Archiwa tagu: pocałunek

Porwana, część 19

Cześć,
znowu zawaliłam :(

Mieliśmy w pracy kontrolę za kontrolą, na dodatek jesteśmy w trakcie audytu. W tym tygodniu na pewno nie dam rady się zrehabilitować i dodać kolejnej notki, ale postaram się nadrobić zaległości w święta :)

Zabrałam się też za nadrabianie zaległości na Waszych blogach, postaram się jak najszybciej u każdego pojawić i zostawić po sobie ślad ;) Przepraszam za moją nieobecność ostatnio.

PORWANA, część 19

Dom należący do rodziny McGhart w roku 1938 wyglądał dokładnie tak samo jak ten z czasów, z których przybyła Jude i jej towarzysze. Duża posiadłość otoczona jeszcze większym ogrodem. Kamienna ścieżka prowadząca prosto na wyłożony kamieniem ganek z masywnymi wykonanymi z ciemnego drewna rzeźbionymi drzwiami wejściowymi, a także ozdobnymi witrażami w oknach na piętrze. Wszystkie drzewa i krzewy na posesji były starannie przycięte, trawnik równo skoszony. Wszytko zadbane, wykonane z dbałością o każdy nawet najmniejszy szczegół.

-Jaki jest plan? -zapytał Robert wciąż trzymając Jude na rękach.

-Może najpierw mnie postawisz? -koszykarz pomógł czarodziejce ostrożnie stanąć na zdrowej nodze, ręka dziewczyny wciąż znajdowała się na jego szyi, a dłoń bruneta spoczywała na jej plecach stanowiąc podporę.

Jake nie zwracając uwagi na pozostałą dwójkę zapukał do drzwi. Obdarowany gniewnym spojrzeniem koleżanki wzruszył jedynie ramionami. Blondyn stojąc u progu swojego domu prawie sprzed stulecia nie potrafił się skupić na niczym innym poza myślą, że chciałby mieć spotkanie ze swoim przodkiem już za sobą. Drzwi otworzył młody chłopak, mniej więcej w ich wieku. Szczupły, ubrany w białą koszulę i brązową kamizelkę. Jego ciemne brązowe włosy starannie były zaczesane na bok.

-W czym mogę pomóc? -zapytał przyglądając się gościom.

-Cześć. Nazywam się Jude. A to Robert i Jake -czarodziejka wyrzuciła z siebie słowa niczym pociski z armaty -Szukamy Roger’a McGhart’a.

-W takim razie to mnie szukacie.

-Musimy porozmawiać -dziewczyna wysiliła się na uśmiech, dopiero teraz dostrzegła niewielkie podobieństwo w budowie i rysach twarzy u blondyna i jego pradziadka. Gdyby nie wiedziała, że mężczyźni są spokrewnieni zapewne nie wyłapałaby tych zbieżności.

-Jude skręciła kostkę, potrzebuje pomocy -dodał koszykarz starając się odnaleźć w tej niecodziennej sytuacji jako nie czarodziej i nie członek pokręconej rodziny McGhart.

-Wejdźcie -Roger usunął się na bok, robiąc przejście dla gości.

Robert pomógł dziewczynie przejść przez wyłożony marmurem hol główny. Spod sufitu zwisały ozdobne żyrandole, na ścinach wisiały oprawione w masywne drewniane ramy obrazy. Gospodarz zaprowadził ich do przestronnego salonu w głównej części budynku na parterze. Układ domu był taki sam jakim zapamiętał go Jake.

-To twój dom? -koszykarz zwrócił się do blondyna rozglądając się po pomieszczeniu, gdy tylko dziewczyna zajęła miejsce na fotelu tuż przy kominku, z którego buchały płomienie.

-Moja rodzina mieszka tutaj od pokoleń -Roger udzielił brunetowi odpowiedzi na pytanie, uznając, że skierowane było ono do niego, a nie do jego prawnuka -Przyniosę lód i bandaże -dodał przechodząc obok małego drewnianego stolika, na którym stały szachy, w stronę drzwi, gdy zatrzymały go słowa wypowiedziane przez Jude.

-Nie potrzebujesz tego -chłopak obrócił się w jej stronę -Wiem, że jesteś czarodziejem.

-Słucham?

-Ja także posiadam magiczne zdolności.

-Nie mam pojęcia o czym mówisz.

-Mogę to udowodnić -czarodziejka wyciągnęła przed siebie rękę, a następnie wyczarowała na niej ognistą kulę -Proszę, musisz nam pomóc. Nikogo tu nie znamy. Jesteś naszą jedyną nadzieją na powrót do domu -zabrzmiał jej błagalny głos.

-Skąd o mnie wiecie? -na dotychczas spokojnej twarzy Roger’a pojawiło się zdziwienie.

-To dość skomplikowane.

-Jeżeli mam wam pomóc, musicie być ze mną szczerzy.

-W porządku -Jude skinęła potwierdzająco głową, wcześniej spoglądając na swoich towarzyszy -Jakkolwiek szalenie to brzmi, musisz wiedzieć, że to prawda -głęboki wdech -Jake jest twoim prawnukiem, zostaliśmy przeniesieni do twoich czasów z roku 2015.

-To niemożliwe, nie istnieje czar umożliwiający podróże w czasie -zaprotestował wciąż nie mogąc złapać oddechu po nagłym wybuchu śmiechu.

-Ale my tutaj jesteśmy…

-Wychowywałem się w tym domu, znam go jak własną kieszeń. Do biblioteki prowadzi tajne przejście przez kominek z pokoju na pierwszym piętrze. W zachodnim skrzydle znajdują się ukryte drzwi prowadzące do schronu mieszczącego się pod ogrodami.

-To niczego nie dowodzi -zaprotestował niemal od razu pradziadek Jake’a.

Blondyn wiedział, że tylko jedno może przekonać Roger’a, że to, co mówią jest prawdą. Sięgnął ręką do kieszeni kurtki mając nadzieję, że przedmiot nadal tam jest. Nie znalazł go w prawej kieszeni bluzy. Przerażony, że zostawił go w domu Klausa nerwowo włożył rękę do lewej. Odetchnął z ulgą znajdując to, czego szukał.

-Jest w rodzinie od pokoleń -odparł pokazując przedmiot przodkowi -Po wewnętrznej stronie wygrawerowane są słowa: „Na zawsze twój, MMG” -podał pierścionek będącemu w szoku Roger’owi -M od imienia Martin, MG od nazwiska McGhart -wyjaśnił Jake.

-Ale jak to możliwe?

-Sami chcielibyśmy to wiedzieć -wtrąciła się Jude.

-Teraz nam pomożesz? -chciał wiedzieć Robert – Może zaczniesz od uleczenia nogi Jude?

***

Roger bez problemu uleczył skręconą kostkę Jude, dziewczyna promiennie się uśmiechnęła, a następnie podziękowała czarodziejowi. Miała jeden problem mniej na głowie, wprawdzie była to błahostka w porównaniu do głównego powodu, dla którego wraz z Robertem i Jake’m pojawiła się u progu domu pradziadka blondyna. Porządnie zawiązywała but na zdrowej już nodze.

-Jak dokładnie się tutaj znaleźliście? -zapytał kładąc wyczarowane przez siebie szklanki, także napoje i wodę na stole.

-Właściwie to nie wiemy. W jednej chwili byliśmy w domu naszego przyjaciela w drugiej mężczyzna z bronią przeganiał nas z tego samego budynku w roku 1938 -wyjaśnił Jake bez podawania szczegółów.

-To wszystko? -zapytał zdziwiony Roger.

-Myślimy, że ojciec Jake’a… -zaczęła czarodziejka, gdy przerwał jej blondyn.

-Nie ma znaczenia kto, ani dlaczego. Im mniej wiesz tym lepiej -wyjaśnił spoglądając na pozostałą dwójkę swoich towarzyszy -Przypuszczamy, że do rzucenia czaru wykorzystano czarną magię -dodał nieco łagodniej.

-Jak już wcześniej wspomniałem, nie znam zaklęcia pozwalającego na podróże w czasie, szczerze mówiąc nigdy nawet o takim nie słyszałem.

-Ale my nie możemy tutaj zostać, musimy wrócić do swoich czasów. Może znasz kogoś kto mógłby nam pomóc? -zabrzmiał zmartwiony głos dziewczyny.

-Mój ojciec jest w Europie, wyśle mu wiadomość. Możemy też poszukać informacji w bibliotece, może tam coś znajdziemy -odparł drapiąc się za uchem.

-Nie -zaprotestował szybko Jake -Twój ojciec musi zostać w Europie.

-Nie rozumiem.

-Im mniej osób wie o naszej obecności w twoich czasach tym lepiej.

***

-Jake -czarodziejka z postawy jaką przyjął wobec niej chłopak, wywnioskowała, że ponownie postanowił ją od siebie odsunąć -Chciałabym z tobą porozmawiać -starała się wymusić, aby na nią spojrzał, jednak jego wzrok zwrócony był w zupełnie innym kierunku -W cztery oczy -dodała z naciskiem.

-Teraz to zły moment -brunetka otworzyła usta z niedowierzaniem.

-Nalegam -nie zamierzała jednak tym razem odpuścić.

-W porządku -odparł po kilkudziesięciu sekundach milczenia blondyn, a następnie skierował się w stronę wyjścia, tuż za nim udał się dziewczyna.

-To zajmie tylko chwilę -Jude uśmiechnęła się do Roberta, kątem oka spoglądając jeszcze na czarodzieja, który podobnie jak ich trójka był zdezorientowany w tej sytuacji.

-O czym chcesz rozmawiać? -zapytał Jake, gdy znaleźli się w korytarzu.

Dziewczyna przeszła przez hol, otworzyła drzwi do pomieszczenia znajdującego się naprzeciwko salonu, z którego właśnie wyszli. Chłopak przewrócił oczyma, Jude nie specjalnie się tym przejęła. Poczekała, aż blondyn przekroczy próg kuchni.

-Powiesz mi o co ci chodzi? -zapytała, gdy drzwi za nimi się zamknęły.

-Mi? Raczej o co tobie chodzi… -odparł udając się wzdłuż kuchennego blatu w stronę lodówki, jednocześnie przeciągając po nim prawą dłonią.

-Jake! -podniosła głos chcąc na siebie zwrócić uwagę chłopaka -Przecież widzę, że coś jest na rzeczy -dodała, gdy blondyn odwrócił się w jej stronę. Stali naprzeciwko siebie, między nimi znajdował się kwadratowy drewniany stół.

-Wszystko jest w porządku. Na tyle na ile jest to możliwe biorąc pod uwagę, że zostaliśmy przeniesieni w czasie do roku 1938 -czarodziejka westchnęła na te słowa, powoli traciła cierpliwość, co nie wróżyło nic dobrego.

-Jeszcze kilka godzin temu traktowałeś mnie jak przyjaciółkę, a nawet… -zamilkła szukając odpowiednich słów -Jesteś w stosunku do mnie oziębły odkąd znaleźliśmy się tutaj -po tych słowach w pomieszczeniu zapanowała cisza, wszechobecna i niezwykle uciążliwa -Nie zaprzeczasz -odważyła się w końcu odezwać ledwo panując na drżącym głosem.

-To nie powinno było się nigdy wydarzyć…

-Przecież coś do mnie czujesz! -nie pozwoliła Jake’owi dokończyć, musiała to powiedzieć.

-Jude…

-Nie kłam! Choć raz zdobądź się na odwagę i powiedz mi prawdę.

Każda sekunda milczenia po wypowiedzianych przez nią słowach wydawała się trwać wieczność. Patrzyła w jego niebieskie oczy, a nadzieja, którą w nim pokładała z każdą chwilą wydawała się coraz bardziej mglista. Nie mogąc dłużej znieść panującego między nimi napięcia obeszła stół dookoła. Stanęła tuż przed chłopakiem, ich twarze dzieliły zaledwie milimetry. Będąc tak blisko niego nie potrafiła myśleć o niczym innym tylko jego dłoniach z zachłannością pieszczących jej ciało, tak jak to miało miejsce kilka godzin temu, nim przerwano im tę nieopisaną dla niej chwile radości.

-Jeśli ktoś ciągle mówi nie, przestań prosić -wyszeptała, a następnie ujęła jego szyję w swoje dłonie. Wspięła się na palcach, aby chwilę potem poczuć na swoich ustach ciepło i smak jego warg. Blondyn nie protestował. Co więcej odwzajemnił jej pocałunek, mocniej przyciągając ją do siebie. Wsunął swoje ręce pod jej bluzkę, delikatnie musnął palcami jej skórę na plecach.

-Czego się boisz? -zapytała czując jego oddech na swojej szyi.

-Nie chcę złamać ci serca…

-To tego nie rób -spoglądała mu w oczy, ich czoła stykały się.

-Nie możemy być razem.

-Dlaczego? -odparła oburzona odsuwając się od niego -Powiedz mi dlaczego.

-Nie jestem dla ciebie odpowiedni.

-Skąd ta pewność? Może jesteś najbardziej odpowiedni dla mnie.

-Nie chcę się kłócić -odparł przesuwając krzesło stojące po jego lewej stronie, a zaraz potem zmierzając w stronę wyjścia z pomieszczenia -Zaufaj mi, tak będzie lepiej.

-Bzdura -dziewczyna parsknęła śmiechem -Nie uważasz, że już ufam ci, aż nadto? -blondyn milczał stojąc przed drzwiami, odwrócony do niej plecami – Mógłbyś spojrzeć na mnie, gdy do ciebie mówię? -młody McGhart skierował na powrót głowę w jej stronę, starała się mówić spokojnie, jednak czuła jak jej serce rozpada się na drobne kawałki -Powiedz mi o co chodzi. Razem znajdziemy jakieś wyjście.

-Powinniśmy wrócić do Roberta i Rogera. Zacząć szukać sposobu na powrót do domu.

-Dupek! -Jude wyminęła chłopaka, w pośpiechu opuszczając pomieszczenie.

/Miłośniczka kryminałów

PS. Przepraszam za jakoś notki, ale nie miałam czasu jej przejrzeć.