Archiwa tagu: rodzina

Porwana, część 20

Cześć,
prawie udało mi się nadrobić wszelkie zaległości, jest jeszcze parę notek, które koniecznie chcę przeczytać, kilka blogów, na które chcę zajrzeć i na pewno to zrobię ;)
Żeby było trochę świątecznie przed opowiadaniem zdjęcie zrobionych przeze mnie bombek :D

IMG_20151217_221154

PORWANA, część 20

Roger, Jude i jej towarzysze znaleźli się w bibliotece. Stanęli przed regałami pełnymi książek. Mniejszymi, większymi. Oprawionymi w niebieską, brązową lub zieloną barwioną skórę. Półki pięły się praktycznie pod sufit. A samo pomieszczenie było naprawdę wysokie. Aby zdjąć książki z wyższych półek należało użyć specjalnej drabiny na kółkach.

-To zabierzmy się za szukanie -zwróciła się do towarzyszy zaraz potem szeptem wypowiadając: „podróże w czasie” i skupiając się na tej myśli.

Z półek zaczęły spadać książki, jedna za drugą. Niektóre upadały dość cicho, gdyż były lżejsze lub znajdowałby się na niższych półkach, inne z ogromnym hukiem, były to głównie pokaźnych rozmiarów księgi. Jude, aż podskoczyła ze strachu. Roger zareagował dość szybko, zatrzymał niektóre w locie zanim zdążyły spać, a następnie umieścił je skinieniem ręki i prostym dla siebie zaklęciem z powrotem na miejsce.

-Ten czar jest skuteczny, gdy szukamy doprecyzowanej informacji, którą znajdziemy w zaledwie kilku książkach -zabrzmiał spokojny, ale zarazem pouczający głos czarodzieja -Jeżeli chodzi o podróżowanie w czasie, to wielu o tym marzyło, a jeszcze więcej pisało, czy tylko wspominało o takiej możliwości w książkach. Tym razem będziemy musieli zdać się na typowo ludzki sposób szukania, przeglądając i czytając jedną książkę za drugą.

Jude ciężko westchnęła, perspektywa spędzenia wielu godzin w bibliotece na szukaniu igły w stogu siana przerażała ją.

-Nic nie można zrobić? -zapytała z nadzieją w głosie.

***

Jake nie wiedział czy bardziej bolą go plecy, szyja czy tyłek od spędzenia kilku godzin na przeszukiwaniu grubych tomisk w poszukiwaniu możliwości powrotu do domu, siedząc na twardej podłodze oparty o regał. Wstał, momentalnie poczuł mrowienie w nogach. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Jude spała z głową opartą na rękach wyciągniętych na stoliku znajdującym się w końcu pomieszczenia. Robert drzemał na krześle obok czarodziejki, jego jedna ręka bezwładnie zwisała wzdłuż mebla. Podszedł do nich. Nie zastanawiając się długo, delikatnie, aby nie obudzić Jude wziął ją na ręce. Jej głowa opadła na jego prawe ramię, dziewczyna oddychała miarowo. Wyglądała tak spokojnie i w jego ocenie tak pięknie, uśmiechnął się na tę myśl. Nim opuścił pomieszczenie wpadł na Rogera.

-Robert? -zapytał czarodziej przyglądając się blondynowi i czarodziejce.

-Obudzisz go i zaprowadzisz do sypialni -pradziadek Jake skinął dla potwierdzenia głową.

-Sypialnie są na piętrze w prawym skrzydle.

Blondyn zaniósł Jude we wskazane przez Rogera miejsce. Pokój dla odmiany urządzony był zupełnie inaczej niż ten z czasów blondyna. Znajdowało się tam proste drewniane łóżko zamiast pokaźnego łoża z baldachimem. Pomieszczenie bardziej przypominał jego sypialnie z czasów, z których przybyli niż te przeznaczone dla gości. W rogu pokoju zabrakło też złoconego wielkiego lustra i dębowej szafy, w miejsce której znajdowało się krzesło. Jake położył dziewczynę na łóżku. Wziął ze stołka koc, którym następnie okrył czarodziejkę. Ostrożnie odgarnął włosy z twarzy dziewczyny.

-Wrócicie do domu -usłyszał głos zza plecami, w progu stał Roger.

-Jude bardzo na tym zależy, tęskni za rodziną.

-Dobrze jest mieć oparcie w takiej dziewczynie, masz szczęście.

-My nie jesteśmy razem -był to szybki protest ze strony blondyna.

-Nie? Przecież wy… sposób w jaki na siebie patrzycie…

-Nie możemy być razem -Jake zrobił krok w tył, jednoczenie zamykając drzwi do pokoju.

-Dlaczego? -czarodziej zmierzył go uważnym spojrzeniem, zupełnie jakby wiedział, że kryje się za tym coś większego, jakaś dużo poważniejsza sprawa niż „nie kocham jej” albo „ona nie kocha mnie”, czy też „jej lub jego ojciec jest przeciwny temu związkowi”.

-Potrafisz dochować tajemnicy? Takiej dużej…

Chwilę później oboje siedzieli w kuchni, po przeciwnych stronach stołu. Każdy z kubkiem kawy mimo bardzo późnej pory.

-Wciąż nie do końca mogę uwierzyć, że jesteś moim prawnukiem.

-A ja że rozmawiam ze swoim pradziadkiem, na dodatek młodszym od siebie -obaj zaśmiali się radośnie.

-Co to za tajemnica?

-Widzisz… mój ojciec, twój wnuk.. -zamilkł przez moment zastanawiając się czy na pewno dobrze robi chcąc powiedzieć swojemu przodkowi to, co zamierza. Miał jednak dość dźwigania tego ciężaru samotnie -Jest złym człowiekiem -wydusił w końcu z siebie, Roger spojrzał na niego zdumiony.

-To dość mocne słowa, biorąc pod uwagę, że mówisz o własnym ojcu.

-On… -nie był pewien jak wiele może powiedzieć -Pragnie przywrócić kogoś z krainy umarłych -zdecydował się nie mówić o swojej siostrze.

-Wie o konsekwencjach?

-Uważa, że znalazł sposób na obejście ich.

-To ktoś dla niego bliski? Nie odpuści?

-Nie -odparł blondyn upijając łyk aromatycznego napoju.

-Potrzebuje krwi dziedzica od potomków dwóch pierwszych czarodziejów.

-Nasza korzenie sięgają tak daleko -na te słowa brunet przytaknął skinieniem głowy -To samo dotyczy Jude, ona także jest potomkinią jednego z pierwszych -Roger wydał z siebie zdumione „ooo”.

-Dlatego nie możecie być razem -tym razem to Jake przytaknął.

-Co zamierzacie z tym zrobić?

-Jude o niczym nie wie -dodał pospiesznie blondyn -Ta rozmowa musi zostać między nami, rozumiesz?

-Dlaczego twój ojciec przeniósł was do 1938?

-Nie mam pojęcia -odparł blondyn z westchnięciem -Działania mojego ojca nie mają ostatnio sensu -podrapał się za uchem, analizując w głowie wszystko to, co wydarzyło się ostatnimi czasy. Jack pozwolił im uciec ze swojego pałacu, potem porwał ich tylko po to, aby przypomnieć mu o siostrze i w pewnym sensie spróbować namówić go do współpracy, potem pozwolił im wrócić do domu Klausa, aby wysłać ich w przeszłość. Po co? W przekonaniu blondyna równie dobrze mógł znów zamknąć w swoim wielkim zamku. Po co przenosił ich w przeszłość? Dlaczego do roku 1938? Jake spodziewałby się po ojcu, że raczej wyśle ich do czasów pierwszych, jeżeli w ogóle. W końcu tamte lata to jego ulubiony okres w historii. No, i pozostawało jeszcze jedno pytanie. Dlaczego wysłał z nami Roberta? -Ojciec zawsze miał wszystko zaplanowane, to… -chłopak rozłożył ręce -Nie jest takie w ogóle -pokręcił głową na boki.

***

Następnego dnia Jude obudziły promienie słońca padające prosto na jej twarz. Powoli uniosła głowę, przez chwilę zastanawiając sobie, gdzie się znajduje. Jednak dość szybko, niczym uderzenie w policzek, przypomniała sobie co się wydarzyło. Położyła głowę na powrót na poduszce, najchętniej nie wstawałaby z łóżka. Zaraz potem zadała sobie pytanie: Jak ja się tutaj właściwie znalazłam? Ostatnie co pamiętała, to fakt, że czytała wynurzenia jakiegoś czarnoksiężnika na temat możliwości podróży w czasie. Zacisnęła dłoń na poduszce, a następnie z całej siły cisnęła ją w stronę krzesła. Dziewczyna zdała sobie sprawę, że kolejny wieczór spędzi zgłębiając zapewne nieźle popapraną psychikę kolejnego mrocznego czarodzieja. Wyczarowała sobie czyste ubrania, te co miała na sobie były całe wygniecione, poza tym nie pachniały zbyt ładnie. Zastanawiała się w jakim stanie są jej włosy, nie wspominając o zapewne rozmazanym makijażu, jednak w pokoju nie było lustra. Wyjrzała na korytarz, w pobliżu nie było żywej duszy. Wzruszyła ramionami, a następnie zajrzała do pomieszczenia obok. Z zawodem westchnęła na widok pustej przestrzeni. Miała nadzieję, że nie spędzi całego poranka na poszukiwaniu łazienki. Zajrzała do pokoju naprzeciwko, zauważyła tam Jake. Spał z głową na książce, miał na sobie wczorajszą koszulkę, jego dżinsy leżały na ziemi, tuż koło koca, podczas gdy poduszka zakrywała jego stopy. Dziewczyna ciężko westchnęła, skupiła się na zaklęciu, a chwilę później na stercie książek obok łóżka pojawiała się czysta odzież. Nie budząc blondyna po cichu wycofała się z pomieszczenia.

-Cześć -zabrzmiał radosny głos Roberta, na który Jude podskoczyła w strachu.

-Nie rób tak więcej -odparła gniewnie, łapiąc się prawą dłonią za klatkę piersiową.

-Szukam kuchni. Może przyłączysz się do mojej wyprawy poszukiwawczej?

-Tak -odparła z uśmiechem na twarzy.

Jakieś dziesięć minut później Jude zajadła się kanapką słuchając jak Robert opowiada o jednym z finałowych meczów koszykówki, podczas którego jego kolega z drużyny złamał rękę, a oni mimo, jako osłabiony zespół i tak wygrali. Dobrze czuła się w towarzystwie bruneta, chłopak mówił z takim przejęciem. Kilka razy dodał jakiś żart, z którego śmiała się, aż do łez, choć na chwilę zapominając, że jest rok 1938.

Dobrą godzinę po tym jak dziewczyna niespodziewanie wpadła do niewłaściwego pomieszczenia, obudził się Jake. Przeczesał dłonią potargane włosy. Przy łóżku dostrzegł ubrania, w myślach podziękował za to Roger’owi. Zaraz potem udał się do łazienki. Odkręcił kran, zamoczył dłonie w umywalce pełnej chłodnej wody, a następnie ochlapał nią twarz. Gdy podniósł wzrok, chcąc się obejrzeć w lustrze, przez okno dostrzegł postać. Szybko sięgnął po ręcznik. Zdążył zaledwie zobaczyć tył postaci nim zniknęła mu z pola widzenia. Była to kobieta, blondynka, w sukience w kwiaty. Zaintrygowany sięgnął po koszulkę, którą zamierzał założyć. Skierował się w stronę drzwi, a gdy je otworzył praktycznie wpadł na Jude.

-Przepraszam -odparł robiąc krok w tył.

Wzrok Jude mimowolnie powędrował na tors blondyna, przyjrzała się jego tatuażom. Jeden pod linią obojczyka, drugi pod linią żeber, jakiś napis zawierający słowo: „bohater”. Nie zdążyła go przeczytać, gdyż Jake nałożył na siebie koszulkę.

-Chciałam żebyś wiedział -starała się pozbierać swoje myśli w głowie -To co wydarzyło się wczoraj… -wiedziała, że musi wyjaśnić tę sprawę, jakby nie było potrzebuje jego pomocy w powrocie do domu, ponad wszystko musi umieć z nim współpracować -Myślę, że powinniśmy zakopać topór wojenny -machnęła dłonią przecinając powietrze w pół -Może spróbowalibyśmy wrócić do tego jak było wcześniej -dodała zakładając opadający jej na czoło kosmyk włosów.

-Jako przyjaciele?

-Tak, jako przyjaciele -powtórzyła Jude, po części chyba już się pogodziła z faktem, że nie może liczyć na nic więcej ze strony blondyna. Zresztą po tym, co ostatnio jej zrobił, po tym jak ją zranił, nie była pewna czy nadal potrafiła patrzeć na niego w ten sam sposób.

-Jest coś jeszcze…

-Słucham.

-Dzisiaj w nocy miałam sen.

-Sen? Jaki sen? -zapytał zaintrygowany McGhart, przypominając sobie jak dziewczyna kiedyś opowiadała mu o tym jak we śnie widziała jego pracownie, a także śmierć Nicki i chwile sprzed wypadku samochodowego, w którym zginęła jego siostra.

-Tutaj są -w korytarzu pojawił się Roger oraz blondynka, którą Jake widział przez okno.

-Liv? -zapytał wyraźnie zszokowany chłopak.

-Wy się znacie? -czarodziej zmrużył oczy, nie rozumiejąc co się dzieje.

-Spotkaliśmy się w pociągu -wytłumaczyła Jude.

-Nie wiedziałam, że znacie Roger’a -blondynka uśmiechnęła się pogodnie.

-Moja dziewczyna, Olivia -czarodziej objął ją w pasie, a potem pocałował w policzek.

Jake momentalnie przypomniał sobie zdjęcie prababki, nieco starszej do Liv w tym momencie, z krótkimi starannie ułożonymi włosami i perłowymi kolczykami. Właśnie z tej fotografii ją kojarzył. Jedna sprawa, która nie dawała mu spokoju została wyjaśniona.

/Miłośniczka kryminałów

Porwana, część 12

Cześć,
obiecałam notkę raz w tygodniu, a że chce dotrzymać obietnicy, to notka wyjątkowo dzisiaj. Jak poprzednia pisana w biegu, może trochę mniejszym, liczę, że spodoba Wam się bardziej niż ostatnia ;)
Mam też nadzieję, że nie zabijecie mnie za kilka chemicznych odniesień, nie mogłam się powstrzymać, za dużo jej ostatnio w moim otoczeniu -głupieję :P

PORWANA, część 12

Jude obudziły promienie słońca wdzierające się do pokoju przez okno. Dziewczyna przetarła oczy, a następnie rozejrzała się dookoła. Widok początkowo ją przeraził, dopiero kilka sekund później przypomniał sobie, że nie jest już zamknięta w domu Jack’a, a noc spędziła u Klausa. Usiadła na łóżku, odtworzyła sobie w pamięci wczorajszą rozmowę z gospodarzem, przed oczyma miała namalowany przez Jake’a portret Nicole. Jej historia wydała się czarodziejce niezwykle smutna. Mimowolnie pomyślała o swojej rodzinie. Przypomniała sobie uśmiech na twarzy mamy, sposób w jaki wymuszała na ojcu, aby ją przytulił, a także jak lubiła się przekomarzać z bratem. Bardzo za nimi tęskniła. Wyobraziła sobie pokój telewizyjny w jej rodzinnym domu, na szafce pomiędzy wysokim srebrnym wazonem a dekoderem stało ich rodzinne zdjęcie. Skupiła się na każdym jego szczególe, a po chwili trzymała w ręku identyczną fotografię oprawioną w drewnianą ramkę. Przez chwilę przyglądała się czterem uśmiechniętym osobom uwiecznionym na kawałku błyszczącego papieru za szkiełkiem. Położyła zdjęcie na stoliku tuż koło łóżka. W domu Klausa czuła się bliżej swojego własnego. Głównie dlatego, że nie była tutaj niczyim więźniem. Nie mogła wprawdzie wrócić do domu przez wzgląd na Jack’a. Nie chciała narażać swoich bliskich. Wystarczyło, że ona musi zmagać się z mrokiem i kłamstwem. Westchnęła. Niespodziewanie w jej głowie zabrzmiały słowa Jake’a: „Możemy stąd wyjść tylko dlatego, że Jack tego chce”. Teraz była bardziej niż pewna, że blondyn miał rację. Szczególnie po tym jak Klaus opowiedział jej, że czarodziej wolałby zabić żonę niż pozwolić córce odejść. Jack powiedział jej kiedyś, że jest dla niego cennym nabytkiem, jego DZIEDZICZKĄ. Jeżeli miała wierzyć słowom swojego byłego nauczyciela, a zarazem jedynego i najzacieklejszego wroga, czarodziej nigdy dobrowolnie nie pozwoliłby jej odejść. Poczuła jak ogarnia ją smutek, wstała z łóżka. Założyła na siebie szarą bluzę, tę samą, która miała na sobie dzień wcześniej. Wyczarowała sobie czyste ciemne dżinsy, a włosy upięła pospiesznie, bez większego ładu i składu w kucyk. Zaraz potem opuściła pokój. W kuchni Jude dostrzegła Klausa, stał przy kuchence, w ręku trzymał patelnie. Przekroczyła próg pomieszczenia, mężczyzna przywitał ją uśmiechem.

-Masz ochotę na naleśniki? -zapytał odkładając patelnie na podgrzewaną płytę, a następnie sięgając do szafki po dodatkowy talerz.

-Pomogę ci -szczupła kobieta o krótkich ciemnych włosach wzięła od czarodzieja talerz, a także sztućce, które następnie położyła przed dziewczyną.

-Jude, poznaj Julię -odparł wielką chochlą wylewając ciasto naleśnikowe na patelnię.

-Mogą być zimne napoje? -kobieta wyjęła z lodówki sok pomarańczowy oraz wodę.

Czarodziejka skinęła głową. Nie spodziewała się takiego gwaru przy śniadaniu, odwykła od większej niż dwie liczby osób w kuchni przy posiłku.

-Jake nie wrócił? -zapytała brunetka przyglądając się wystawce dżemów.

-Śpi -czarodziej podszedł do dziewczyny i nałożył jej ciepłego naleśnika na talerz -Smacznego! -dodał wracając do kuchenki, a zaraz potem ponownie nalewając płynne ciasto naleśnikowe z wysokiej plastikowej miski na patelnię. Julia natomiast usiadła po przeciwnej stronie stołu, zaraz potem sięgnęła po cukier, wsypała dwie łyżeczki białej krystalicznej substancji do swojego kubka z kawą -Może chcesz coś ciepłego?

-Nie dziękuję -dziewczyna sięgnęła po szklankę, do której nalała wody -Jesteście małżeństwem? -nie mogła już dłużej powstrzymać się przed zadaniem tego pytania.

-Oficjalnie nie -kobieta zamieszała łyżeczką w kawie, powodując rozpuszczenie krystalicznej sacharozy w całej objętości cieczy -Jednak jesteśmy razem jakieś 25 lat, więc nieoficjalnie można powiedzieć, że jest z nas stare dobre małżeństwo.

-Julia wie o Jack’u, o świecie czarów i całej reszcie -Jude miała wrażenie jakby mag czytał jej w myślach. Dokładnie o to chciała go zapytać tylko nie wiedziała jak to zrobić, nie wzbudzając podejrzeń kobiety, gdyby jednak o niczym nie wiedziała.

-Rozmawiałeś z Jake’m? -zwróciła się bezpośrednio do czarodzieja.

-Chwilę.

-Jest na mnie bardzo zły? -zapytała przerywając smarowanie naleśnika jej ulubioną konfiturą truskawkową.

-Nie ty powinnaś czuć się winna -oświadczył czarodziej jednocześnie nakładając świeżo upieczonego naleśnika na talerz ukochanej, która skradła mu pocałunek nim wrócił do pichcenia.

-Wychodził wściekły na mnie. Powiedziałam mu, że jest kłamcą jak jego ojciec.

-Zmusił cię do tego swoim zachowaniem.

-Czasami wydaje mi się, że potrafię do niego dotrzeć. Zaraz potem przekonuję się, że to wszystko tylko złudzenie -dziewczyna westchnęła -Wydajecie się być szczęśliwi, dlaczego nie zdecydowaliście się na małżeństwo?

-Taki mamy układ -oprała obojętnie kobieta wkładając do ust porcję naleśnika z marmoladą -Kiedy chcę zobaczyć się z Klausem przychodzę do niego, kiedy on potrzebuje ze mną porozmawiać, wpada do mnie -dodała, gdy przełknęła jedzenie.

-Nie mieszkacie razem?

-Nie.

-Uważasz, że to zdrowy związek? -wypaliła Jude sięgając po szklankę z wodą.

-Nie kłócimy się. Przynajmniej nie tyle co mieszkające razem pary czy małżeństwa. Ponadto nie ma możliwości, abyśmy się sobą znudzili.

-A czy w miłości nie chodzi o to, aby być ze sobą na dobre i na złe?

-Zgadzam się z Jude, nie można być z kim jednocześnie nie będąc -do rozmowy włączył się Jake, chłopak jak dzień wcześniej stał w drzwiach oparty o ich framugę.

-Pewnie jesteś głodny -Julia wstała od stołu, a chwilę później położyła na stole czwarty talerz i sztućce, chłopak jednak nie ruszył się z miejsca.

-Jude, chciałem cię przeprosić za wczoraj -odparł przerywając milczenie, które zagościło w pomieszczeniu wraz z jego pojawieniem się -Nie mam wytłumaczenia na swoje zachowanie -mówiąc to wyjął z kieszeni spodni zgiętą kilkukrotnie kartkę -W ramach przeprosin chciałem ci to dać.

-Co to? -zapytała zdziwiona dziewczyna, rozkładając pomiętą stronę.

-To powinno ci pomóc w znalezieniu bruneta z rynku -widniał na niej portret chłopaka, który wpadł na nią w centrum. Niezwykle staranny szkic, oddający każdy szczegół: rysy twarzy, rozmieszczenie oczu, ust -Miał tuż nad obojczykiem znamię, takie samo jakie miała Nicki tuż pod łopatką. Mają je wszyscy odporni na magię.

-Jack wszystkich nie zabił? -Jude przypomniała sobie jak chciała zastosować na chłopaku magię, bezskutecznie.

-Widocznie nie -młody McGhart wzruszył ramionami -Jeżeli chcesz po śniadaniu mogę ci pomóc w poszukiwaniu tego chłopaka -zaproponował kierując się w stronę stołu.

-Nie rozumiem. Wczoraj zostawiłeś mnie samą z mężczyzną, którego nie znam, a dzisiaj chcesz mi pomóc? Cierpisz na rozdwojenie jaźni czy jak?

Jake ponownie wzruszył obojętnie ramionami, brunetka nienawidziła u niego tego gestu bardziej niż swojej wykładowczyni od chemii organicznej, a całkiem niedawno wydawało się jej, że nie można niczego, ani nikogo nienawidzić bardziej niż profesor „papier wszystko zniesie”*.

-Jestem egoistą -dodał czując na sobie jej mordercze spojrzenie -Masz pełne prawo mnie nienawidzić. Ty jesteś inna. Dobra. I odwołuję się do twojej wrażliwej strony: Proszę, nie odmawiaj mi pomocy w odszukaniu tajemniczego odpornego na magię, który zapewni drużynie „dobro” przewagę nad złym Jack’em. Bo niczego innego nie pragnę bardziej niż zobaczyć jak jego „królestwo” upada.

 

*ulubione powiedzenie mojej znienawidzonej wykładowczyni :P

/Miłośniczka kryminałów