Archiwa tagu: zaufanie

Porwana, część 24

Cześć,
jestem :P
Nie miałam pomysłu jak dalej „pchnąć” to opowiadanie, na szczęście wczoraj doznałam olśnienia, stąd też nowy wpis ;)

PORWANA, część 24

Jude i Jake znaleźli się w bibliotece, czarodziejka powędrowała spojrzeniem pomiędzy regałami wypełnionymi po brzegi najróżniejszymi książkami. Wciąż powoli docierało do niej wszystko to, co wydarzyło się kilkadziesiąt minut wcześniej. Nie potrafiła zrozumieć jak mogli nie wziąć pod uwagę faktu, że Robert jest odporny na magię. Przecież nie było to dla nich żadną tajemnicą. Tak bardzo skupili się na samej podróży w czasie, że wyparli ze świadomości całą resztę. Gdyby wpadli na to szybciej, pewnie już dawno byliby w domu. W czasach, do których należą. Na samą tą myśl dziewczyna czuła jak ogarnia ją złość, a w głowie pojawia się myśl: „Jak mogłam być taka głupia!”.

-Potrzebujemy książki z urokami -blondyn stanął pośrodku pomieszczenia.

-Dlaczego urok? Czy to nie rodzaj zaklęcia? -pytanie to zaprzątało głowę Jude odkąd Roger zasugerował, że to w taki sposób zostali przeniesieni w przeszłość.

-Uroki rzucano na długo przed pojawieniem się pierwszych czarodziei. Przy odpowiednio odprawionym rytualne potrafią być niezwykle potężne. Nigdy jednak nie przypuszczałbym, że umożliwiają podróże w czasie -wyjaśnił cierpiący chłopiec, zaraz potem głową wskazał na regały z książkami dając znać brunetce, aby odnalazła właściwą.

Jude wzięła głęboki oddech, a następnie wypowiedziała zaklęcie skupiając się w myślach na niebieskiej skórzanej okładce księgi zawierającej konkretny rodzaj informacji. Zdziwiona rozejrzała się po pomieszczeniu, gdy z regałów nie spadła ani jedna książka. Zamknęła oczy, a następnie raz jeszcze w głowie zobrazowała sobie przedmiot.

-Coś jest nie tak -odparła zmartwionym głosem, gdy i tym razem nic się nie stało.

-Wypowiedziałaś na pewno dobre zaklęcie?

-Tak! -odparła z wyrzutem, przecież nie robiła tego po raz pierwszy.

-Spokojnie. Spróbuj jeszcze raz -chłopak starał się mówiąc z opanowaniem -Wyrzuć z głowy wszystko, skup się tylko na książce z urokami.

-Niebieskiej książce z urokami -Jude nerwowo potarła o siebie dłońmi.

-Nie wydaje mi się, aby ta której szukamy była niebieska…

-Przecież w moim śnie widziałam niebieską książkę -słowa wypłynęły z ust czarodziejki niczym pociski z broni, bez ostrzeżenia, a także z towarzyszącym strzałowi hukiem, w tym przypadku był nim podniesiony głos dziewczyny.

-W swoim śnie widziałaś Jack’a wyszeptującego jakieś zaklęcie z niebieskiej książki. Jednak nasza podróż do roku 1938 roku to raczej nie jego robota.

-Słucham? -dziewczyna pokiwała z niedowierzaniem głową na boki.

-Już wcześniej mówiłem Rogerowi, że działania Jack’a wydają się nie mieć sensu.

-Może po prostu go nie widzimy… -brunetka od samego początku miała tę odpowiedź za jedyną pewną rzecz w całym tym morzu niepewności dotyczącym ich podróży w czasie.

-Nie widzimy, bo to nie Jack -zaoponował stanowczo Jake.

-W takim razie kto?

-Klaus -czarodziejka spojrzała na blondyna jak na wariata.

Ta odpowiedź była dla dziewczyny kompletnie nie do przyjęcia. Nie rozumiała dlaczego młody McGhart podejrzewał o knucie przeciwko nim jedyną osobę, która w czasach, z których przybywają, była dla nich uprzejma i pomocna.

-To nie może być prawda -założyła za ucho luźno opadający jej na twarz kosmyk włosów -Zapewnił nam dach nad głową. Niczego nie ukrywał, o wszystkim mówił otwarcie.

-Swoim zachowaniem wzbudził w nas zaufanie…

-Mówiłeś, że można mu ufać! -brunetka wskazujący palcem prawej ręki zatrzymała na jego klatce piersiowej, posłała swojemu towarzyszowi także pełne gniewu spojrzenie.

-Ufałem mu -jego niebieskie oczy skierowane były na ogarniętą wściekłością twarz Jude, jej usta przypominały cienką czerwoną kreskę -Chciałem mu ufać -dodał, gdy czarodziejka wzięła dłoń z jego torsu -Jack jest fascynatem i ekspertem od czarnej magii. Nie bawiłby się w rzucanie uroków -dodał po dłuższej chwili milczenia.

Blondyn zdawał sobie sprawę, że po raz kolejny zawiódł dziewczynę. Pozwolił, aby zawierzyła ona Klausowi. Sam także zdał się na mężczyznę. Miał nadzieję, że czarodziej jest inny niż jego ojciec, w końcu wielokrotnie powtarzał mu, że jest inny niż Jack. Postawą sprawiał wrażenie ciepłej osoby. Wykazał zrozumienie, gdy chłopak opowiadał mu o Jude i swoim problemie. Nie ignorował go w przeciwieństwie do ojca.

-Może rzucił urok, bo wiedział, że magia nie zadziała na Roberta -wtrąciła czarodziejka, zakładając ręce na piersi.

-Jack nie wie o tym, że Robert jest odporny na magię. Uważa, że wszyscy zostali zabici -brwi blondyna powędrowały ku górze -Tylko my -spojrzał wymownie na swoją towarzyszkę -I Klaus o tym wiedzieliśmy.

-Nie przekonuje mnie to… -zaprotestowała brunetka, wciąż nie mogąc uwierzyć, że to życzliwy wobec nich czarodziej za tym wszystkim stoi.

-Wielokrotnie zastanawialiśmy się dlaczego 1938 i nigdy nie potrafiliśmy odpowiedzieć na to pytanie -syn czarnoksiężnika ani na chwile nie oderwał wzroku od Jude -Dla mojego ojca ta data nie ma żadnego znaczenia. Jednak jeżeli weźmiemy pod uwagę Klausa, zapalonego historyka, pasjonata okresu międzywojennego i II Wojny Światowej….

-Jake? -dziewczyna dostrzegła smutek, który pojawił się na twarzy zagubionego chłopca -Wszystko w porządku?.

-Tak -wypowiedział te słowa z pewnego rodzaju żalem w głosie.

-Cokolwiek chodzi ci po głowie, mi możesz powiedzieć -dziewczyna podeszła do niego, wymusiła na nim spojrzenie.

-Przez chwilę po prostu… -szukał odpowiednich słów -Pomyślałem o Liv i Rogerze, o tym, że za rok dopadnie ich wojna… -przerażała go myśl, że przyszłość, która nadejdzie dla jego pradziadków maluje się w kolorach czerwieni, z muzyką, której powtarzającym się w kółko refrenem będzie świst kul przecinających niebo, a także wybuchów.

-Przykro mi -położyła mu dłoń na ramieniu -Polubiłam ich, trudno będzie się z nimi rozstać. Jestem pewna, że sobie poradzą. Mówimy przecież o Liv -uśmiechnęła się do blondyna.

-Skup się na książce z urokami, jakiejkolwiek, byle z urokami -odparł spoglądając po regałach znajdujących się w bibliotece.

Dziewczyna przytaknęła, a następnie wykonała jego polecenie. W myślach powtarzając jak mantrę „księga z urokami”, „księga z urokami”, jednocześnie szepcząc dobrze jej znane zaklęcie. Nie minęła chwila, a z regałów spadło kilkadziesiąt książek. Jude podeszła do tej, która upadła na podłogę najbliżej, podniosła ją, a zaraz potem skierowała się w kierunku drugiej, którą też wzięła do ręki. Obje położyła na stoliku w końcu pomieszczenia, a następnie wzięła się za zbieranie pozostałych z podłogi. W jej ślad poszedł Jake.

-17 -odparła czarodziejka spoglądając na stosik z książek.

-Jak wam idzie? -w pomieszczeniu pojawił się Roger, a także koszykarz przemierzający kolejne metry w starannie owiniętej bandażem nodze, mając podparcie w czarodzieju.

-Jak się czujesz? -dziewczyna przyjrzała się brunetowi.

-Żyję -odparł uśmiechając się do niej, tymczasem pradziadek Jake’a odsunął krzesło przy stoliku, aby Robert mógł na nim usiąść.

Roger podszedł do stolika. Przyjrzał się stosowi książek ułożonemu przez czarodziejkę i swojego prawnuka. Wziął pierwszą do ręki.

-Uroki miłosne. Nie -odrzucił ją na bok, zaraz potem sięgając po drugą -Uroki i klątwy. Może -podał księgę Jake’owi -Jak rzucać poprawnie uroki. Nie -oprawiony w czarną skórę tom wylądował na ziemi obok wcześniej wyeliminowanego -Uroki dla zaawansowanych. Może -ponownie podał książkę prawnukowi, a on przekazał ją Jude.

Po segregacji dokonanej przez pradziadka blondyna pozostało jedynie pięć ksiąg, a w jednej z nich odpowiedź na dręczące ich od dawna pytanie: „Jak wrócić do domu?”. Ich było także pięcioro, w związku z tym, każdy otrzymał swoją własną lekturę do poduszki.

-A to zaklęcie ze 123 strony z niebieskiej książki? -zapytał zaintrygowany Robert.

-Musi poczekać -wyjaśniła Jude wzruszając ramionami -Jeden problem naraz -dodała wysilając się na uśmiech.

***

Noc była cicha, granatowe niebo rozjaśniało miliony gwiazd. Jude siedziała na okiennym parapecie okryta ciepłym polarowym wyczarowanym przez siebie kocem spoglądając na spokój panujący w okolicy. Niespodziewanie jej myśli popłynęły w kierunku wszechobecnej, a także niezwykle energicznej Olivii. Przez chwilę pomyślała o tym, co powiedział Jake. O swoich obawach względem pradziadków. O tym wszystkim, co znała jedynie z dokumentalnych filmów z okresu wojny. O kurzu wzbijającym się w powietrze przy każdym wybuchu, o samolotach krążących po niebie niczym sępy wyszukujące padliny. Nie potrafiła sobie nawet wyobrazić strachu, a także cierpienia, które towarzyszyło widzianym przez nią kadrom filmowym.

Westchnęła. Była ciekawa jakie myśli zaprzątają głowę Jake’a, a także Roberta. Czy może chłopcy śpią już w najlepsze. Spojrzała w stronę książki z urokami, która leżała tuż obok niej na parapecie. Do tej pory dziewczynie udało się przejrzeć 3/4 jej zawartości. Odłożyła ją na bok, ponieważ zdała sobie sprawę, że bycie tutaj w roku 1938 nie jest takie złe. To właśnie w przeszłości poznała wartościowych ludzi, nowych przyjaciół. Liv, z którą bardzo się zżyła. Zdała sobie sprawę, że tęskni za wesołą blondynka już na samą myśl, że będzie musiała ją opuścić. Rogera, z którym wedle jej obserwacji dobrze dogaduje się Jake. I Roberta, swojego najlepszego przyjaciela. Myśląc o koszykarzu zamknęła oczy i wróciła do momentu, gdy pocałowała go w wielkiej sali, w której podłoga pokryta była lodem. Nie miała wątpliwości, że chłopak jest kimś ważnym w jej życiu, a także, że pragnie, aby już zawsze przy niej był. Ale nie czuła do niego tego, co wciąż tli się w jej sercu w stosunku do Jake’a. Przez chwilę nawet zastanowiła się, czy nie pocałowała wtedy bruneta, aby wzbudzić zazdrość w synku Jack’a. Potrząsnęła głową, szybko odpędzając od siebie wszystkie te nieznośne myśli. Po raz kolejny spojrzała w niebo, w lśniące na granatowym tle gwiazdy.

-Ciekawe czy spoglądasz teraz w te same gwiazdy co ja -pomyślała o niebieskookim blondynie szczelniej otulając się kocem.

Jude po raz kolejny zamknęła powieki. Oparła głowę o ścianę, starając się oczyścić głowę. Od dawna marzyła, aby choć jednej nocy położyć się spać z czystym umysłem. Miała nadzieję, że może to właśnie jest ten dzień. Z błędu wyprowadziło ją ciche pukanie do drzwi. Wypowiedziała krótkie „Proszę”, a chwilę później w pokoju pojawił się Jake.

-Możemy porozmawiać? -zapytał wkładając dłonie do kieszeni spodni.

-Słucham -chłopak wydał się jej spięty, pokusiłaby się nawet o stwierdzenie: zdenerwowany.

-Chciałem… -wziął głęboki oddech, starając się zebrać myśli -Chciałbym… -zaczął jeszcze raz, jak na złość w jego głowie panowała kompletna pustka.

Blondyn nigdy nie przypuszczałby, że powiedzenie prawdy może okazać się takie trudne. Mimo, iż przed przyjściem do pokoju dziewczyny kilkukrotnie układał sobie scenariusze jak może wyglądać ta rozmowa, w tym momencie każdy wydawał się nieodpowiedni.

-Pokaże ci coś -obrócił się w stronę drzwi, złapał za klamkę -Chodź -dodał wyciągając dłoń w stronę czarodziejki, zachęcając ją, aby poszła z nim.

Kolejne korytarze pokonywali w milczeniu. Jude kilka razy chciała przerwać panującą między nimi ciszę. Obawiała się jednak, że swoim gadaniem spłoszy blondyna, który najwyraźniej starał się jej coś powiedzieć. Dlatego też podążała krok w krok za nim, cierpliwie czekając na wyjaśnienia.

Dziewczynę zdziwiło, gdy blondyn zatrzymał się przed pokojem Cadence. Chłopak otworzył drzwi, przepuszczając Jude przodem. Brunetka od razu zwróciła uwagę na namalowaną na ścianie zorzę. Złotą na tle granatowego nieba. Dokładnie taką sama jaką widziała podczas ulewy, gdy Jake wyciągnął ją z domu, a oboje przemokli tak bardzo, że nie było na nich ani jednej suchej nitki. Mimowolnie uśmiechnęła się do wspomnienia.

-Kiedy… -zaczęła wskazując na malunek.

-Skończyłem wczoraj w nocy -jego dłonie ponownie znalazły się w kieszeniach dżinsów.

-Ładne -z jej twarzy nie znikał uśmiech.

-Jude -zaczął niepewnie zagubiony chłopiec -Czy to, co jest między tobą, a Robertem. To na poważnie? -zapytał spoglądając jej w oczy.

-Jesteś zazdrosny? -wypaliła, sama nie wiedziała dlaczego do powiedziała.

-Zastanawiałem się… -w jego głowie pojawiły się dwa głosy.

Jeden podpowiadał mu, że nie ma prawa mówić teraz dziewczynie, że ją kocha. Szczególnie, że postanowiła ułożyć sobie przyszłość z kimś innym. Osobą, która zapewni jej stabilność, a także życie bez strachu o jutro. Drugi natomiast starał się przekrzyczeć ten pierwszy i niczym mantrę powtarzał: WALCZ O NIĄ! WALCZ, IDIOTO! Przecież ją kochasz!

-Powiedziałem ci, że nie możemy być razem. To prawda -wtrącił dość szybko drugie zdanie -Jednak zrozumiałem, że jestem gotowy, aby… -zrobił krok w jej stronę, wyjął ręce z kieszeni, a następnie ujął ramiona brunetki -Aby być egoistą -odparł z zadziornym uśmiechem, który od razu spodobał się Jude -Nie chcę, aby żadna więcej tajemnica stanęła między nami.

Zaraz potem blondyn powiedział czarodziejce wszystko to, co wcześniej wyjawił swojemu pradziadkowi. Prawdziwy powód, dla którego uważał, że nie mogą być razem. Powód, dla którego wciąż odpychał ją od siebie. Opowiedział o Jack’u, o jego chorym planie przywrócenia Cadence do życia przy pomocy „krwi dziedzica od potomków dwóch pierwszych czarodziejów”.

-Dlaczego mówisz mi o tym dopiero teraz? -chłopak wzruszył ramionami, nie potrafił znaleźć żadnej sensownej odpowiedzi na pytanie Jude.

Czarodziejka natomiast spojrzała w jego niebieskie oczy i po raz pierwszy poczuła, że całkowicie się przed nią otworzył. Nigdy wcześniej nie przypuszczała, że blondyn może być wobec niej tak szczery.

-Dziękuję, że powiedziałeś mi prawdę.

Brunetka nieśmiało się uśmiechnęła. Jake podszedł do niej. Zatrzymał się tak blisko, że ich twarze dzieliły zaledwie milimetry.

-Nie jesteś mi obojętna -odparł, gdy ich czoła zetknęły się.

Prawy kącik jego ust powędrował ku górze. Czarodziejka poczuła przyspieszone bicie swojego serca, nie widziała nic poza jego niebieskimi oczyma. Poza blondynem w tym momencie nie istniał dla niej świat. A w momencie, gdy ich rozgrzane usta natrafiły na siebie nawzajem, przestało istnieć także pojęcie czasu.

-Jake -brunetka położyła dłonie na jego torsie, zaraz potem zmuszając do wykonania kroku w tył.

-Chodzi o Roberta?

-Nie -odparła dość szybko -Boję się. że za chwilę znów wyskoczysz z tekstem: Nie możemy być razem. Zrobisz mi nadzieję i mnie zostawisz.

Jej wzrok nie potrafił przekroczyć bariery podłogi. Obawiała się, że gdy tylko spojrzy w jego piękne niebieskie oczy zapomni o tym jak bardzo cierpiała, gdy odtrącił ją po raz pierwszy. Nie miała do siebie zaufania. Bała się, że gdy tylko ich spojrzenia ponownie się spotkają, ona mimo wszystko wpadnie w jego ramiona.

-Nie popełnię drugi raz tego samego błędu -objął ją rękoma, przyciągnął do siebie -Przepraszam -wyszeptał składając pocałunek na czubku jej głowy -Nie wiesz nawet jak bardzo tego żałuję.

-Obiecujesz? -zapytała czując jak ciepłe łzy płyną po jej policzkach.

-Jack, Klaus. Nieważne z kim przyjdzie nam się zmierzyć. Wygramy -otarł dłonią słone kropelki z jej twarzy -Kocham cię -dodał składając na jej ustach pocałunek.

Czarodziejka założyła mu dłonie na szyi. Mocno do niego przylgnęła. Tak długo czekała na tę chwilę. W pewnym momencie przestała już wierzyć, że kiedykolwiek będzie to możliwe. Smak jego ust, ich ciepło. Nie mogła się oprzeć. Poczuła jego dłonie na swoich pośladkach. Marzyła, aby każdego dnia o każdej sekundzie mogła spoglądać w jego niebieskie oczy. W tym momencie chciała ponadto czuć jeszcze jego oddech na swojej szyi, dotyk jego dłoni. Jego bliskość.

Pomogła blondynowi zdjąć koszulkę. Zagubiony chłopiec odrzucił ją na bok. Jude po raz kolejny mogła przyjrzeć się wytatuowanemu torsowi Jake’a. Palcem przejechała od jednego tatuażu do drugiego, zatrzymując się na kompasie.

-Nicki… -blondyn przechylił głowę w taki sposób, aby wymusić po raz kolejny spojrzenie na dziewczynie.

-Jest pięknym wspomnieniem -przeczesał palcami jej kasztanowe włosy -Jednak to bez ciebie u boku nie wyobrażam sobie kolejnego dnia -dziewczyna skinieniem głowy dała mu znać, aby kontynuował.

Blondyn przycisnął ją do ściany, całując każdy kawałek jej rozgrzanego ciała począwszy od miejsca za uchem na szyi, zatrzymując się przy obojczyku. Ona natomiast dość sprawnie pozbyła się jego paska od spodni.

-Zorza? -zapytała, gdy i jej dżinsy znalazły się na ziemi, a Jake przycisnął ją mocniej do ściany, tuż po tym jak uwolnił jej piersi z niewoli stanika.

Chłopak spojrzał na nią poprzez przymrożone oczy.

-Farba już wyschła? Szkoda byłoby gdyby się zniszczyła -odparła pochylając się w jego stronę, a następnie delikatnie przygryzając jego dolną wargę.

-W razie czego namaluję dla ciebie kolejną, a nawet dwie -po tych jego słowach Jude pozbyła się ostatniej części swojej garderoby, ponownie zarzuciła blondynowi dłonie na szyje, przyciągając go do siebie, a następnie wyszeptała do ucha: „W takim razie na co czekasz”.

Jake złapał ją za biodra, a następnie powoli w nią wszedł. Z ust dziewczyny wydobył się jęk rozkoszy. Wbiła paznokcie w jego plecy. Blondyn delikatnie zacisnął swoją dłoń na jej lewym nadgarstku, a następnie uniósł go ponad jej głowę. Czarodziejka wolną ręką delikatnie muskając opuszkami jego skórę przemieściła się od połowy pleców w górę wzdłuż jego kręgosłupa, ostatecznie zatapiając palce w jego blond włosach, podczas gdy on pogłębiał kolejne pchnięcia.

PS. Nie jestem dobra w pisaniu tego typu scen. W sumie to jestem beznadziejna. Przywykłam raczej do rozpisywania różnego rodzaju intryg czy zagadek kryminalnych. No, ale w końcu musiało do tego dojść między tą dwójką. Opublikowałam mimo wielu wątpliwości, kilkukrotnie chcąc wykasować wszystko w dół od momentu „Pomogła mu zdjąć koszulkę”. Przepraszam Was za męki, przez które musieliście przebrnąć czytając drugą część :P
Przepraszam także za błędy i literówki, skorzystałam z dość luźnego wieczoru w pracy, a nie mamy tutaj żadnego sensownego edytora tekstu.

Pozdrawiam :*

/Miłośniczka kryminałów

Porwana, część 12

Cześć,
obiecałam notkę raz w tygodniu, a że chce dotrzymać obietnicy, to notka wyjątkowo dzisiaj. Jak poprzednia pisana w biegu, może trochę mniejszym, liczę, że spodoba Wam się bardziej niż ostatnia ;)
Mam też nadzieję, że nie zabijecie mnie za kilka chemicznych odniesień, nie mogłam się powstrzymać, za dużo jej ostatnio w moim otoczeniu -głupieję :P

PORWANA, część 12

Jude obudziły promienie słońca wdzierające się do pokoju przez okno. Dziewczyna przetarła oczy, a następnie rozejrzała się dookoła. Widok początkowo ją przeraził, dopiero kilka sekund później przypomniał sobie, że nie jest już zamknięta w domu Jack’a, a noc spędziła u Klausa. Usiadła na łóżku, odtworzyła sobie w pamięci wczorajszą rozmowę z gospodarzem, przed oczyma miała namalowany przez Jake’a portret Nicole. Jej historia wydała się czarodziejce niezwykle smutna. Mimowolnie pomyślała o swojej rodzinie. Przypomniała sobie uśmiech na twarzy mamy, sposób w jaki wymuszała na ojcu, aby ją przytulił, a także jak lubiła się przekomarzać z bratem. Bardzo za nimi tęskniła. Wyobraziła sobie pokój telewizyjny w jej rodzinnym domu, na szafce pomiędzy wysokim srebrnym wazonem a dekoderem stało ich rodzinne zdjęcie. Skupiła się na każdym jego szczególe, a po chwili trzymała w ręku identyczną fotografię oprawioną w drewnianą ramkę. Przez chwilę przyglądała się czterem uśmiechniętym osobom uwiecznionym na kawałku błyszczącego papieru za szkiełkiem. Położyła zdjęcie na stoliku tuż koło łóżka. W domu Klausa czuła się bliżej swojego własnego. Głównie dlatego, że nie była tutaj niczyim więźniem. Nie mogła wprawdzie wrócić do domu przez wzgląd na Jack’a. Nie chciała narażać swoich bliskich. Wystarczyło, że ona musi zmagać się z mrokiem i kłamstwem. Westchnęła. Niespodziewanie w jej głowie zabrzmiały słowa Jake’a: „Możemy stąd wyjść tylko dlatego, że Jack tego chce”. Teraz była bardziej niż pewna, że blondyn miał rację. Szczególnie po tym jak Klaus opowiedział jej, że czarodziej wolałby zabić żonę niż pozwolić córce odejść. Jack powiedział jej kiedyś, że jest dla niego cennym nabytkiem, jego DZIEDZICZKĄ. Jeżeli miała wierzyć słowom swojego byłego nauczyciela, a zarazem jedynego i najzacieklejszego wroga, czarodziej nigdy dobrowolnie nie pozwoliłby jej odejść. Poczuła jak ogarnia ją smutek, wstała z łóżka. Założyła na siebie szarą bluzę, tę samą, która miała na sobie dzień wcześniej. Wyczarowała sobie czyste ciemne dżinsy, a włosy upięła pospiesznie, bez większego ładu i składu w kucyk. Zaraz potem opuściła pokój. W kuchni Jude dostrzegła Klausa, stał przy kuchence, w ręku trzymał patelnie. Przekroczyła próg pomieszczenia, mężczyzna przywitał ją uśmiechem.

-Masz ochotę na naleśniki? -zapytał odkładając patelnie na podgrzewaną płytę, a następnie sięgając do szafki po dodatkowy talerz.

-Pomogę ci -szczupła kobieta o krótkich ciemnych włosach wzięła od czarodzieja talerz, a także sztućce, które następnie położyła przed dziewczyną.

-Jude, poznaj Julię -odparł wielką chochlą wylewając ciasto naleśnikowe na patelnię.

-Mogą być zimne napoje? -kobieta wyjęła z lodówki sok pomarańczowy oraz wodę.

Czarodziejka skinęła głową. Nie spodziewała się takiego gwaru przy śniadaniu, odwykła od większej niż dwie liczby osób w kuchni przy posiłku.

-Jake nie wrócił? -zapytała brunetka przyglądając się wystawce dżemów.

-Śpi -czarodziej podszedł do dziewczyny i nałożył jej ciepłego naleśnika na talerz -Smacznego! -dodał wracając do kuchenki, a zaraz potem ponownie nalewając płynne ciasto naleśnikowe z wysokiej plastikowej miski na patelnię. Julia natomiast usiadła po przeciwnej stronie stołu, zaraz potem sięgnęła po cukier, wsypała dwie łyżeczki białej krystalicznej substancji do swojego kubka z kawą -Może chcesz coś ciepłego?

-Nie dziękuję -dziewczyna sięgnęła po szklankę, do której nalała wody -Jesteście małżeństwem? -nie mogła już dłużej powstrzymać się przed zadaniem tego pytania.

-Oficjalnie nie -kobieta zamieszała łyżeczką w kawie, powodując rozpuszczenie krystalicznej sacharozy w całej objętości cieczy -Jednak jesteśmy razem jakieś 25 lat, więc nieoficjalnie można powiedzieć, że jest z nas stare dobre małżeństwo.

-Julia wie o Jack’u, o świecie czarów i całej reszcie -Jude miała wrażenie jakby mag czytał jej w myślach. Dokładnie o to chciała go zapytać tylko nie wiedziała jak to zrobić, nie wzbudzając podejrzeń kobiety, gdyby jednak o niczym nie wiedziała.

-Rozmawiałeś z Jake’m? -zwróciła się bezpośrednio do czarodzieja.

-Chwilę.

-Jest na mnie bardzo zły? -zapytała przerywając smarowanie naleśnika jej ulubioną konfiturą truskawkową.

-Nie ty powinnaś czuć się winna -oświadczył czarodziej jednocześnie nakładając świeżo upieczonego naleśnika na talerz ukochanej, która skradła mu pocałunek nim wrócił do pichcenia.

-Wychodził wściekły na mnie. Powiedziałam mu, że jest kłamcą jak jego ojciec.

-Zmusił cię do tego swoim zachowaniem.

-Czasami wydaje mi się, że potrafię do niego dotrzeć. Zaraz potem przekonuję się, że to wszystko tylko złudzenie -dziewczyna westchnęła -Wydajecie się być szczęśliwi, dlaczego nie zdecydowaliście się na małżeństwo?

-Taki mamy układ -oprała obojętnie kobieta wkładając do ust porcję naleśnika z marmoladą -Kiedy chcę zobaczyć się z Klausem przychodzę do niego, kiedy on potrzebuje ze mną porozmawiać, wpada do mnie -dodała, gdy przełknęła jedzenie.

-Nie mieszkacie razem?

-Nie.

-Uważasz, że to zdrowy związek? -wypaliła Jude sięgając po szklankę z wodą.

-Nie kłócimy się. Przynajmniej nie tyle co mieszkające razem pary czy małżeństwa. Ponadto nie ma możliwości, abyśmy się sobą znudzili.

-A czy w miłości nie chodzi o to, aby być ze sobą na dobre i na złe?

-Zgadzam się z Jude, nie można być z kim jednocześnie nie będąc -do rozmowy włączył się Jake, chłopak jak dzień wcześniej stał w drzwiach oparty o ich framugę.

-Pewnie jesteś głodny -Julia wstała od stołu, a chwilę później położyła na stole czwarty talerz i sztućce, chłopak jednak nie ruszył się z miejsca.

-Jude, chciałem cię przeprosić za wczoraj -odparł przerywając milczenie, które zagościło w pomieszczeniu wraz z jego pojawieniem się -Nie mam wytłumaczenia na swoje zachowanie -mówiąc to wyjął z kieszeni spodni zgiętą kilkukrotnie kartkę -W ramach przeprosin chciałem ci to dać.

-Co to? -zapytała zdziwiona dziewczyna, rozkładając pomiętą stronę.

-To powinno ci pomóc w znalezieniu bruneta z rynku -widniał na niej portret chłopaka, który wpadł na nią w centrum. Niezwykle staranny szkic, oddający każdy szczegół: rysy twarzy, rozmieszczenie oczu, ust -Miał tuż nad obojczykiem znamię, takie samo jakie miała Nicki tuż pod łopatką. Mają je wszyscy odporni na magię.

-Jack wszystkich nie zabił? -Jude przypomniała sobie jak chciała zastosować na chłopaku magię, bezskutecznie.

-Widocznie nie -młody McGhart wzruszył ramionami -Jeżeli chcesz po śniadaniu mogę ci pomóc w poszukiwaniu tego chłopaka -zaproponował kierując się w stronę stołu.

-Nie rozumiem. Wczoraj zostawiłeś mnie samą z mężczyzną, którego nie znam, a dzisiaj chcesz mi pomóc? Cierpisz na rozdwojenie jaźni czy jak?

Jake ponownie wzruszył obojętnie ramionami, brunetka nienawidziła u niego tego gestu bardziej niż swojej wykładowczyni od chemii organicznej, a całkiem niedawno wydawało się jej, że nie można niczego, ani nikogo nienawidzić bardziej niż profesor „papier wszystko zniesie”*.

-Jestem egoistą -dodał czując na sobie jej mordercze spojrzenie -Masz pełne prawo mnie nienawidzić. Ty jesteś inna. Dobra. I odwołuję się do twojej wrażliwej strony: Proszę, nie odmawiaj mi pomocy w odszukaniu tajemniczego odpornego na magię, który zapewni drużynie „dobro” przewagę nad złym Jack’em. Bo niczego innego nie pragnę bardziej niż zobaczyć jak jego „królestwo” upada.

 

*ulubione powiedzenie mojej znienawidzonej wykładowczyni :P

/Miłośniczka kryminałów

Porwana, część 5

Cześć,

cieszę się, że podoba się Wam opowiadanie, a każdy komentarz powoduje pojawienie się uśmiechu na mojej twarzy :)

Ostatnio ciągle brakuje mi czasu, więc korzystając z wolnej chwili nadrabiam wszelkie zaległości :)

PORWANA, część 5

Jude usiadła na skraju łóżku, schowała twarz w dłoniach. Przytłoczył ją nadmiar informacji. Nie wiedziała komu ufać. Czuła się rozdarta, miała wrażenie jakby musiała wybierać między piekłem pełnym przyjaciół, a spokojem w niebie. Najgorsze było dla niej to, że każdy wybór wiązał się z konsekwencjami. Nie wiedziała kto mówi prawdę. Z jednej strony jest Jake, który ma w sobie coś, co sprawia, że chce z nim przebywać. Jest to pierwszy chłopak, przed którym nie boi się otworzyć. Czuje się przy nim swobodnie, a przecież tak ciężko przychodzi jej nawiązywanie znajomości. Co więcej nie przepada przebywać wśród ludzi, zawsze obawia się, że powie coś głupiego. Przeraża ją perspektywa zrobienia z siebie pośmiewiska. Do tej pory wpuściła do swojego świata tylko trzy najbliższe koleżanki i jedną prawdziwą przyjaciółkę. Może wydawać się to niezwykle dziwne, gdyż wszyscy jej znajomi, koledzy i koleżanki z uczelni, uważają ją za naprawdę wesołą, zawsze uśmiechniętą osobę. Żaden jednak tak naprawdę nie zna Jude. Nie wie, że boi się otworzyć przed drugim człowiekiem. Ukrywa swoją prawdziwą twarz za żartami, śmiesznymi historiami. Kiedyś usłyszała od znajomego, że często używa sformułowań: „Chcecie usłyszeć coś zabawnego?”. „Ale ubaw”, itp. Poczuła się wtedy „obnażona”. Popełniła błąd, pozwoliła sobie na zbyt wiele swobody i po raz pierwszy poczuła, że traci grunt pod nogami. Nie była pewna co powinna powiedzieć, co zrobić, aby na nowo zbudować poczucie bezpieczeństwa. Jude boi się, że ludzie jej nie zrozumieją, dlatego też woli ukrywać to jaka naprawdę jest. Uważa, że brak jej ciekawej osobowości, że nie jest ładna, nie mam też pasji, którymi mogłaby podzielić się z innymi. Udaje, ponieważ przeraża ją samotność. Chociaż tak naprawdę znacznie bardziej obawia się zapomnienia. Większości prawdopodobnie wyda się to głupie, ale ona wielokrotnie zastanawiała się, co powinna zrobić, aby zostać zapamiętaną na wieki. Marzy jej się chwała Achillesa, chciałaby zapisać się na kartach historii niczym król Artur. A to drugie może zapewnić jej nie kto inny, tylko Jack. Dzięki niemu może stać się prawdziwą czarodziejką, może stać się potężna i dokonać niesamowitych rzeczy. Może pozostać w pamięci wielu na wieki. Jake wprawdzie pokazał jej książki, które potwierdzały jego historię. Skąd jednak mogła mieć pewność, że Jack pragnie tylko i wyłącznie władzy nad światem. Co jeżeli chce zrobić z niej tylko czarodziejkę? Jeżeli pragnie tylko „dziedzica”, kogoś kto będzie pomagał innym w opanowaniu czarów i poznaniu swojego prawdziwego „ja”? Jude mimowolnie myślami powróciła do wydarzeń sprzed kilku minut:

-Musisz mnie uważnie posłuchać -blondyn położył dłonie na jej ramionach -Jack jest niebezpieczny! Zdaję sobie sprawę, że dokładnie to samo powiedział ci o mnie. Ale to przez niego Cadence zapragnęła władzy nad światem. Wcześniej była normalną radosną dziewczyną. Nie pozwól, aby tobą manipulował, nie wierz w każde jego słowo.

-Przestań, przerażasz mnie! -po tych słowach wyrwała się z uścisku blondyna i uciekła.

Jude jednego była pewna. Obaj mężczyźni mają przed nią tajemnice. Zastanawiała się dlaczego Jack nie powiedział jej o odpornych na magie, dlaczego nie wspomniał jej, że miał córkę. Prawdopodobnie musiał ku temu jakiś powód. Ale skoro zataił to, kto wie co jeszcze przed nią ukrywa. Jake także nie był z nią całkowicie szczery, czuła to w sercu. Niby powiedział jej o wypadku, o tym jak zginęła Cadence. Po części wyjaśniło to złe relacje panujące między nim, a Jack’em. Ale nie wnosiło nic więcej. Nadal nie rozumiała, czemu czarodziej więzi Jake’a w swoim pałacu. Przecież nie posiada on żadnych mocy. Wszystkie te pytania sprawiły, że dziewczyna postanowiła raz jeszcze porozmawiać z blondynem. Miał wrażenie, że od niego uda się jej wyciągnąć znacznie więcej informacji. Zeszła na parter. Zajrzała do kuchni, jednak nie zastała tam Jake. Drugim miejscem, które sprawdziła był pokój telewizyjny. Tam też nie było blondyna. Zrezygnowana opuściła pomieszczenie, gdy niespodziewanie dostrzegła chłopaka znikającego po przeciwnej stronie korytarza jakieś dwa pomieszczenia dalej.

-Jake, musimy pogadać -stanęła oniemiała po środku pokoju, do którego wszedł Jake. Nie mogła uwierzyć w to, co zobaczyła. Znajdowała się w pomieszczeniu ze swoich snów. Na ścianach namalowane były sylwetki różnych osób, Jude bez problemu rozpoznała wśród nich Cadence, reszta była jej obca. Spojrzała na obrazy, pierwsze jak w jej śnie przedstawiały pałac, te dalsze podobnie jak ściany sylwetki różnych osób. Na jednym dostrzegła siebie siedzącą pod dębem, czytającą jakąś książkę. Szybko podeszła do okna i wtedy wszystko zrozumiała. Dwa dni temu siedziała pod drzewem dokładnie na przeciwko tego okna, czytała „Chemię śmierci” Simona Becketta.

-Okłamałeś mnie! -krzyknęła oburzona dziewczyna, a następnie skierowała się w stronę wyjścia. Jeszcze chwilę temu była gotowa całkowicie zaufać blondynowi, teraz czuła do niego jedynie wstręt i odrazę. Nie chciała więcej na niego patrzeć.

-Jude, pozwól, że ci to wytłumaczę -Jake chwycił ją za ramię, dziewczyna szybko strzepnęła jego rękę, piorunując go spojrzeniem.

-Wytłumaczysz czy nakarmisz mnie kolejnymi kłamstwami? -odparła wychodząc z pokoju. Słyszała jak chłopak prosił ją, aby pozwoliła mu wyjaśnić, dlaczego nie powiedział jej o tym pomieszczeniu. Ona jednak go nie słuchała. Wbiegła po schodach na piętro, a następnie zamknęła się w swoim pokoju.

/Miłośniczka kryminałów