejny zamarzyła o powrocie do przeszłości, kiedy jej życie było prostsze, bez tych wszystkich spraw związanych z magią.

-Wiem, że zabrzmi to okropnie, ale byłem na niego wściekły za to, że wciągnął Cadence w swoje hulaszcze i beztroskie życie. Nienawidziłem go za to, że namówił moją ukochaną córeczkę tamtego wieczora na wspólny wypad na koncert. Bardzo długo po tym wydarzeniu nie odzywałem się do niego.

-Dlaczego nie próbowałeś ponownie się z nim porozumieć?

-Próbowałem. Było jednak za późno. Wybudował między nami mur nie do przebycia -Jack usiadł na krześle za biurkiem, wydawał się niezwykle zmęczony -Popełniłem wiele błędów -dodał dłonią przecierając szarą twarz -Muszę wracać do swoich obowiązków, kiedyś wrócimy do tej rozmowy -po wypowiedzeniu tych słów zniknął, jak to miał w zwyczaju. Dziewczyna schowała twarz w dłoniach, energicznie kręcąc głową na boki.

-Nie! Nie! -powtarzała z wściekłością -Niech cię i twój magiczny świat szlag trafi! -wycedziła przez zaciśnięte zęby -Jeżeli mnie słyszysz, wiedz, że nienawidzę cię! -jej spojrzenie przykuła książka leżąca na biurku czarodzieja. Wzięła ją do ręki. Oprawiona była w brązową skórę, zdobiona złotymi napisami. Tytuł głosił: „Magia dla średniozaawansowanych„. Jude otworzyła ją na pierwszej stronie, w dolnym prawym rogu odręcznie zostało zapisane: „własność Cadence McGhart„. Dziewczyna spostrzegła zieloną zakładkę, gdzieś w 1/3 zawartości księgi. Przerzuciła pożółkłe karty, aby znaleźć się na odpowiedniej stronie. Znajdował się tam krótki akapit o zaklęci lewitacji, nic co mogłoby zainteresować czarodziejkę. Miała właśnie zamknąć książkę, gdy spostrzegła ręcznie zapisane słowo „bariera” na marginesie przebijające przez kartę. Przerzuciła stronę,  a na kolejnej znalazła dokładnie to, czego potrzebowała.

/Miłośniczka kryminałów

Porwana, część 7

Cześć,

dziękuję za Wasze wsparcie :* Wiele dla mnie znaczy.
Dzisiaj krótko, obiecuję poprawę następnym razem ;)

PORWANA, część 7

Jude zatrzymała się w połowie korytarza prowadzącego do jej pokoju. Zastanawiała się czy Nicki rzeczywiście została zamordowana, a jeżeli tak to kto mógł to zrobić. Jake? Jack? A może ktoś zupełnie inny, przecież kiedyś, zgodnie z tym co powiedział jej blondyn, przez ten dom przewijało się wiele osób. Musiała dowiedzieć się czegoś więcej o Jack’u, o przeszłości. Pomyślała o bibliotece, tam może znaleźć trochę informacji. Bez problemu znalazła wazon, pod którym Jake schował klucz. W ciemnym pokoju przesunęła sowę, wcześniej wyczarowawszy ognistą kulę, którą zaczarowała w taki sposób, aby lewitowała kilka kroków przed nią. A wszystko po to, aby bezpiecznie pokonać strome schody. Gdy znalazła się w bibliotece, westchnęła ze zwątpieniem.

-Jak znajdę właściwą księgę -Jude stanęła przed jednym z regałów.

Dziewczyna zrobiła krok w tył. Nie przewidziała jednego, otóż tego, że ta biblioteka jest naprawdę wielka. Gdy miała już zrezygnować wpadła na pewien dość szalony pomysł.

-Chcę dowiedzieć się więcej na temat Jack’a, a także jego córki Cadence -wypowiedziała te słowa szeptem, a następnie skoncentrowała się na tej myśli. Chwilę później z kilku regałów spadły na podłogę książki. Jude podskoczyła przestraszona. Przyłożyła dłonie do ust, powstrzymując krzyk. Zachowując ciszę nasłuchiwała. Miała nadzieję, że czarodzieja nie ma w gabinecie. Nic się nie wydarzyło, nikt nie pojawił się w bibliotece. Jude podeszła do jednej z ksiąg, leżała otwarta. Dziewczyna wzięła ją do ręki. „Jack McGhart jedyny syn Emily DeLov oraz Victora McGhart. Urodził się w miasteczku Ocvotor, niedaleko Werturu”. Dziewczyna dowiedziała się z tej księgi niewiele, jeżeli chodzi o rzeczy, które ją interesowały. Zawarte w niej były informacje dotyczące dorastania Jack’a. Jude odłożyła ją na miejsce, a następnie sięgnęła po kolejną. „Cadence McGhart drugie dziecko Jack’a McGhart oraz Nicole Luise”. Brunetka raz jeszcze przeczytała to zdanie, zaintrygowało ją słowo ‚drugie‚. Jednak w tej księdze nie było żadnych informacji o pierwszym dziecku Jack’a. Jude przejrzała jeszcze kilka książek. Znalazła informacje o matce Cadence, kobieta ciężko zachorowała i zmarła 2 lata po śmierci córki. W tym momencie uzyskała odpowiedź na jedno z wielu dręczących ją pytań. Śmierć żony spowodowała, że Jack otoczył pałac magiczną barierą. W jednej z ksiąg znalazła informacje o dziadku, zapisy potwierdziły wszystko to, co powiedział jej Jack. Brunetka już miała opuszczać pomieszczenie, gdy dostrzegła jeszcze jedną książkę na ziemi. „Jack McGhart mąż Nicole Luise. Ojciec Jake’a oraz Cadence McGhart”. Jude spojrzała na zdjęcie nad podpisem. Znajdowała się na nim kobieta z portretu Jake’a, obok niej stał około 4 letni chłopiec, a także Jack, który trzymał na rękach małą dziewczynę.

-Potrzebuję więcej informacji o Jake’u McGhart -Jude ponownie skupiła się na wyszeptanym zdaniu, tym razem jednak nic się nie stało. Nie spadła żadna książka.

Dziewczyna doszła do wniosku, że to zapewne dlatego, że blondyn nie jest czarodziejem. Dlatego nie ma o nim nic więcej w księgach. To odkrycie było nie małym zaskoczeniem. Jude nigdy nie pomyślałaby, że Jack jest ojcem Jake. Miała wrażenie, że są dla siebie obcy. Na ścianie w pokoju wypełnionym obrazami nie było portretu Jack’a. Pierwszego dnia, gdy brunetka pojawiła się w tym pałacu, gdy wraz z chłopakiem udała się na wieżę do czarodzieja, blondyn nie zwrócił się do niego „tato” tylko po imieniu. Była ciekawa czy Jack zna prawdę o śmierci Cadence. Czy wie, że to dziewczyna straciła panowanie nad kierownicą. Wtedy też zdała sobie sprawę, że to Jake nie chciał rozmawiać z ojcem, a nie odwrotnie. Jude zrozumiała, że przez cały pobyt tutaj jest oszukiwana. Wyrwała stronę z księgi, złożyła dwukrotnie i włożyła do kieszeni szarej bluzy. Odłożyła książkę z powrotem na miejsce i już miała się udać do tunelu, gdy pomyślała, że może znajdzie coś jeszcze w gabinecie czarodzieja. Podeszła do drzwi, przyłożyła do nich ucho. Przez chwilę nasłuchiwała. Z pokoju obok nie dochodziły żadne odgłosy. Położyła dłoń na klamce, a zaraz potem ostrożnie na nią nacisnęła. W gabinecie czarodzieja było ciemno, na szczęście ognista kula oświetlała to, co było przed Jude. Dziewczyna usiadła na fotelu czarodzieja, a zaraz potem przeszukała blat biurka. Nie znalazła na nim nic, co by ją zainteresowało. Czuła jak szybko bije jej serce, robiła właśnie coś wbrew sobie. Nie dość, że włamała się do cudzego pokoju, to na dodatek grzebała w cudzych rzeczach. Ale to był jedyny sposób, aby się czegoś dowiedziała. Wiedziała, że ani Jack, ani Jake nic jej nie powiedzą. W każdym razie nic co byłoby prawdą, a kolejne kłamstwa jej nie interesują. Jude spróbowała otworzyć pierwszą od góry szufladę, była zamknięta. Rozejrzała się po pokoju w poszukiwaniu klucza. Nie znalazła go na biurku, ani w żadnej wazie czy wazoniku. Sprawdziła między książkami na regale, tam także nic nie znalazła. Nie było żadnej gablotki z kluczami. Zrezygnowana opadła z powrotem na fotel, gdy po raz kolejny uświadomiła sobie, że ma moce. Skoncentrowała się na zamku. Chwilę później usłyszała jak mechanizm się przesuwa. Zaraz potem otworzyła szufladę, znajdowało się w niej trochę długopisów, małe kolorowe karteczki, a nawet linijka. Stara mapa, Jude przyjrzała się jej, pochodziła z okresu, w którym rządził Wilhelm. Były tam też prywatne zapiski maga, znajdowała się w nich także jakaś notka w języku, którego brunetka nie rozumiała. Jude za pomocą magii otworzyła kolejną szufladę. Od razu w oczy rzuciła się jej srebrna bransoletka. Zdziwiło to dziewczynę, po co czarodziejowi damskie akcesoria. Wzięła ją do ręki, aby móc się jej bliżej przyjrzeć. Dwa doczepione do niej serduszka zawierały wygrawerowane napisy. Na jednym: Jake, a na drugim: Nicki. Jude przypomniała sobie blondynę ze snu, a także tą z portretu chłopaka. Przypomniała sobie, że podczas ostatniej rozmowy z Jake’m, chłopak zapytał ją „w jakiej sytuacji śniła ci się Nicki?”. W jej głowie pojawiły się kolejne pytania. Jednego była pewna w 100%. Otóż tego, że w tym domu dzieje się coś dziwnego. Musiała za wszelką cenę dowiedzieć się, w czym bierze tak naprawdę udział. Schowała bransoletkę do kieszeni. Zamknęła szufladę, a zaraz potem opuściła gabinet czarodzieja.

 /Miłośniczka kryminałów

Porwana, część 6

Cześć,

jak zwykle mam dużo zaległości, moim jedynym usprawiedliwieniem jak praca, której swoją drogą mam już dość. Wręcz przeraża mnie myśl, że październik tuż tuż za pasem i zaczną się do tego studia ;( dodatkowo chyba zbyt pochopnie zgodziłam się wziąć dwie dziewczyny na korepetycje, ale obiecuję, że zrobię wszystko, aby nie zaniedbać mojego opowiadania, jak i Waszych twórczości ;)

PORWANA, część 6

Od momentu, gdy Jude poznała prawdę o pokoju pełnym obrazów minęły dokładnie 23 dni. Przez ten czas dziewczyna, ani razu nie rozmawiała z Jake’m. Nie mogła znieś tego, że chłopak tak perfidnie ją okłamał. Zdała sobie też sprawę, że mógł skłamać także w innych kwestiach. Te trzy tygodnie i dwa dni Jude spędziła pilnie ucząc się czarów pod okiem Jack’a. Było to dla niej coś niesamowitego, z każdą kolejną godziną odkrywała nowe możliwości. Mag nauczył ją kontrolować ogień, a także wodę. Pokazał jej, że siłą umysłu może sprawić, że kubek pełen kawy zniknie albo zamieni się w kubek pełen herbaty czy kakao. Dowiedziała się jak sprawić, aby w jej pustej dłoni pojawiło się soczyste jabłko lub czekoladowy batonik. Tego samego dnia, w którym to odkryła kłamstwo Jake, Jude postanowiła zadać czarodziejowi dręczące ją od dawna pytanie:

-Skąd wzięły się u mnie magiczne moce? Moi rodzice ich nie posiadają.

-Twój dziadek był wielkim czarodziejem. twoja babcia urodziła mu wspaniałego syna, twojego tatę. Nie wszystkie dzieci czarodziei posiadają moce. Możliwe, że gdyby mieli drugie dziecko, to ono władałoby magią. Jednak twój dziadek został zamordowany, gdy twój tata skończył zaledwie 6 lat.

-Zamordowany? -zapytała zdziwiona Jude.

-Został zamordowany przez osobę pozbawioną magii i na nią odporną. Oni są niezwykle niebezpieczni. Polują na nas, aby potem zabić. Nikogo nie oszczędzają.

-Tata powiedział mi, że dziadek zginął w wyniku nieszczęśliwego wypadku.

-Syn jednego z pierwszych czarodziei został zamordowany przez odpornego na magię. Trevor uwolnił krainę od okrutnego władcy Zachariasza. Został uznany za wybawiciela. Od tamtej pory odporni na magię polują na czarodziei, uważają ich za zło -Jude miała okazje poznać wersję maga, chciała wyciągnąć od niego jak najwięcej informacji -Bracia Wilhelma po tym wydarzeniu zrezygnowali z władzy -czarodziej opowiedział jej o Eustachym, o jego żądzy władzy -Chcieli usunąć się w cień, uciec przed odpornymi na magię -opowiedział również o zaklęciu, które rzucili bracia, aby żadnej czarodziej więcej nie objął władzy nad światem. W ustach Jack’a historia ta brzmiała zupełnie inaczej, te same wydarzenia przedstawione w innym świetle. Ta wersja wydała się jej odpowiedniejsza, bardziej pasowała do jej wizji Jack’a jako człowieka z zasadami.

-Twój dziadek przekazał twojemu tacie gen czarodzieja, jednak u niego on się nie uaktywnił. A twój tata przekazał go tobie, dlatego posiadasz magiczne umiejętności. Musisz nauczyć się posługiwać magią, aby móc się bronić -dodał na sam koniec mag.

Dwudziestego trzeciego dnia Jack uznał, że Jude opanowała podstawy magii, dlatego zdecydowała się jej pokazać coś trudniejszego, zaczął uczyć ją wpłynąć na ludzi. Jak sprawić, aby zrobili to, czego ona chce. Po skończonych ćwiczeniach z czarodziejem, dziewczyna udała się do swojego pokoju. Położyła się na łóżku, była zmęczona. Wkładała wiele pracy i wysiłku w czary, tak bardzo pragnęła, zostać dobrą czarodziejką, wielką i potężną. Jednak tej nocy, po długiej przerwie, Jude nawiedził kolejny dziwny sen. Siedziała w samochodzie, zajmowała miejsce pasażera z tyłu. Ręką przejechała po skórzanym siedzeniu, w radio leciała dobrze jej znana piosenka. Dziewczyna zamknęła na chwile oczy, wsłuchała się w słowa, jak zwykła to robić. Piosenkarka obiecywała, że wszystko będzie dobrze, wystarczy tylko poczekać na światło poranka. Gdy uniosła powieki jej oczom ukazał się Jake i Cadence. Dziewczyna zajmowała miejsce kierowcy, a chłopak fotel pasażera tuż obok niej. Oboje o czymś rozmawiali, jednak Jude nie mogła usłyszeć, przeszkadzała jej muzyka. Dopiero, gdy piosenkarka wyśpiewała ostatnie słowa, dowiedziała się, co jest tematem dyskusji blondyna i jego przyjaciółki. Jake mówił dziewczynie, że bardzo mu na niej zależy i tylko z tego powodu wtrąca się w jej życie. Prosił ją, aby nie wierzyła ślepo w każde słowo Jack’a. Powiedział jej, że brakuje mu „dawnej kochającej życie” Cadence.

-Wydoroślałam, ty także powinieneś! -odparła brunetka. w jej głosie dało się słyszeć złość.

Zaraz po tych słowach samochodem zarzuciło. Pojazd zmierzał prosto w drzewo stojące przy drodze, Cadence spojrzała na Jake’a, wypowiedziała jakieś zaklęcie. Potem Jude znalazła się w pokoju z obrazami, tym razem jednak widziała twarze na ścianach, a także na płótnach umieszczonych na sztalugach. Po raz pierwszy mogła im się uważnie przyjrzeć. Stwierdziła, że są piękne. Doskonałe w najdrobniejszym szczególe. Nagle usłyszała krzyk, podbiegła do okna. Zauważyła dziewczynę, drobną blondynkę. W jej niebieskich oczach dostrzegła przerażenie. Pojawiła się druga postać, Jude spostrzegła błysk noża. Tajemniczy nieznajomy dźgnął nim dziewczynę trzy razy. Blondynka padła na ziemię, z ran popłynęła krew. Jej bluzka zalśniła szkarłatem. Wtedy też Jude się obudziła. Przez dłuższą chwilę próbowała się uspokoić, powtarzając „to był tylko sen”. Gdy w końcu jej oddech się unormował, a serce przestało walić jak szalone, ostrożnie wstała z łóżka. Nałożyła na piżamę szarą bluzę, a następnie opuściła pokój. Skierowała się na piętro, zachowując się możliwie najciszej. Wszędzie było ciemno, żałowała, że nie wzięła latarki. Jednak kilka sekund później uświadomiła sobie, że jest przecież czarodziejką. Skoncentrowała się na swojej dłoni, tak samo jak zrobiła to na pierwszych zajęciach z Jack’em. Kilka chwil później pojawiła się na niej kula światła. Zadowolona uśmiechnęła się sama do siebie, coraz łatwiej przychodziło jej uprawianie magii. Zatrzymała się przy drzwiach prowadzących do kuchni, zrobiła krok do przodu, a zaraz potem cofnęła się. W jej głowie panował chaos, pewna część chciała, aby szła dalej, a inna pragnęła, aby wróciła do pokoju. Ciekawość jednak przezwyciężyła strach, kilka minut później Jude stała po środku pokoju z obrazami. Przysunęła dłoń bliżej ściany, na której znajdowały się portrety. Zatrzymała się na kilka chwil przy sylwetce przedstawiającej Cadence. Dziewczyna była zachwycona dokładnością, a także starannością wykonania. Przesunęła dłoń nieco w prawo, kolejnej postaci nie znała. Była to dostojna dama o intensywnie niebieskich oczach. Jude przyłapała się na tym, że myśli o Jake’u. A dokładnie o tym, że chłopak ma identyczne spojrzenie. Zaraz potem zdała sobie sprawę, skoro to wszystko to dzieło blondyna, to osoby na ścianie muszą być mu bliskie. Dlatego też ta dostojna kobieta to zapewne jego matka. Ponownie przesunęła dłoń w prawo, tym razem ukazała się jej twarz tajemniczej blondynki ze snu. Jude podeszła bliżej, uważnie się jej przyjrzała. Zastanawiała się kim ona jest dla Jake’a. Siostrą? Dziewczyna nie widziała żadnego podobieństwa, ale też nie miała pewności, że nią nie jest. Rodzeństwo nie zawsze jest do siebie podobne. A jeżeli nie jest jego siostrą to kim jest? Brunetka chciała znać odpowiedź, nie wiedziała jednak jak ją uzyskać.

-Co cię tutaj sprowadza? – Jude gwałtownie odwróciła się w stronę drzwi. Po raz drugi tej nocy poczuła nagły przypływ adrenaliny. W drzwiach dostrzegła Jake’a.

-Przestraszyłeś mnie -odparła oburzona dziewczyna.

Chłopak zapalił światło, na moment oślepiła ją wszechogarniająca jasność. Zamknęła dłoń, jednocześnie gasząc ognistą kulę.

-Dlaczego tutaj jesteś? Wyraźnie zaznaczyłaś, że nie chcesz mnie już nigdy więcej widzieć -blondyn zrobił krok w jej kierunku.

-Okłamałeś mnie -wyjaśniła robiąc krok w tył.

-Nie dałaś mi wytłumaczyć -Jake spojrzał na obrazy, wolnym krokiem podszedł do jednego z nich -Gdy zapytałaś mnie czy wiem coś o pokoju pełnym obrazów, nie byłem wtedy jeszcze gotowy, aby wpuścić cię do mojego świata.

-Do twojego schronienia -dodała Jude starając się zrozumieć chłopaka.

-Tak. Do mojego schronienia -powtórzył za nią.

-Przed czym się ukrywasz? -zapytała powoli podchodząc do Jake’a.

-Przed magią. Przed Jack’em. Przed przeszłością, a także przyszłością.

-Co to za życie, gdy cały czas uciekasz?

-Takie, w którym nic innego poza ucieczką nie pozostało.

-To twoja mama? -Jude wskazała na dostojną kobietę.

-Tak.

-Piękna kobieta -brunetka spojrzała na Jake’a, chłopak wydał jej się nieobecny -Kiedyś wspomniałeś, że pozostawiła cię pod opieką Jack’a. Co się z nią stało? Wyjechała?

-Umarła.

-Przykro mi -Jude dziwnie się czuła rozmawiając z blondynem. Nie była pewna czy może mu ponownie zaufać. Jak miała wierzyć w jego słowa, skoro już raz ją oszukał -A twój ojciec? -chłopak oderwał wzrok od podłogi, odwrócił się w stronę dziewczyny, zmierzył ją uważnym spojrzeniem. Zupełnie jakby szukał odpowiednich słów.

-Nie przyszłaś tutaj, aby poznać historię mojej rodziny. A więc dlaczego tutaj jesteś?

-Chciałam się dowiedzieć kim ona jest -mówiąc to wskazała na portret blondynki.

-Dlaczego się nią interesujesz?

-Śniła mi się -odparła Jude, jednocześnie uważnie przyglądając się chłopakowi -W śnie widziałam także ciebie i Cadence. Chciała, abyś wydoroślał, cokolwiek miała na myśli. Znajdowaliście się w samochodzie, to było tuż przed wypadkiem.

-Opowiadałem ci o tym -blondyn zmarszczył czoło.

-”Gdy wstanie nowy dzień, będziemy bezpieczni” -Jude stanęła na przeciwko chłopaka.

-Co takiego? -zapytał zdziwiony.

-Piosenka. Leciała w tle -dodała, ani na chwile nie spuszczając z niego wzroku.

-Do czego zmierzasz?

-Powiedziałeś, że to ty siedziałeś za kierownicą -chłopak przytaknął.

-W moim śnie to Cadence była kierowcą -Jude dostrzegła napięcie na twarzy Jake’a -Początkowo tłumaczyłam sobie, że zanim przyśnił mi się ten pokój, może wcześniej przez przypadek się tutaj znalazłam i zapamiętałam kilka szczegółów, kilka obrazów. Chciałam samą siebie w ten sposób uspokoić. Ale tak naprawdę nigdy tu nie byłam. Więc jak mogłam śnić o tym pokoju?

-Rozumiem, że masz na to jakieś wytłumaczenie.

-Jack powiedział mi wczoraj, że mój dziadek posiadał niezwykle rzadki dar. Potrafił widzieć przeszłość, a także przyszłość. Powiedział też, że taki dar posiadał jeden z pierwszych magów.

-Świadczy to, że twoje korzenie sięgają daleko wstecz -wtrącił Jake uważnie przyglądając się dziewczynie.

-Zdałam sobie sprawę, że skoro mój dziadek widział przeszłość, to być może ja także posiadam taką umiejętność.

-Jest to prawdopodobne…

-Już raz mnie okłamałeś. Dlaczego nie miałbyś zrobić tego drugi raz?

-Chyba nie rozumiem do czego zmierzasz?

-Myślę, że tak naprawdę to Cadence spowodowała wypadek. Nie wiem tylko dlaczego wziąłeś winę na siebie? I dlaczego mnie okłamałeś, mówiąc, że to ty prowadziłeś.

-Może chciałem, aby tak było. Może tak bardzo tego pragnąłem, że uwierzyłem, że to ja straciłem panowanie nad kierownicą i przeze mnie Cadence zginęła.

-Nim samochód uderzył w drzewo Cadence wypowiedziała jakieś zaklęcie…

-Zaklęcie ochronne. Dlatego wyszedłem z wypadku bez szwanku.

-Dlaczego… -Jake nie pozwolił jej na dokończenie pytania, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak będzie ono brzmieć.

-Nie mam pojęcia dlaczego rzuciła zaklęcie ochronne tylko na mnie.

-Musieliście być sobie bliscy -Jude zrobiła krok do tyłu, a następnie udała się w stronę wyjścia. Miała jeszcze wiele pytań do Jake’a, ale miała wrażenie, że to nie jest odpowiednia chwila, aby je zadać.

-W jakiej sytuacji śniła ci się Nicki? -blondyn nie chciał tak po prostu pozwolić jej odejść.

-Wiele dla ciebie znaczy, prawda? Inaczej nie namalowałbyś jej portretu na ścianie.

Blondyn nic nie powiedział przyglądał się tylko stworzonym przez siebie obrazom.

-W moim śnie pojawiła się tylko na chwilę, widziałam ją z okna tego pokoju. Tylko tyle, nic więcej -Jude czuła się podle okłamując Jake’a. Jednak nie mogła postąpić inaczej. Nadal nie miała pojęcia, co właściwie dzieje się w tym domu. Komu ufać? Co stało się z Nicki? Czy szkarłatna plama na jej bluzce oznaczała tylko jedno, ŚMIERĆ? Tak wiele pytań, a tak niewiele odpowiedzi. Czarodziejka przypomniała sobie, że Jake wspominał w jednej z rozmów, że jeszcze cztery lata temu dom ten tętnił życiem. Tyle czasu minęło od śmierci Cadence. Jednak blondyn wspomniał, że jest zamknięty w tym pałacu od dwóch lat. Co wtedy się wydarzyło? Dlaczego Jack otoczył swój dom magiczną barierą dwa lata po śmierci córki? Szybki wniosek. Jeżeli chce poznać odpowiedzi, musi dowiedzieć się, co takiego wydarzyło się dwa lata temu. 

/Miłośniczka kryminałów